Reklama

Niedziela Świdnicka

Mamy dług wobec Czechów?

Z ks. prof. dr. hab. Tadeuszem Fitychem rozmawia Tomasz Pluta

Niedziela świdnicka 17/2016, str. 1, 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

Chrzest Polski

Archiwum ks. prof. dr. hab. Tadeusza Fitycha

Podczas Sympozjum Naukowego w Tuchowie; od lewej ks. prof. dr hab. Tadeusz Fitych

W tym szczególnym roku wielkiego jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski spoglądamy na braci Czechów, z których wyszedł na świat człowiek niezwykłej odwagi i proroczego zmysłu, dzięki któremu Polska rozpoczęła chrześcijańską, europejską drogę w jedności z Rzymem, która trwa do dnia dzisiejszego. Mowa o św. Wojciechu, najmłodszym z rodu Sławnikowiców, praskim biskupie i przyjacielu cesarza Ottona. Czy my Polacy powinniśmy „spłacać dług” za św. Wojciecha? A jeżeli to jak? Współczesne Czechy należą do jednego z najbardziej zateizowanych narodów Europy i świata. Przyczyny takiej sytuacji są bardzo złożone i sięgają swymi korzeniami wydarzeń sprzed wieków. Spróbujmy choć w ograniczonym zakresie porozmawiać o sytuacji w Czechach przez pryzmat chrześcijańskiej solidarności. Pomoże nam w tym ks. prof. nadzw. dr hab. Tadeusz Fitych pracujący w Kudowie-Zdroju.

TOMASZ PLUTA: – Księże Profesorze, przez wiele lat pełnił Ksiądz funkcję sekretarza abp. Miloslava Vlka, prezydenta Rady Konferencji Episkopatów Europy, żyjąc i mieszkając w niezwykle okazałym, ogromnym pałacu praskich arcybiskupów, towarzyszył w codziennych wyzwaniach, jakie stawały przed Prezydentem Konferencji Episkopatów.

KS. PROF. DR HAB. TADEUSZ FITYCH: – Dokonało się to późną wiosną 1993 r. Po wcześniejszych, trwających kilka lat pracach badawczych nad aktami i dziejami polskiej nuncjatury, głównie w watykańskich, rzymskich i włoskich bibliotekach i archiwach, po przekazaniu urzędu sekretarza generalnego Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, nadal mieszkałem na Ostrowie Tumskim i pracowałem jako wykładowca i pracownik naukowo-badawczy. W tym czasie z watykańskiego Sekretariatu Stanu, via Nuncjatura w Warszawie, oraz poprzez wrocławskiego metropolitę kard. Henryka Gulbinowicza dotarło do mnie zapytanie: czy nie podjąłbym się pracy na rzecz CCEE? Jako historyk idei i dziejów teologii wiedziałem, że za tym skrótem kryje się Rada Konferencji Episkopatów Europy – „opatrznościowy organizm Soboru Watykańskiego II” – jak ją nazywał Jan Paweł II. Po upewnieniu się, że moje kompetencje i doświadczenia są wystarczające, wyraziłem zgodę i jako sekretarz Prezydenta CCEE ds. Europy zamieszkałem w pięknym i ogromnym pałacu praskich arcybiskupów (po Lateranie największym i najbardziej reprezentatywnym w Europie). W ten sposób przez osiem kolejnych lat jak swoisty „Szymon z Cyreny” towarzyszyłem kard. Vlkowi w dźwiganiu ciężaru zadań i wyzwań „Wieczernika Europy”.

– Już wtedy musieliście się zderzyć z postępującą laicyzacją Europy, a w sposób szczególny mógł się Ksiądz przyjrzeć sytuacji Kościoła w Czechach. W 1995 r. Ksiądz Profesor wydał książkę dokument i bezcenne kompendium zarazem pt. „Kościół milczenia dzisiaj” (wypowiedzi biskupów Czech i Moraw w pięć lat po odzyskaniu wolności). Notabene stała się ona głównym darem dla Jana Pawła II podczas jego obecności w Pradze. Co spowodowało, że Czesi odeszli od Kościoła?

