Pielgrzymi z Polski w Wietnamie
Wczoraj na profilu facebookowym parafii Rzymskokatolickiej pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie Wielkopolskim pojawiła się kolejna - bieżąca - relacja z pielgrzymki do Wietnamu. 40 osobowa grupa parafian wraz z wikariuszem, ks. Barnabą udała się 26 lutego m.in. do Sajgonu, by doświadczyć "prawdziwej mozaiki historii, wiary i piękna stworzenia".
Niestety, jak się później okazało, Polacy nie mogli już powrócić do kraju w planowanym terminie 2 marca, gdyż ich lot - który miał międzylądowanie w Dosze na Bliskim Wschodzie - został odwołany:
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Nasza pielgrzymka zakończyła się jednak w sposób nieplanowany. Z powodu odwołanego lotu musieliśmy zostać dłużej w Sajgonie. To doświadczenie cierpliwości i zaufania – także w tym, co nieprzewidziane. W tych dodatkowych godzinach (i emocjach) jeszcze mocniej zobaczyliśmy, że pielgrzymowanie to nie tylko zaplanowana trasa, ale także przyjęcie tego, co przynosi droga
- głosi wpis na stronie parafii.
Pielgrzymi prosili wszystkich o modlitwę, by jak najszybciej mogli wrócić do domu:
Nasza grupa parafialna, która uczestniczyła w pielgrzymce do Wietnamu, z powodu odwołanego lotu utknęła w Wietnamie. Obecnie przebywamy w Ho Chi Minh (Sajgonie) i czekamy na możliwość powrotu do Polski. Sytuacja jest spokojna, ale wymaga od nas cierpliwości i zaufania. Bardzo prosimy Was wszystkich o modlitwę w intencji naszego bezpiecznego powrotu do domu. Wierzymy, że Pan prowadzi nas także w tym nieplanowanym etapie pielgrzymki. Dziękujemy za każdą modlitwę, dobre słowo i wsparcie. Ufamy, że już wkrótce będziemy z powrotem razem.
Polacy utknęli, a szans na powrót nie widać
Ks. Barnaba Dębicki tak relacjonował bieżącą sytuację gorzowian:
Pielgrzymka po Wietnamie była planowana już rok temu. Nasz program dobiegł końca 2 marca, kiedy okazało się, że nasz lot przez Dohę zostało odwołany. Biuro podróży zaopiekowało się nami tutaj na miejscu. Natomiast bardzo chcielibyśmy wrócić do Polski, co na razie jest niemożliwe.
Po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie sytuacja była bardzo dynamiczna, a gdy pielgrzymi udali się na lotnisko by powrócić do domu okazało się, że loty zostały odwołane - wspomina ks. Barnaba:
Dostaliśmy tylko wydrukowane pismo, że nie możemy lecieć i kazali sobie radzić. Na szczęście biuro podróży stanęło na wysokości zadania. Skontaktowaliśmy się także z nuncjuszem apostolskim w Hanoi - abp. Markiem Zalewskim, który okazał nam pomoc w organizacji Mszy św. w samym Sajgonie, bo to - jak się okazało - nie jest takie proste.
Powrót na własną rękę? To nie takie proste
Jednocześnie pielgrzymi nie mogli wrócić indywidualnie do domów, bo oprócz wysokich kosztów są jeszcze inne powody - dodaje ks. Dębicki:
Jesteśmy tu dość dużą grupą, mamy też seniorów wśród nas, którzy nie mogą polecieć indywidualnie i czekamy na jakąś konkretną pomoc. Jesteśmy bezpieczni, mamy dobrych pilotów, którzy są łącznikami z biurem podróży. Natomiast na pewno modlitwa i głęboka nadzieja na powrót łączą nas w takich bardzo specyficznych okolicznościach Wielkiego Postu, jaki teraz przeżywamy.
Ks. Barnaba na koniec dodaje, że w imieniu pątników bardzo serdecznie prosi o modlitwę o szczęśliwy powrót do domu dla wszystkich uczestników pielgrzymki.
Więcej o perspektywach powrotu pielgrzymów, a także o życiu Kościoła w Wietnamie usłyszeć można w całej rozmowie (ciąg dalszy artykułu - szczęśliwy finał - pod filmem):
Ta historia ma już swój happy end. Jeszcze tego samego dnia po południu otrzymaliśmy informację, że już jutro pielgrzymi będą mogli polecieć na Sri Lankę, by w niedzielę odbyć lot do Warszawy. To oznacza, że ich modlitwy oraz tych, którzy ich wspierali, zostały wysłuchane!
