Gdy w lutym 2024 r. premier Donald Tusk stał na konferencji prasowej z komisarz von der Leyen, nie potrafił ukryć satysfakcji. W końcu mógł się pochwalić „odblokowaniem” funduszy europejskich, zamrożonych przez swoją wyższą stopniem koleżankę na okres rządów Prawa i Sprawiedliwości. Co prawda żadne przepisy, które były tak krytykowane nie zostały zmienione, ale został zrealizowany ten jeden kamień milowy: zmieniła się władza w Polsce. Wybór Polaków został „skorygowany”, więc przyszła nagroda. Tylko do czyjej kieszeni?
Gdy Tusk chwalił się „górą pieniędzy”, zapewniał, że „dobrze ją wykorzystają”. Mało kto wtedy na to zwrócił uwagę, w końcu stało się to dwa miesiące po objęciu władzy przez koalicję 13 grudnia, ale dziś te słowa odbijają się nieprzyjemnym echem, gdy politycy władzy uderzają w prezydenta Karola Nawrockiego za weto w sprawie SAFE, bo to oznacza – zgodnie z rządową narracją – że zabraknie na kamizelki kuloodporne dla policji.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Co w takim razie stało się z tą „górą pieniędzy”? Gdzie jest te 600 miliardów złotych? To nie tylko duża suma, ale konkretne narzędzie polityczne, bo nie kto inny, jak właśnie Koalicja Obywatelka używała tej kwoty do agitacji wyborczej. „600 miliardów złotych z europejskich pieniędzy już pracuje w Polsce. 9 czerwca zagłosuj za bezpieczną Polską w Europie. Zagłosuj na Koalicję Obywatelską” – mogliśmy przeczytać w postach publikowanych w mediach społecznościowych, a na dołączonym plakacie pod dużą armatohaubicą pojawiało się hasło: „600 mld złotych z UE to pieniądze na ochronę polskich granic”.
Tak na marginesie: widoczny na wspomnianym plakacie sprzęt to armatohaubica K9 z Korei Południowej, co jest jeszcze bardziej wymowne biorąc pod uwagę jak dziś obóz władzy atakuje Prawo i Sprawiedliwość za koreańskie zakupy zbrojeniowe dokonane przez poprzedni rząd po wybuchu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę.