– Ufam, że jesteśmy w pełni świadomi, że skuteczność recywilizacji Europy zależy od nowej ewangelizacji. Ta z kolei jest zależna nie tyle od nowych technologii, form i metod przepowiadania, ale od wiarygodności głoszonego orędzia i świadectwa biskupów, kapłanów, zakonników i wiernych. Jednym słowem, jest zależna od stopnia realizacji testamentu Jezusa: „aby byli jedno, aby świat uwierzył” (J 17,21). Jedność biskupów tworzących wraz z papieżem „Wieczernik Europy” wymaga trwania we wzajemnej i braterskiej miłości oraz wierności Magisterium i Tradycji. Wówczas można najlepiej służyć ok. 558,2 mln chrześcijan naszego kontynentu (24 proc. ogółu na świecie). Wymaga to konkretnej realizacji słów Ewangelii, m.in. zdania: „Jedni drugich brzemiona noście” (Gal 6,2). To ono mobilizowało nas m.in. do konkretnych wyrazów solidarności z katolickimi biskupami (np. w okresie wojny toczącej się na Bałkanach wraz z prezydentem CCEE przeżyłem okres Bożego Narodzenia u kard. Vinko Pulica w oblężonym Sarajewie, z którego przez kilka dni nie byłem w stanie wyjechać!). Ponadto wyrazem chrześcijańskiej solidarności i braterskiej wymiany były chociażby tygodniowe wizyty zarówno u patriarchy ekumenicznego Bartłomieja I w Konstantynopolu, jak i u moskiewskiego patriarchy Aleksieja I. W podobnym duchu spotykaliśmy się ze zwierzchnikami i wiernymi różnych wyznań chrześcijańskich oraz z przedstawicielami Unii Europejskiej w Brukseli oraz Parlamentu Europejskiego w Strasburgu itd. Jeżeli chodzi o sytuację duszpasterską w Czechach, o ich stosunek do Kościoła i jego przyczyny, wymagałoby to pogłębionej analizy, na którą nie mamy miejsca na łamach Tygodnika Katolickiego „Niedziela”. Najprościej byłoby więc zaproponować uważną lekturę mej książki. Ukażmy chociażby szkicowy obraz omawianego zagadnienia dla 1994 r. Republika Czeska miała wówczas 10,2 mln mieszkańców, w tym ok. 2,4 mln katolików. Przybliżając mapę ich rozmieszczenia (zarazem stopnia czeskiej religijności), należy zauważyć, że w Czechach (2/3 powierzchni kraju Republiki Czeskiej), na obszarze należącym do pięciu diecezji katolickich, w tym czasie żyło jedynie 25% katolików. Natomiast na Morawach stanowiących zaledwie jedną trzecią powierzchni całego kraju było aż 75% czeskich katolików (w tym w archidiecezji Ołomuniec – 50%, a w diecezji Brno – 25%). Przed 1995 r. najtrudniejsza sytuacja panowała w metropolii praskiej, a konkretnie w diecezji Litomierzyce (eryg. w 1655 r.). Pośród 1,4 mln mieszkańców żyło 290 tys. katolików (20,7% ogółu ludności), ale w niedzielnej liturgii uczestniczyło zaledwie 13 tys. wiernych (0,9%). Aktualnie Czechy liczą ok. 10,5 mln mieszkańców i tylko historycznie są państwem chrześcijańskim. Na forach internetowych możemy przeczytać, m.in. że aż dwie trzecie czeskiego społeczeństwa deklaruje ateizm (stan z 2009 r.). Badania Komisji Europejskiej z 2005 r. ukazują, że jedynie 19% Czechów wierzy, że Bóg istnieje. Po Estonii (tylko 16%) jest to druga najniższa wartość w gronie 25 państw członkowskich UE (gdzie średnia wynosi ok. 35%). Z przykrością trzeba jednak odnotować fakt, że w okresie 1991-2011 liczba wierzących Czechów nadal uległa pomniejszeniu.

– Czy my, Polacy, powinniśmy czuć się odpowiedzialni za losy Kościoła w Czechach? Czy należy „spłacić dług” za św. Wojciecha? Jeśli tak, to w jaki sposób możemy pomóc braciom Czechom?

– Na wstępie postawmy sobie dwa istotne pytania: czy pamiętamy, że pierwszym arcybiskupem gnieźnieńskim oraz metropolitą na ziemiach polskich (w państwie pierwszych Piastów) od marca 1000 r. był Czech – Radzym Gaudenty (z czes. Radim; *ok. 960 a 970 † ok. 1006), młodszy, przyrodni brat św. Wojciecha i benedyktyn? Kim jest dla Kościoła katolickiego w Polsce i naszego narodu „wypożyczony Święty”, najmłodszy z rodu Sławnikowiców, wygnaniec z czeskiej ziemi, benedyktyn, praski biskup (od 992 r.), przyjaciel cesarza Ottona, niezłomny misjonarz Europy i młody 45-letni męczennik? W 1000 lat po jego śmierci Jan Paweł II – Wielki Prorok naszych czasów – uzmysławiał nam, że relikwie św. Wojciecha „są największym skarbem naszego narodu” (Gniezno 3 VI 1997 r.). Po czym przywołując fundamentalne dla Kościoła działanie Trójjedynego Boga Miłości – Zesłanie Ducha Świętego, głosił, że to z Jego mocą następcy Apostołów wyruszają wciąż na cały świat, by nauczać wszystkie ludy. Przy końcu pierwszego tysiąclecia przybywali na ziemię polską synowie różnych narodów już przedtem [ochrzczonych], zwłaszcza zaś narodów ościennych. Wśród nich centralne miejsce zajmuje św. Wojciech, który przybył do Polski z sąsiedniej i pobratymczej krainy czeskiej. Dało to jakby drugi początek Kościołowi na ziemiach piastowskich. Chrzest w 966 r. za Mieszka I zostaje niejako potwierdzony krwią Męczennika. I nie tylko to. Polska bowiem wchodzi do rodziny krajów europejskich. Przy relikwiach św. Wojciecha spotykają się cesarz Otton III i Bolesław Chrobry w obecności legata papieskiego. Było to spotkanie o historycznej wymowie – Zjazd Gnieźnieński. Miało ono, oczywiście, znaczenie polityczne, ale także i znaczenie kościelne. Przy grobie św. Wojciecha została proklamowana przez papieża Sylwestra II pierwsza polska metropolia: Gniezno, do której zostały przyłączone biskupstwa w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. Czyż nie powinniśmy sformułować kolejnego znaczącego pytania: co wynika z faktu, że w Europie przeżywającej „noc duszy” odejście od korzeni, zagubienie tożsamości oraz moralne i fizyczne wymieranie egzystują obok siebie: z jednej strony, najbardziej w Europie zsekularyzowany kraj – Czechy, a z drugiej, Polska, ostoja chrześcijaństwa, ojczyzna Jana Pawła II Wielkiego i „przedmurze chrześcijańskiej Europy”? Jeśli jako Polacy chcemy rzeczywiście być Kościołem katolickim, to musimy widzieć go jako rzeczywiste mistyczne Ciało Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Co więcej, autentyczni chrześcijanie starają się poznawać i kochać Kościół drugiego narodu, tak jak swój własny. Zarówno jako ludzie, a tym bardziej jako chrześcijanie, jesteśmy naczyniami połączonymi. Nie jest żadnym dziwnym i ślepym przypadkiem, że każdy człowiek przychodzi na świat w rodzinie i w narodzie. Co więcej, że na świecie istnieją chociażby aż 194 narody już stowarzyszone w ONZ, a 46 jedynie w Europie. Każdy naród ma swoją misję. Jest niczym niezastępowanym darem Boga. Co więcej, nadal obowiązuje wszystkich ochrzczonych testament Jezusa: „Aby wszyscy byli jedno” (J 17,21) Niestety, aby stało się to realną rzeczywistością, nie wystarczy „multikulti” – ironiczno-szatańska propozycja europejskich liberałów i neomarksistów. To każdy naród powinien być autentycznie wolnym, odpowiedzialnym i dojrzeć do bycia partnerem trynitarnego dialogu społecznego. Bowiem tak człowiek, jak i naród realizuje się w osobowych relacjach. Jeśli dzisiaj naród pobratymczych Czechów znajduje się w tak słabej kondycji ducha, to należy mu jak najszybciej pomóc, umacniając relacje, naszą obecność na miarę maryjnego „Stabat Mater” oraz efektywną wymianę darów. Będąc w pełni Polakami, pielęgnującymi chrześcijańską tożsamość, nie możemy zapomnieć ani o długu wdzięczności za Dąbrówkę oraz dwóch wybitnych Czechów – św. Wojciecha i bł. Radzima Gaudentego, ani o chrześcijańskiej solidarności, a tym bardziej o powinności misyjnej. W konsekwencji także i dla pobratymców Czechów powinniśmy być „dobrym Samarytaninem”, współczesnym „Cyrylem i Metodym” i małą „Maryją z Kany Galilejskiej”, która w sapiencjalny i inkulturowany do współczesnych realiów sposób mówi: „Cokolwiek wam powie [mój Syn], czyńcie” (por. J 2,5). Wszystkim, którzy zapomnieli o Chrystusie i Jego nauce, pomóżmy odkryć Go na nowo, rozwijając nową ewangelizację. Nie wystarczy dzielić się z naszymi pobratymcami jedynie powołaniami kapłańskimi i zakonnymi. Ta życiodajna wymiana Bożych darów stanowi istotę Kościoła i powinna obejmować niemalże wszystkie płaszczyzny i aspekty życia. Świetlany przykład takiej komunii Kościołów znajdujemy u pierwszych chrześcijan. Konkretne jej kształty opisano m.in. na kartach Dziejów Apostolskich. Najlepszym jej „Architektem”, „Scenografem” i „Nauczycielem” był, jest i będzie zawsze Duch Święty. To Jego trzeba prosić o mądrość, radę, pomoc i życiodajną moc.

2016-04-21 11:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dobrawa – Matka Chrzestna Polaków

[ TEMATY ]

historia

Chrzest Polski

pl.wikipedia.org

Dobrawa

„Dobrawa była córką księcia Bolesława Srogiego, a jednocześnie prawnuczką św. Ludmiły, bratanicą św. Wacława, siostrą Bolesława Pobożnego, późniejszego władcy Czech. Taka genealogia niewątpliwe zaważyła na osobowości księżniczki, a przez to przygotowała ją do roli Matki Chrzestnej Polaków” – mówi historyk Kościoła ks. dr Łukasz Krucki z Gniezna.

Ks. dr Łukasz Krucki: – Dąbrówka, a może jednak lepiej Dobrawa, była kobietą, o której, jak na czasy średniowiecza, zachowało się stosunkowo dużo wiadomości. Chociaż nie potrafimy podać dokładnej daty jej urodzenia, to jednak wiemy, że pochodziła z czeskiego rodu książęcego Przemyślidów, władającego Czechami od końca IX w. Była córką księcia Bolesława Srogiego, a jednocześnie prawnuczką św. Ludmiły, bratanicą św. Wacława, siostrą Bolesława Pobożnego, późniejszego władcy Czech, Strachkwasa-Christiana, zakonnika w klasztorze św. Emmerama w Ratyzbonie, następnie biskupa elekta praskiego mającego objąć stolicę biskupią po św. Wojciechu oraz Mlady-Marii, początkowo mniszki w Rzymie, później opatki klasztoru Benedyktynek przy kościele św. Jerzego na praskich Hradczanach. Taka genealogia niewątpliwe zaważyła na osobowości księżniczki, a przez to przygotowała ją do roli „Matki Chrzestnej Polaków”. Zaowocowała również koneksjami, które wraz z książęcym małżonkiem potrafiła umiejętnie spożytkować w celach chrystianizacyjnych państwa Polan. To dowodzi konsekwencji działania księżniczki, której polska tradycja przydała wiele imion: Dobrawa, Dubrowka, Dobrawka, Dąbrówka…

KAI: Skąd ta różnorodność imion?

– Najprościej można stwierdzić, że jest to wynik odmiennych zapisów kronikarskich. W różnych okresach dziejopisowie w rozmaity sposób zapisywali jej imię. Praktyka ta niosła jednak ze sobą niejednoznaczne odniesienia etymologiczne. O ile imię Dąbrówki należałoby wywodzić od dąbrowy, czyli boru dębowego, o tyle miano Dobrawki czy też Dobrawy od określenia „dobra”, a więc „życzliwa”. Za tą ostatnią wersją przemawiają zresztą fragmenty kroniki Thietmara, który właśnie w ten sposób tłumaczy znaczenie słowiańskiego imienia pierwszej chrześcijańskiej żony Mieszka I.

- Małżeństwo z Mieszkiem podyktowane było względami politycznymi. Chodziło o wprowadzenie młodego państwa polskiego na szersze europejskie wody, ale także o zyskanie możnego sojusznika…

– Niewątpliwie był to czynnik istotny. Poprzez zawarcie małżeństwa z Dobrawą Mieszko zyskiwał pomoc militarną Czechów potrzebną w czasie walk z niemieckim margrabią Wichmanem oraz jego sojusznikami, Wieletami. Polański książę zapewnił również bezpieczeństwo swojemu księstwu od południa. Pamiętać jednak należy, że oprócz czynników politycznych i militarnych Mieszko zyskiwał coś jeszcze. Wsparcie w dziele chrystianizacyjnym. To z Czech przyszli do Polski pierwsi misjonarze. Pamiątką tego do dziś pozostaje chociażby słownictwo kościelne w znacznej mierze zaczerpnięte od naszych południowych sąsiadów np. kościół czy ksiądz. Zatem te owoce kontaktów z Czechami okazały się o wiele trwalsze niż chwilowy sojusz militarny.

– Czy wiadomo, jak wyglądało przybycie Dobrawy do nowej ojczyzny?

– Najstarszy zapis rocznikarski odnoszący się do naszych dziejów, a zawarty w „Roczniku kapitulnym krakowskim” (tzw. dawnym) stwierdza, że w 965 r.: „Dubrouka ad Mesconem venit”, czyli „Dobrawa przybywa do Mieszka”. Niestety, tylko tyle. Niemniej fakt przybycia czeskiej księżniczki do kraju Polan u potomnych wzbudzał wiele emocji i zaciekawienia. Nic zatem dziwnego, że Jan Długosz, piszący w drugiej połowie XV w., w swoich „Rocznikach czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego” pokusił się, aby starannie ten moment przedstawić. Wykorzystując fantazję, jak i niekwestionowany talent literacki, skreślił we wspomnianym dziele następujące słowa: „Dziewicę Dąbrówkę odprowadziło wraz ze swatami księcia Mieczysława wielu możnych i rycerzy czeskich wielkim kosztem i wielką okazałością; wiozła ze sobą posag i wyprawę rzadkie i niepospolite, aby były równe i godne zarówno teścia, jak i zięcia; wyszli naprzeciw niej książę Mieszko ze swoimi baronami i dostojnikami polskimi, jako też wszystkie stany i wjazd jej przyjęto wspaniale i z dostojną czcią; dla uczczenia jej przybyły do Gniezna z rozkazu księcia najdostojniejsze matrony i dziewice polskie, przystrojone w klejnoty, złoto, srebro i inne ozdoby […]” (Księga II, do 1038, Warszawa 1962, s. 242). Taki tryumfalny wjazd Dobrawy chyba na długo pozostał w świadomości Polaków.

– Jakie Gniezno zobaczyła? Może spróbujmy to sobie wyobrazić?

– W czasie gdy Dobrawa przybyła do Mieszka państwo Polan przechodziło transformację organizacyjną. Kośćcem polańskiej państwowości stawały się grody wznoszone w Wielkopolsce: Gniezno, Poznań, Ostrów Lednicki, Grzybowo i Giecz. Wśród wspomnianych szczególna rola przypadła Gnieznu, najlepiej ufortyfikowanemu, pełniącemu do połowy lat 60. X w. rolę głównego sanktuarium pogańskich Polan. Sytuacja zmieniała się po 966 r., gdy Mieszko przyjął chrzest. Wówczas pogański gród należało „schrystianizować”. W tym celu podjęto zakrojone na szeroką skalę prace budowlane, które szybko przekształciły pierwotny gród wzniesiony ok. 940 r. w potężny ośrodek obejmujący dodatkowy człon z częścią „sakralną”, a więc zabudowaniami kościelnymi, w tym pierwotną rotundą, na fundamencie której później wznoszono kolejne kościoły katedralne archidiecezji gnieźnieńskiej. Sam gród gnieźnieński ulokowany na Wzgórzu Lecha, otoczony jeziorami i bagnami, stanowił miejsce bezpieczne, które z czasem jeszcze bardziej rozbudowywano oraz dodatkowo fortyfikowano wysokimi wałami sięgającymi nawet 12 metrów, co w tym czasie czyniło z Gniezna gród nie do zdobycia.

– Po ślubie słuch o Dobrawie jakby zanika. Wiemy, że urodziła dwójkę dzieci. Co jeszcze wiadomo?

- – Małżeństwo Mieszka i Dobrawy trwało 12 lat. Zawarte w 965 r. przetrwało do śmierci Dobrawy, czyli do 977 r. W tym czasie na świat przyszła dwójka dzieci książęcej pary – Bolesław zwany Chrobrym, który objął po ojcu tron i w 1025 r., tuż przed śmiercią, został koronowany na pierwszego króla Polski oraz Świętosława-Sygryda, także nosząca koronę i to aż dwóch państw skandynawskich, Szwecji i Danii. Co zaś się tyczy samego związku Mieszka i Dobrawy to rzeczywiście niewiele wiadomo. Niemniej trwanie tego stadła małżeńskiego przypadło na czas bogaty w wydarzenia polityczne i kościelne: powstanie biskupstwa w Poznaniu, walki z Wichmanem, później z Hodonem, zakończone przyłączeniem Pomorza Zachodniego do Polski, działania Mieszka podejmowane na rzecz wzmocnienia opozycji antycesarskiej w Rzeszy, czy też układy sojusznicze zawierane ze Szwedami i Duńczykami. Można przypuszczać, że we wspomnianych przedsięwzięciach Dobrawa nie tylko stała przy mężu, ale również go wspierała.

– W prezbiterium katedry gnieźnieńskiej znajduje się płyta upamiętniająca Matkę Chrzestną Polski. Ignacy Kraszewski twierdził, że właśnie na Wzgórzu Lecha została pochowana. Faktycznie jednak nie znamy ani daty śmierci Dąbrówki, ani miejsca jej pochówku.

– Wspomniana przez Panią płyta jest wyrazem tradycji, o której jeszcze wcześniej aniżeli Kraszewski wspominał Edward Raczyński w dziele „Wspomnienie Wielkopolski”. Dziś trudno określić czy jest to miejsce pochówku księżnej zmarłej w 977 r., czy też nie. Wśród historyków toczą się dyskusje na ten temat. Obok Gniezna wysuwany jest też Poznań, w którym później złożono doczesne szczątki jej męża i syna. W Gnieźnie niewątpliwie pozostała żywa pamięć o „Matce Chrzestnej Polaków”, która nie zmarnowała żadnej możliwości, by pozyskać młode państwo polskie dla Chrystusa i Jego Ewangelii.

– Dziękuję za rozmowę

CZYTAJ DALEJ

Kobe Bryant był gorliwym katolikiem, a tuż przed śmiercią uczestniczył we Mszy św.

2020-01-28 09:00

[ TEMATY ]

śmierć

koszykówka

youtube.com

Legenda NBA Kobe Bryant, który zginął w tragicznym wypadku helikoptera 26 stycznia, wspominany jest przez przyjaciół i duchownych jako gorliwy katolik.

Arcybiskup José H. Gomez z Los Angeles nazwał 41-letniego męża Vanessy Urbiety Cornejo Laine i ojca czwórki dzieci „bardzo dobrym katolikiem, wiernym katolikiem”, z którym często się spotykał - jak czytamy na amerykańskim portalu Fox News

„Pamiętam, jak kiedyś poszedłem na trening Lakersów i miałem z nim głęboką, bardzo dobrą rozmowę” - powiedział abp. Gomez dla CNS.

„Modlimy się za wieczny spokój jego duszy, jego córki, która również umarła, i za rodzinę. To musi być bardzo trudny czas dla jego rodziny. Módlmy się za niego i módlmy się za jego rodzinę ” - apeluje duchowny.

Ks. David Barnes z Bostonu powiedział, że Bryant był na Mszy św. w poranek swojej śmierci.

- „Przyjaciel napisał mi dziś wiadomość, że jego znajomy chodzi do tego samego kościoła katolickiego co Kobe i widział go dziś rano na Mszy” - opisuje dzień śmierci koszykarza kapelan z Uniwersytetu Bostońskiego

„Dla tych, którzy go opłakują, nie może być nic bardziej pocieszającego niż to, że Kobe czcił Boga tuż przed śmiercią” - dodał ks. Barnes.

Bryant i jego żona Vanessa, którzy oboje walczyli o utrzymanie małżeństwa w trudnych chwilach, wychowywali dzieci w wierze, a dzięki Fundacji Rodziny Kobe i Vanessy Bryant pomagali finansować schroniska dla bezdomnej młodzieży i inne projekty mające na celu pomoc biednym.

CZYTAJ DALEJ

Franciszek u św. Marty: do głoszenia Ewangelii trzeba chrześcijan pełnych życia i radości

2020-01-28 13:06

[ TEMATY ]

homilia

Franciszek

Vatican Media

Nie wolno się wstydzić wyrażania radości z powodu spotkania z Panem, nie wolno dystansować się od radości ludu odczuwającego bliskość Boga. Do głoszenia Ewangelii trzeba chrześcijan pełnych życia i radości – powiedział Ojciec Święty podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii papież nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (2 Sm 6,12b-15.17-19) opisującego radość ludu Izraela z powodu powrotu Arki Pana do Jerozolimy.

Franciszek przypomniał, że Arka została uprowadzona, a jej powrót był powodem wielkiej radości ludu Bożego, odczuwającego, że Bóg jest blisko. Król Dawid był z nim, stanął na czele procesji, składając w ofierze wołu i tuczne cielę. Razem z ludem krzyczał, śpiewał i tańczył „z całym zapałem”. Dawid wyrażał otwarcie swoją radość duchową spotkania z Panem, który powrócił pomiędzy swój lud. Nie uważał, że król powinien dbać o swój majestat i zachować dystans wobec ludu.

„Dawid miłował Pana, cieszył się z tego wydarzenia, przyniesienia Arki Pana. Wyrażał to szczęście, radość, tańcząc i ponadto zapewne śpiewał, tak jak cały lud” – powiedział Ojciec Święty.

Papież zauważył, że również nam zdarza się odczuwać radość, gdy przebywamy z Panem. Przypomniał, że podobną radość przeżywał Izrael, kiedy została odnaleziona Księga Prawa w czasach Nehemiasza (Ne 8).

Z tą radością kontrastuje postawa Mikal, córki Saula, jednej z żon Dawida, która z powodu radości i spontaniczności Dawida wzgardziła swoim mężem, mówiąc „O, jak to wsławił się dzisiaj król izraelski, który się obnażył na oczach niewolnic sług swoich, tak jak się pokazać może ktoś niepoważny” (2 Sm 6, 20).

Franciszek zaznaczył, że okazała ona pogardę dla autentycznej religijności, spontanicznej radości z powodu Pana. Przypomniał, że we wspomnianym tekście czytamy dalej, iż Mikal z tego powodu była bezdzietna.

„Kiedy chrześcijanin nie ma radości, to nie jest płodny; gdy w naszym sercu nie ma radości, nie ma płodności” – podkreślił Ojciec Święty.

Papież zauważył, że święto wyraża się nie tylko duchowo, ale staje się ono dzieleniem z innymi. Dawid tego dnia, po błogosławieństwie, dokonał podziału między cały naród .. „dla każdego po jednym bochenku chleba, po kawałku mięsa i placku z rodzynkami”, aby każdy świętował w swoim domu. Podkreślił, że Słowo Boże nie wstydzi się świętowania, chociaż do nie j się nie ogranicza. Przypomniał, że św. Paweł VI w adhortacji apostolskiej „Evangelii nuntiandi” mówił o tym aspekcie i zachęcał do radości.

„Kościół nie pójdzie naprzód, Ewangelia nie będzie czyniła postępów, jeśli ewangelizatorzy będą nudni, rozgoryczeni. Pójdzie naprzód jedynie wówczas, gdy ewangelizatorzy będą ludźmi radosnymi, pełnymi życia. Chodzi o radość otrzymywania Słowa Bożego, radość bycia chrześcijaninem, radość czynienia postępów, zdolność świętowania, bez wstydu, nie będąc takimi, jak Mikal, chrześcijanami formalnymi, chrześcijanami – więźniami formalności” – stwierdził Franciszek na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję