Na atmosferę konferencji duży wpływ miały niedawne ataki prezydenta Trumpa na papieża Leona XIV, które wywołały oburzenie w świecie katolickim i konserwatywnym. Niestosowne „wybuchy” Trumpa są postrzegane jako swego rodzaju „samobójczy gol”, który będzie miał konsekwencje w przyszłości. Rozmawiałem o tym z Marco Invernizzim.
- Dlaczego powinniśmy się martwić niestosowną wypowiedzią prezydenta Trumpa o Leonie XIV?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
- Ponieważ amerykański prezydent zdołał, dzięki tej krótkiej wypowiedzi, wywołać powszechny niepokój, który szybko nie minie. To taki epizod, które nie zostanie łatwo zapomniany i pozostanie w historii, nawet w naszym „płynnym” i powierzchownym społeczeństwie.
Powaga sytuacji tkwi w tym, że prezydent zaatakował Leona XIV nie dlatego, że nie zgadzał się z jakimś aspektem dyplomacji papieskiej ani po prostu dlatego, że papież zajął niepodzielane stanowisko. Atakując Leona XIV, chybił celu, ponieważ papieże z definicji dążą do pokoju. Co więcej, Trump zrobił to „źle”, ujawniając osobistą urazę niegodną głowy państwa, ale także rozsądnego człowieka.
- Czy ten „incydent” będzie można jakoś rozwiązać?
Reklama
- Niestety, to jedna z tych spraw, których, niestety, nie można rozwiązać łatwo i szybko. Świat wrogi Zachodowi zaatakował Stany Zjednoczone, rządzone przez „konserwatywnego” prezydenta. Szokujące były nagłówki w laickich, tradycyjnie antyklerykalnych włoskich gazetach broniące Papieża, który został „zaatakowany” i „znieważony” przez amerykańskiego prezydenta. Ale jeszcze bardziej szokujące są polityczne konsekwencje tak lekkomyślnego gestu - dziś świat wydaje się podzielony między najgorsze dyktatury – komunistyczne, islamistyczne, a w każdym razie fundamentalistyczne – które zdają się stać po stronie Papieża, a z drugiej strony jedyną demokrację wśród supermocarstw, która zmierza w ku kolizji z Głową Kościoła powszechnego, Biskupem Rzymu i Patriarchą Zachodu.
- Donald Trump jest nie tylko prezydentem USA, ale także liderem MAGA, ruchu nacjonalistycznego posługującego się hasłem „Ameryka przede wszystkim…”.
- Ten fakt zmienił oblicze amerykańskiej Partii Republikańskiej i, do pewnego stopnia, ruchu konserwatywnego na całym świecie. Konserwatyzm ery prezydenta Reagana – a konkretnie Russella Kirka (1918–1994), wydaje się być sprowadzony do marginalnej pozycji w amerykańskim konserwatyzmie. Jego wpływ na globalny konserwatyzm wydaje się być zgubny.
Trump nie jest katolikiem i być może nie można oczekiwać od niego zbyt wyrafinowanego rozumowania dotyczącego teologii Kościoła. Jest on jednak bez wątpienia centralną postacią globalnego konserwatyzmu, nawet jeśli prawdopodobnie sam się za takiego nie uważa i z pewnością nie jest konserwatystą w klasycznym rozumieniu tego słowa.
- Dla tych, którzy uważają się za konserwatystów i chcą działać jak konserwatyści, nastąpiły trudne czasy…
- Niestety, tak. Przyznaję, że najbardziej martwią mnie średnio- i długoterminowe konsekwencje kulturowe tego, co stało się po wypowiedziach prezydenta Trumpa. W tej sytuacji chciałbym przypomnieć rozsądne słowa włoskiej premier Giorgii Meloni, która podkreśliła, że musimy pozostać „uparcie zachodni”. Słowa te miały na celu uniknięcie zrujnowania sojuszu między Włochami, czyli krajami Europy, a Stanami Zjednoczonymi.
Reklama
- Trump przyzwyczaił nas do impulsywnego działania, prostowania swoich wypowiedzi...
- Musimy poczekać, aż emocje opadną, i tym samym, z zimną krwią, zająć się niektórymi kwestiami poruszonymi przez amerykańskiego prezydenta, o który mówi, a które pozostają widoczne i nierozwiązane.
- Kwestia Iranu i jego dążeń do posiadania bomby atomowej?
- Dokładnie. Bomba atomowa w rękach reżimu wspierającego terroryzm, takiego jak na przykład Republika Islamska, stanowi problem dla całego świata. Pragnienie wolności narodu irańskiego należy wspierać za wszelką cenę, ale prezydent Trump powinien liczyć się z własnymi słowami, podżegając Irańczyków do buntu, a następnie grożąc unicestwieniem tysiącletniej cywilizacji, głównej ofiary fundamentalistycznego reżimu zainaugurowanego w Teheranie 47 lat temu. Bezpieczeństwo Izraela jest równie ważne, jak wolność i przetrwanie narodu palestyńskiego. Ale wojny, zwłaszcza dzisiaj należy unikać za wszelką cenę z powodów, które Kościół przypomina co najmniej od encykliki Pacem in terris (1963) św. Jana XXIII. Jednak tym, którzy posiadają władzę, nie można odmawiać prawa i obowiązku dążenia do „sprawiedliwego pokoju”. Na przykład państwu takiemu jak Ukraina nie można zabronić obrony.
- I co z tego wynika?
- Można zacytować starożytną łacińską maksymę: „Mala tempora currunt” (Złe czasy są na nas). Wypowiedzi prezydenta USA świadczą o tym, jak rewolucja antropologiczna wpłynęła na relacje międzyludzkie, w tym dyplomatyczne, które powinny być bardziej poprawne. Świat, w tym świat zachodni, w którym żyjemy, przeżywa głęboki kryzys, przede wszystkim antropologiczny. Odkrycie na nowo ponadczasowych wartości, które związane są z prawem naturalnym, i ucieleśnienie ich w życiu jednostek, a następnie narodów, może być drogą do odrodzenia społecznego.
