Reklama

Każdego wieczoru widzę jego postać…

2016-03-29 14:04

Z kard. Jozefem Tomko rozmawia Aleksandra Zapotoczny
Niedziela Ogólnopolska 14/2016, str. 14-15

11 lat temu, 2 kwietnia 2005 r., umierał Jan Paweł II. Jego odejście opłakiwał cały świat. Katolicy i innowiercy, świeccy i duchowni. Proces beatyfikacyjny Papieża Polaka rozpoczął się natychmiast – Benedykt XVI udzielił dyspensy od pięciu lat, które według przepisów powinny minąć od śmierci kandydata na ołtarze. Nie wszyscy znają historię otwarcia tego procesu.
Jak zaznacza kard. Camillo Ruini, ówczesny wikariusz Rzymu, „z woli ludu” już podczas konklawe w 2005 r. z inicjatywy pewnego kardynała purpuraci sporządzili list z prośbą do nowego papieża o natychmiastowe rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II. – List z dniem wybrania papieża trafił do moich rąk – precyzuje kard. Ruini – a ja na pierwszym spotkaniu z Benedyktem XVI przedstawiłem mu tę prośbę. Ojciec Święty zapragnął osobiście ogłosić kapłanom swoją decyzję. I uczynił to 13 maja 2005 r. podczas spotkania z kapłanami diecezji rzymskiej. Owym kardynałem, który przygotował list do podpisu, był Słowak – kard. Jozef Tomko, którego zapytałam o dokładny przebieg zdarzeń. A. Z.

ALEKSANDRA ZAPOTOCZNY: – Kard. Camillo Ruini wyjawił mi sekret, że to Ksiądz Kardynał był inicjatorem pomysłu, by otworzyć proces beatyfikacyjny papieża Jana Pawła II natychmiast. Jak to się stało?

KARD. JOZEF TOMKO: – Po pogrzebie Papieża odbywały się narady kardynałów dotyczące przyszłego konklawe. Stanowiliśmy dużą grupę, bo z całego świata przybyli na pogrzeb Papieża i aż do konklawe pozostali w Rzymie. Zebraniom przewodniczył ówczesny kardynał Joseph Ratzinger. Były dyskusje, pytania, obrady. Gdy zabrałem głos, wysunąłem propozycję, by przyszłemu papieżowi przedstawić prośbę o otwarcie procesu Jana Pawła II. Znaliśmy go, wszyscy byliśmy przekonani o jego świętości, żyliśmy wraz z nim...
Kardynałowie wskazali jednak na fakt, że to niemożliwe, gdyż według procedur, trzeba czekać pięć lat od śmierci kandydata na ołtarze. Odpowiedziałem, że normę się ustala, ale równie dobrze przecież można ją znieść.
Istotnie, argument ten z mojej strony był nad wyraz odważny, ale słysząc moje słowa, kardynałowie spoglądali na siebie w milczeniu, a ja już miałem przygotowany list – prośbę, napisany tylko w moim imieniu. Gdy przedstawiałem go kardynałom, zaznaczyłem, że jeśli trzeba, list ten przeredaguję i zaprezentuję jako zbiorową prośbę, i kto będzie chciał, to się pod nim podpisze.
Dzień później kardynałowie zapełnili podpisami kartkę, która po zakończeniu konklawe została oddana w ręce kard. Ruiniego, a ten przekazał ją Benedyktowi XVI. W ten oto sposób proces został otworzony natychmiast. Także jego przebieg i zakończenie były szybkie. Dla mnie, oczywiście, były one tylko formalnością, trzeba było jednak respektować przepisy procesów kanonizacyjnych. Ale czekać pięć lat wydawało się zbyteczne, bo dotarłoby się do punktu, w którym już się było...

– Mówi Ksiądz Kardynał, że oczywiste było, iż Jan Paweł II był świętym. Dlaczego?

– Jan Paweł II był świętym w swoim wnętrzu. Był świętym wcześniej, niż został nim ogłoszony. Przed uroczystościami pogrzebowymi Papieża wracałem do domu – mieszkam przy Via Conciliazione – i ulica była wypełniona ludźmi tak, że nie można było przejść, pielgrzymi spali na chodnikach. Wśród nich zauważyłem chłopaka z tatuażami, nastroszonymi włosami, kolczykami w nosie, uszach. Stał w kolejce do katafalku, żeby pożegnać się z Ojcem Świętym, by krótko pomodlić się przy jego trumnie. Nie sądziłem, że spotkam tu kogoś takiego. A ile było milionów ludzi, sam nie wiem... Podszedłem więc do niego i zapytałem: „Dlaczego Pan tu stoi i tak się męczy?”. A ten chłopak mi odpowiedział: „On tak wiele zrobił dla nas, młodych, a ja dla niego nic nie zrobię?”. W tym momencie zrozumiałem, jak ludzie pojęli świętość Jana Pawła II – w taki zwykły, jasny sposób: zrobił wiele dla nas... Zrozumieli, że on żył dla ludzi. Był święty.

– Jak Ksiądz Kardynał pamięta ostatnie spotkanie z Papieżem, czy były to chwile szczególne i bardzo intymne?

– Bardzo bolesne. Było to w jego pokoju sypialnym. Miałem zanieść list do kard. Dziwisza, oddać do rąk własnych. Kardynał otworzył mi drzwi i poprosił, bym wszedł za nim do sali, w której przebywał Papież. Zastałem go w pozycji półleżącej, ciężko oddychał. Mój przyjaciel, lekarz papieski, zwrócił się do mnie: „Zaczęło się...”. Agonia już się zaczęła. Był piątek wieczór.
Dzień później wszyscy oczekiwali na wiadomości z Watykanu. Wieczorem słyszałem w telewizji, że Papież źle się czuje i wygląda na to, że umiera. W pewnej chwili ktoś do mnie zadzwonił i poinformował, że Papież umarł. Udałem się szybko na trzecie piętro – on leżał już nieruchomy, usta miał podwiązane chustką. Odjęto mu wszystkie rurki i usunięto przewody, do których był podpięty. Jego ręka, pamiętam, była pełna dziur po igłach. Uklęknąłem i pocałowałem tę rękę. Ja tę rękę jeszcze do dziś czuję na swojej głowie, kiedy mnie konsekrował na urząd biskupi i kardynalski...
To było moje ostatnie z nim spotkanie. Z wielkim papieżem Janem Pawłem II...

– Co pozostanie po świętym Papieżu?

– Gdzie tylko dotkniemy życia Kościoła, tam znajdziemy spuściznę po Janie Pawle II. Przede wszystkim był naprawdę Piotrem – następcą Piotra i kamieniem, na którym opiera się wspólnota i buduje Kościół. Pełnił funkcję, o której się nie mówi, a która jest najważniejsza – był opoką, fundamentem wspólnoty. Potrafił utrzymać różność we wspólnocie, w wierze w Chrystusa. Światu, który chciał zapomnieć o Bogu, ten Papież na Placu św. Piotra, gdy wyszedł ze swoim krzyżem – któż tego nie pamięta! – wykrzyczał: „Nie lękajcie się Chrystusa!”. To był krzyk tak wielki, że wszyscy na siebie popatrzyli i nikt nie odważył się podważyć słów człowieka, który głosił Chrystusa na cały świat. Tak mógł robić tylko papież, papież taki jak on.
Jeśli zaś chodzi o szczegóły – dziś już pisze się w książkach do historii, że Jan Paweł II przygotował zburzenie muru berlińskiego bez przeprowadzenia działań politycznych; prowadził politykę duchowości, szerzył ducha i nadzieję. On przywrócił ludziom nadzieję!
Myślę, że świat będzie powracać do osoby i dzieł Jana Pawła II nawet za wiele lat, za kilka pokoleń. Myślę też, że im bardziej będziemy się oddalać w czasie od jego śmierci, tym bliżej niego będziemy. Nie możemy stracić go z oczu, to wielka postać, chwała Polski i gloria Słowaków, no i – nasz Papież.

Grzegorz Gałązka

– A kim Jan Paweł II był dla Księdza Kardynała?

– Dla mnie osobiście był ojcem. Służyłem wielu papieżom, ale najdłużej jemu. Znałem go osobiście. Kiedy opublikowałem swoją książkę na temat małżeństw mieszanych, wysłałem mu tę publikację, a on przysłał mi podziękowanie, które do dziś zachowuję w swojej biblioteczce. Minęło wiele lat, ale na szczęście można jeszcze tę karteczkę odczytać, to taka relikwia...
Kiedy przybył do mojego biura, miałem przy sobie album o Tatrach po stronie polskiej i słowackiej. Książka leżała na stole. Kiedy Papież wszedł do pokoju, jego spojrzenie natychmiast na nią padło. Otworzył ją i przeglądał, wskazywał szczyty. Radośnie przeglądaliśmy wspólnie tę książkę. Był już nowo wybranym papieżem, ale sercem był w górach. Mówił do mnie po polsku, a ja odpowiadałem mu dialektem słowackim, który jest zbliżony do języka polskiego. Rozumieliśmy się dobrze, a za nami stała grupa naszych współpracowników z różnych krajów i patrzyli na nas, zastanawiając się, o czym mówimy tym tajnym i radosnym językiem. A myśmy przypominali sobie góry! Widać było, że Papież bardzo dobrze zna Tatry. A kiedy już dość długo trzymał album w ręce, zamknął go, mówiąc: „Teraz to już wystarczy... Już nie można”. Ja odpowiedziałem: „Dlaczego nie można, nawet trzeba...”.
Z Papieżem łączyła mnie także religijność maryjna. Maryja jest nam bardzo bliska. On przyjmował Matkę Boga, Bogurodzicę, do końca sercem i rozumem. Rozpowszechnienie tej formy pobożności, która jest rozumiana sercem, ale rozjaśniona rozumem, odpowiada słowiańskim charakterom: nie jesteśmy zimnymi, racjonalnymi intelektualistami, jesteśmy sentymentalni i wiara przybliża nas do Maryi. Ta wiara serca i rozumu jest charakterystyczna dla Jana Pawła II.
Papież z Polski mianował mnie biskupem. Ceremonia odbyła się w Kaplicy Sykstyńskiej, a on powiedział kazanie po słowacku, śpiewane były także słowackie pieśni. Później wyniósł mnie do godności kardynalskiej...
Wcale nie żałuję, że w jakimś stopniu zburzyłem normy procesów beatyfikacyjnych, nigdy nie będę tego żałował! Byłem szczery, kiedy to zaproponowałem, i taki jestem dzisiaj. Każdego wieczoru spaceruję po Placu św. Piotra. Jest tam oznaczone miejsce, z którego 13 maja 1981 r. Ali Agca strzelał do Jana Pawła II. Często zatrzymuję się tam, na tym białym kamieniu, i za każdym razem mam przed oczami jego postać...

– Z całego serca dziękujemy Eminencji za odważną inicjatywę i przedstawienie jej kardynałom.

Tagi:
wywiad Kościół

Reklama

Spotkanie różnych charyzmatów jednego Kościoła

2019-12-14 18:07

Maciej Orman

Modlitwa, omówienie kalendarza na nowy rok i spotkanie opłatkowe – tak 14 grudnia w parafii św. Floriana w Częstochowie przebiegło XXII Forum Ruchów, Stowarzyszeń i Bractw Archidiecezji Częstochowskiej

Maciej Orman

Jak powiedział w rozmowie z „Niedzielą” ks. dr Dariusz Nowak, asystent Rady Ruchów, Stowarzyszeń i Bractw Archidiecezji Częstochowskiej, forum ma przede wszystkim charakter organizacyjny. – Zbieramy sprawozdania prezesa i skarbnika, podsumowujemy miniony rok duszpasterski i planujemy kolejny, omawiając jego problematykę, którą wyznacza hasło: „Wielka tajemnica wiary”.

10 maja 1995 r. radę powołał do istnienia ówczesny metropolita częstochowski abp Stanisław Nowak. Przygotowuje się więc ona do przyszłorocznych obchodów srebrnego jubileuszu jej działalności. Z tej okazji, prawdopodobnie 5 września 2020 r., zorganizuje VI Kongres Ruchów, Stowarzyszeń i Bractw.

Zobacz zdjęcia: XXII Forum Ruchów, Stowarzyszeń i Bractw Archidiecezji Częstochowskiej

Jak podkreślił prezes rady Grzegorz Nienartowicz, rocznica będzie okazją do refleksji. – Ostatnie lata niosą duże wyzwania. Mam na myśli ideologie, które znacząco wpływają na postawy społeczne i kondycję wiary chrześcijan, wprowadzając destrukcyjne zmiany kulturowe i ignorując nasze chrześcijańskie korzenie. Będziemy się zastanawiać, jak przeciwdziałać trendom, które promują kulturę zła i śmierci – powiedział „Niedzieli”.

Zadaniem Rady Ruchów, Stowarzyszeń i Bractw Archidiecezji Częstochowskiej jest koordynacja zadań ponad 50 wspólnot, które zrzesza. – Nie jesteśmy nadorganizacją ani federacją, ale zwornikiem i koordynatorem pomysłów, które na rzecz archidiecezji realizują poszczególne ruchy i stowarzyszenia – wyjaśnił Nienartowicz. – Nie narzucamy, ale proponujemy wspólne inicjatywy – dodał ks. Nowak.

W XXII forum uczestniczyli m.in. jedyni (!) członkowie Zakonu Rycerzy Jana Pawła II z Częstochowy. – Chodzi przede wszystkim o wiarę. Czcimy Jana Pawła II, Maryję i służymy Kościołowi – powiedział „Niedzieli” Ryszard Kręblewski z parafii św. Jana z Dukli w Częstochowie. Jego współbrat, Bogdan Mroczek, z tej samej parafii, dodał, że poprzez przynależność do zakonu mężczyźni mogą realizować swoje powołanie. Zaprosił też do wstępowania do zakonu. – Zapraszamy wierzących i praktykujących mężczyzn. Jesteśmy rodziną, a jak na rycerzy przystało, mamy też broń – różaniec.

Jednym z uczestników spotkania był również p. Szymon z częstochowskiej parafii Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, który należy do Katolickiego Stowarzyszenia Wiernych „Nowa Ewangelizacja”, działającego przy Centrum Duchowości pw. św. Ignacego Loyoli w Częstochowie. – Jak wskazuje nazwa, naszym zadaniem jest ewangelizacja np. poprzez głoszenie rekolekcji – powiedział. Jego żona, p. Paulina, udziela się w Sodalicji Mariańskiej. – To wspólnota maryjna. Należący do niej również ewangelizują, przede wszystkim swoim codziennym życiem. Formacja obejmuje rozwój całego człowieka, uwzględniając sfery: duchową, kulturalną i społeczną. Jak dodała, do tej wspólnoty należeli: św. Andrzej Bobola, św. Jan Paweł II i niedługo błogosławiony Prymas Wyszyński. – Sodalicja to dobra droga do świętości, czyli do pełni człowieczeństwa, jak powiedział św. Jan Paweł II.

Podczas forum obecni byli przedstawiciele m.in.: Ruchu Rodzin Nazaretańskich, Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich, Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych, Odnowy w Duchu Świętym, Kalwaryjskiego Bractwa Męki Pańskiej w Praszce, Rycerstwa Niepokalanej, Akcji Katolickiej, Ruchu Światło-Życie i Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

Po części organizacyjnej uczestnicy forum modlili się podczas Mszy św., której przewodniczył bp Andrzej Przybylski. Po Eucharystii spotkali się na opłatku i agapie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedziela radości

Damian Kwiatkowski

BOŻENA SZTAJNER

Gaudete – to łacińska nazwa trzeciej niedzieli Adwentu, pochodząca od pierwszego słowa antyfony rozpoczynającej tego dnia Liturgię Eucharystyczną. Słowo to pochodzi od łacińskiego czasownika „gaudere” i jest wezwaniem do radości: Radujcie się ! Jej przyczyną ma być odnowienie świadomości, że Bóg jest blisko nas, że jest z nami, że stał się naszym bratem. Tego dnia w liturgii używa się szat koloru różowego (stosuje się je jeszcze tylko w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, tzw. niedzielę laetare). Papież Paweł VI w 1975 r. w adhortacji apostolskiej „Gaudete in Domino” (O radości chrześcijańskiej) pisał: „Należy rozwijać w sobie umiejętność radowania, cieszenia się, korzystania z wielorakich radości ludzkich, jakich Bóg Stwórca użycza nam na tę doczesną pielgrzymkę”. Jeszcze bardziej będziemy się radować, gdy odkryjemy prawdę o tym, że Chrystus wciąż do nas przychodzi. Wtedy przepełni nas radość płynąca ze świadomości, że stoi On także u podwoi naszego serca i kołacze. Otwórzmy na oścież drzwi Chrystusowi. Najważniejsze rozgrywa się przecież w głębinach naszego serca. Może ono stać się Betlejem, gdzie zamieszka Emmanuel – Bóg z nami. Znajdźmy w tę niedzielę chwilę czasu, by Go ugościć. Papież Jan XXIII powiedział, że do Nieba nie wpuszczają ponuraków, tylko ludzi, którzy umieją się cieszyć. Oby nie okazało się, że nie nadajemy się do Nieba, ponieważ nie umiemy się cieszyć, bo zapomnieliśmy, jak to się robi. Usłyszmy więc to dzisiejsze wezwanie Kościoła: Bądź radosny! Nie zamykaj się w samotności i smutku. Jezus jest z Tobą!

Adwent przygodnie napotkanemu katolikowi niejednokrotnie kojarzy się tylko i wyłącznie z okresem przed Bożym Narodzeniem, jako czas przygotowania do świąt. Niekiedy też, niestety, bywa on postrzegany jako okres swoistej pokuty i postu, co jest jak najbardziej błędnym przeświadczeniem.
Ogólnie możemy powiedzieć, że Adwent jest czasem pobożnego i radosnego oczekiwania na pojawienie się Jezusa Syna Bożego. Obecnie przeżywamy jego trzecią niedzielę, w której manifestujemy naszą radość z bliskości Pana. Już bowiem w pierwszej antyfonie mszalnej Kościół dziś ogłasza: „Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko” (Flp 4, 4n). Po łacinie zawołanie to zaczyna się słowami: „Gaudete in Domino”. Dlatego często obecną niedzielę nazywamy „niedzielą gaudete”, czyli po prostu „niedzielą radości”.
Istnieje jeszcze jedna, dość intrygująca, nazwa tej niedzieli. Bywa ona bowiem nazywana „niedzielą różową”. Określenie to wywodzi się od koloru szat liturgicznych przewidzianych na ten dzień. Otóż, jest to właśnie kolor różowy. W całym roku liturgicznym stosuje się go tylko dwa razy (poza niedzielą gaudete, używa się go w tzw. niedzielę laetare, którą jest czwarta niedziela Wielkiego Postu).
W Adwencie szaty liturgiczne mają zazwyczaj kolor fioletowy, który w jasnym świetle wydaje się przybierać barwę różową. Dobór koloru wynika z jego skojarzenia z widokiem nieba o świcie. Wyobraża on blask przyjścia Jezusa Chrystusa w tajemnicy Bożego Narodzenia. Przychodzący Zbawiciel jest bowiem dla nas Światłością, podobnie jak wschodzące Słońce. Właśnie tego typu porównanie odnajdujemy np. w tzw. Pieśni Zachariasza: „nawiedzi nas Słońce Wschodzące z wysoka, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1, 78n).
Wspólnota kościelna rozumie znaczenie wyjątkowego charakteru Adwentu jako czasu przygotowania do przyjęcia prawdy o Wcieleniu Boga. Dlatego też umieszcza ona adwentowe niedziele wysoko w tabeli pierwszeństwa dni liturgicznych. Oznacza to, że nie wolno nam zrezygnować z celebrowania „niedzieli gaudete” na rzecz np. parafialnych uroczystości odpustowych. Radość płynąca ze zbliżających się świąt nie wynika z emocjonalnych uniesień, lecz bierze się z autentycznych religijnych przeżyć. Sam Adwent zaś ukazuje nam prawdziwą radość bycia chrześcijaninem, który oczekuje pojawienia się swojego jedynego Pana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowenna do Dzieciątka Jezus

2019-12-16 12:44

Agnieszka Bugała

fotolia.com

Od narodzin Jezusa dzieli nas już tylko... nowenna. Warto w tym ostatnim okresie Adwentu nie ustawać w modlitwie. Nowenna do Dzieciątka Jezus z rozważaniami służebnicy Bożej s. Leonii Nastał może być niezwykłą pomocą w otwarciu serca na narodziny Boga i ujrzeniu w Nim prawdziwego dziecka.

16 Grudnia

Dzień 1

Raduj się, Jeruzalem, niech śpiewa ziemia, Prawa Pańskiego pewność się nie zmienia, wkrótce spełni się zapowiedź, którą Panna z ust Gabriela usłyszała.

Módlmy się:

Boże, Twój Jednorodzony Syn objawił się w naszej cielesnej naturze: spraw, abyśmy zostali wewnętrznie przekształceni przez Tego, który zewnętrznie był do nas podobny. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

ROZWAŻANIE:

„Leonio, pójdź do Serca Mej Matki Niepokalanej, spędź 9 dni poprzedzających uroczystość Bożego Narodzenia przy tym Najsłodszym Sercu razem ze Mną Każdy z dziewięciu dni poświęć na uczczenie jednego z dziewięciu miesięcy, jakie spędziłem w tym raju dziewiczym. Pierwszy dzień poświęć na uwielbieniu i miłości Ojca Przedwiecznego, który w myśli Swojej przewidział od wieków stworzenie ludzkości, tajemnicę Wcielenia Swojego Syna. Podziękuj Ojcu Przedwiecznemu za to, że raczył dać ludzkości Swego Syna. Dziękuj Słowu, że raczyło przyoblec na Siebie ludzkie Ciało i Krew Dziewicy Niepokalanej. Uwielbiaj Trójcę Przenajświętsza za stworzenie Maryi, tego najwspanialszego arcydzieła Bożego. Łącz się w duchu z pierwszymi aktami Mojego życia najbardziej ukrytego. Ukryj się i ty w pokorze i wraz ze Mną powtarzaj: Ecce venio. Trwaj w milczeniu, kochaj, uwielbiaj.

Pójdź Moja mała siostrzyczko, zakosztuj słodyczy mleka dziewiczego Mej Matki Niepokalanej. Tym nektarem żywiła Mnie Ona w Mym niemowlęctwie, pragnę, by wszystkie dusze, wybrane dzieci Mej Matki Najświętszej zakosztowały tego napoju. Pragnieniu Swemu czynie zadość już tu, na ziemi, pojąc was Krwią Moją. Mleko Mej Matki Przeczystej piłem w niemowlęctwie, wchłaniając je w Siebie, w Swoją Krew, którą z miłości dla Moich ukochanych zostawiłem do picia wszystkim, którzy zbliżają się do Mnie po życie.

Czy kochasz małość, siostrzyczko Moja? Małe dzieci najchętniej przestają z małymi, bo się nawzajem najlepiej rozumieją. Język maleńkich, niezrozumiały dla starszych, stanowi bogate słownictwo, którym się tak dobrze posługują maleńcy. Dziecino Moja! Ja kocham małość – ukochaj ją i ty. Choćby cię świat nie zrozumiała – cóż ci na tym zależy? Ja zrozumiem twój szczebiot dziecięcy i chętnie będę przestawał z tobą w postawie dziecięcej. Żeby móc zrozumieć Jezusa, trzeba mieć wyczulony umysł słuchu duchowego, trzeba być wiernym żądaniom i natchnieniom Bożym.

W małości można się posuwać coraz głębiej, coraz dalej. Drobne cząsteczki materii można dzielić na drobiny i atomy – jakiż ich koniec? Leonio, dusza ludzka w oczach Boga jest wielka, jest przyszłym udzielnym księciem Królestwa Bożego. Ale w oczach własnych jest niczym, mniej niż atom, a jednak Bóg wie o tym maleńkim nicestwie, obdarzonym bytem i kocha je tak bardzo, że niczego nie szczędzi, by uwielmożnić i wieczną je chwałą przyodziać.

Maleńcy pisać nie umieją sami, trzeba, by ktoś kierował ich ręką. Dla tych, którzy będą cenzurować twoje pisma, będzie to drogowskazem, że nie jest to twoim dziełem, bo małość na to zdobyć się nie może. Bóg działa przez nicość, która Mu pozwala działać swobodnie.

Czy kochasz Jezusa?

Kocham Go – ktokolwiek zada mi takie pytanie – Bóg, czy stworzenie – każdemu odpowiem: kocham Go.

Czy kochasz Go pełnego chwały, czy wzgardzonego przez wszystkich?

Kto mnie pyta – czy to Ty, Najmilszy Jezu? Ty wiesz, że Cię kocham zarówno wśród chwały, jak i wówczas, gdy jesteś cierpieniem okryty. Kocham Go, jak maleńką Dziecinę, i jak Sędziego wieków. Gotowam powtórzyć zarówno wobec świata całego, jak i wobec Trójcy Przenajświętszej.

I Ja cię kocham Leonio, oblubienico Moja. Pragnę, byś w szczególniejszy sposób ukochała Moje niemowlęctwo. Każdy okres Mojego życia ma wartość nieskończoną, Boską. Ten sam Jezus jest wiekuiście w chwale u Ojca, ten Sam jako niemowlę w chwili w żłobie betlejemskim, ten Sam naucza, ten Sam umiera, zmartwychwstaje i żyje chwalebnym i sakramentalnym życiem. Sługa Moja Teresa doszła do doskonałości drogą dziecięctwa duchowego. Postąp o jeden szczebel wyżej, a raczej zstąp o jeden stopień niżej – do niemowlęctwa duchowego.

Zawahałam się, słysząc to, czy wszedłszy na jakąś drogę niemowlęctwa, nie zabłąkałam się na drogi biernego kwietyzmu - ale głos wewnętrzny ciągnął dalej.

Czyż jest na ziemi Zycie Jezusa w Eucharystii? A jednak jest to życie najistotniejsze. Jeżeli wejdziesz na drogę niemowlęctwa, upodobnisz się najbardziej do Jezusa w Hostii – do niemowlęctwa Bożego w żłóbku.

Wytłumaczę ci z czasem, na czym polega droga niemowlęctwa.

Niemowlę jest przede wszystkim uosobieniem niewinności, która płonie w jego oczętach czarującym blaskiem. W duszy jej żyje Trójca Przenajświętsza, bezpiecznie, bo nikt nie ma tyle siły, by rozwalić żyjącą świątynię Boga. Łatwiej rozwalić świątynię z gruzów, z marmurów, czy innego materiału, spojonego cementem. W duszy niemowlęctwa duchowego powinna być również najstaranniej pielęgnowana niewinność. Niezawodne zetknie się dusza z tym, co zmysłowe, ale ma się zachować wobec tego tak, jak niemowlę.

Delikatna miłość Jezusa, pamięć na Jego obecność, życie przy Sercu Matki Niepokalanej sprawią, że dusza przejdzie przez życie sercem nieskalanym, jak Izraelici przeszli sucha stopa przez Morze Czerwone.

A jeżeli dusza powierzy się całkowicie i najzupełniej Bogu i Matce Najświętszej, to nawet utrudzenia nie zazna, bo Maryja Niepokalana przeniesie niemowlę przez wzburzone fale.

- Mój Panie Jezu – a czy mogą pomyśleć o takiej niewinności dusze, które ją już utraciły? Czy mogą się ubiegać o tę niemowlęca miłość, anielskość dusze upadłe, obarczone ciężkimi winami?

- Tak, moje dziecię – chrzest miłości przywróci im anielską niewinność niemowlęcia. Miłość żałująca zaprowadzi je pod krzyż, przed trybunał pokuty, Krew Jezusa spłynie na nie sakramentalnie, jak spłynęła z wodą chrzcielną i zastarzały grzesznik stanie się znów czystym, jak niemowlę po chrzcie świętym. Leonio, dusze za mało wierzą w moc Sakramentu Pokuty, dlatego tak nieufnie odnoszą się do Jezusa – nawet po spowiedzi, a tymczasem Jezus, który jest cały Miłością i przebaczeniem nie myśli o grzechach przebaczonych, ale o tym, w jaki sposób zawrzeć z tą duszą przyjacielskie węzły miłości i wzajemnego oddania się.

Przypomnij sobie Jezusa – Niemowlę ukryte w łonie Matki Niepokalanej, a później żyjące również w całkowitej od Niej zależności tak, że nawet pokarmu nie przyjmował samodzielnie. Któż myślał o tym życiu tak ukrytym? A jednak całe niebo spoglądało z zachwytem na Dziewicę Przeczystą, w której było Życie – źródło wszelkiego życia. Człowiek Jezus miał świadomość Swego niemowlęctwa. Przyjął ten stan wyniszczenia i słabości dobrowolnie, chcąc tym aktem uniżenia wynagrodzić Ojcu za bunt woli człowieka wobec Boga.

Życie Jezusa – Niemowlęcia niech będzie wzorem niemowlęctwa duchowego dusz. I one niech przyjmą to niemowlęctwo świadomie w tym celu, by się całkowicie uzależnić od Boga, od Jego Najświętszej Woli i od Przemożnej Jego Matki Niepokalanej. Niech nie szukają samowolnie dróg świętości, niech Bogu powierzą swoje uświęcenie, każdy niejako ruch życia wewnętrznego, niech uzależnią od Woli Bożej, niech się powierzą Ojcu z ufnością niemowlęcia, nie myśląc nawet o tym, że ten dobry i ukochany Ojciec mógłby je odepchnąć. Któż odrzuca niemowlę? Chyba matka wyrodna – a przecież byłoby zbrodnią przypuścić, że Bóg – Dobroć niepojęta, mógłby tak postąpić ze Swoim dzieckiem i niemowlęciem. Świadomie niemowlęctwo nauczy dusze prawdziwej i najgłębszej pokory. Będzie to jakby stan pokory i ustawiczna świadomość swej niemocy, niezdolności do czegokolwiek w życiu wewnętrznym, bez Boga, bez uprzedniego aktu Jego Woli.

Leonio Moja – dotąd przedstawiłem ci czas i wiek niemowlęctwa, pragnąc pociągnąć cię całkowicie do jego ukochania”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem