Ewangelia Janowa od siódmego rozdziału do końca podzielona jest według świąt, w których Jezus uczestniczy.
W rozdziałach od siódmego do dziesiątego czytamy o tym, jak Jezus idzie do Jerozolimy na Święto Namiotów i jak spędza tam to święto (Święto Namiotów obchodzono przez cały tydzień, w październiku; był to ostatni październik w życiu Jezusa). W rozdziale jedenastym, czytamy o pobycie Jezusa w Jerozolimie w czasie Święta Poświęcenia Świątyni, a od rozdziału trzynastego widzimy Go przebywającego w tym mieście na Święcie Paschy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Można by powiedzieć, że Pan Jezus zachowywał się jak każdy pobożny i przyzwoity Żyd.
Każdy wierzący Żyd miał bowiem obowiązek stawić się w Jerozolimie trzy razy w roku: na Święto Paschy, na Święto Namiotów i na Święto Tygodni.
Pan Jezus przeczuwał, że jeśli pójdzie do Jerozolimy, może spotkać Go tam śmierć. Przeczuwał to pół roku przed Wielkim Piątkiem.
Jan chciał pewnie pokazać, że liturgia była dla Jezusa czymś bardzo ważnym.
Liturgia nie jest czymś mało ważnym. Liturgia jest sprawą życia i śmierci.
Istnieje głęboki związek między liturgią a tym, jak człowiek żyje.
Liturgia nadaje sens i życiu, i śmierci.
Człowiek, który traktuje liturgię poważnie, niechętnie się z niej zwalnia.
W aktach męczenników z pierwszych wieków chrześcijaństwa można przeczytać o tym, że chrześcijan często chwytano wtedy, gdy gromadzili się – wbrew cesarskim zakazom – na Eucharystię. Gdy żołnierze rzymscy pytali ich, dlaczego łamią zakaz, odpowiadali: „Nie można nie być na Eucharystii”.
Reklama
Pierwsi chrześcijanie nie wyobrażali sobie życia bez liturgii.
Tymczasem nasze życie rzadko ma związek z liturgią.
Nasze czyny często przeczą naszej pobożności.
Najlepszym czasem na odkrycie liturgii jest Triduum Paschalne.
Liturgia w Wielki Czwartek wieczorem zaczyna się znakiem krzyża, a na końcu nie ma rozesłania.
Kiedy kończy się Msza Święta Wieczerzy Pańskiej, przenosi się Pana Jezusa do ciemnicy. Nie ma końcowego błogosławieństwa.
Następnie jest liturgia wielkopiątkowa, której nie rozpoczynamy znakiem krzyża. Nie ma też pozdrowienia.
Dlaczego?
Bo w Wielki Czwartek nic się nie skończyło.
W Wielki Piątek jest Liturgia Krzyża, której znów nie kończy błogosławieństwo. Po Komunii świętej przenosimy Chrystusa do grobu. Znów nie ma rozesłania.
W Wielką Sobotę Kościół nic nie robi (z jednym małym wyjątkiem błogosławienia pokarmów). Jest to jedyny taki dzień w roku.
Przychodzi noc Wigilii Paschalnej.
Liturgia rozpoczyna się od poświęcenia ognia. Na początku znów nie ma więc ani znaku krzyża, ani pozdrowienia „Pan z wami”. Nikt nikogo nie wita w kościele, ponieważ liturgia rozpoczęta w Wielki Czwartek wieczorem ciągle trwa.
Jest to jedyny czas w roku, kiedy w liturgię wpisuje się wszystko, co robimy przez cały dzień.
W czasie Triduum Paschalnego liturgią jest nie tylko nasza modlitwa w kościele. Jest nią także nasz odpoczynek, nasza praca, nasze przebywanie w domu z rodziną.
Święte Triduum Paschalne to czas niezwykły, ale czy wpływa na nasze życie w ciągu całego roku?
Czy nasze życie jest związane z liturgią?
Jezus przyszedł na Święto Namiotów.
Reklama
Wiemy już, że było to ważne święto. Tak ważne, że jeśli Żyd mówił «święto», nie dookreślając bliżej, które święto miał na myśli, to chodziło właśnie o Święto Namiotów – osiem dni wspólnego przebywania w Jerozolimie i rozpamiętywania pobytu Izraelitów na pustyni – czasu, kiedy mieszkali pod namiotami, wędrując z Egiptu do Ziemi Obiecanej.
W ciągu ośmiu dni wspominano, jak to z gromady niewolników wyrwanych z Egiptu Bóg uczynił naród, udzielając mu trzech niezwykłych darów.
Pierwszym z nich było to, że Bóg ich zgromadził. Święto Namiotów Żydzi nazywali też «świętem zgromadzenia», bo w niewoli byli rozproszeni, podzieleni, a Bóg zgromadził ich razem, złączył ich w jeden naród.
Drugim darem, jakiego Bóg udzielał im na pustyni, była woda. Tradycja żydowska mówi, że Bóg szedł z Izraelem przez pustynię jako skała, z której wypłynęła woda. Mieli więc wodę. Na pustyni!
Trzecim darem, jakiego Bóg udzielał Izraelitom, prowadząc ich przez pustynię, było światło. Księga Wyjścia mówi, że Bóg szedł przed nimi podczas dnia jako słup obłoku, a podczas nocy szedł jako słup ognia – żeby im wskazywać drogę, aby im świecić (por. 13, 21).
W czasie Święta Namiotów koncentrowano uwagę zwłaszcza na znakach wody i światła.
Chrystus przyszedł do Jerozolimy na to święto – także po to, aby ukazać nowe znaczenie owych znaków. Ukazał je jako – odległą w czasie, ale bliską poprzez liturgię – zapowiedź daru wiary i daru Ducha Świętego.
Duch Święty jest jak woda.
Wiara jest jak światło – właśnie w czasie tego pobytu w Jerozolimie (na Święcie Namiotów) Chrystus otworzył oczy niewidomemu (zob. J 9). Otworzył człowiekowi oczy – dał mu światło wiary, aby mógł widzieć rzeczywistość właściwie.
Reklama
O pierwszym z wymienionych wyżej darów (darze «zgromadzenia») mówi cały dziesiąty rozdział Ewangelii Janowej – perykopa o dobrym pasterzu. Funkcją pasterza jest między innymi gromadzenie owiec. „Ja jestem dobrym pasterzem” – mówi Jezus (ww. 11 i 14).
Chrystus więc także zapowiada trzy dary: wodę, czyli Ducha; światło, czyli wiarę (właściwe widzenie rzeczywistości); zgromadzenie, czyli Kościół.
I właśnie wtedy, kiedy obiecuje tak wielkie dary – zostaje odrzucony i zawisa nad Nim widmo śmierci.
Rozdziały od siódmego do dziesiątego opisują jedną wielką kłótnię toczącą się w Jerozolimie.
Jedną wielką kłótnię o to, czy On jest Mesjaszem czy nie.
Jedni mówią, że jest, inni – że nie.
Jednym pasuje do tego, w co wierzą, do ich wyobrażeń na temat mesjasza; innym – nie pasuje.
Ostatecznie Chrystus, który zapowiada wielkie dary, zostaje odrzucony.
Wydaje się w pierwszej chwili, że Ewangelia prowadzi nas w jakąś «ślepą uliczkę»…
Tymczasem jest przeciwnie.
Ewangelia prowadzi nas w głąb tajemnicy. W głąb logiki, która mówi, że Chrystus udziela nam tych wielkich darów właśnie za cenę odrzucenia Go.
Za cenę krzyża.
Chrystus daje nam Ducha Świętego za cenę swej śmierci. W czasie Ostatniej Wieczerzy powiedział: „Jeśli nie odejdę, Duch nie zostanie do was posłany” (por. J 16, 7).
Chrystus daje nam też światło wiary, abyśmy rozumieli rzeczywistość. Powiedział do swoich uczniów: „Teraz nie rozumiecie, ale później będzie wam dane to zrozumieć” (por. J 13, 7). Później – za cenę Jego śmierci.
I trzeci dar: Chrystus nas gromadzi. W omawianej Ewangelii niesłychane są prorocze słowa Kajfasza. Zapowiedział on bowiem, że Jezus umrze nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno (por. 11, 52–52).
Możemy więc być razem za cenę śmierci Jezusa.
Możemy żyć w Duchu Świętym za cenę śmierci Jezusa.
Reklama
Możemy być ludźmi wierzącymi oraz widzieć i właściwie rozumieć rzeczywistość za cenę śmierci Jezusa.
Trzeba mieć tę cenę przed oczami, aby zbyt łatwo nie rezygnować z owych darów – na przykład z daru jedności.
Właśnie z niego rezygnujemy najłatwiej – przypomnijmy sobie choćby ostatnie dyskusje na temat sposobu przyjmowania Komunii Świętej (na rękę czy do ust). Rozmowy szybko zamieniały się w pyskówki i wzajemne wytykanie się palcami: „Ten jest konserwatystą”, „Ten jest liberałem”, „Ten jest wariatem”, „Ten jest pobożny”.
Potrafi nas podzielić nie tylko przywiązanie do kościelnych obyczajów czy tradycji; równie łatwo sprawia to każda dyskusja polityczna czy na przykład pogrzeb wielkiego poety.
A Chrystus umarł, abyśmy byli jedno.
Artykuł zawiera fragment z książki kard. Grzegorza Rysia Mandatum. Ecce homo, wyd. eSPe. Zobacz więcej: boskieksiazki.pl.

