Reklama

Święci i błogosławieni

Wzór dla przedsiębiorców

Postulat ten zainicjowała grupa polskich przedsiębiorców skupionych wokół projektu StartupNaMaxa. Ktoś mógłby zaoponować: jak to, człowiek w pasiaku – nawet nie człowiek: numer, który można wykreślić chemicznym ołówkiem z rejestru; robak, którego miejsce jest w błocie – ma zostać patronem ludzi przedsiębiorczych?

Niedziela Ogólnopolska 33/2016, str. 30-31

[ TEMATY ]

św. Maksymilian Kolbe

Archiwum Ojców Franciszkanów w Niepokalanowie

A jednak. Kandydatura ta wydaje się ze wszech miar godna poparcia. Oświęcim nie był wszak miejscem klęski zakonnika. Przeciwnie. Klęskę poniósł cyniczny i prymitywny lagerführer. Gdy nadeszła chwila prawdy, przegrał „pan życia i śmierci”. Zwycięzcą okazał się człowiek, choć jego postać była „niepodobna do ludzi”.

Niepokalana decydowała

W istocie o. Kolbe był człowiekiem wielkiego formatu – nie tylko duchowego, ale i tego w wymiarze czysto ludzkim, biznesowym. W trudnych czasach, w jakich mu przyszło żyć i działać, zainicjował własny, oryginalny startup. Nie było nim oczywiście wydawanie czasopisma – czyniło to wielu wydawców. Oryginalny był pomysł „finansowania” przedsięwzięcia, jego rozmiar i cel. Bankiem rycerskiego konta („Rycerz Niepokalanej” wydawany przez MI) była sama Niepokalana. Ona też określała wielkość i cel przedsięwzięcia: zdobyć cały świat dla Chrystusa. Rzecz jasna – przez Nią. Przez Niepokalaną. Wybrany „przedsiębiorca” okazał się wręcz idealnym kandydatem. Człowiek z globalną wizją przyszłości, charakteryzujący się determinacją, proaktywnością, konsekwencją w postępowaniu i w dążeniu do celu. To więcej niż przedsiębiorca. To PATRON przedsiębiorców.

Owszem, kiedyś każdy cech miał swego patrona. Ale dzisiaj? W dobie ekspansywnej technologii? Skąd ten pomysł, ta propozycja? Może to „zakulisowe knowania” Kościoła? Nie.

Reklama

Poniżej przytoczę tekst petycji wspomnianej grupy przedsiębiorców, skierowanej do papieża Franciszka z prośbą o franciszkańskie poparcie:

„Kochany Ojcze Święty! Jako przedsiębiorcy dobrze wiemy, że w świecie biznesu potrzeba inspirujących postaci. Tylko głęboka inspiracja daje wolę i samozaparcie konieczne do czynienia sobie ziemi poddaną. Za jedną z takich osób uważamy św. o. Maksymiliana Marię Kolbego (...), pamiętamy go także jako błyskotliwego przedsiębiorcę, wydawcę, publicystę i sprawnego zarządcę, który bezkompromisowo podążał za swoją pasją. W ciągu kilku lat osiągnął niespotykaną dynamikę rozwoju swoich przedsięwzięć, bijąc ówczesne (a nawet dzisiejsze) rekordy zasięgów, nakładów, a wszystko to z wykorzystaniem najnowocześniejszych wówczas technologii. (...) planował także loty w kosmos. My, niżej podpisani, jesteśmy osobami różnych wyznań, mamy różne poglądy, ale łączy nas jedno – szacunek dla ludzi z wizją, przedsiębiorców. Zgodnie uważamy, że spektakularne dokonania i sylwetka św. Maksymiliana Marii Kolbego powinny być dla wielu przedsiębiorców wzorem i inspiracją w pracy. Dlatego zwracamy się do Ojca Świętego z prośbą o ustanowienie św. Maksymiliana Marii Kolbego patronem przedsiębiorców i startupów. Liczymy na przychylność w tej sprawie, znając troskę Waszej Świątobliwości o budowanie lepszego świata na co dzień”.

Człowiek przedsiębiorca

Zadajmy raz jeszcze to pytanie: po co przedsiębiorcom potrzebny jest święty patron? Odpowiedzi dostarcza nam zarówno obserwacja współczesnego biznesu, jak i słowo Boże. Czytamy m.in.: „Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów” (Jk 5, 4). Rzeczywiście, mamy do czynienia z powrotem „dzikiego kapitalizmu”, wyzysku pracowników najemnych, upodlenia godności ludzkiej.

Nie wystarczy być sprawnym menedżerem. Trzeba być jeszcze człowiekiem. Człowiek przedsiębiorca – na wzór św. Maksymiliana – winien cechować się maksymalnymi normami jakości nie tylko w zakresie produkcji, ale i moralności. Św. Maksymilian do dziś imponuje przedsiębiorcom swoją skutecznością i dobrem, które czynił. Kierował się siedmioma zasadami.

Po pierwsze, każde dzieło zaczynał z wizją końca; wiedział, dokąd podąża, przez co lepiej rozumiał „tu” i „teraz” oraz „tam” i „potem”; umiał zbalansować emocje związane ze startem z antycypacją sukcesu na mecie. Zaczynać z wizją końca oznacza własną wizję zarówno przedsięwzięcia, jak i – co trudniejsze – życia. Stąd też nieodzowne w działalności przedsiębiorcy są wartości. Św. Maksymilian wyznawał system zapisany w jego życiowym credo: „Wszystko dla Boga – przez Niepokalaną”.

Po drugie, o. Kolbe kierował się zasadą precedencji. Priorytetowo traktował rzeczy i sprawy – najpilniejsze, konieczne, ważne. Przez swą działalność wydawniczą pragnął promieniować na otoczenie, zdobywać dla Niepokalanej dusze, by zakrólowała w sercach wszystkich, „co są gdziekolwiek na świecie, bez względu na różnicę ras, narodowości, języków, i także w sercach wszystkich, co będą kiedykolwiek aż do skończenia świata”. Taki był jego ideał. Główna zasada działania. I najsolidniejszy „bank”. Niewyczerpalny, jak u wdowy z Sarepty, dzban – czytaj: konto.

Stąd bierze źródło trzecia zasada: fundament kolbiańskiej przedsiębiorczości. Jest nią miłość do Niepokalanej. Uważał, że wierność tej zasadzie jest gwarantem sukcesu, wszak to „Ona wszystkie herezje zniszczyła na świecie i depcze łeb smokowi”.

Po czwarte, przedsiębiorca winien być Bożym człowiekiem, na wzór Chrystusa, miłować Boga i bliźniego. Co to znaczy miłować bliźniego w przedsiębiorstwie? To znaczy rozumieć każdego pracownika, słuchać go uważnie, wychodzić naprzeciw jego oczekiwaniom. Trzeba pamiętać, że o. Maksymilian miał 750 pracowników (w 1937 r.). Każdego słuchał z uśmiechem: nie przerywał w pół zdania, nie komentował, nie krytykował.

Ważnym czynnikiem wspomagającym zyski przedsiębiorstwa jest dotrzymywanie zobowiązań. To piąta zasada przedsiębiorczości według o. Kolbego. Św. Maksymilian nigdy nie odstąpił od realizacji ideału, nie zamienił go na inny ani nie rozmienił na drobne. Mógł przecież zadowolić się finansowym zyskiem i nie inwestować dalej. Nie! Tak pojmowany zysk byłby dla niego przekleństwem. Nie chciał takiego interesu.

Po szóste, swoje plany przedstawiał braciom w sposób klarowny i prosty. Wyznaczał cele, ale dawał również środki do ich realizacji. Jakie to środki? Pierwszy to osobista wolność pracownika. Wiedział, że z niewolnika nie ma robotnika. Drugi to rozwój osobowości i zdolności – kształcenie. Trzeci to pasja. Ta jedynie zdolna jest cokolwiek stworzyć, być twórcza. W przeciwnym wypadku robotnik będzie przypominał maszynę: będzie pracował „na jedno kopyto”, bez inwencji i polotu. Pasji nauczyć nie sposób. Potrzebny jest własny przykład. I taki właśnie dawał swoim podwładnym Ojciec Dyrektor (tak nazywano o. Kolbego!).

Po siódme, w przedsiębiorstwie nieodzowna jest spójność działań. Jej miarą jest wzajemna uczciwość: uczciwość przedsiębiorcy i załogi. Nikt nikogo nie oszukuje. Nie tak jak w czasach słusznie minionych (i nie tylko!), kiedy pracodawca udawał, że płaci, a robotnik symulował pracę. Uczciwość ta polega – z jednej strony – na starannym, solidnym, fachowym i terminowym wykonaniu podjętej pracy, z drugiej zaś – na równie starannej, solidnej i terminowej zapłacie.

Inspirujące światło

O „przedsiębiorczym sukcesie” o. Kolbego zadecydowały również jego cechy osobowości: bezinteresowność w podejmowaniu kolejnych działań i niekierowanie się względami ambicjonalnymi. I najważniejsze – moralność, której miarą było rekolekcyjne postanowienie: „Chcę być świętym, świętym jak największym”. O. Maksymilian był wręcz „skarbnicą postępowania moralnego” – nadobfitą. Z tej „nadobfitości” udzielało się wszystkim, którzy zetknęli się z nim. W istocie realizowało się Chrystusowe przesłanie: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 16). Taka winna być dewiza życia i działań prawdziwego przedsiębiorcy.

Strategia działania o. Kolbego była prosta jak ideał Rycerstwa Niepokalanej. Nic nie obowiązywało pod grzechem. „Miłość bez granic ku Sercu Przenajświętszemu Pana Jezusa, aby jak najwięcej dusz jak najściślej z Nim przez Niepokalaną połączyć” – była jego jedynym bodźcem. I wskazaniem.

O. Maksymilian jest swoistym ostrzeżeniem dla wszystkich przedsiębiorców, że zysk firmy o tyle ma sens, o ile nie jest realizowany kosztem dobra człowieka. Człowiek jest najważniejszy. Można stworzyć silną markę przedsiębiorstwa, ale to za mało. Istnieje niebezpieczeństwo, że zbankrutuje duchowo.

I przed tym bankructwem ma chronić współczesnych przedsiębiorców ich święty patron – św. Maksymilian Maria Kolbe.

2016-08-10 08:25

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Startup na Maxa

Niedziela lubelska 3/2020, str. VII

[ TEMATY ]

Lublin

biznesmen

św. Maksymilian Kolbe

biznes

Andrzej Demczuk

Towarzystwo Biznesowe

Archiwum Andrzeja Demczuka

Andrzej Demczuk, prezes Towarzystwa Biznesowego w Lublinie

Tytułowy startup to nowoczesne przedsiębiorstwo, a Max to św. Maksymilian Kolbe. Ogłoszenie polskiego męczennika patronem przedsiębiorców i ludzi biznesu to jedna z inicjatyw Towarzystwa Biznesowego, które świętuje 10-lecie działalności.

Lubelski oddział jest o 5 lat młodszy, ale także może pochwalić się świetnymi pomysłami. Członkowie towarzystwa są przedsiębiorcami, prowadzą firmy produkcyjne i usługowe, często o dużym poziomie innowacyjnym. Działają w branżach: budowlanej, spożywczej i metalowej. Są prezesami, menedżerami i dyrektorami.

Śniadania z modlitwą

Spotkania Lubelskiego Towarzystwa Biznesowego zaczynają się punktualnie o godz. 7 rano, zgodnie z zasadą klubowiczów, że biznes lubi poranki. W eleganckim 5-gwiazdkowym hotelu w centrum Lublina co tydzień zbiera się kilkadziesiąt osób, przeważnie panów i to młodych.

Ludzie wierzący są godni zaufania, a zaufanie w biznesie to podstawa do nawiązywania owocnych relacji.

Pierwszym punktem spotkania jest modlitwa, często improwizowana, przerywana chwilami ciszy. Po niej następuje lektura tekstów duchowych, np. O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis czy encyklik św. Jana Pawła II. Przed czterema laty czytano dzieła św. Maksymiliana. Dopiero potem rozpoczyna się śniadanie. W trakcie posiłku zaproszony gość prezentuje jakąś ciekawą ideę czy dobre dzieło. Resztę czasu wypełniają rozmowy, nie tylko o interesach.

Ci, którzy nie lubią poranków, mogą spotkać się raz w miesiącu na wieczorze towarzystw biznesowych. Wtedy także czytana jest inspirująca lektura, a każdy uczestnik ma minutę na zaprezentowanie swojej firmy. Co miesiąc klubowicze uczestniczą we wspólnej Eucharystii, a raz na kwartał wyjeżdżają na dni skupienia. Pielgrzymują najchętniej do Niepokalanowa, aby prosić o wsparcie patrona, św. Maksymiliana.

Sześć powołań prezesa

Andrzej Demczuk, prezes Lubelskiego Towarzystwa Biznesowego, mówi o sobie, że jest człowiekiem 6 powołań. Na pierwszym miejscu jest mężem Moniki, a zaraz potem ojcem Oliwki, Miłosza i Mikołaja. Trzecim powołaniem jest biznes, czyli sieć znakomitych restauracji. Czwartym – prowadzenie razem z żoną Fundacji w Duchu Miłości. Kolejnym – promocja klubów ojcowskich Tato.Net, a ostatnim – ewangelizacja międzynarodowa przez ekspansję zagraniczną towarzystwa. Restauracje Demczuka chętnie przygotowują posiłki dla lubelskich bezdomnych.

Prezes rozpoczynał przygodę z biznesem w USA, gdzie studiował i pracował. Trafił do Seattle, gdzie w latach 90. ub. wieku eksplodowały firmy lotnicze i internetowe. Do południa siedział na wykładach, przez resztę dnia sortował warzywa i owoce w supermarkecie oraz witał klientów. W Lublinie otworzył najpierw jedną restaurację. Dziś ma ich pięć, a myśli o rozwoju firmy także poza granicami Polski. Ceni sobie duchowość rozwiniętą przez Tomasza Mertona, wybitnego mnicha i pisarza katolickiego XX wieku. Fundacja w Duchu Miłości pomaga głównie samotnym matkom i opuszczonym dzieciom. Założyła ją żona Monika.

Wzorem Kolbego

Towarzystwo to przestrzeń nawiązywania kontaktów i kontraktów. – Naszym bogactwem są ludzie – mówi Demczuk. – Wiara ma duże znaczenie w biznesie. Ludzie wierzący są godni zaufania, a zaufanie w biznesie to podstawa do nawiązywania owocnych relacji. Dla niego i innych biznesmenów wzorem jest św. Maksymilian. „Był człowiekiem, którego zaradność i konsekwencja powinny być wzorem dla współczesnych ludzi biznesu – piszą klubowicze. Przez swoje dzieła i męczeństwo pokazał, że warto żyć „na maksa”, całkowicie poświęcając się najwyższym wartościom.

CZYTAJ DALEJ

Dystrybutor filmu o Najświętszym Sercu Jezusa: ten kult ma gigantyczny potencjał duchowy

2020-02-28 10:44

[ TEMATY ]

film

Materiał prasowy

Dziś na ekrany kin wchodzi film „Najświętsze Serce”. O tym, dlaczego w tym roku dla Polaków ma to wielkie znaczenie i jak odnaleźć sens kultu Najświętszego Serca Jezusa, mówi w rozmowie z KAI Andrzej Sobczyk, prezes Stowarzyszenia Rafael.

Łukasz Kaczyński (KAI): Dlaczego postanowiliście dystrybuować ten film w Polsce?

Andrzej Sobczyk: - Inspiracja wzięła się bezpośrednio z zagranicy od jego hiszpańskich twórców, którzy pokazali nam swoje dzieło. Poruszeni jego treścią z marszu stwierdziliśmy, że chcemy uczestniczyć w upowszechnianiu poprzez ekrany kinowe historii kultu Serca Jezusowego wiernym, a zwłaszcza pomóc im zrozumieć przesłanie, które płynie z objawień Małgorzaty Marii Alacoque.

KAI: O czym opowiada film i jaka jest jego budowa?

- Film jest historią fabularną z elementami dokumentu, w której poznajemy pisarkę przeżywającą kryzys twórczy. Ma napisać kolejne książki, jednak nie jest w stanie, mimo, że zbliża się koniec terminu wyznaczonego przez wydawcę. W tym momencie znajoma proponuje jej, by zainteresowała się osobą św. Małgorzaty Marii Alacoque. Pisarka zaczyna zgłębiać temat - samej świętej, której ciało przez kilkaset lat po śmierci pozostało nietknięte, objawień Serca Jezusa oraz 12 obietnic, które Chrystus dał ludziom, którzy czczą Jego serce. W toku dzieła zostają przedstawione losy pisarki, która dociera nawet do Watykanu. W filmie pojawia się też wątek polskich Łagiewnik. Zdradzę jeszcze tylko, że końcówka dzieła szczególnie porusza, gdyż dotyka cudów eucharystycznych, a więc rzeczy, których nie można pojąć rozumem, a które bardzo uwrażliwiają serce i ducha.

- Dlaczego film dokumentalno-fabularny to dobry sposób na przypomnienie kultu Najświętszego Serca Jezusa?

- Z mojego doświadczenia wiem, że sale kinowe to bardzo dobre miejsce ewangelizacji. Dobrze wyprodukowany film może z wielką mocą trafić do osób, które może na co dzień nie są blisko Kościoła. Tym razem chcemy trochę uporządkować ten element naszej wiary, o którym na pewno każdy słyszał, choćby w postaci uczestnictwa w 9 pierwszych piątkach miesiąca, co przecież wynika bezpośrednio z 12 obietnic Chrystusa, które przekazał On Małgorzacie Marii Alacoque czy też chodzenia na nabożeństwa czerwcowe. Co więcej, na pewno większość z nas pamięta z rodzinnych domów obrazy Jezusa z rozpalonym sercem. Ale czy wiemy co jest z nim związane? Nie da się ukryć, że w życiu duchowym naszych przodków ten kult był bardzo istotny. Dlatego warto poznać jego korzenie, a teraz można to zrobić w przystępny sposób - po prostu idąc do kina.

- Jakie przesłanie może wynieść widz z takiego religijnego seansu?

- Jeśli przyjdzie na niego z otwartym sercem, to na pewno zostanie ono poruszone. Najmocniejszy przekaz tego filmu to odkrycie tego, że Serce Jezusa zawsze przyjmuje człowieka. I że kieruje się względem nas niepojętą głębią miłosierdzia Boga. Osobiście dla mnie najbardziej przejmującym fragmentem dzieła było, kiedy główna bohaterka odkrywa jak ludzie odwrócili się od Serca Jezusowego, w tym także papież, który początkowo, wbrew prośbom św. Małgorzaty Marii Alacoque nie chciał poświęcić świata Sercu Jezusa i że miało to swoje konsekwencje w postaci tragicznych zdarzeń. Zacząłem się wtedy zastanawiać jak w przyszłości nas - którzy żyjemy w niełatwych czasach - ocenią następne pokolenia. Jak będą patrzeć na naszą wiarę i przyjmowanie takich objawień, jak tych dotyczących Najświętszego Serca Jezusa. Czy zobaczą głębokie zaufanie, czy ich odrzucenie.

- Polacy już kiedyś pokazali, że wierzą Sercu Jezusowemu. To znak na współczesne czasy, które są niełatwe już nie tylko światopoglądowo?

- Tak, to prawda. W tym roku przypada 100. rocznica zawierzenia losów naszej ojczyzny Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Miało to miejsce w 1920 r., kiedy bolszewicy stali u granic Warszawy. Jak wiemy Polska została wtedy ochroniona, wydarzył się Cud na Wisłą. A papież Benedykt XV ten gest zawierzenia naszych rodaków ocenił jednoznacznie, pisząc, że nic stosowniejszego nie można było zrobić w celu naprawienia zła tamtych czasów. Sądzę, że te słowa są cały czas aktualne i obowiązujące - że na zło każdych czasów, którego również współcześnie nie brakuje, doskonałą odpowiedzią jest powierzanie się z ufnością Sercu Jezusa. Jednocześnie obchodzimy również 100. rocznicę kanonizacji św. Małgorzaty Marii Alacoque, co także zachęca do zapoznania się z objawieniami, których doświadczyła.

- Film „Najświętsze Serce” wchodzi do kin tydzień po premierze w Hiszpanii. To bardzo szybka reakcja.

- Tak. Było z tym trochę trudności, bo czasu było niewiele. Jednak jego wydźwięk jest na tyle istotny, że uznaliśmy, że trzeba podjąć wszelkie możliwe kroki, by polscy widzowie nie musieli za długo czekać. Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni, gdyż w Polsce jest około 130 kin, które zdecydowały się wyświetlić dzieło. Adresy tych kin można znaleźć na stronie rafaelfilm.pl.

- Jak zachęcić ludzi, by wybrali się do kin?

- Ten film buduje wiarę. Naprawdę przybliża do dobrego i kochającego Boga, który zawsze czeka na człowieka. I jedno wiem na pewno - pomoże zrozumieć nam kult Serca Jezusowego, w którym większość z nas wyrosła, ale być może nie zdaje sobie sprawy z jego gigantycznego potencjału duchowego, wynikającego z objawień św. Małgorzaty Marii Alacoque. To jest swego rodzaju wyjątkowy testament duchowy, który otrzymaliśmy i bardzo konkretne obietnice Pana Jezusa. Warto z nich skorzystać.

CZYTAJ DALEJ

CMWP SDP krytycznie o publikacji Gazety Wyborczej na temat żony ministra sprawiedliwości

2020-02-28 21:18

Materiał prasowy

Apel do dziennikarzy o przestrzeganie etyki dziennikarskie.

CMWP SDP z zaniepokojeniem przyjmuje podjętą przez Gazetę Wyborczą próbę dyskredytowania ministra sprawiedliwości poprzez publikacje niewiarygodnych informacji o jego żonie i apeluje do mediów o przestrzeganie zasad etyki dziennikarskiej, szczególnie w trwającej obecnie w kraju prezydenckiej kampanii wyborczej.

26 lutego b.r. “Gazeta Wyborcza” zamieściła artykuł Wojciecha Czuchnowskiego pod tytułem “Niebezpieczne związki Patrycji Koteckiej. Niejasna przeszłość żony Ziobry”, w którym, opierając się na zeznaniach byłego członka gangów Piotra K. ps. Broda z 2009 r., skierowano pod adresem żony ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry, zarzuty bliskich kontaktów ze środowiskiem przestępczym Warszawy .

Tymczasem informacje ujawniane przez media w odpowiedzi na publikację Gazety Wyborczej (m.in. portal wpolityce.pl ) potwierdzają, iż w/w artykuł oparty był na kłamstwach i konfabulacjach niewiarygodnych osób . W ocenie CMWP SDP termin, treść opublikowanego artykułu i sposób jego promocji w mediach , w tym w społecznościowych, wskazuje na to, iż jest on elementem nieuczciwej walki politycznej, której celem jest dyskredytowanie ministra sprawiedliwości i związanego z nim obozu politycznego.

Należy przy tym zauważyć, iż informacjom GW stanowczo zaprzeczyła zarówno Prokuratura Krajowa, jak i p. Patrycja Kotecka. Prokuratura Krajowa w specjalnym oświadczeniu podkreśliła , iż wyjaśnienia Piotra K. na których opiera swoje zarzuty Gazeta Wyborcza, były przez nią wielokrotnie i szczegółowo sprawdzane w postępowaniach prowadzonych od 2009 r. i nie zostały przez nią potwierdzone. Przeciwnie, dowody zgromadzone przez prokuraturę w tych postępowaniach jednoznacznie wykazały, że Piotr K. ps. „Broda” mijał się z prawdą. Piotr K . obecnie jest podejrzany, ściganym listami gończymi oraz Europejskim Nakazem Aresztowania i utracił status świadka koronnego.

W związku z tym CMWP SDP przypomina, iż zgodnie z zasadami Światowej Karty Etyki Dziennikarskiej przyjętej 12 czerwca 2019 podczas 30. Kongresu Międzynarodowej Federacji Dziennikarskiej (IFJ) podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest szacunek dla prawdy i prawo opinii publicznej do jej poznania. Spełniając ten obowiązek dziennikarz powinien zawsze przestrzegać zasady rzetelności w zbieraniu i publikowaniu informacji i nie wolno mu wykorzystywać wolności prasy dla partykularnych korzyści. Jest to podstawą zasady wolności słowa w demokratycznym państwie, do której przestrzegania zobowiązani są zarówno przedstawiciele władzy, jak i mediów.

dr Jolanta Hajdasz
dyr. CMWP SDP
Warszawa, 28 lutego 2020 r.

CZYTAJ DALEJ
Projekt Niedzieli na Wielki Post
#ODKUPIENI

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję