Ksiądz Jan Kaczkowski wiedział, jak trudno odnaleźć sens i nadzieję w cierpieniu, a jednak głęboko wierzył, że należy ich szukać zawsze i za wszelką cenę. Zachęcał do odwagi, uczciwości wobec siebie i zaufania Bogu, pokazując, że z najciemniejszych historii można wyjść mądrzejszym i bardziej ludzkim. To poruszająca opowieść o nadziei, która nie jest naiwna, lecz konieczna.
Pamięci ks. Jana Kaczkowskiego w 10. rocznicę śmierci - książka Nadzieja. Słowa na pożegnanie. Wydawnictwo WAM. Do kupienia w naszej księgarni: ksiegarnia.niedziela.pl.
Pomóż w rozwoju naszego portalu

Fragmenty książki:
Bardzo często ludzie odruchowo, z przyzwyczajenia, używają zawołań typu: „O Jezu!” i potem, w kontekście spowiedzi, mają z tym problem. Ja zawsze radzę, żeby zrobić z tego dobry uczynek, modlitwę. Powiedzieć: „O Jezu, proszę o pomoc”, „Matko Najświętsza, zmiłuj się nad nami”.
Szanujmy wzajemnie swoją wrażliwość – o to bardzo proszę. I o czułość wobec Pana Boga. Żebyście mieli świadomość, że niezależnie od tego, w którym z rytów – zwyczajnym czy nadzwyczajnym – Msza Święta jest sprawowana, On tu jest.
Reklama
Czy jest możliwe, aby się nie bać i żyć? Oceniam, że jest to możliwe, przynajmniej sądząc po sobie. Wydaje mi się, że w rzeczywistości pełnej zagrożeń osiągnąłem pewien poziom wolności od strachu. Walczę ze strachem w szczególny sposób od chwili, kiedy przyszła ta moja choroba. (…) Strach nas nie buduje. Życie samymi obawami nie ma więc sensu. Przecież i tak w życiu każdego z nas nadejdzie jakiś trudny moment. Jest to wpisane w nasz los: chwile pełne piękna, dla którego brakuje słów, i chwile cierpienia, w obliczu którego można tylko milczeć. Kiedy przyjdą problemy, wtedy trzeba będzie wysoko podnieść głowę i stawić im czoło. Człowiek ma do tego dość sił. Pan Bóg nie daje nam zadań, których nie potrafilibyśmy unieść. Z trudnych historii na ogół wychodzimy mocniejsi, mądrzejsi.
To, że ktoś jest ciężko chory jeszcze przed urodzeniem, nie odbiera mu prawa do życia.
Jak pogodzić się z przychodzącymi w ciężkiej chorobie informacjami – czasem dobrymi, czasem złymi? Jak nie dać się zepchnąć w otchłań rozpaczy? Jak nie zgorzknieć? I nagle czytam niezwykły fragment Ewangelii o nieuczciwym rządcy, którego pan pochwalił. Powiedział mu: „Dobrze kombinujesz”.
Często bardziej dbamy o układanie stosunków z ludźmi niż o relacje z Panem Bogiem. (…) Chrystus na tę sytuację zaczerpniętą z życia, która i nam nie jest obca, bo nie raz i nie dwa dostawaliśmy od losu, od innych ludzi po kościach, każe spojrzeć w innym świetle, zastanowić się nad naszą postawą etyczną. Jeśli chcemy być synami światłości, jeżeli chcemy być przygotowani na przekroczenie progu Jeruzalem, to musimy patrzeć na wnętrze, pilnować wewnętrznej harmonii, pamiętać, że warto przegrać zewnętrznie, ale wygrać moralnie, choćby nikt o tym nie wiedział. Tak naprawdę to daje na co dzień siłę.
W momencie, gdy sami zaczniemy posuwać się do nieludzkiego traktowania, przegrywamy moralnie – jako społeczeństwo, jako Kościół, jako cywilizacja.
Możemy całe życie przeżyć w bojaźni i przykucu albo być wyprostowani i dumni.
Reklama
Zachęcam was do odwagi i otwartości. Do tego, byście czasem albo często krzyczeli przeciw niesprawiedliwości, niszczeniu autorytetów. Żebyście mieli siłę, by w swoim środowisku przecinać pęta i więzy zła.
Msza Święta powinna być i jest bardzo precyzyjnym wykładem dogmatów Kościoła. Gdy prześledzimy sobie rok liturgiczny, w którymkolwiek wydaniu mszału, to nie popełnimy żadnego dogmatycznego błędu, jeśli się w te teksty wgryziemy.
Może was zaskoczę: nie będę jakoś szczególnie walczył o wasze zbawienie. Moim podstawowym celem jest siebie zbawić. Jeżeli przy okazji kogoś do Pana Boga przyciągnę, a może tylko nie odepchnę, to niech Stwórcy będzie chwała. Każdy ma w tym sensie być egoistyczny i dbać o własny interes, zabiegając o własne zbawienie.
Nawet jeśli coś na pewnym etapie zawaliliście, ale macie tego świadomość, to Bogu dzięki. To znaczy, że się nie odkleiliście od samych siebie.
Tradycyjną formą modlitwy jest też wieczorny rachunek sumienia. Zachęcam, żeby śmiało padać przed Bogiem na kolana (chyba że zmęczenie zwala nas wprost do łóżka), analizować swój dzień krok po kroku, wypunktowywać słabe momenty, doceniać momenty dobre, a na koniec za dobro podziękować, za zło przeprosić i jeszcze zmówić spowiedź powszechną. Taki rachunek sumienia działa ozdrowieńczo, jest naszą gwarancją, że następnego dnia rano wstaniemy wyprostowani.
Reklama
Bycie celebrytą jest smutne (…) No chyba, że w moim przypadku słowo „celebryta” pochodzi od celebry lub celebransa. Wtedy mogę i chcę być nawet arcycelebrytą czy megacelebrytą!
Śmiech ma działanie przeciwbólowe. Obniża napięcie mięśniowe, pobudza krążenie krwi w całym organizmie i uwalnia endorfiny.
Obiecuję, że będę się za was modlił. I jeżeli czegokolwiek będziecie ode mnie potrzebować: czy modlitwy, czy wsparcia, czy dobrego słowa, to jestem dla was dostępny. Zostawiam wszystkie namiary na mnie.
