Reklama

Wiara

Jak wyglądała męka Chrystusa z perspektywy Szymona z Cyreny?

W jaki sposób mękę Chrystusa postrzegał Szymon Cyrenejczyk? W swojej najnowszej książce pt. „Pasja miłości” o. Edward Kryściak SP ukazuje nam nowe, niecodzienne spojrzenie na Drogę Krzyżową Jezus - z perspektywy jej świadków.

2026-04-02 21:29

[ TEMATY ]

Wielki Piątek

męka Chrystusa

Didgeman/pixabay.com

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Długo nie wracał, a szabat właśnie miał się zacząć. W tym roku „ten szabat był wielkim świętem” – zbiegał się z Paschą. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi.

Dwóch chłopców, ubranych odświętnie i gotowych, by zasiąść do stołu, wyglądało przez małe okno, wypatrując ojca. Stół był już przygotowany. Gdy tarcza słońca schowa się za horyzontem, będzie można zapalić świece i razem usiąść do wieczerzy.

Kiedy wreszcie dotarł do domu, czasu zostało niewiele. Zaledwie tyle, by się obmyć i włożyć świąteczne ubranie. Nie był nawet pewien, czy powinien siadać do stołu – dotykał przecież krzyża, a więc był nieczysty. Dostrzegł uważne spojrzenie żony. Rozumiała, że coś się wydarzyło, że coś go zatrzymało po drodze, ale nie było chwili na pytania. Patrzyła mu w oczy i czekała na moment, kiedy wreszcie będzie mogła zapytać. Woda zmyła z jego twarzy kurz drogi, lecz nie potrafiła usunąć cienia, przez który przebijał się jednak jakiś dziwny pokój.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Jeszcze wcześniej najmłodszy z synów zadał tradycyjne pytanie: „Czym różni się ta noc od wszystkich pozostałych nocy?”. Ojciec zaczął opowiadać: „Tej nocy świętujemy wyjście z niewoli ku wolności. Nasi ojcowie opuścili Egipt, gdzie byli niewolnikami, a ich życie było gorzkie. Znosili jednak tę gorycz, bo była osłodzona nadzieją wolności…”.

Reklama

Po chwili dodał już od siebie: „Dziś, gdy skończyłem pracę i wracałem z pola, szedłem do was szczęśliwy, myśląc o was. Nagle zobaczyłem tłum i usłyszałem wrzawę. Na drodze prowadzącej ku bramie zobaczyłem jakieś zamieszanie. Próbowałem ominąć tych ludzi, ale się nie dało. Ktoś krzyknął, a potem nagle czyjaś dłoń zacisnęła się na moim ramieniu. Rzymski żołnierz trzymał mnie mocno. «Pomożesz Mu!». Ogarnęła mnie złość. Dawno tak nie krzyczałem – sam siebie nie poznawałem, słysząc swój głos… Ale zrobiło mi się Go żal. Leżał na ziemi. Jakiś skazaniec. Cały pobity. Jego ciało wyglądało jak jedna wielka rana. Zapomniałem o gniewie i wściekłości. Pomogłem Mu wstać i podniosłem patibulum – poprzeczną belkę krzyża, na której miał zostać powieszony. Była ciężka, ważyła prawie siedemdziesiąt kilogramów. Nic dziwnego, że On nie był w stanie jej nieść. Nie wiem, co poczułem, kiedy na mnie spojrzał… W Jego oczach zobaczyłem pokój i wdzięczność – a nawet coś w rodzaju podziwu. Prowadziłem Go na śmierć, a On mi dziękował. Todah rabah – bardzo dziękuję. Jakby mnie znał, jakbyśmy byli przyjaciółmi od dawna… Był cały pokryty ranami, a jednak cały był jednym wielkim »dziękuję«. Jego serce biło spokojnie. Jego ból miał sens.

