Udręka i wyścig z czasem, by uratować niektórych z tych, którzy wciąż leżą pod gruzami i wysyłają rozpaczliwe wiadomości. Ból po stracie tak wielu osób, których już z nami nie ma, w wielu przypadkach rodziny i przyjaciół. Strach przed ciągłymi wstrząsami wtórnymi. Potrzeba podjęcia działań, aby pomóc fali osób bezdomnych i potrzebujących wszystkiego. Możliwość patrzenia w przyszłość z nadzieją i pomagania innym w tym samym. Te uczucia przenikają życie mieszkańców Wenezueli, na obszarach najbardziej dotkniętych podwójnym trzęsieniem ziemi w zeszłą środę.
Tak jest na przykład w przypadku księdza Ronalda Ugueto, proboszcza katedry w La Guaira, nadmorskim mieście i stolicy stanu Vargas, które zostało szczególnie dotknięte trzęsieniem ziemi, wraz z sąsiednią Catią la Mar. Miasta satelickie Caracas (stolica położona jest w głębi lądu, kilkadziesiąt kilometrów na południe), rozwinęły się wzdłuż wybrzeża i w pobliżu międzynarodowego lotniska Maiquetía, w szczególności dzięki dużym osiedlom miejskim wzniesionym za czasów Hugo Cháveza. Ksiądz Ugueto spędził weekend niestrudzenie pomagając swoim parafianom.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
„Wstrząsy praktycznie zniszczyły znaczną część zarówno wschodniej, jak i zachodniej części naszego kraju. Kiedy mówię «zniszczyły», mam na myśli przede wszystkim osiedla mieszkaniowe, w których mieszkało wielu ludzi, które zostały praktycznie zrównane z ziemią przez gwałtowność tego zjawiska”- powiedział ksiądz agencji SIR. „Nasz stan jest stosunkowo mały, gdzie wiele osób się zna; jesteśmy rodziną. W tym przypadku wszyscy, w taki czy inny sposób, odczuliśmy stratę członka rodziny, przyjaciela kogoś. Wśród ofiar jest wiele osób, które znamy i kochamy”
- dodał duchowny.
„Mam kilku zaginionych krewnych, kuzynów z żonami i dziećmi, a także inną kuzynkę z dwudziestoletnim synem, która zaginęła. Krótko mówiąc, jest tak wiele sytuacji, historii, których doświadcza się osobiście, ale także tych, które słyszy się od innych ludzi, którzy byli pod gruzami, aby pomóc swoim bliskim, aby sprawdzić, czy zostali uratowani. Czasami tak się dzieje. W sobotę wyciągnięto trzy żywe osoby spod budynku, 72 godziny po wstrząsach. Zostali dosłownie pogrzebani. Ale mam też siostrzeńca, który był pod gruzami przez cztery godziny. Mieszkał na piątym piętrze bloku mieszkalnego, a cały budynek się zawalił: dwunastopiętrowy, on był na piątym. Opowiada mi, że kiedy wszystko zaczęło się trząść, wyjrzał na balkon, a portier krzyknął do niego z dołu, że jest trzęsienie ziemi; skierował się do drzwi, żeby wyjść, i właśnie gdy je otwierał, budynek całkowicie się zawalił, a on był uwięziony”
- relacjonował ks. Ugueto.
W tym kontekście Kościół natychmiast zmobilizował się na wszystkich szczeblach: Caritas krajowej, diecezjalnej i parafialnych. „Udało nam się utworzyć parafialne organizacje Caritas, aby móc szybko reagować na potrzeby naszych mieszkańców w przypadku wystąpienia takich zdarzeń. W tej chwili otrzymujemy pomoc ze wszystkich stron; organizujemy się i natychmiast rozprowadzamy ją wśród wszystkich, którzy o nią proszą, a którzy stracili praktycznie wszystko, dosłownie wszystko” - powiedział kapłan.
