Reklama

Wiadomości

Brama Poznania – odkrywanie dziedzictwa

Brama Poznania to połączenie wiedzy historycznej, multimedialnych technologii i nowoczesnej narracji, a wszystko zamknięte jest w prostym, modernistycznym budynku, położonym bezpośrednio nad rzeką. To opowieść o początkach państwa polskiego, ludziach i wydarzeniach, które na trwałe wpisały się w historię Polski

Betonowa kostka, zawieszona w 1/3 nad korytem Cybiny, przyciąga uwagę swą architekturą, wywołując skrajne emocje: od zachwytu po wyrazy dezaprobaty. Niezaprzeczalnie wyróżnia się spośród otoczenia najstarszej części Poznania rozdzielonej Cybiną: prastarego Ostrowa Tumskiego i zaniedbanej przez lata Śródki, która teraz powoli odradza się, nabierając nowego życia architektonicznego, społecznego i kulturalnego. Dziś mnóstwo tu małych i większych lokali: restauracji i kawiarni, w których wolny czas chętnie spędzają poznaniacy i turyści. Piesze poruszanie się między Ostrowem Tumskim a Śródką nie stanowi obecnie najmniejszego problemu. Wystarczy bowiem przejść przez most Jordana, zawieszony nad Cybiną.

Interaktywne zwiedzanie

Zwiedzanie Bramy Poznania ICHOT, otwartej w kwietniu 2014 r. – pierwszego w Polsce centrum interpretacji dziedzictwa – warto rozpocząć właśnie od strony Śródki, by dopiero później przejść na Ostrów Tumski, gdzie mieszczą się najstarsza na ziemiach polskich katedra, kryjąca w swoich podziemiach groby pierwszych władców Polski, Muzeum Archidiecezjalne, czyli dawna Akademia Lubrańskiego – jedna z pierwszych humanistycznych uczelni na ziemiach polskich oraz Rezerwat Archeologiczny Genius Loci, w którym można obejrzeć przekrój wałów grodu piastowskiego z X wieku.

– Brama Poznania wpisuje się w nurt muzeów narracyjnych. To centrum interpretacji dziedzictwa. Takie instytucje powstają w miejscach, gdzie mamy do czynienia z nagromadzeniem dużej liczby zabytków. W Poznaniu to wszystko znajduje się na Ostrowie Tumskim. Naszym zadaniem jest przygotowanie odbiorcy w taki sposób, by mógł on wykorzystać zdobytą u nas wiedzę, gdy uda się na Ostrów Tumski – opowiada Robert Mirzyński. Dyrektor Centrum Turystyki Kulturowej Trakt, które jest operatorem obiektu, podkreśla, że intencja pracowników placówki jest jasna. – Zależy nam na tym, by poznański Ostrów Tumski był kojarzony w Polsce z początkami państwa polskiego. Niektórzy bowiem wciąż myślą, że sarkofagi Mieszka i Bolesława Chrobrego znajdują się w Krakowie – mówi.

Obiekt mieści w sobie wielowymiarową, nowoczesną ekspozycję, opartą na grze świateł, barw i symboli oraz narracji przebiegającej według różnych ścieżek zwiedzania, dostosowanej do odbiorcy w różnym wieku. W odkrywaniu tajemnic przeszłości dorosłym pomagają audioprzewodnik i nośniki multimedialne. Z kolei ścieżka rodzinna wybierana przez rodziny z małymi dziećmi to prawdziwa podróż w przeszłość za pomocą wehikułu czasu. – Wszystko dostosowane jest do potrzeb dzieci w taki sposób, by wywołać interakcję – podkreśla Mirzyński. Nie brakuje więc elementów zabawy skoncentrowanych na zręczności, zapamiętywaniu szczegółów, spostrzegawczości i gier planszowych o historii Ostrowa Tumskiego. Wielką atrakcją dla najmłodszych jest też wirtualna szafa, w której mogą się przebrać za Dobrawę, Mieszka, rycerza, dwórkę czy biskupa, zrobić zdjęcie i wysłać mailem na swoją skrzynkę jako pamiątkę z pobytu w Bramie Poznania.

Ekspozycja placówki, opowiadająca o kluczowych momentach historii Polski, rozplanowana jest w czterech salach noszących charakterystyczne dla oprawy nazwy. Sala Gród opowiada o początkach osadnictwa na wyspie. Na posadzce umiejscowiono wizualizację pierwszego grodu na Ostrowie Tumskim. Nadepnięcie na ekran uaktywnia nałożenie na niego współczesnej fotografii miejsca. Sala Woda, w której dominuje kolor niebieski, związana jest z chrztem. Warto wejść do wirtualnego baptysterium i stać się niejako uczestnikiem tego przełomowego dla państwa Piastów wydarzenia, przedstawianego jak w teatrze cieni, lub zajrzeć do studni, by zaczerpnąć dodatkowych informacji. Sala Złoto to m.in. opowieść o sztuce od gotyku do renesansu, o kolejnych przebudowach katedry oraz o czasach trudnych (okresie zaborów), symbolizowanych przez Złotą Kaplicę w katedrze. Zwiedzający mogą zapoznać się z historią jej budowy, poznać jej inspiratorów i twórców oraz przyjrzeć się jej pięknu w detalach.

Ostatnie 100 lat Wielkopolski przybliża Sala Witraż, opowiadająca m.in. o niepodległości po 1918 r., czasach wojny, PRL-u, o Millennium Chrztu Polski. U samego wyjścia, na ścianach, wyświetlany jest film kalejdoskop o współczesnym Poznaniu, wyreżyserowany przez Ksawerego Żuławskiego. Warto też, przy dobrej pogodzie, wejść na taras, z którego rozpościera się przepiękny widok na stolicę Wielkopolski.

W każdej z sal umiejscowione są interaktywne wstęgi czasu, opracowane w kilku językach, na których zamieszczono informacje o najważniejszych wydarzeniach. Emitowane są również kilkuminutowe filmy rekonstruujące opowieść z przeszłości.

Uwagę przyciąga szklane atrium, przez które widać sylwetkę katedry, a które zwiedzający mijają, przechodząc z sali do sali. Przechodząc przez szklaną kładkę nad Cybiną, znajdziemy się w zabytkowym budynku Śluzy Katedralnej, jednym z ostatnich zachowanych elementów Twierdzy Poznań, stanowiącej wycinek pruskich fortyfikacji z I poł. XIX wieku. Dziś Śluza prowadzi na Ostrów Tumski z jego niepowtarzalnymi zabytkami.

Reklama

Kultura i edukacja

– Gdy myślimy o Bramie Poznania, myślimy o dziedzictwie. To pojęcie jest szersze niż historia, więc tak staramy się budować program i wydarzenia, by znajdując w przeszłości różne elementy, odnieść je do współczesności – zaznacza Robert Mirzyński. Brama Poznania organizuje wiele wydarzeń kulturalnych i edukacyjnych, adresowanych zarówno do uczniów, jak i nauczycieli, integruje też mieszkańców Śródki. W ciągu roku odbywają się wystawy czasowe, warsztaty dla dzieci i seniorów, koncerty, spektakle, imprezy sportowe i turystyczne, a wszystkie wzbogacone są refleksją na temat dziedzictwa. Warto dodać, że z okazji jubileuszu Chrztu Polski przygotowano projekt „Dziedzictwo 966”, czyli cykl sześciu weekendów tematycznych o władzy, wierze, wspólnocie, naturze, sztuce i „historiach niekonwencjonalnych”, które odbywają się co dwa miesiące. Nauczyciele mogą wziąć udział w projekcie szkoleniowym „Szkoła dziedzictwa. Projekt 966”, który pokaże dydaktykom, w jaki sposób uczyć w szkole, wykorzystując techniki pracy, jak storytelling, questing czy sketchnoting.

Brama Poznania, choć powstała zaledwie dwa lata temu, to gościła już ponad 350 tys. osób. Odwiedzili ją turyści z 71 krajów świata, od tak egzotycznych, jak Arabia Saudyjska, Tajwan, po Australię i Nową Zelandię. Brama Poznania umożliwia odkrywanie dziedzictwa, które staje się wyzwaniem intelektualnym i łączy pokolenia.

– Wystarczy kupić jeden wspólny bilet, by móc zwiedzić trzy placówki: Muzeum Archidiecezjalne, Rezerwat Genius Loci i Bramę Poznania i w ciągu 10 dni odwiedzić te obiekty. To o wiele wygodniejsza i tańsza forma zarówno dla rodzin, jak i dla grup czy indywidualnych turystów niż zakup trzech oddzielnych biletów – podkreśla dyrektor obiektu.

2016-03-29 14:04

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poznań: 100. rocznica urodzin o. Czesława Białka SJ, patrioty, więźnia politycznego i społecznika

2020-07-17 08:34

[ TEMATY ]

Poznań

rocznica urodzin

Archidiecezja Poznańska

„Jednym słowem niespokojny żywot” – to hasło spotkania, które odbędzie się 18 lipca w sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Poznaniu. W tym dniu minie 100. rocznica urodzin o. Czesława Białka SJ, żołnierza Armii Krajowej, patrioty i więźnia politycznego, społecznika i opiekuna represjonowanych, organizatora akcji charytatywnych na rzecz krajów Trzeciego Świata i misji Kościoła, zmarłego 36 lat temu w stolicy Wielkopolski.

– Życiorysem tego zakonnika można by obdzielić co najmniej kilka osób i naprawdę nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Z tego powodu trzeba by powiedzieć, że żył „zaledwie” 64 lata, w tym połowę w Poznaniu, ale za to z pełnym pasji oddaniem drugiemu człowiekowi, będącemu w potrzebie, niezależnie od okoliczności życiowych, w jakich sam się znajdował – mówi KAI Kinga Waliszewska z Biura Regionalnego Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie „Misja na Szewskiej”.

Spotkanie rozpocznie się Mszą św. o godz. 18 w sanktuarium Matki Bożej Różańcowej, której będzie przewodniczyć o. Dariusz Michalski SJ, kustosz sanktuarium. Następnie organizatorzy wydarzenia, ojcowie jezuici i Biuro Regionalne Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie „Misja na Szewskiej” zapraszają do kaplicy Krzyża, gdzie odbędzie się spotkanie poświęcone osobie i dziełom prowadzonym przez o. Czesława Białka SJ.

Wśród zaproszonych gości będą osoby, które osobiście znały tego wspaniałego kaznodzieję, uczestnika powstania warszawskiego i człowieka żyjącego całkowicie dla bliźniego będącego w potrzebie. W sobotnim spotkaniu wezmą udział m.in. osoby ze Stowarzyszenia im. Księdza Czesława Białka. Ponadto zostaną przywołane świadectwa osób, które znały o. Czesława osobiście. Zostanie też odtworzona nagrana wcześniej rozmowa z krewnym o. Białka.

– Właściwie całe jego życie było dla drugiego człowieka. Wiele osób wspomina, że drzwi jego pokoju wciąż się zamykały i otwierały – tyle osób przychodziło do niego w różnych sprawach. Już podczas wojny, jeszcze jako kleryk, angażował się w pomoc więźniom obozów koncentracyjnych poprzez wysyłkę paczek. Brał też udział w ratowaniu Żydów z getta w Nowym Sączu – opowiada Waliszewska.

Później angażował się w pomoc represjonowanym przez reżim komunistyczny, za co trzykrotnie był skazywany na karę więzienia.

Waliszewska podkreśla, że jednak życiową pasją niezwykłego jezuity były misje. Od dzieciństwa pielęgnował w sobie pragnienie wyjazdu na misje, z pasją zgłębiał odpowiednie książki i artykuły. Szczególnie ukochał afrykańską Zambię, gdzie polscy jezuici pracują od początku XX w.

Z powodu ran odniesionych w powstaniu warszawskim i koniecznej amputacji lewej nogi, po której nastąpił paraliż ciała od pasa w dół, ostatnie dziesięć lat życia spędził przykuty do wózka inwalidzkiego. To jednak nie przeszkodziło mu w przygotowaniu wielu akcji pomocowych dla krajów misyjnych.

– Zainicjował przywrócenie niedzieli misyjnej, brał udział we wszystkich sympozjach misyjnych, pisał artykuły i przeprowadzał wywiady z misjonarzami; jeździł po Polsce i opowiadał o sytuacji w biednych krajach, zbierając przy tym pieniądze na misje – transporty z Polski docierały do 42 krajów, początkowo do polskich misjonarzy w Indiach, Indonezji, Zambii, Burundi, Paragwaju – opowiada Waliszewska.

Zaznacza, że zbiórki żywności, leków czy odzieży organizowane były w ramach Katolickiego Ośrodka Pomocy przy Komisji Misyjnej Archidiecezji Poznańskiej: w klasztorze jezuitów przy ul. Szewskiej 18 w Poznaniu, a także u sióstr nazaretanek w Kaliszu.

– Paczki, a częściej skrzynie, docierały m.in. do o. Mariana Żelazka SVD do Indii, dr Wandy Błeńskiej do Ugandy czy kard. Adama Kozłowieckiego SJ do Zambii – wymienia.

Mimo inwalidztwa i odmownych decyzji władz o. Białek spełnił swe marzenie i w 1978 r. dwa miesiące spędził w Zambii. – Siedząc na wózku przemierzał ją wszerz i wzdłuż, ponad 5 tys. km, po tej wyprawie zostało 310 stron maszynopisu – zaznacza Waliszewska.

Podczas sobotniego wydarzenia będzie można zakupić książkę-cegiełkę „Dla innych – życie o. Czesława Białka”, z której dochód zostanie przeznaczony na misje jezuickie w Zambii.

Ojciec Czesław Białek urodził się 18 lipca 1920 roku w Warszawie. Podczas okupacji jako kleryk pomagał Żydom i więźniom hitlerowskich obozów koncentracyjnych, organizował tajne nauczanie, grupy konspiracyjne i kolportaż prasy podziemnej, a następnie jako żołnierz Armii Krajowej walczył w powstaniu warszawskim, gdzie został ciężko ranny.

W 1950 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego.

Niemal całe kapłańskie życie spędził w Poznaniu, gdzie zorganizował biuro pomocy misjom i patronował akcji wysyłania paczek z żywnością, odzieżą i lekami do krajów misyjnych. W 1956 roku zorganizował akcję oddawania krwi dla Węgrów walczących z inwazją Armii Czerwonej.

Za solidarność z prześladowanymi i głoszone kazania sądy PRL skazywały go trzykrotnie na karę więzienia. Z zasądzonego łącznie na osiem i pół roku wyroku odsiedział prawie połowę. W więzieniu odnowiły się jego powstańcze rany, w następstwie czego amputowano mu nogę.

W ostatnich latach życia angażował się w pomoc internowanym i osobom pokrzywdzonym w stanie wojennym. Zmarł 9 marca 1984 roku w Poznaniu.

CZYTAJ DALEJ

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

2020-08-13 10:17

[ TEMATY ]

wniebowzięcie

Wniebowzięcie NMP

15 sierpnia przypada uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wiara we wniebowzięcie Maryi w tradycji chrześcijańskiej obecna jest od pierwszych wieków, choć stała się ona jednym z dogmatów dopiero w roku 1950 i to tylko w Kościele katolickim. W Kościołach wschodnich święto obchodzone jest jako „Zaśnięcie Matki Bożej”.

Wniebowzięcie Maryi to fakt, który w ostateczny sposób potwierdza Jej niezwykłą misję, jaka została powierzona Jej w zamyśle Bożym poczynając od Niepokalanego Poczęcia i Zwiastowania. Na wszystkich etapach swego ziemskiego pielgrzymowania Maryja coraz głębiej poznawała „jak wielkie rzeczy uczynił Jej Wszechmocny”. A wszystkie te „wielkie rzeczy” doznają we wniebowzięciu jakby ostatecznego zwieńczenia.

Wniebowzięcie Maryi jest szczególnym uczestnictwem w Zmartwychwstaniu Jej Syna i uprzedzeniem zmartwychwstania wszystkich wierzących. To właśnie Maryja ukazuje nam pełnię powołania chrześcijańskiego. A Wniebowzięcie jest ostatecznym potwierdzeniem, że droga, którą podążała Maryja, jest drogą świętości, prowadzącą do pełnego zjednoczenia z Bogiem. Zabranie Maryi z „duszą i ciałem” do nieba, otwiera drogę dla każdego z nas, pod warunkiem podążania Jej śladem – całkowitego zawierzenia Bogu.

Sama uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, obchodzona przez Kościół 15 sierpnia, sięga V wieku i jest rozpowszechniona w całym chrześcijaństwie. Jednocześnie należy zaznaczyć, że Nowy Testament nigdzie nie wspomina o ostatnich dniach życia, śmierci i o Wniebowzięciu Matki Bożej. Nie ma Jej grobu ani Jej relikwii. Ale od początku dziejów Kościoła istniała żywa wiara, że Maryja "wraz z ciałem i duszą" została wzięta do nieba, a moment śmierci był dla niej rodzajem „zaśnięcia”.

Przekonanie o tym, że Pan Jezus nie pozostawił ciała swojej Matki na ziemi, ale je uwielbił, uczynił podobnym do swojego ciała w chwili zmartwychwstania i zabrał do nieba, było powszechnie wyznawane w Kościele od pierwszych wieków.

Natomiast obchody tego święta jako Zaśnięcia Bogurodzicy mają swoje początki w Kościele wschodnim, który wprowadził je w 431 roku. Kościół łaciński (rzymski) obchodzi Wniebowzięcie (Assumptio) Maryi od VII wieku. Z pism św. Grzegorza z Tours (+ 594) dowiadujemy się, że w Galii istniało to święto już w VI w. Obchodzono je jednak nie 15 sierpnia, ale 18 stycznia. W ówczesnej prefacji znajdujemy słowa: "Tę, która nic ziemskiego za życia nie zaznała, słusznie nie trzyma w zamknięciu skała grobowa".

Pisma teologiczne potwierdzają, że liczni święci, m.in. Grzegorz z Tours, Albert Wielki, Tomasz z Akwinu i Bonawentura często rozważali wzięcie Maryi z duszą i ciałem do nieba. Jednym z dowodów tej wiary jest fakt, że Kościół nigdy w swojej historii nie poszukiwał relikwii ciała Maryi i nie wystawiał ich ku czci publicznej.

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest jednym z dogmatów Kościoła Katolickiego od roku 1950 – ustanowił go papież Pius XII 1 listopada 1950 r. w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus (łac. Najszczodrobliwszy Bóg), w odpowiedzi m. in. na prośbę polskich biskupów.

"Powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej" (Breviarium fidei VI, 105)

Czy dogmat o Wniebowzięciu oznacza, że Matka Boża nie umarła śmiercią fizyczną? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Nie wszyscy ojcowie Kościoła, zwłaszcza na Wschodzie, byli przekonani o fizycznej śmierci Maryi. Papież Pius XII ustanawiając dogmat nie wspomina o śmierci, a jedynie o chwalebnym uwielbieniu ciała Maryi i jego Wniebowzięciu. Kościół nie rozstrzygnął zatem, czy Maryja umarła i potem została wzięta do nieba z ciałem i duszą, czy też przeszła do chwały nie umierając, lecz „zasypiając”. Stąd zresztą w różnych tradycjach i okresach różne nazwy tego wydarzenia, jak na przykład: Wzięcie Maryi do nieba, Przejście, Zaśnięcie czy Odpocznienie Maryi.

Interesujące jest, że Jan Paweł II był przekonany, że Maryja doświadczyła śmierci naturalnej. Zagadnieniu temu poświęcił jedną ze swych katechez nt. Wniebowzięcia, wygłoszoną 26 czerwca 1997 r. Wyraźnie stwierdza, że na pewno Matka Boża zmarła, ponieważ zmarł i Chrystus, że Maryja przeszła przez śmierć, bo i On przeszedł przez śmierć.

A odnosząc się do pojmowania śmierci jako konsekwencji grzechu pierworodnego, od którego Maryja była wolna, Jan Paweł II wyjaśnia, że choć: „Maryja została zachowana od grzechu pierworodnego na mocy szczególnego przywileju Bożego, nie znaczy to, że otrzymała Ona również cielesną nieśmiertelność”. „Maryja, uczestnicząca w dziele odkupieńczym i zjednoczona ze zbawczą ofiarą Chrystusa, mogła podzielić cierpienie oraz śmierć dla odkupienia ludzkości” – dodaje.

Tradycja ikonograficzna przedstawia ciało Matki Bożej unoszone w promienistym świetle przez aniołów do nieba. W taki sposób Wniebowzięcie ukazuje większość dzieł sztuki.

Do najpiękniejszych obrazów o tej tematyce zalicza się „Assunta” (Wniebowzięta) Tycjana w kościele Santa Maria Gloriosa (Matki Bożej Chwalebnej) w Wenecji. Ten wielki obraz w głównym ołtarzu, namalowany w latach 1516-18, należy do mistrzowskich dzieł wielkiego malarza, w późniejszym okresie również wziętego portrecisty papieskiego. Ukazuje on Maryję jako piękną, powabną kobietę – nawet zbyt piękną i zbyt zmysłową dla zamawiających go franciszkanów. Dopiero po długich targach i długotrwałym procesie przyzwyczajania się do obrazu, przywykli do ascetycznego życia zakonnicy weneccy zgodzili się przyjąć pracę i zapłacić za nią Tycjanowi.

W Niemczech tematyka ta pojawia się przede wszystkim na barokowych freskach kościołów Bawarii. Często w sklepieniach można zobaczyć freski ukazujące Maryję, otoczoną aniołami i unoszącą się na obłoku. Hiszpański malarz okresu baroku, Bartolomé Esteban Murillo poświęcił temu tematowi w 1675 r. dzieło, którego oryginał znajduje się obecnie w petersburskim Ermitażu. „Wniebowzięcie Maryi” Petera Paula Rubensa z 1626 r. znajduje się w Narodowej Galerii Sztuki w Waszyngtonie.

Uroczystość Wniebowzięcia NMP w większości krajów europejskich jest dniem wolnym od pracy m. in. w Austrii, Belgii, Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Polsce, na Litwie, Słowenii. W Polsce dodatkowo w tym dniu przypada Święto Wojska Polskiego – święto Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, obchodzone 15 sierpnia na pamiątkę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej w 1920 r.

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do...

2020-08-15 00:18

[ TEMATY ]

polityka

5 pytań do...

Adobe Stock

5 pytań do… Pana Mecenasa Marka Markiewicza, adwokata, dziennikarza, posła na Sejm I i III Kadencji

Piotr Grzybowski: Panie Mecenasie, jesteśmy cały czas w powyborczej aurze. Pan Andrzej Duda uzyskał mandat Polaków na drugą kadencję. Chciałem zapytać o Pana pierwszą powyborczą refleksję…

Marek Markiewicz: Wielka, wielka radość i poczucie, że - choć niezręcznie powiedzieć - sprawiedliwość zwyciężyła, bo niewątpliwie pan prezydent Duda był kandydatem: i lepszym, i lepiej przygotowanym, a poza tym myślącym w kategoriach prezydenta RP. Nie muszę mówić, że oglądałem i słuchałem całej kampanii i byłem zmartwiony płaskim poziomem widzenia spraw polskich przez kontrkandydata. Nie mam nic do niego, nigdy go nie spotkałem, szanuję tak, jak każdego człowieka, ale różnica była niezwykle wyraźna. Nie można publicznie mówić, że prezydent w nocy podpisuje ustawy, których nie czyta. Skąd on to wie? Dlaczego zasiewa tyle strachu u ludzi, co jest właśnie odwrotnością powinności prezydenta?. Jeżeli powiada, że zwoła radę programową w tydzień po wyborach, po zaprzysiężeniu i wtedy zobaczy, co PiS ukrywa - to dowodzi, jak strasznie to jest naiwne z jednej strony, a z drugiej jak łatwo wzbudzić strach i obawy u ludzi. Trzeba naprawdę uważać. Prezydent ma być czynnikiem stabilizującym, a nie jątrzącym jednych przeciwko drugim. Tak więc powiem, że poczucie sprawiedliwości było pierwsze. Rzeczywiście obawiałem się, nie wyobrażając sobie sytuacji, gdyby jeszcze raz za mojego życia miało to się wszystko odwrócić w drugą stronę, którą ja dość dobrze znam i która mnie martwi. Nie chcę mówić o tym z niechęcią, ale z troską.

PG: Jaka, zdaniem Pana, będzie 2 kadencja Prezydenta Andrzeja Dudy. Czego Pan oczekuje?

MM: Ja myślę, że Prezydent w tej chwili ma mandat nieporównanie mocniejszy niż wcześniej, ale także bardzo wyraźnie opisaną swoją rolę. Ja po wystąpieniu w Grupie Wyszehradzkiej zobaczyłem, że pierwszy raz pojawiła się wyraźna teoria relacji między Polską, a UE. Tego Pan Prezydent unikał wcześniej, teraz natomiast wyraźnie widać było pomysł, aby Polska - akcentując swoją obecność - wywalczyła sobie takie miejsce, na jakie zasługuje. To bardzo ważne wystąpienie, które przeszło bez echa, przyciśnięte miazgą wyborczą. Sądzę też, że Pan Prezydent przez mocniejszą pozycję oraz przez zdobyte doświadczenie, będzie silniej akcentował swoją rolę w polityce zagranicznej. To jest niezwykle ważne. Ujawniła się też nowa cecha (co dla mnie jest bardzo ciekawe) - skłonność do korzystania z inicjatywy ustawodawczej. Prezydent taką inicjatywę ma i w czasie pandemii wyraźnie zaznaczył swój sposób myślenia o gospodarce i o sprawach społecznych. Bardzo jestem ciekaw, do jakiego zaplecza odwoła się (bo musi się odwołać, a widać wyraźnie, że chce skonstruowania jakiegoś planu ustawodawczego, który wyraźnie zapowiedział), czy uzyska wystarczające wsparcie ze strony obozu własnego. To jest przedmiot mojej obawy, bo bardzo na to zasługuje, natomiast wcale nie widzę wyraźnej chęci wsparcia tej jego pozycji, którą sam sobie wypracował. Ja mam głębokie poczucie, że Prezydent sam sobie zawdzięcza zwycięstwo, bo takiego samozaparcia, takiej pracy nie od każdego można byłoby oczekiwać, a on to pokazał: wyraźnie zdobył sobie sympatię ludzi, niezależnie od struktur partyjnych. Bardzo jestem z tego zadowolony, a zobaczymy, jak to wykorzysta, jak będzie wyglądała sytuacja w najbliższym czasie. Niewątpliwie Polska będzie wystawiona, jako państwo, na bardzo ciężką próbę w relacjach z UE. To widać już wyraźnie. Dla mnie nadzieją jest wyraźny związek, czy porozumienie między Panem Prezydentem, a Panem Premierem, który nawet jakby usunął się na bok w czasie kampanii wyborczej. Jeżeli ten duet będzie dalej tak funkcjonował, to patrzę z nadzieją w przyszłość.

PG: Powszechną w społeczeństwie jest krytyka wymiaru sprawiedliwości. Jak postrzega to środowisko prawnicze?

MM: Trudno mówić o środowisku, które ja reprezentuję, ponieważ raczej jestem outsiderem. Środowisko prawnicze jest raczej niechętne reformie i próbie zmiany układu sił. To jest temat na bardzo długą rozmowę. Jest liczny zespół niechętny PiS-owi i Panu Prezydentowi, co bardzo utrudnia funkcjonowanie wewnątrz grupy zawodowej. Możemy się różnić, ale nie „nie lubić” (mówię o środowisku adwokackim). Natomiast to rzeczywiście był silny hamulec dalej idących reform, układających się na kilku poziomach. Najbardziej podstawowym jest czysto organizacyjny sposób funkcjonowania sądów. Kiedy pracowałem w telewizji, a nie wiedziałem, jaki temat „z miasta” przywieść, to mówiłem ekipie: jedźcie do dowolnego sądu pod salę, gdzie wyznaczono rozprawę o 9.00 i popatrzcie, o ile później ona się rozpocznie. Nie byłem w stanie tego pojąć, ponieważ jest to sprawa do najłatwiejszego załatwienia. Drugą sprawą jest bardzo proste pytanie, które każdy sobie powinien postawić, mówiąc w ogóle o funkcjonowaniu państwa: utarło się przekonanie, że prawo reguluje wszystko, a prawo reguluje tylko bardzo niewielką część życia społecznego. Nie ma np. żadnego przepisu prawa rodzinnego, który by nakazywał rodzicom kochać dzieci. Nie ma czegoś takiego, a na tym się opiera rodzina, ale także ocena tej rodziny. Ocena jest sferą pewnego uznania sędziego, jego doświadczenia życiowego (w procedurze karnej i cywilnej są w przepisach odniesienia do doświadczenia życiowego sędziego, do jego wiedzy, również poza prawnej). Tu są bardzo często problemy, gdy oceniamy wyroki i zastanawiamy się, do jakiej sfery wartości odwołuje się sędzia. Zawsze się zastanawiam: być może ja źle rozumiem, ale szereg rozstrzygnięć będzie odbiegało od tego, jakie są normy zła czy dobra w życiu społecznym i to jest największy problem. Tu nawet nie można oskarżać sędziów, dlatego że po wielu latach, co każdy powie, pojawia się pewien rodzaj rutyny. Ja nie mógłbym być sędzią, bo bym się zapłakał zawsze nad racjami „za i przeciw”, ale widzę, że po kilku latach skazywania ludzi na cierpienie, jakim jest więzienie następuje znieczulenie sędziów. Bez tego nie można by nawet funkcjonować, ale czasami powoduje to odpłynięcie od oceny rzeczywistości. Sędziowie bardzo często nadają w wyrokach pewne znamię własnego pojmowania polityki, czy historii. Teoretycznie tak może być, ale nie może to być wbrew racji stanu państwa, czy widzeniu historii. Co się niestety zdarza. Dlatego już Rousseau wspominał - o czym rzadko kto mówi - że sędziowie powinni być wybieralni, kadencyjni, że powinni mieć poczucie, że nie jest to urząd dożywotni, który kostnieje w swej własnej mądrości. Ja nie stawiam tego, jako postulat, bo to by była zmiana całego ustroju. Jednak dobrze byłoby, żeby sędziowie pamiętali, że istnieje funkcja czasu… I wreszcie trzecia rzecz, która jest konsekwencją poprzednich: stan sędziowski wyrodził się jako samodzielna władza. To bardzo trudna sprawa, dlatego że przy opresyjnej władzy zamknięcie się stanu sędziowskiego gwarantuje pewną stabilność jego działania, ale z drugiej strony powoduje eliminacje. Tak to mamy w Polsce. Ja nie jestem w stanie pojąć, dlaczego prawie połowa Polaków uwierzyła, że to sędziowie sami siebie mają wybierać na stanowiska sędziowskie i i tworzyć drogę awansu. KRS - przecież nie organ państwowy w rozumieniu władzy - jest organem, który (tak się to utarło w Polsce po okrągłym stole) wybierany był przez sędziów. Teraz postanowiono, żeby był on wybierany przez organ władzy suwerennej, czyli przez Parlament - i o to poszedł cały spór, że ktoś z zewnątrz ośmiela się ingerować w wymiar sprawiedliwości. Nikt nie zwrócił uwagi, że od lat np. TK jest wybierany właśnie przez Parlament, nie przez siebie. Natomiast potrzeba budowania kasty zamkniętej w sobie przerosła zdrowy rozsądek, a wtedy bardzo łatwo doprowadzić do konfliktu władzy sądowniczej z władzą państwową, której przecież elementem ta władza sądownicza jest. Nie jestem w stanie pojąć buntu sędziów przeciwko władzy wybranej w demokratycznych wyborach. W pewnych warunkach można założyć, że to jest element korekcji, jakiejś ochrony podstawowych wartości prawa, ale to nie może być systemowe przeciwstawienie, kiedy sędziowie ze świeczkami w rękach protestują przeciwko Parlamentowi, dopiero co wybranemu w powszechnych wyborach. Wtedy my pytamy: to kto wybrał sędziów? Skąd się wzięła ich moc? Z wielkiej nauki? Wcale nie, kształcenie sędziów nie wymagało wielkiej selekcji, a co gorsza - było od lat obarczone strasznym błędem, że kariera sędziowska była najniżej notowaną karierą w zawodach prawniczych. Powinno być odwrotnie: to sędzia powinien być na czele drabiny zawodowej. Tymczasem przez lata w PRL- u trzeba było najpierw skończyć aplikację sędziowską, zdać egzamin sędziowski, by potem rozpoczynać odrębną nową aplikację np. adwokacką. W związku z tym wykształcenie adwokata było podwójnie głębokie w stosunku do sędziego. To jest nierozważne i do dzisiaj cierpimy, ponieważ często młodzi sędziowie tylko czekają na moment, żeby uciec do lepiej płatnych prac gdzieś w korporacji. Z punktu widzenia społecznego to jest absolutne nieszczęście i trzeba powiedzieć, że wszystko, co wzmacnia pozycję zawodową sędziego służy państwu. Dopiero jak się te wszystkie czynniki zbierze, widać jak jest. Jak niedobrym był pomysł, aby zwalniać wszystkich sędziów, a minister miałby powoływać nowych do SN. Miał więc rację Prezydent, że to zawetował, ale to pokazało, że początek reformy nie był pomyślany systemowo, w imieniu całej formacji. Teraz to się już ujednolica, ale jest to – i długo jeszcze będzie – problem.