Nikt nie mógł Go powstrzymać. Żaden żołnierz nie przeszkodziłby Mu w Jego powolnym, ale pełnym determinacji marszu. A ja trzymałem się krzyża, by razem z Nim dotrzeć do celu. To sam Bóg znów wyprowadza nas tej nocy z niewoli. Widziałem to w Jego spojrzeniu, którego nigdy nie zapomnę. «On dźwigał nasze grzechy i za nas cierpiał. Został przebity za nasze występki, zdruzgotany za nasze winy. Dręczono Go, lecz sam się uniżył i nie otworzył ust swoich; jak baranek prowadzony na rzeź»” (Iz 53,4-7).

Szymon skończył mówić. Tak – ten sam Szymon z Cyreny, o którym wspominają ewangeliści i którego przywołujemy przy piątej stacji drogi krzyżowej. Mateusz, Marek i Łukasz mówią o nim zaledwie w jednym zdaniu: „Spotkali człowieka z Cyreny, imieniem Szymon, i przymusili go, żeby niósł Jego krzyż” (Mt 27,32). Święty Marek dodaje szczegół: „Przymusili przechodnia, który wracał ze wsi, niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, aby niósł Jego krzyż” (Mk 15,21).

Reklama

Cyrena leżała na terenie dzisiejszej Libii. Założona przez Greków, w czasach Jezusa była domem dla wielu greckojęzycznych, hellenistycznych żydów. Część z nich wróciła później do ojczystej ziemi i zamieszkała w Jerozolimie, tworząc wspólnotę skupioną wokół Synagogi Libertynów. Święty Łukasz wspomina w Dziejach Apostolskich o Żydach z Cyreny obecnych w dniu Pięćdziesiątnicy, którzy przyjęli wiarę (por. Dz 2,10). Po męczeńskiej śmierci Szczepana wierzący z Cyreny znaleźli się wśród pierwszych rozproszonych przez prześladowania w Jerozolimie (por. Dz 11,19-20). Dotarli aż do Antiochii, gdzie odegrali kluczową rolę w powstaniu Kościoła – tam właśnie po raz pierwszy uczniów nazwano chrześcijanami (por. Dz 11,26).

Gdy Jezus był prowadzony na ukrzyżowanie, Szymon został przymuszony, by nieść Jego krzyż.

Wszystko w tym spotkaniu wydaje się przypadkowe: pojawił się akurat w tej chwili, przeciął drogę skazańcowi, a rzymscy żołnierze – jakby z kaprysu – wybrali właśnie jego. A jednak te pozorne zbiegi okoliczności stały się początkiem głębokiej przemiany. Przemiany tym bardziej poruszającej, że zupełnie nieoczekiwanej.

Szymon nie należał do tych, którzy krzyczeli i znieważali Jezusa. Nie był też ciekawskim widzem przyciągniętym hałasem i krwawym widowiskiem. Po prostu przechodził tamtędy. Święty Łukasz dodaje szczegół, który pomaga lepiej zrozumieć to, co wydarzyło się w jego sercu: „Włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem” (Łk 23,26). Nietrudno wyobrazić sobie jego szok. Szedł spokojnie swoją drogą, gdy nagle usłyszał zamieszanie. Otoczyli go żołnierze, zaczęli krzyczeć i zmusili do niesienia krzyża człowieka, którego prowadzili na śmierć. Być może zdążył dowiedzieć się, kim jest skazaniec – a może tylko przeczytał napis umieszczony nad Nim: „Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski”.

Reklama

Gdy spojrzał na Jezusa, zobaczył człowieka skrajnie wyczerpanego. Na jego ciele widniały ślady biczowania i wielu ciosów, a na głowie – cierniowa korona, wbita boleśnie w skórę. Szymon szedł za Nim. Droga była krótka, ale stroma. Słyszał obelgi tłumu i patrzył na twarze wykrzywione złością i nienawiścią – faryzeuszy, uczonych w Piśmie, starszych i kapłanów. Niewiele wiedział o całej sprawie, ale coś się nie zgadzało. Jeśli Jezus był buntownikiem przeciw Rzymowi, dla Żydów powinien być bohaterem. Tymczasem największa pogarda i najostrzejsze słowa płynęły właśnie od ich przywódców. Krzyczeli przeciw Niemu rzeczy straszne i bluźniercze, jakby ogarnięci nienawiścią i szałem.

A gdy dotarli na miejsce ukrzyżowania, zdumienie musiało być jeszcze większe. Zmęczony Szymon położył belkę na ziemi, ale nie odszedł od razu. Został i patrzył – na Jezusa i na dwóch złoczyńców. Różnica między nimi była uderzająca. Jezus odmówił napoju, a jednak z wdzięcznością przyjął chwilę ulgi, gdy wilgotna gąbka dotknęła Jego ust (por. Mt 27,34; J 19,28-29). Obok rozlegały się krzyki i przekleństwa skazańców. Ich szarpanina i próby uwolnienia się były daremne – a ból tylko narastał. Czy Szymon został tam dłużej, czy – nie chcąc uczestniczyć w tym teatrze nienawiści – ruszył w stronę domu? Czy to, co zobaczył i czego doświadczył, wystarczyło, by zapragnął poznać, kim naprawdę był ten „Król Żydowski”? Czy już samo spotkanie na drodze krzyżowej przemieniło jego serce, czy też nawrócenie przyszło dopiero później? Nie znamy odpowiedzi na tak szczegółowe pytania. Wiemy natomiast, że był znany apostołom, skoro ewangeliści wymieniają jego imię i wspominają jego synów, Aleksandra i Rufusa (por. Mk 15,21).

Reklama

Śmierć Jezusa musiała go poruszyć. Każda śmierć porusza, a tym bardziej powolna agonia człowieka, który przebacza swoim oprawcom: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Nawet rzymski setnik wyznał: „Ten Człowiek rzeczywiście był sprawiedliwy” (Łk 23,47). Wcześniej słyszał słowa Piłata: „Ja nie znajduję w Nim żadnej winy”

(J 18,38). Widział też, jak Piłat – przekonany, że nic nie wskóra – wziął wodę i wobec tłumu obmył ręce, mówiąc: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego” (Mt 27,24). Setnik był blisko. Widział i słyszał wszystko. Teraz zrozumiał.

W przypadku Szymona wszystko zaczęło się od nieoczekiwanego spotkania. Prorok Izajasz mówił: „Objawiłem się tym, którzy Mnie nie szukali; dałem się znaleźć tym, którzy się o Mnie nie pytali” (Iz 65,1). Szymon z Cyreny nikogo nie szukał – a jednak znalazł Boga. Niosąc krzyż Chrystusa, musiał przeżyć bunt, sprzeciw, może nawet obrzydzenie. A jednak przed nim szedł Jezus – człowiek cierpiący ból o wiele większy niż ten, który odczuwał Szymon. Cierpiał bez skargi, przebaczając innym.

Reklama

Cierpienie Szymona z Cyreny było tym większe, że mogło wynikać z celowego działania Rzymian, którzy w czasie wielkich świąt potrafili zmuszać Żydów do upokarzających usług. Było to narzędzie politycznego ucisku wobec podbitych ludów. W razie potrzeby rzymscy oficerowie mogli na mocy prawa przymusić dowolną osobę do pracy. Aby upokorzenie było jeszcze dotkliwsze, pracę przymusową – gdy tylko się dało – narzucano raczej osobom cieszącym się poważaniem niż zwykłym ludziom. Zmuszając Szymona, Rzymianie odbierali mu radość świętowania Paschy. Czasem krzyż nie jest czymś, czego sami szukamy – po prostu przychodzi. To Chrystus wychodzi nam na spotkanie. Życie pełne jest nagłych zderzeń z krzyżem, z niespodziewanym i niesprawiedliwym bólem. Żaden ból nie pozostawia człowieka obojętnym. Viktor Frankl, wierzący żydowski myśliciel i więzień obozów koncentracyjnych, widział, jak nieludzkie warunki prowadziły wielu do upadku człowieczeństwa i śmierci. Ale widział też tych, którzy w nieludzkich warunkach potrafili przekroczyć własny strach i słabość – byli silni, podnosili innych na duchu, zachęcali do zachowania godności, modlili się gorliwiej, a nawet myśleli bardziej o innych niż o sobie. Niektórzy z nich zostali później kanonizowani, jak Maksymilian Kolbe, Edyta Stein czy holenderski karmelita Tytus Brandsma. Najlepiej radzili sobie nie ci najsilniejsi fizycznie, lecz ci, którzy nawet w obozach zagłady potrafili nadać sens swojemu życiu. Po latach Frankl mówił, że człowiek dojrzewa w bólu i przez niego wzrasta. Pełnia cierpienia nie oznacza pustki życia.

Świadectwo o Szymonie z Cyreny daje także archeologia. W Dolinie Cedronu odkryto jakiś czas temu inskrypcje grobowe z jego imieniem oraz imieniem syna Aleksandra. A młodszy syn – Rufus? Być może właśnie jego wspomina św. Paweł w Liście do Rzymian: „Pozdrówcie Rufusa, wybranego w Panu, oraz jego matkę i moją” (Rz 16,13). To

mogłoby wyjaśniać jego brak w rodzinnych grobach w Jerozolimie. Słowa Pawła sugerują, że Rufus wraz z matką – być może już po śmierci Szymona i po prześladowaniach w Jerozolimie – wyruszyli, jak wielu innych uczniów Chrystusa, najpierw do Antiochii, a potem do Rzymu, do samego serca imperium.

Spośród wszystkich ludzi tylko Szymon z Cyreny pomógł Jezusowi dźwigać krzyż. On jeden w sposób dosłowny wypełnił zaproszenie Mistrza: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29).

To jarzmo jest słodkie i lekkie, bo utkane z miłości – a zarazem niezwykle ciężkie, bo zawiera w sobie całe zło, które człowiek uczynił. Szymon nigdy nie został oficjalnie ogłoszony świętym. Według Katarzyny Emmerich nie stał się chrześcijaninem i nie potrafił rozpoznać w skazańcu z Galilei obiecanego Mesjasza. Według jej świadectwa to żona i synowie Szymona nawrócili się i przyjęli wiarę w Chrystusa. Mnie jednak bardziej przekonuje możliwość, że doświadczenie niesienia krzyża przemieniło także samego Szymona i otworzyło go na łaskę wiary.

Reklama

Był człowiekiem z tłumu. Pojawił się tylko na moment i przeszedł z Jezusem zaledwie kilkaset metrów drogi krzyżowej. A jednak znamy jego imię, imiona jego synów i miejsce pochodzenia. Najwięcej szczegółów przekazuje św. Marek – co zaskakuje, bo w swojej Ewangelii rzadko wymienia konkretne osoby. Poza apostołami przywołuje właściwie tylko Jaira, żebraka Bartymeusza oraz właśnie Szymona z Cyreny, Aleksandra i Rufusa. Niektóre Kościoły chrześcijańskie czczą Szymona jako świętego, a jego wspomnienie obchodzą 1 grudnia.

Jezus mówił uczniom: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24). Bycie uczniem nie zawsze wynika z naszego wyboru. Najpierw jest darem Boga. I bardzo często przychodzi w chwili, gdy trzeba wziąć na siebie krzyż – zwłaszcza ten niezrozumiały i niechciany. Sam krzyż nie pochodzi od Boga, lecz z ludzkiego zła. Jezus nie niesie go dlatego, że tego pragnie, ale dlatego, że kocha. A miłość zawsze bierze na siebie ciężar zła drugiego człowieka.

Szymon podejmuje krzyż wbrew swojej woli, przymuszony. A jednak właśnie w tym momencie staje się uczniem. Historia zbawienia urzeczywistnia się w Szymonie z Cyreny oraz w każdym, kto niesie ciężar niesprawiedliwego cierpienia. To Jezus jest pierwszym „Cyrenejczykiem” – tym, który wziął na siebie nasze zło, by nas ocalić.

Artykuł zawiera fragment z książki o. Edwarda Kryściaka SP Pasja miłości, wyd. eSPe. Zobacz więcej: boskieksiazki.pl.

Oceń: +18 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa: W Wielki Piątek Centralna Droga Krzyżowa z modlitwą o pokój i za Ukrainę

[ TEMATY ]

Droga Krzyżowa

Wielki Piątek

Karol Porwich/Niedziela

W intencji pokoju w Ukrainie zostanie odprawiona w Wielki Piątek 15 kwietnia Centralna Droga Krzyżowa w Warszawie. Poprowadzą ją wspólnie metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz wraz z abp. Eugeniuszem Popowiczem, grekokatolickim metropolitą przemysko-warszawskim.

– Zapraszam wszystkich! Ta Droga Krzyżowa będzie modlitwą o pokój i za cierpiącą Ukrainę – podkreśla metropolita warszawski. Swoje zaproszenie skierował także do Ukraińców, których w Warszawie mieszka obecnie ok. 400 tysięcy.
CZYTAJ DALEJ

Była radna KO cieszyła się ze spalenia krzyża. Teraz wydała oświadczenie

2026-04-07 12:46

[ TEMATY ]

oświadczenie

Stargard

Koalicja Obywatelska

była radna KO

spalenie krzyża

Monika Kirschenstein

piękny widok

Parafia Rzymskokatolicka Świętego Maksymiliana Kolbego w Warszawie / x.com/DariuszMatecki

Wpis radnej wywołał powszechne oburzenie

Wpis radnej wywołał powszechne oburzenie

Radna miejska ze Stargardu Monika Kirschenstein podczas Świąt Wielkanocnych wstawiła na Facebook post ze zdjęciem płonącego papieskiego krzyża w Warszawie i dodała do niego opis: „Piękny widok”. Teraz twierdzi, że padła ofiarą... nagonki.

Przypomnijmy: Do groźnego incydentu doszło w Wielki Piątek ok. godz. 15:30 przed kościołem pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego przy ul. Rzymowskiego na warszawskim Mokotowie. Zapalił się tam krzyż przed świątynią, pod którym w św. Jan Paweł II wygłosił słynną homilię w czasie pierwszej pielgrzymki do Polski.
CZYTAJ DALEJ

Kalwaria zbudowana na wzór Jerozolimy ma 35 stacji Drogi Krzyżowej - dlaczego?

2026-04-07 21:03

[ TEMATY ]

Jerozolima

kalwaria

Litwa

Parafia Kalwarii Wileńskiej

Odkrycie Krzyża Świętego, 35. i ostatnia stacja Drogi Krzyżowej Kalwarii Wileńskiej w Wilnie na Litwie

Odkrycie Krzyża Świętego, 35. i ostatnia stacja Drogi Krzyżowej Kalwarii Wileńskiej w Wilnie na Litwie

Zbudowana w XVII wieku na Litwie tak, aby odzwierciedlała topografię Jerozolimy, Kalwaria Wileńska prowadzi pielgrzymów przez 35 stacji na ponad sześciu kilometrach wzgórz, dolin i kaplic.

Na północnym krańcu stolicy Litwy pielgrzymi pokonują 7-kilometrowy (4,3-milowy) szlak znany jako Kalwaria Wileńska, stanowiący krajobraz pełen kaplic, bram, wzgórz i niewielkiego mostu, który ma odzwierciedlać topografię i odległości Drogi Krzyżowej w Jerozolimie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję