Powstał jednak problem, ponieważ jego teorie zostały opublikowane w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Archaeometry”, jakby były pracą naukową. Dlatego grupa specjalistów zajmujących się Całunem poczuła się w obowiązku potępić tę kolejną pseudonaukową hipotezę, pisząc w tym samym czasopiśmie artykuł*, na co Moraes odpowiedział, nie przedstawiając jednak żadnych przekonujących argumentów na poparcie swojej teorii**.
Rozmawiałem o tej kolejnej „sensacji” z Emanuelą Marinelli, która już wcześniej, wraz z innymi specjalistami, obaliła teorię wiarygodności datowania radiowęglowego Całunu Turyńskiego, również w czasopiśmie „Archaeometry”.***
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Włodzimierz Rędzioch
Emanuela Marinelli
- Dlaczego badacze Całunu zareagowali na hipotezę Moraesa?
Reklama
- Ponieważ została opublikowana w czasopiśmie naukowym, mimo że nie spełnia wymogów pracy naukowej. Moraes ogranicza się do komputerowej rekonstrukcji obrazu i nie uwzględnia wszystkich aspektów Całunu. Nie bierze pod uwagę, że Całun jest lnianym prześcieradłem, na którym znajdują się różnego rodzaju mikroslady, takie jak pyłki z Bliskiego Wschodu, aloes, mirra i aragonit identyczny z tym z jaskiń w Jerozolimie; na którym znajduje się ludzka krew pozostawiona przez zwłoki owinięte w płótno; oraz na którym istnieje obraz będący bardzo powierzchownym utlenieniem i odwodnieniem celulozy tworzącej tkaninę, powstałym po tym, jak krew już poplamiła materiał. Moraesa to wszystko nie interesuje i dlatego ośmiela się twierdzić, że obraz na Całunie powstał w średniowieczu.
- Co budzi wątpliwości w rekonstrukcji Moraesa?
- Wiele rzeczy. Po pierwsze, jak wynika z ilustracji dołączonych do badania, symulacje przeprowadzono jedynie dla strony czołowej, a nie dla strony tylnej. To istotna kwestia: jeśli ktoś chce wierzyć w hipotezę o tajemniczym geniuszu i nieznanym średniowiecznym fałszerzu, nasuwa się pytanie, w jaki sposób mógł on stworzyć płaskorzeźbę posiadającą cechy zarówno odcisku czołowego, jak i tylnego. Autor popełnia kolejny rażący błąd przy tworzeniu modelu, nakładając prawą stopę na lewą, a prawą rękę na lewą, podczas gdy w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Uzasadnia to stwierdzeniem, że „takie podejście upraszcza tworzenie materiału wizualnego”.
Moraes wysuwa hipotezę dotyczącą użycia płaskorzeźby. Jest to hipoteza już obalona - żadna technika nigdy nie wykazała, że użycie płaskorzeźby pozwala uzyskać podobny ślad jak na Całunie z punktu widzenia jego właściwości chemiczno-fizycznych. Nie wspominając już o tym, że na Całunie nie ma śladów żadnego rodzaju barwników i że obraz ewentualnie wytworzony przez podgrzaną płaskorzeźbę byłby fluorescencyjny, w przeciwieństwie do obrazu na Całunie.
Reklama
O powierzchowności Moraesa wiele mówi fakt, że do komputerowego modelu symulacji Całunu wykorzystano „zwykłą bawełnę”. Należałoby mu przypomnieć, że Całun jest tkaniną lnianą, a nie bawełnianą. A poza tym nie przeprowadził on żadnych rzeczywistych eksperymentów.
- Moraes nie porusza nawet kwestii śladów krwi obecnych na Całunie…
- Jest to kwestia zasadnicza, której nie potrafią wyjaśnić żadne teorie dotyczące rzemieślniczego powstania obrazu na Całunie. Należy przypomnieć, że ślady krwi znalezione na Całunie uniemożliwiły powstanie obrazu pod nimi. Oznacza to, że najpierw krew przedostała się z ciała zmarłego na płótno, a dopiero potem nastąpił proces tworzenia się obrazu.
- Dlaczego światowe media poświęcają tak wiele uwagi tym pseudonaukowym hipotezom, które mają podważyć autentyczność Całunu? Co więcej, dlaczego media głównego nurtu są tak bardzo tym zainteresowane?
- Powtarzający się refren o rzekomej fałszywości obrazu na Całunie opiera się tym razem na pracy pozbawionej podstaw naukowych, która dowodzi tylko jednego: Święty Całun jest solą w oku środowisk „wrażliwych” na Chrystusa. Całun przeszkadza tym, którzy chcieliby pozbyć się jego niewygodnej obecności. A jego istnienie stawia pytania i wstrząsa tymi, którzy nie chcą uznać jego autentyczności, aby nie spotkać Chrystusa w swoim życiu.
Reklama