PG: Parę dni temu doszło do bezprecedensowego zbezczeszczenia figury Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża. Jaka powinna być reakcja zwykłych ludzi, służb, wymiaru sprawiedliwości?

MM: Jednoznaczna. Pan mówi, że bezprecedensowa, w pewnym sensie precedensowa: już od kilku lat, a na pewno od wielu miesięcy mamy do czynienia z prowokacjami w manifestacjach, gdzie profanowane były symbole, wizerunek Matki Boskiej. To, co stało się w Warszawie było konsekwencją pewnej bezkarności, czy braku reakcji na wcześniejsze - nie to, że drobniejsze, ale nie aż tak strasznie znaczące wydarzenia, jakie miały miejsce. No i to jest początek wojny. Moim zdaniem ks. Abp. Jędraszewski rok temu, cytując wiersz o czerwonej zarazie, kiedy mówił o konflikcie, o tęczowej zarazie, wyraźnie powiedział o ideologii, która zaczęła się kształtować - jak to często w dziejach lewicy, która chce zmienić istniejący porządek. Wyraźnie mówił, że LGBT godzi w dotychczasowy kształt rodziny, dotychczasowe relacje i cele stawiane rodzinie, związkom rodzinnym, związkom krwi, związkom szczepu, na których cała cywilizacja jest oparta. To jest - jak zwykle w lewicy - pragnienie stworzenia nowego świata, pytanie tylko: jakiego i czy lepszego? Tak dziwnie się składa, że porywy następują, kiedy wymiera pokolenie, które widziało totalną klęskę myślenia w poprzedniej edycji. Bolszewicy chcieli stworzyć świat, w którym wierność Pawlika Morozowa konsulowi była większa niż jego związek z ojcem. Pawlik Morozow donosił na własnego ojca, bo tego wymagał interes socjalizmu. Najgorsze jest to, że rzadko kto przypomina, że lewicowe widzenie świata - chociaż czasami może i atrakcyjne - zbankrutowało kompletnie. Pan Prezydent mówiąc, że LGBT to nie ludzie, a ideologia powiedział głęboką prawdę. Ludzie odmienni, czy nie heteronormatywni żyją wokół nas od tysięcy lat i to nie powoduje, większych - poza komunistami i faszystami reakcji publicznych. Natomiast ideologia, która stawia równość między związkiem homoseksualnym, a rodziną - to jest już pewien - fatalny zresztą – atak na społeczeństwo, oparty na zniszczeniu wszystkiego, co istnieje. Wtedy to się nazywa ideologia, która jednoczy pewną część tego środowiska i doprowadza do prowokacji, mającą wyzwalać walkę czy wojnę religijną. Tyle razy w historii to już przecież było i teraz, niestety, dożyliśmy tego, co przewidział abp. Jędraszewski i co bardzo trafnie opisał Prezydent w czasie kampanii wyborczej. Każdy rozsądny człowiek wie, że nie jest to wymierzone przeciwko konkretnemu człowiekowi, nad którym KKK każe się pochylić, któremu każe pomóc, co wyraźnie zawiera nauka Kościoła. Każdy kto tego nie dostrzega, udaje tylko, że należy do Kościoła. Nie musi w to wierzyć, ale taki jest porządek, przy jednoczesnym uznaniu za grzeszne praktyki homoseksualne. Te są jednoznacznie i w opisie funkcjonowania związków rodzinnych, społecznych kryje się mądrość wieków. Nie wymyślono sobie na przykład, że kazirodztwo jest lepsze czy gorsze. Wiadomo z doświadczenia, do jakich zniekształceń genetycznych i innych ono prowadzi. Jeżeli ktoś chce to zmieniać - proszę bardzo, to jest jego prawo, ale nie może dochodzić swoich racji drogą barbarzyńskiego atakowania tego, co jest bliskie innym ludziom.

PG: Panie Mecenasie, czy Konwencja Stambulska stanowi realne zagrożenie dla polskiego systemu prawnego?

MM: Konwencja, jak każda ratyfikowana konwencja międzynarodowa, jest częścią prawa wewnętrznego i w niej są zawarte nakazy, czy zobowiązania państwa (jak np. w art. 12 do wykorzenienia pewnych stereotypów, które do tej pory kształtowały życie społeczna). Wystarczy tylko te stereotypy opisać i nagle pojawia się czysto prawne zobowiązanie. Rodzi się bardzo poważne pytanie, co miał w głowie prezydent Komorowski, że tę konwencję ratyfikował. Widocznie miał więcej niż Węgrzy, Czesi, Litwini, Brytyjczycy także, którzy widzieli, że to jest manifest rewolucyjny, który nabrał cech prawnych. Do tej pory nikt nie domagał się realizacji postanowień prawnych, ale to jest otwarta sprawa, bo za chwilę się może pojawić i ja to niebezpieczeństwo rozumiem. Nasze państwo powinno działać według pewnego porządku. Nie jest tak, że Minister Sprawiedliwości występuje do Ministra Rodziny o wypowiedzenie konwencji, bo tu jest właśnie kompetencja premiera, prezydenta. To jest zbyt poważna sprawa, żeby z takich czy innych powodów (nie chcę tego oceniać), zaraz po wyborach Minister Sprawiedliwości czynił sztandar pewnej walki, która także ma podtekst polityczny. Sprawa jest zbyt poważna, żeby była obarczona podejrzeniem, że ktoś komuś chce jakoś dokuczyć, a wydaje mi się, że tak trochę jest. W tym sensie to, co Pan Premier zrobił, odwołując się do pojęcia godności ludzkiej zawartego w art. 30 Konstytucji - że jest ona nienaruszalna, podlega ochronie władz publicznych - to jest rzeczywiście poważny problem. Chcę powiedzieć, że to jest jedyny w moim przekonaniu przepis nowy, w stosunku do poprzednich Konstytucji. Tego nie było, to jest ustrojowy przepis wskazujący pierwszeństwo jednostki w stosunku do władz. Władze mają chronić godność człowieka i nie mają prawa urządzać krucjat, które by zmieniały zwyczaje ludzi i to w trybie prawnie nakazanym. To jest sprzeczne w ogóle w ideą zapisu Konstytucji, o którym bardzo mało się mówi, ale on jest bardzo ważny i tu Pan Premier ma oczywistą rację. Natomiast w Konwencji pojawia się jeszcze jedno: struktura międzynarodowych ekspertów, komitetu doradczego. W związku z tym mamy kolejną strukturę ponadpaństwową, która ma niejasne, ale silne kompetencje w stosunku do władz publicznych. To z tego może być straszny problem. Można by na to machnąć ręką, bo takich dokumentów pojawiało się wiele, gdyby nie to, że mamy do czynienia z konfliktem między UE a Polską. To nie jest konflikt historyczny, czy jakiś inny, tylko konflikt czysto ideowy. Jeżeli w wystąpieniach posłów deputowanych parlamentu pojawiają się oskarżenia o faszyzm w Polsce, jak to Polska jest niepraworządna, jest to coś strasznie niesprawiedliwego i odbieramy to bardzo jasno. Znałem bardzo dobrze premiera Buzka, którego pozycji obecnie nie pojmuję i nie rozumiem, jak on może z ludźmi z lewicy tworzyć sojusz ideowy w parlamencie. Zapytałem go, jak to jest, że on był na najwyższym stanowisku w PE, gdy oskarżano Polskę o odpowiedzialność za holokaust (co jest nieprawdą i co on doskonale wie) nie pisnął ani słowa. Odpowiedzi nie było. Jeżeli w tym duchu, przy udziale wspólnych pieniędzy unijnych polscy deputowani występują przeciwko własnemu krajowi w sprawie jego interesów, to znaczy, że konflikt ideowy w tych relacjach jest bardzo silny, dotyczy praworządności. Powiedziałem: jeżeli tak, to dlaczego nie mówimy o praworządnym naprawieniu szkód wojennych w stosunku do Polski ? Tego też wymaga praworządność, czy cywilizowane relacje między Polską, a Niemcami. Pan Timmermans pochodzi z kraju, który wystawił formacje wspierające Hitlera i oni mają Polskę pouczać o faszyzmie? To może nie były wielkie formacje, ale były złożone z obywateli tamtych państw i jakoś nigdy nie słyszałem w parlamencie, aby ktoś się od nich odcinał w sposób zdecydowany W Polsce krzyczą niektórzy, że żądania tyle lat po wojnie są haniebne. A kiedy one mają się pojawić? W związku z tym, jeżeli w sposób nieuprawniony, w moim przekonaniu pojawiają się takie ideowe podstawy konfliktu, buduje się konflikt między Polską, a UE. W interesie Polski jest być w UE i to jest oczywiste, ale nie do takiej Unii ludzie szli kiedyś w referendum, kiedy była mowa, że Unia jest związkiem państw. Teraz powolutku ona się zmienia w państwo związkowe, stając się jednolitym tworem z jednolitą filozofią, a nie wszyscy to akceptują. To jest jakaś ironia historii albo niewiedza rzeczy: upływ czasu powoduje, że siła ideologicznych przekonań jest ponad rozum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję