Mdr 3,1-9 <- KLIKNIJ
Czytany dziś po raz drugi w tym miesiącu, fragment Księgi Mądrości warto ustawić na tle sporu, z którego wyrasta. W rozdziale drugim bezbożni wyłożyli swoją filozofię. Życie jest krótkie i przypadkowe, po śmierci nie ma nic, korzystajmy więc z rzeczy, a sprawiedliwego, który nam swoją postawą wyrzuca winy, „skażmy na śmierć haniebną - przecież, jak mówi, Bóg się o niego zatroszczy” (por. Mdr 2,1-20). Rozdział trzeci jest odpowiedzią Boga na tę prowokację: „zdawało się oczom głupich, że pomarli… a oni trwają w pokoju”.
Autor nie przeczy realności cierpienia. Mówi o próbie, karceniu, doświadczeniu. Zmienia natomiast jego interpretację. To, co wygląda na klęskę, jest tyglem, w którym złoto zostaje oczyszczone, i ołtarzem, na którym Bóg przyjmuje ofiarę całopalną, człowieka oddanego bez reszty. Nadzieja sprawiedliwych jest „pełna nieśmiertelności”. Księga Mądrości, pisana greką i świadoma greckich kategorii, formułuje tu wiarę Izraela w życie, którego śmierć nie przerywa, na progu objawienia paschalnego.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
W dzisiejsze wspomnienie te zdania czyta się z myślą o Maksymilianie Marii Kolbem, który w bunkrze głodowym Auschwitz dobrowolnie zajął miejsce skazanego współwięźnia, ojca rodziny. Obóz zbudowany na pogardzie dla człowieka uznał jego śmierć za jeden numer mniej. Wiara widzi w niej ofiarę całopalną przyjętą przez Boga i iskrę, która przebiegła ściernisko XX wieku, zapalając nadzieję tam, gdzie system chciał ją zgasić.
1 J 3,13-18<- KLIKNIJ
Jan nie obiecuje uczniom przychylności świata: „nie dziwcie się, bracia, jeśli świat was nienawidzi”. „Świat” oznacza w jego słowniku nie stworzenie, lecz porządek zamknięty na Boga i zorganizowany wokół siebie. Bezpośrednio przed naszym fragmentem stoi Kain, który zabił brata, „bo czyny jego były złe, brata zaś sprawiedliwe”. Nienawiść wobec sprawiedliwych jest stara jak historia grzechu i nie powinna zaskakiwać.
Nowość Ewangelii Jan ujmuje czasownikiem przejścia. „My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci”. Ten sam czasownik, którym czwarta Ewangelia opisuje przejście wierzącego od śmierci do życia (J 5,24). Miłość braterska jest sprawdzianem i znakiem rozpoznawczym nowego istnienia; kto nie miłuje, „trwa w śmierci”, choćby oddychał. Miarą tej miłości nie jest uczucie, lecz wydarzenie. „On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci”.
Reklama
Zanim jednak przyjdzie godzina heroizmu, miłość jest testowana w rzeczach małych: „jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce…” - dosłownie: zamknął wnętrzności, splanchna, siedlisko współczucia. Tu pęka albo potwierdza się prawda wiary. Stąd wezwanie końcowe: miłujmy „czynem i prawdą” (ergō kai alētheia), nie słowem i językiem. Augustyn w homiliach o tym liście wskazywał drogę. Doskonałością miłości jest oddać życie za braci; kto do niej jeszcze nie dorósł, niech już teraz umie oddać bratu coś ze swoich dóbr. Życie Maksymiliana Kolbego jest komentarzem do tego wersetu. Dziesięciolecia codziennej służby, zaś potem jedno zdanie w Auschwitz: „ja chcę pójść za niego” - czyn, który powiedział wszystko.
J 15,9-17 <- KLIKNIJ
Mowa pożegnalna Wieczernika osiąga tu swoje centrum. Czasownik menein - trwać, pozostawać, zamieszkiwać - powraca w piętnastym rozdziale Jana z natarczywością refrenu. Uczeń ma trwać w miłości Jezusa tak, jak Syn trwa w miłości Ojca. Źródło życia chrześcijańskiego nie leży więc w wysiłku moralnym, lecz w samym wewnętrznym życiu Boga, do którego uczeń zostaje dopuszczony. Zachowywanie przykazań jest sposobem zamieszkiwania w tej miłości, a jego owocem radość: „aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna”. Chodzi o pokój serca, które wie, komu zawierzyło.
Przykazanie wzajemnej miłości otrzymuje miarę bezwzględną: „jak Ja was umiłowałem”. I zaraz zostaje ona nazwana po imieniu: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. W dniu wspomnienia Kolbego to zdanie przestaje być sentencją. Staje się protokołem wydarzenia z 29 lipca 1941 roku, wypełnionym co do litery.
Jezus przeprowadza uczniów od statusu sług do statusu przyjaciół. Sługa nie zna zamysłów pana, przyjaciel został wtajemniczony we „wszystko, co usłyszałem od Ojca”. Augustyn rozróżniał tu dwie bojaźnie: niewolniczą, która lęka się kary, i czystą, która lęka się utraty Umiłowanego. Przyjaciel Chrystusa służy z tej drugiej i dlatego zostaje wtajemniczony. Fundamentem pozostaje wybór uprzedzający: „nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili - i by owoc wasz trwał”. Owocem trwałym jest wierność, modlitwa wysłuchiwana w imię Jezusa, miłość wzajemna i świadectwo, które nie gaśnie przy pierwszej próbie, a czasem, jak w Auschwitz, rozbłyskuje najjaśniej w największej ciemności.
