Jan Paweł II, przemawiając w czerwcu 1991 r. w Przemyślu do polskich Ukraińców, wiernych Kościoła Greckokatolickiego, w ich macierzystym języku, powiedział: „Jeśli mi Pan Bóg pozwoli kiedyś przyjechać do Lwowa, to będzie więcej po ukraińsku”. Marzenie papieskie spełniło się dopiero po 10 latach. Papież słowa dotrzymał, bo po ukraińsku wygłaszał przemówienia i homilie, wzruszając Ukraińców, wzbudzając ich podziw, szacunek i sympatię. Musiał oddziaływać na wyobraźnię zbiorową fakt, że papież, wówczas 80-letni człowiek, mimo nawału zajęć i postępującej choroby, pół roku poświęcił na naukę języka ukraińskiego. I to z takim skutkiem, że według obserwatorów mówił lepiej w tym języku niż prezydent Ukrainy, Leonid Kuczma.
Przeżyliśmy Hitlera, przeżyjemy papieża
Pomóż w rozwoju naszego portalu
To była jedna z najbardziej kontestowanych papieskich pielgrzymek. Papież miał się udać do kraju, który patriarchat moskiewski uważa za swój teren kanoniczny. Dlatego patriarchat przez naciski polityczne starał się storpedować wizytę. Podobne stanowisko zajęli mnisi ze słynnej Ławry Peczerskiej, którzy modlili się, aby stopa papieża-antychrysta nigdy nie stanęła w świętym miejscu, jakim jest klasztor. Przedstawiciel Bractw Prawosławnych na konferencji prasowej przed pielgrzymką oznajmił dziennikarzom z całego świata: „Przeżyliśmy najazd tatarski, przeżyliśmy najazd hitlerowski, przeżyjemy i papieża”.
Reklama
Odcinał się od tej postawy niezależny od Moskwy Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego. Jego zwierzchnik, metropolita Filaret, podczas spotkania ekumenicznego z Janem Pawłem II powiedział: „Chętnie będziemy świadczyć, że prawosławni i katolicy mogą i powinni żyć jak bracia i siostry w duchu miłości chrześcijańskiej i będzie temu służył Wasz przyjazd”.
Do pielgrzymki doszło dzięki determinacji prezydenta Kuczmy, skądinąd byłego członka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Ukrainy, który mimo pomruków Moskwy zdecydował się zaprosić papieża, aby zademonstrować proeuropejską orientację Ukrainy, zyskać na popularności w sytuacji kryzysu gospodarczego i politycznych afer, które rzucały cień na jego osobę.
Papież stanął ponad wszystkimi podziałami, przyjeżdżając na Ukrainę z przesłaniem, które zjednało mu uznanie i szacunek nawet w kręgach, które były przeciwne wizycie.
Jego słowa do intelektualistów ukraińskich wygłoszone w Kijowie: „Macie za sobą wspaniałą historię!” nie były tylko zwrotem grzecznościowym. Jan Paweł II jak nikt inny przed nim odkrył przed Ukraińcami chwalebną przeszłość, zapoczątkowaną chrztem Rusi Kijowskiej w wodach Dniepru w 988 r., w czasie, kiedy na terenie przyszłej Moskwy jeszcze kumkały żaby.
Reklama
Przypomniał, że to właśnie Kijów jest kolebką chrześcijaństwa Europy Wschodniej. Wedle słów Ojca Świętego Dniepr stał się jak gdyby „ukraińskim Jordanem”, a stołeczny Kijów „nową Jerozolimą”, matką słowiańskiego chrześcijaństwa w Europie Wschodniej. Od tego wydarzenia nad brzegami Dniepru, kiedy wody chrztu włączyły tamtejszy lud do wielkiej rodziny uczniów Chrystusa, kraj ten rozwinął swa tożsamość kulturową i duchową. Papież przypomniał też, że Ukraina leży na skrzyżowaniu kultur, gdzie spotykają się duchowe bogactwa Wschodu i Zachodu, a Kościół oddycha dwoma płucami: wschodnim i zachodnim.
