Ks. Sikorski pisze dalej:
Dopiero potem był kimś „przez duże C”, kimś rozpoznawalnym, kimś ważnym. Ale jego wielkość nie brała się z funkcji, tylko z serca.
Wspominając go jako duszpasterz parlamentarzystów, trudno nie zatrzymać się przy tej niezwykłej prostocie jego życia. W świecie, gdzie tak łatwo zagubić wrażliwość, on potrafił pozostać społecznikiem. Nie tylko mówił o sprawach ludzi — on z nimi był. Można powiedzieć, że realizował w praktyce słowa: „Człowiek jest drogą Kościoła” — nawet jeśli nie zawsze mówił o tym językiem teologicznym, to jego czyny były właśnie taką drogą.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Szczególnym znakiem jego wewnętrznej prawdy była chwila ślubowania. Jako jedyny z przedstawicieli swojego środowiska politycznego wypowiedział słowa: „Tak mi dopomóż Bóg”. To nie był gest polityczny ani manifest. To było wyznanie. Ciche, ale odważne. Pokazujące, że wiara nie musi być sztandarem — może być fundamentem. Że relacja z Bogiem nie polega na deklaracjach składanych światu, ale na zaufaniu, które wypowiada się nawet wtedy, gdy nie jest to łatwe ani oczywiste.
W jego życiu było coś z ewangelicznej logiki: „Po owocach ich poznacie”. Nie trzeba było wielkich słów o wierze, skoro były konkretne czyny. Pomoc słabszym, obecność przy potrzebujących, zwyczajna ludzka troska. To właśnie tam najpełniej objawia się Bóg — nie w deklaracjach, lecz w miłości, która staje się działaniem.
Reklama
Można przywołać tu słowa św. Jakuba: „Wiara bez uczynków jest martwa”. W jego przypadku wiara — nawet jeśli nie zawsze wyrażana wprost — była żywa, bo miała swoje owoce. I może właśnie dlatego jego odejście tak porusza. Bo tracimy nie tylko polityka, ale człowieka, który przypominał, że dobro jest możliwe, że wrażliwość nie jest słabością, a wiara nie musi dzielić.
Tragiczna śmierć zawsze rodzi pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi. Dlaczego tak? Dlaczego teraz? Ale w perspektywie wiary te pytania nie są ostatnim słowem. Ostatnie słowo należy do Boga. A Bóg — jak wierzymy — jest większy niż śmierć.
Pozostaje więc wdzięczność. Za życie, które było świadectwem. Za odwagę bycia sobą. Za te słowa wypowiedziane podczas ślubowania, które dziś brzmią jeszcze mocniej: „Tak mi dopomóż Bóg”. Bo może właśnie w nich zawiera się klucz do jego życia — życia, które nie było idealne, ale było prawdziwe. A prawda, nawet jeśli przerwana tragicznie, nie ginie.
