Nie sposób nie zatrzymać się najpierw przy 21. rocznicy śmierci Papieża Polaka, która przypadła w Wielki Czwartek, dokładnie u progu Triduum Paschalnego. To coś więcej niż kalendarzowa zbieżność. Jan Paweł II był przecież papieżem paschalnym, prowadził ku Chrystusowi, który nie zatrzymuje człowieka na Golgocie, ale wyprowadza go ku życiu.Właśnie dlatego data jego odejścia tak mocno wpisała się w rytm tych świąt. Jakby sam czas liturgiczny dopowiedział nam, że tego papieża nie da się rozumieć inaczej niż w świetle męki, ciszy grobu i poranka zmartwychwstania.
Potem nadszedł Wielki Piątek i obraz, który poruszył wielu: spłonął papieski krzyż w Warszawie, związany z pamięcią o pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Ojczyzny. Ogień ma w sobie coś bezwzględnego - natychmiast przywołuje skojarzenia ze stratą, końcem, zniszczeniem. A jednak właśnie tutaj odsłania się logika wiary. Ogień pochłonął drewno, ale nie unicestwił sensu. Krzyż stanął w płomieniach, lecz nie spłonęło przesłanie. Nadal bowiem brzmi tamto papieskie wołanie z 1979 roku: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Dziś te słowa wracają z nową siłą, bo pytają już nie o historię, ale o nas: co w naszych sercach pokrył popiół, a co ocalało?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
I w końcu trzeci znak, który przyszedł niemal jednocześnie z Włoch. Odszedł Vittorio Messori, znany pisarz katolicki i autor jednej z najważniejszych książkowych rozmów z Janem Pawłem II pt. Przekroczyć próg nadziei. Dla mnie to jedna z najbardziej poruszających książek tego pontyfikatu. Wracam do niej od lat, bo bije z niej coś bardzo rzadkiego: spokój człowieka, który zna ciężar historii, a jednak nie przestaje wskazywać na Chrystusa. Dziś sam jej tytuł brzmi jak wielkanocny testament. Przekroczyć próg nadziei - to znaczy nie zatrzymać się przed tym, co wygląda jak kres, lecz pójść dalej, ku Temu, który otwiera grób, który „dzierży klucze śmierci i otchłani”.
Reklama
Jan Paweł II przypominał tam słowa, które stały się programem całego jego pontyfikatu: „Nie lękajcie się!”`. Jak bardzo są one potrzebne właśnie teraz. Nie lękajcie się ognia. Nie lękajcie się kryzysu. Nie lękajcie się zamętu. Chrześcijanin nie zaczyna od lęku, ale od Chrystusa. I właśnie dlatego papież pozostaje tak zaskakująco aktualny, bo nie proponował wiary łatwej, lecz wiarę, która potrafi przejść przez próbę i nie utracić nadziei. W Przekroczyć próg nadziei znajduje się także zdanie, które pozostaje kluczem do zrozumienia nie tylko nauczania Jana Pawła II, ale i współczesnego dramatu człowieka: „Gdy prawdziwa nauka jest niepopularna, nie wolno szukać łatwej popularności”. I kilka wersów dalej papież dodaje, że nawet jeśli powstaje wrażenie, że „Kościół się cofa, a świat się od niego oddala” to wiara w Kościół jest niezbędna i „została nam wszystkim w nowy sposób zadana”. Jest w tej książce jeszcze jedna myśl, szczególnie poruszająca w tych dniach. Jan Paweł II pisał, że modlitwa za zmarłych „jest i pozostaje zawsze szczególnym objawieniem zmartwychwstania”. Jak trafnie opisuje to tegoroczną Wielkanoc. Wspominamy rocznicę śmierci papieża, żegnamy Messoriego, patrzymy na znak spalonego krzyża, a jednak wiara nie pozwala nam zatrzymać się na samym doświadczeniu straty. Bo chrześcijaństwo nie jest religią grobu. Jest religią pustego grobu. Dlatego te trzy wydarzenia tworzą wezwanie. Mówią jasno, że nauczanie Jana Pawła II nie należy do przeszłości. Ono domaga się podjęcia na nowo, właśnie teraz. Nie po to, byśmy wracali jedynie do wspomnień, lecz po to, byśmy wrócili do źródła jego siły, czyli do Chrystusa Zmartwychwstałego, który odradza to, co wydaje się spalone i utracone.
A więc nie smutek jest ostatnim słowem tych świąt. Nie pożar. Nie rocznica śmierci. Nie pożegnanie. Ostatnim słowem jest nadzieja. Nie tania i nie naiwna, ale wielkanocna. To jest prawdziwa radość Paschy: z popiołu nie rodzi się rozpacz, lecz wołanie o Ducha. Z pamięci o Janie Pawle II nie musi rodzić się sentyment, ale decyzja. A z pustego grobu Chrystusa rodzi się pewność, że życie ma ostatnie słowo, nie śmierć.
Jeśli tegoroczna Wielkanoc naprawdę jest „janopawłowa”, to właśnie dlatego, że przypomina rzecz najprostszą i najtrudniejszą zarazem: jeszcze nie wszystko stracone. Serce człowieka może się odrodzić. Naród może się odrodzić. Kościół może się odrodzić. Tam, gdzie jest Chrystus, zawsze można zacząć się od nowa.