Dlatego pielgrzymka miała pierwszorzędne znaczenie dla całego narodu ukraińskiego, który dopiero co wybił się na niepodległość i poszukiwał swojej tożsamości. Wybitny publicysta ukraiński prof. Bohdan Osadczuk tak ocenił wpływ pielgrzymki na nastroje swoich rodaków: „Papież niesłychanie dobitnie przypomniał Ukraińcom tożsamość narodową, ciągłość historyczną, przywrócił pamięć, żaden z polityków ukraińskich i żaden z Ojców Kościoła, obojętnie jakiego wyznania, nie zdobył się na tego rodzaju majstersztyk, jeśli chodzi o przedstawienie historii w sposób całkowicie zrozumiały dla każdego Ukraińca. Papież odkrył przed Ukraińcami to, co napawa ich dumą”. I – co trzeba dodać – pomógł Ukraińcom mentalnie odciąć się od Rosji.
Papa Was lubyt, my kohajemo papu
Reklama
Obserwatorzy pielgrzymki w swoich komentarzach podkreślali, że Jan Paweł II wyzwolił w Ukraińcach falę entuzjazmu, sympatii i… humoru. Kiedy deklarował : „Papa Was lubyt” (papież was lubi), wierni odpowiadali: „My kohajemo papu” (my kochamy papieża). Na lotnisku w Kijowie ksiądz prowadzący uroczystość apelował do zgromadzonych, aby na cześć papieża, którego imiona po ukraińsku brzmią: Iwan Pawło Druhyj, nadawali swoim synkom na imię Iwanko Pawłyk, a córeczkom – Iwanka Pawłyczka. Sam Ojciec Święty nucił pieśni ukraińskie, cytował ukraińskich poetów, a kiedy podczas spotkania z młodzieżą we Lwowie zaczął padać deszcz, zaśpiewał: „Nie lij descu, nie lij, bo cię tu nie trzeba”. Dziennikarze polscy zapytani przez ukraińskich kolegów, o czym śpiewał papież, odpowiedzieli dowcipnie: „Papa skazał cztoby deszcz paszoł won”.
Jednym z celów pielgrzymki było oddanie przez papieża hołdu męczennikom Kościoła Greckokatolickiego, zlikwidowanego w 1946 r. na rozkaz Stalina na haniebnym soborze lwowskim. Kościół przetrwał w podziemiu i po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości wspaniale się odrodził, a dziś wspiera heroicznie rodaków walczących o niepodległość. 27 czerwca we Lwowie Jan Paweł II beatyfikował 28 męczenników greckokatolickich: biskupów, kapłanów, zakonnic oraz świeckich zamęczonych za wiarę w czasach reżimu sowieckiego.
Papież od początku pontyfikatu przypominał światu o męczeństwie grekokatolików, ale dopiero w 2001 r. mógł ich oficjalnie uczcić w ich ojczyźnie i to w najwspanialszy sposób, przez wyniesienie na ołtarze. Oddał hołd wszystkim męczennikom reżimu sowieckiego, mówiąc: „Ci nasi bracia i siostry są znanymi przedstawicielami rzeszy anonimowych bohaterów – mężczyzn i kobiet, mężów i żon, kapłanów i konsekrowanych, młodzieży i starców – którzy w ciągu XX wieku – «wieku męczeństwa» – cierpieli prześladowanie, przemoc i śmierć za to, że nie wyrzekli się swojej wiary”.
Podczas wspomnianego spotkania z intelektualistami w w Kijowie mówił: „Nie pozwalajcie silnym, aby niszczyli człowieka”. Nie były one wówczas wypowiedziane w kontekście zagrożenia wojną, ale dzisiaj tak są właśnie odczytywane.
Reklama
A do młodzieży greckokatolickiej we Lwowie Ojciec Święty mówił proroczo: „Wolność jest wymagająca i w pewnym sensie kosztuje więcej niż niewola”.
A czyż nie uderzają aktualnością słowa Jana Pawła II, którymi żegnał 27 czerwca 2001 r. ten gościnny kraj: „Dziękuję tobie, Ukraino, która broniłaś Europy w niezłomnej i heroicznej walce przeciwko najeźdźcom”.
Przebaczenie jak balsam
Reklama
Pielgrzymka na Ukrainę została też zapamiętana jako ważny etap w procesie zbliżenia Ukraińców i Polaków. We wspomnianej homilii w Przemyślu papież apelował do Polaków i Ukraińców, aby doświadczenie udręki, jakie oba narody przeszły w czasie panowania sowieckiego, posłużyło „jako oczyszczenie, które ułatwi spojrzenie z dystansem na dawne spory, pretensje i wzajemne nieufności, przede wszystkim ułatwi wzajemne przebaczenie dawnych krzywd. Kontynuując ten wątek, podczas beatyfikacji abp. Józefa Bilczewskiego i ks. Zygmunta Gorazdowskiego, apelował: „Odczuwamy głęboką wewnętrzną potrzebę uznania różnych przejawów niewierności ewangelicznym zasadom, jakich nierzadko dopuścili się chrześcijanie pochodzenia zarówno polskiego, jak i ukraińskiego, zamieszkujący te ziemie. Czas już oderwać się od tej bolesnej przeszłości! (…) Niech przebaczenie – udzielone i uzyskane – rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu. Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej wspólnocie, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności”.
Po tych słowach wielu uczestników liturgii miało łzy w oczach, a Polacy i Ukraińcy padali sobie w objęcia.
Papież nie mówił o konkretnych wydarzeniach historycznych, ale wszyscy wiedzieli, o co chodzi.
Niezwykła aktualność słów papieża
Kiedy po 25 latach czytamy przemówienia i homilie papieskie z Ukrainy, zdumiewa ich aktualność, czasami wystarczy tylko zmienić czas przeszły na teraźniejszy.
Witając się z Ukraińcami na lotnisku w Kijowie, Jan Paweł II nawiązał do wizji św. Andrzeja Apostoła, patrona narodów słowiańskich, który przewidział chwałę Kijowa. „Jednakże wizja Apostoła nie dotyczy tylko waszej przeszłości, ale rzuca światłość także na przyszłość kraju. Oczyma duszy widzę bowiem jakby nowe światło opromieniające waszą błogosławioną ziemię” – powiedział Jan Paweł II.
Zdaniem prof. Myrosława Marynowycza, byłego dysydenta, który wsławił się tym, że wysłał gryps z gułagu do papieża i dotarł on do Watykanu, ta prorocza wizja zaczęła się urzeczywistniać niemal natychmiast: w pomarańczowej rewolucji 2004, a później w rewolucji godności w 2014. „Na Majdanie wzeszło ziarno prawdy chrześcijańskiej, które papież tak obficie siał za życia” – stwierdził prof. Marynowycz.
Reklama
Zwierzchnik polskich grekokatolików abp Jan Martyniak, metropolita przemysko-warszawski, mówił o geniuszu duszpasterskim Jana Pawła II, który porwał katolików obu obrządków, a Polakom i Ukraińcom w sposób niezwykle taktowny i piękny przekazał orędzie pojednania.
Jan Paweł II zdawał sobie sprawę, że tą pielgrzymką zamknął sobie ostatecznie drogę do Moskwy. Jak tłumaczyli dyplomaci watykańscy, nie mógł jednak nie oddać hołdu męczeńskim Kościołom; Greckokatolickiemu i łacińskiemu. Uczynił jednak wszystko, żeby jego pielgrzymka nie uraziła Kościoła prawosławnego związanego z patriarchatem Moskwy. Zabiegał o spotkanie ze zwierzchnikiem tego Kościoła, metropolitą Włodzimierzem. Jeszcze niedługo przed wizytą przez swojego wysłannika kard. Roberto Tucciego przekazał mu list, w którym proponował mu spotkanie w Ławrze Peczerskiej.
Podczas pobytu we Lwowie 27 czerwca 2001 r. Jan Paweł II przypomniał słowa Tarasa Szewczenki: „Jedynie w swoim własnym domu znajdziesz prawdę, siłę i wolność”. Dzisiaj Ukraińcy demonstrują całemu światu, jak ważne są dla nich słowa ich narodowego wieszcza.
Grzegorz Polak
