Reklama

Kościół

Odpowiedź na zło

35 lat temu, 9 sierpnia 1991 r., w Pariacoto w Peru strzałami w tył głowy zostali zamordowani dwaj polscy zakonnicy: o. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski. O tym tragicznym wydarzeniu opowiada o. Stanisław Olbrycht.

2026-08-08 21:06

[ TEMATY ]

Zbigniew Strzałkowski

bł. o. Michał Tomaszek

bł o. Zbigniew Strzałkowski

o. BOGDAN PŁAWECKI OFMConv

Kaplica w miejscu zamordowania męczenników

Kaplica w miejscu zamordowania męczenników

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Krzysztof Tadej: Ojciec jest wyjątkowym świadkiem życia o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego...

O. Stanisław Olbrycht OFMConv: Tak pokierowała Opatrzność. Rozmawiałem z o. Zbigniewem Strzałkowskim w Legnicy i z o. Michałem Tomaszkiem w Rychwałdzie. Mówiłem, jak powinni przygotować się do wyjazdu na misje. Na prośbę prowincjała byłem przy rozpoczęciu ich misji w Pariacoto. A potem... uczestniczyłem w pogrzebie naszych ojców. Kilka lat później kontynuowałem w Pariacoto ich działalność. Byłem też wicepostulatorem procesu beatyfikacyjnego naszych zakonników w Peru.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Jak dowiedział się Ojciec o śmierci polskich zakonników?

Nasi bracia zginęli w Pariacoto w piątek 9 sierpnia 1991 r. ok. godz. 21. Byłem wtedy misjonarzem w Boliwii. W sobotę, przed godz. 5 rano, o. Stanisław Dowlaszewicz otrzymał telefon z Limy. Natychmiast do mnie zapukał. „Wstawaj, Świetlisty Szlak zabił Michała i Zbigniewa!” – krzyknął.

Jak była pierwsza reakcja Ojca?

Byłem zszokowany. „Dlaczego tak się stało?” – pytałem sam siebie. Dlaczego spotkało to nas, franciszkanów? Przecież tam, gdzie jedziemy głosić Ewangelię, przychodzimy z hasłami dobra i pokoju. Pytałem, czy nie popełniliśmy jakichś błędów. Moi bracia, np. asystent generalny, a później inni, zwracali mi uwagę, jak mogłem zadać takie pytanie.

Archiwum prywatne

Od lewej o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek.jpg

Od lewej o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek.jpg

Reklama

A jak po latach Ojciec na nie odpowiada?

Śmierć o. Michała i o. Zbigniewa była wynikiem nienawiści do wiary, do Kościoła, do osób wierzących. Członkowie terrorystycznej organizacji Świetlisty Szlak nienawidzili akcji kościelnych. Siali niezgodę, chcieli poróżnić ludzi, spowodować generalne niezadowolenie, żeby w wyniku rewolucji przejąć władzę. Atakowali urzędy i instytucje państwowe, a później Kościół. Jak się okazało, w Pariacoto planowali zorganizowanie studium nauczycielskiego dla rewolucjonistów. Widzieli, że nasi bracia byli bardzo szanowani przez mieszkańców. Uznali ich zatem za wrogów. Po śmierci naszych ojców, jak byli podpici, to o tym mówili. Jeden przyznał: „Widziałem o. Michała otoczonego grupą 200-300 dzieci i młodzieży. Do niego się garnęli, cieszyli się, a nam nie udało się ich przekonać i przyciągnąć. Nie mogłem tego znieść!”.

o. BOGDAN PŁAWECKI OFMConv

Kościół w Pariacoto

Kościół w Pariacoto

Świetlisty Szlak szukał młodych liderów m.in. w Kościele, bo u nas młodzi odznaczali się wiernością, aktywnością, mieli siłę przebicia. Niektórych młodych ludzi straszyli i szantażowali. Mówili: „Jak się do nas nie przył?czysz, to pamiętaj, ?e wiemy, gdzie mieszkaj? twoi rodzice, bracia?. Wtedy wiele wierzących, bardzo religijnych rodzin wyjechało z Pariacoto. Niektórzy jednak przyłączyli się do terrorystów.

Reklama

Przyłączysz, to pamiętaj, że wiemy, gdzie mieszkają twoi rodzice, bracia”. Wtedy wiele wierzących, bardzo religijnych rodzin wyjechało z Pariacoto. Niektórzy jednak przyłączyli się do terrorystów.

Powróćmy do 10 sierpnia 1991 r. Rano dowiedział się Ojciec o śmierci polskich zakonników. Co się działo później?

o. BOGDAN PŁAWECKI OFMConv

Kaplica z grobem

Kaplica z grobem

Od razu pomyślałem o wyjeździe do Peru. Zdawałem sobie sprawę, że z Polski może nikt nie zdążyć przyjechać na pogrzeb. Nie miałem jednak wizy. O 7 rano zadzwoniłem do konsula, a już o 11 spotkałem się z nim i dostałem wizę. Jechałem z pytaniami: „co teraz będzie? Co robić dalej?”. Pomyślałem, że jak został ukrzyżowany Pan Jezus, to Jego dzieło się nie skończyło. Przeciwnie – nabrało siły. Z takimi myślami dotarłem do Peru.

Jaką sytuację zastał Ojciec w Pariacoto?

Uroczystości pogrzebowe przygotowywał biskup razem z wojskiem, które dbało o bezpieczeństwo. Zorientowałem się, że w Pariacoto ludzie powiedzieli „nie” terrorystom. Nie bali się przyjść na pogrzeb. Wiele osób zaangażowało się w jego zorganizowanie. Jedni załatwiali trumny, inni przygotowywali grobowce wewnątrz kościoła. Pojawiła się bowiem obawa, że jeśli grobowce będą na zewnątrz, to senderyści, czyli terroryści ze Świetlistego Szlaku, mogą je wysadzić. Tak robili w innych miejscach.

Reklama

Do Pariacoto dotarłem w niedzielę ok. godz. 20. Drzwi kościoła były otwarte. Zobaczyłem wewnątrz cztery trumny: leżeli w nich nasi bracia i dwóch zastrzelonych przez terrorystów wójtów – jeden z Pariacoto, drugi z Cochabamby. Płakałem jak wszyscy, którzy byli w kościele.

Czy nie boli Ojca to, że w zasadzie do dzisiaj nie skazano żadnego z bezpośrednich sprawców tej zbrodni?

Sprawą zajmowała się policja. Nasz asystent generalny, Argentyńczyk, powiedział, że nasz zakon nie będzie szukać tych, którzy to zrobili. Wzywał do refleksji, rozmów, dialogu. No i tego się trzymamy. Naszą odpowiedzią na zło jest miłość. Jedynie miłość zwycięży.

Czy wśród osób, które brały udział w zamordowaniu naszych kapłanów, byli ludzie mieszkający w Pariacoto?

Sądzę, że byli to ludzie związani z Pariacoto i z najbliższymi okolicami.

A czy to prawda, że jeden z chłopców z parafialnej grupy młodzieży zdradził zakonników?

Terroryści mieli wtyczkę w tej grupie młodzieżowej. Młodzieniec miał na imię Giovanni i pojawiał się zawsze wtedy, kiedy ojcowie organizowali jakiś wyjazd. Przychodził do kościoła, był blisko naszych kapłanów. Okazało się, że informował o wszystkim Świetlisty Szlak. Kiedy policja zaczęła dochodzenie, nagle zniknął.

Polacy zostali wywiezieni do Pueblo Viejo (starego miasta) i tam zamordowani. Tuż obok domu, którego właściciel mówił później, że nic nie widział i nic nie słyszał.

Reklama

Przyszedł do zakrystii. Rozmawialiśmy. Był odpowiedzialny za organizowanie odpustu w kaplicy, z którą był związany. Przy tej okazji poinformowałem go, że rozpoczęliśmy proces beatyfikacyjny naszych kapłanów i chcemy zebrać świadectwa o tym, co się z nimi działo w ostatnich momentach ich życia. Powiedziałem, że wiemy, gdzie się urodzili, gdzie się uczyli, studiowali i co robili, jak przyjechali do Peru, ale nie wiemy, jak wyglądały ich ostatnie chwile. Wtedy zaczął się trząść i się wycofał. Przeprosiłem go, że zapytałem o to w nieodpowiednim momencie. Następnego dnia przyszła jego córka. Krzyczała: „Coś ty nagadał ojcu, że się rozchorował i dostał gorączki!? Jak możesz go pytać, podczas gdy oni [ci, którzy zabili] jeszcze są na wolności!? Chodzą normalnie...”.

Czy ten pan mógł nie widzieć tego, co się stało?

Na pewno widział. Dom stał 2 m, może trochę dalej od miejsca, gdzie zostali zabici. To niemożliwe, żeby nie wiedział, co się wydarzyło.

W 1994 r. wrócił Ojciec do parafii Pariacoto i rozpoczął działalność duszpasterską. Cały czas było tam niebezpiecznie. Nie bał się Ojciec tego, że zostanie zamordowany?

Byłem świadomy, co może nastąpić. Miałem jednak wewnętrzne przekonanie, że miłość, z którą przychodzę, zwycięży.

Ale otarł się Ojciec o śmierć...

Były różne dziwne sytuacje. Kiedyś w Pariacoto przyszli do mnie ludzie po pieniądze. Widać było od razu, kim są. Wyglądali jak gangsterzy. Nie zastali mnie w zakrystii, bo robiłem razem z wiernymi pustaki z błota, które były potrzebne do budowy kaplicy, ale znaleźli mnie przy tej pracy. Chcieli, żebym im pomógł finansowo. Odpowiedziałem: „Gdybym miał pieniądze, to bym tu pracował? Przyjechałem z Boliwii, która jest mniejsza i uboższa i nie mam pieniędzy”. Popatrzyli na mnie ubłoconego i nie mieli już argumentów.

Reklama

Innym razem był napad w nocy na autobus. Złodzieje po napadzie ukryli się w górach, a jeden z nich, 2 km od Pariacoto, zaczął wypytywać, jak nazywa się ksiądz i gdzie mieszka. Później przyszedł do kościoła. Był uzbrojony. Być może przyszedł po to, żebym pomógł mu wydostać się z Pariacoto. Może wiedział, że gdy jechałem samochodem, to policja zawsze mnie przepuszczała bez kontroli. Gdyby ten człowiek mnie poprosił o wywiezienie, a ja bym się nie zgodził, to mógłby mnie zastrzelić. Całe szczęście, że nie było mnie wtedy – poszedłem w góry do wiosek i tak jak mi nakazał biskup, dla zachowania bezpieczeństwa, nie mówiłem nikomu, dokad idę i kiedy wrócę. Ludzie natomiast, jak się zorientowali, o co chodzi, otoczyli tego człowieka, związali i zaprowadzili na posterunek.

Jak dzisiaj ocenia Ojciec to, co się dzieje w Peru i Ameryce Południowej? Czy zagrożenie terroryzmem minęło?

Ameryka Południowa jest w nienajlepszej sytuacji. Ruchy skrajnie lewicowe albo wygrywają, albo chcą wygrywać. Ruch rewolucyjny tylko schował broń. Nie mają jeszcze przywódcy. Na razie nie wiedzą, co robić, ale już zakładają partie polityczne, żeby realizować swoje cele.

Oceń: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kiedy przyjdą, damy świadectwo Prawdzie

Bp Jan Piotrowski wprowadził 4 października relikwie błogosławionych męczenników o. Michała Tomaszka i o Zbigniewa Strzałkowskiego do kościoła Ducha Świętego w Kielcach.

W uroczystościach uczestniczyli franciszkanie br. Jan Hruszowiec, promotor kultu męczenników z Pariacoto oraz o. Dariusz Gaczyński, misjonarz z Paragwaju. Wygłosił on słowo Boże.
CZYTAJ DALEJ

Rozważania na niedzielę: Panie ratuj mnie! Modlitwa w kryzysie

2026-08-07 13:36

[ TEMATY ]

rozważania

ks. Marek Studenski

Materiał prasowy

Tysiące gumowych zabawek wypadły z kontenera i rozpoczęły wieloletnią podróż przez oceany. Niektóre przepłynęły tysiące kilometrów, inne na wiele lat zostały uwięzione w lodzie.

Ta prawdziwa historia staje się niezwykle trafnym obrazem informacji, obrazów i opinii, które nieustannie docierają do naszej świadomości. Czy można być nimi tak „przekarmionym”, że zabraknie miejsca na Ewangelię i głos Boga?
CZYTAJ DALEJ

Św. Filomena. Miłość, która daje siebie

2026-08-08 20:57

Marzena Cyfert

Misterium o św. Filomenie w Gniechowicach

Misterium o św. Filomenie w Gniechowicach

Modlitwa, procesja, misterium i świadectwa pielgrzymów złożyły się na uroczystości odpustowe w Sanktuarium św. Filomeny w Gniechowicach. Ich centralnym punktem była Eucharystia pod przewodnictwem o. Damiana Stachowicza OFM.

– To jedyny w Polsce kościół pw. św. Filomeny i zarazem jej sanktuarium. Dziękujemy dziś za jej opiekę nad nami i prosimy o dalsze orędownictwo i wstawiennictwo. Jak mówił św. Jan Maria Vianney, jest to święta, której Bóg niczego nie odmawia. Ona duchowo czeka na swoich czcicieli, którzy do niej przychodzą, i wyprasza potrzebne łaski – mówił ks. Jarosław Wawak, proboszcz i kustosz sanktuarium.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję