Tymczasem lektura opublikowanego na portalu Niedziela.pl [https://www.niedziela.pl/artykul/124973/Tajna-akcja-wydobycia-z-Wisly-zwlok-ks-Popieluszki] wywiadu z Piotrem Laudańskim, byłym płetwonurkiem jednostki antyterrorystycznej MO, każe spojrzeć na tę historię jeszcze raz.
Nie chodzi nawet o to, czy wszystkie przedstawione przez niego wspomnienia są bezdyskusyjnie prawdziwe. Chodzi o to, że wiele z nich układa się w niepokojący obraz wydarzeń, które do dziś nie zostały w pełni wyjaśnione.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Szczególnie zastanawiająca jest relacja dotycząca poszukiwań przy tamie we Włocławku. Laudański twierdzi, że nurkom pozwolono przeszukiwać niemal cały obszar, ale zakazano zbliżania się do miejsca, gdzie ostatecznie odnaleziono ciało kapłana.
Wikimedia (domena publiczna)
„Powiedzieli nam, że możemy badać wody na całej szerokości części spustowej tamy, ale nie wolno nam było zbliżać się do czwartego przęsła. To dziwne. Jakby już było wiadomo, że tam coś się znajduje” – wspomina. Jeżeli rzeczywiście tak było, rodzi się naturalne pytanie:
Kto wiedział, gdzie znajdują się zwłoki ks. Jerzego i od kiedy tę wiedzę posiadał?
Jeszcze bardziej intrygująca jest teza o dwóch wydobyciach ciała. Według autorów wywiadu zwłoki odnaleziono już 26 października 1984 roku, natomiast oficjalne wydobycie, pokazywane przez propagandę PRL i utrwalone na zdjęciach, miało nastąpić dopiero cztery dni później.
Reklama
Jeśli ta wersja jest prawdziwa, oznaczałoby to, że przez kilka dni ciało zamordowanego kapłana znajdowało się pod pełną kontrolą służb bezpieczeństwa. Sam Laudański był zaskoczony taką możliwością, ale nie miał wątpliwości co do jednego:
„Wiem dokładnie, co zrobiłem. I prawdą jest to, co tutaj wam powiedziałem”.
W relacji byłego nurka pojawia się również zagadkowy wątek odciętego fragmentu sutanny. Jak twierdzi, otrzymał polecenie, aby po odnalezieniu zwłok odciąć kawałek materiału. Oficjalnie miał on zostać przekazany do analizy. Sam świadek do dziś nie wierzy w takie wyjaśnienie.
Tajemnica plastra
Jeszcze bardziej zastanawia historia związana z plastrem na ustach księdza. Po powrocie do Warszawy Laudański został wezwany na Rakowiecką i przez wiele godzin przesłuchiwany. Co ciekawe, funkcjonariuszy interesowała tylko jedna kwestia.
„Było tylko jedyne pytanie: Czy Popiełuszko miał plaster na ustach?” – wspomina.
Nie pytano o obrażenia, sposób związania czy szczegóły wydobycia. Według jego relacji śledczy wracali wyłącznie do tematu plastra. Dlaczego? Tego nie wiemy do dziś.
Równie interesujące są obserwacje dotyczące samego miejsca odnalezienia zwłok. Laudański zwraca uwagę, że ciało miało znajdować się w pobliżu śluzy przez wiele dni, mimo okresowych zrzutów wody. „Jeśli ksiądz leżałby przy śluzie wiele dni, czyli od 19 października, jak oficjalnie ustalono, to woda by go poniosła. Chyba coś tu nie gra” – mówi. To nie jest opinia historyka czy publicysty, lecz człowieka, który zawodowo pracował pod wodą i znał specyfikę tego miejsca.
Szczególną siłę mają jednak nie tyle sensacyjne szczegóły, ile emocje świadka. Człowieka, który przez lata widział liczne tragedie, wyciągał z wody ofiary utonięć i zwłoki w znacznie gorszym stanie. A jednak po ponad czterdziestu latach nadal pamięta twarz kapłana. „Tę twarz księdza wciąż widzę, ciągle mam w pamięci, jak on leży związany sznurami” – przyznaje.
Być może właśnie dlatego sprawa ks. Jerzego Popiełuszki wciąż porusza Polaków. Nie była to zwykła zbrodnia. Było to morderstwo wymierzone jednocześnie w człowieka, kapłana i symbol wolności. Najgłośniejsze zabójstwo o podłożu politycznym i religijnym w całym okresie PRL.
A skoro po tylu latach nadal pojawiają się nowe świadectwa, nowe dokumenty i nowe pytania, oznacza to jedno: historia śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki nie została jeszcze opowiedziana do końca. Najgłośniejsze morderstwo polityczno-religijne w Polsce Ludowej nadal kryje tajemnice, które czekają na pełne wyjaśnienie.
