Lata pięćdziesiąte XX wieku to moment, gdy srebrny ekran zaczął kształtować amerykańskie społeczeństwo. Telewizja nie była już tylko nowinką techniczną. Wpływała na sposób myślenia o rodzinie, polityce, wychowaniu i codziennym życiu. W najlepszym czasie antenowym dominowała rozrywka – starannie przygotowane widowiska, seriale i programy z udziałem największych gwiazd. I właśnie wtedy do studia wszedł katolicki biskup. Nie próbował nikogo zabawiać. Zamiast scenografii miał tablicę, po której kreślił proste rysunki. Nie unikał tematów trudnych. Potrafił ganić kapitalistów za chciwość, ostrzegać przed komunizmem, przypominać o odpowiedzialności wobec Boga i rodziny. Modlił się także za Hitlera i Stalina, przekonany, że chrześcijańska miłość nie kończy się tam, gdzie zaczyna się nienawiść. Dlaczego miliony Amerykanów pokochało abp. Sheena? Co sprawiło, że katolicki duchowny stał się popularniejszy niż komicy złotej ery telewizji?
Chłopiec z mieszkania nad sklepem
Reklama
Shenn stał się z czasem swoistym telewizyjnym celebrytą. W szczytowym okresie jego program oglądało ponad trzydzieści milionów widzów tygodniowo. W większości nie byli katolikami. W 1952 r. Fulton Sheen otrzymał Nagrodę Emmy dla najbardziej wybitnej osobowości telewizyjnej, a magazyn „Time” umieścił go na okładce czasopisma i pisał o nim, że spierał się z Darwinem, Freudem, Marksem i samym szatanem. Trudno było przewidzieć taką drogę, patrząc na początki jego życia. Urodził się 8 maja 1895 r. w miasteczku El Paso w stanie Illinois, liczącym wówczas niespełna półtora tysiąca mieszkańców. Przyszedł na świat w ciasnym mieszkaniu nad sklepem z narzędziami prowadzonym przez ojca Newtona Sheena. Na chrzcie otrzymał imiona Peter John, ale od najmłodszych lat wszyscy wołali na niego Fulton – od panieńskiego nazwiska matki, Delii. Wkrótce po narodzinach Petera Johna rodzina Sheenów przeniosła się do pobliskiej Peorii. Tam przyszły biskup dorastał i zdobywał wykształcenie. W 1913 r. ukończył szkołę średnią z wyróżnieniem, chociaż też zaliczył kilka wpadek edukacyjnych. Wstąpił do szkolnej drużyny debat, ale nie zagrzał tam długo miejsca – został wyrzucony, a jako powód podano to, że nie potrafił przemawiać publicznie. Zakrawa to na ironię, biorąc pod uwagę jego późniejszy sukces telewizyjny – jego sposób mówienia miał zahipnotyzować miliony ludzi. Być może właśnie to doświadczenie z młodości zdopingowało go do pracy nad prezencją i retoryką.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Lekcja pokory
Reklama
Po ukończeniu St. Viator College Fulton Sheen wybrał seminarium duchowne. Święcenia kapłańskie przyjął we wrześniu 1919 r. w katedrze w Peorii. Niedługo później zdolnego młodego kapłana wysłano na dalszą edukację do Europy. Studia w Belgii zakończył doktoratem z filozofii na Katolickim Uniwersytecie w Lowanium. Otrzymał także prestiżową nagrodę kard. Merciera za najlepszy traktat filozoficzny, stając się pierwszym Amerykanin w historii uhonorowanym tą nagrodą. Następnie studiował w Rzymie, gdzie obronił doktorat z teologii na Angelicum. Po ok. 5 latach zagranicznych studiów Sheen wrócił do Stanów Zjednoczonych jako jeden z najlepiej wykształconych młodych księży swojego pokolenia. Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku i Oxford chciały zatrudnić go jako wykładowcę filozofii. Decyzja należała jednak do bpa Edmunda Dunne'a. Ku zaskoczeniu wszystkich nie wysłał młodego uczonego na prestiżową uczelnię, lecz do jednej z najuboższych parafii diecezji. Tę decyzję swojego przerłożonego ks. Sheen zaakceptował bez słowa sprzeciwu. Przez dziewięć miesięcy ks. Fulton pracował tam jako zwykły wikariusz, wykonując wszystkie polecenia proboszcza. Nie protestował. Nie zabiegał o zmianę decyzji. Dopiero po tym czasie został ponownie wezwany przez biskupa. Okazało się, że był to sprawdzian. Biskup chciał zobaczyć, czy europejskie sukcesy i rosnąca sława nie obudziły w młodym kapłanie niezdrowych ambicji. Gdy przekonał się, że tak się nie stało, powiedział krótko: „Ojciec Cullen mówi, że byłeś grzecznym chłopcem w St. Patrick's. Więc biegnij do Waszyngtonu”. Tam ks. Sheen rozpoczął wieloletnią pracę na Katolickim Uniwersytecie Ameryki.
Narodziny telewizyjnego fenomenu
Kariera akademicka ks. Sheena rozwijała się równolegle z inną drogą, która w tamtym czasie stanowiła pewne tabu dla amerykańskich kapłanów. W 1930 r., jedenaście lat po święceniach, rozpoczął prowadzenie radiowej audycji The Catholic Hour. Przez dwadzieścia lat każdego tygodnia słuchało jej ok. 4 mln osób. Radio okazało się zaledwie początkiem jego medialnej drogi. Na początku lat 50. zainteresowała się nim telewizja. Komercyjna stacja DuMont Television Network zaproponowała mu własny program religijny. W tym samym czasie Fulton Sheen został mianowany biskupem pomocniczym Nowego Jorku.
Reklama
Program Life Is Worth Living w swojej formie był prosty, nawet jak na tamte czasy. Biskup stawał przed kamerą, mówił o moralnych problemach swoich czasów, a skomplikowane zagadnienia wyjaśniał za pomocą rysunków wykonywanych na tablicy. Nie potrzebował efektów specjalnych. Widzów przyciągały jego sposób opowiadania, poczucie humoru, swoboda i charakterystyczne spojrzenie. Potrafił mówić o sprawach poważnych językiem zrozumiałym dla każdego. Program szybko stał się jednym z największych fenomenów amerykańskiej telewizji. Oglądało go ponad 30 mln osób tygodniowo. Co szczególnie wymowne, większość stanowili niekatolicy. Sheen nie traktował jednak telewizji jako sposobu na popularność. Nie pobierał wynagrodzenia za prowadzenie programu, uznając swoją obecność na ekranie za element misji ewangelizacyjnej. Po zakończeniu emisji Life Is Worth Living wracał jeszcze do telewizji z kolejnymi programami, ale to właśnie ten pierwszy na trwałe zmienił sposób myślenia o obecności Kościoła w mediach.
Wciąż aktualny
Fulton Sheen nie ograniczał się do występów przed kamerą. Napisał siedemdziesiąt trzy książki, które trafiały do szerokiego grona odbiorców. Pod koniec życia ciężko chorował. Operacje przeprowadzone w 1977 r. odebrały mu siły, ale nie przerwały jego aktywności. Jeszcze dwa miesiące przed śmiercią spotkał się z Janem Pawłem II, który wyrażał uznanie dla jego działalności medialnej. Zmarł 9 grudnia 1979 r. w swojej prywatnej kaplicy podczas modlitwy przed Najświętszym Sakramentem.
Po jego śmierci telewizja, która wyniosła go do popularności, zmieniła się nie do poznania. Zmieniły się także media i sposób, w jaki zdobywa się uwagę odbiorców. A jednak książki Fultona Sheena wciąż szybko znikają z księgarskich półek, również w Polsce, jego programy, z archaiczną, trudną dla współczesnego widza estetyką, nadal są oglądane, a on sam już wkrótce zostanie wyniesiony na ołtarze.
