Reklama

Wprowadzenie relikwii bł. ks. Popiełuszki

2016-11-03 09:50

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 45/2016, str. 6

Piotr Lorenc

Bp Grzegorz Kaszak wprowadził relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki do kościoła pw. Najświętszego Zbawiciela w Sosnowcu. Uroczystość odbyła się 19 października – w dniu 32. rocznicy jego męczeńskiej śmierci

Koncelebrowanej Eucharystii, podczas której dokonano wprowadzenia relikwii, przewodniczył bp Kaszak. Wspólnie z nim modlił się ks. Tomasz Folga – dyrektor diecezjalnej Caritas oraz ks. dziekan Jacek Kmieć. Na uroczystości nie zabrakło przedstawicieli Rycerzy Kolumba, Zakonu Rycerzy Bożego Grobu, sosnowieckiej policji. Przybyły poczty sztandarowe reprezentujące NSZZ „Solidarność”, harcerzy i żołnierzy AK. Eucharystię ubogacił chór Salvatoris Amici pod dyrekcją Jerzego Sojki.

– Przyrzekamy, że te relikwie będą nas zobowiązywany do jeszcze większej modlitwy w intencji ludzi pracy i w intencji ludzi bezrobotnych – powiedział ks. Stanisław Litwa, proboszcz parafii pw. Najświętszego Zbawiciela odbierając z rąk biskupa Grzegorza relikwiarz z krwią błogosławionego.

Reklama

– Od kilkunastu lat pracuję w zagłębiowskich parafiach. Doskonale wiem z jakimi problemami przychodzi zmagać się naszym wiernym. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście trudności ze znalezieniem i utrzymaniem pracy. Wiem, jak wiele wysiłku ludzie wkładają, by pracę znaleźć i jak ją szanują. Dlatego postanowiliśmy wspólnie z parafianami, aby postarać się o relikwie człowieka, który był tak bardzo związany ze środowiskiem pracy i dzisiaj jako błogosławiony za tymi ludźmi się wstawia. Napisałem do Kurii białostockiej list z prośbą o przekazanie relikwii ks. Jerzego. Umotywowałem swoją prośbę kultem, jaki zrodził się w naszej parafii przez modlitwy do ks. Jerzego. Teraz obiecuję, że każdego 19. dnia miesiąca będziemy modlić się o potrzebne łaski za przyczyną bł. ks. Popiełuszki w obecności jego relikwii – powiedział ks. proboszcz Stanisław Litwa. Trzeba zaznaczyć, że w parafii są już przechowywane relikwie św. Rity – patronki spraw trudnych i beznadziejnych. A w Proboszcz ma jeszcze w planach pozyskanie relikwii św. Faustyny.

W homilii bp Kaszak przypomniał postać bł. Jerzego Popiełuszki, okoliczności tragicznej śmierci i przesłanie, jakie po sobie pozostawił. – Dzisiaj, 19 października, pragniemy w sposób szczególny uczcić wybitnego z rodu Polaków – ks. Jerzego Popiełuszkę. Przychodzimy także, by prosić za jego przyczyną dobrego Boga o potrzebne łask. Był to Polak, któremu przyszło żyć w trudnych czasach (…). Trzeba podkreślić, że stanął wobec tych wyzwań i niebezpieczeństw z wielką odwagą. Nie tylko dobrym słowem, rozmową, modlitwą, homiliami, ale także poprzez organizację konkretnej pomocy materialnej dla osób pozbawionych pracy z przyczyn politycznych – powiedział Hierarcha. Przypomniał również wielkie modlitewne dzieło ks. Jerzego – Msze św. za Ojczyznę. – W 1982 r. została mu powierzona w kościele na Żoliborzu wielka modlitwa za Ojczyznę. Msze św., które celebrował w intencji ojczyzny zaczęły się cieszyć wielką popularnością. Bardzo solidnie przygotowywał się do kazań, wspaniale odczytywał znaki czasu i umiał dotrzeć ze słowem Bożym do serca człowieka. Nie umknęło to uwagi służbom bezpieczeństwa. Rozpoczęły się szykany, zastraszenia, aresztowania. A on pozostał niewzruszony, przekonany o wartości głoszonej przez siebie nauki – wyjaśniał bp Kaszak. Na koniec Kaznodzieja przytoczył fragment ostatniego kazania ks. Jerzego: „Chrześcijaninowi nie wystarczy samo potępienie zła, kłamstwa, tchórzostwa, zniewolenia, przemocy, ale musi sam być prawdziwym świadkiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości. Aby zło dobrem zwyciężać i zachować godność człowieka nie wolno walczyć przemocą. Komu nie udało się zwyciężyć sercem i rozumem usiłuje zwyciężyć przemocą”. – Zapamiętajmy słowa ks. Jerzego i wprowadzajmy je w czyn każdego dnia – zaapelował Pasterz Kościoła sosnowieckiego.

Tagi:
bł. Jerzy Popiełuszko relikwie

Warszawa: relikwie 34 świętych wprowadzono do kościoła na Natolinie

2019-11-10 18:25

tk, archwwa / Warszawa (KAI)

Relikwie 34 świętych i błogosławionych, którzy mieli wkład w odzyskanie przez Polskę niepodległości wprowadził dziś do stołecznego kościoła Ofiarowania Pańskiego na Natolinie kard. Kazimierz Nycz. Najgłębszym fundamentem kultu świętych jest uwielbienie Boga działającego w tych ludziach i przez nich - podkreślił metropolita warszawski.

http://archidiecezja.warszawa.pl

Relikwie umieszczono w specjalnym relikwiarzu w kształcie ryngrafu, który został zaprojektowany przez Tomasza Morka. Przedstawia Matkę Bożą Częstochowską na tle orła w koronie, a wokół umieszczono 34 kapsuły z relikwiami, m.in. głównych patronów Polski św. Wojciecha i św. Stanisława oraz Jana Pawła II.

„Niech będzie Bóg uwielbiony w swoich świętych – to przyjmijmy jako najgłębszy fundament kultu świętych” - zachęcał w homilii kard. Nycz. Przypomniał, że osoby wyniesione na ołtarze są naszymi przewodnikami na drodze do świętości. „Relikwie są znakiem, który nas odsyła (...) do uwielbienia Boga i do naśladowania Jezusa Chrystusa” – tłumaczył kaznodzieja.

Metropolita warszawski wskazywał, że zadaniem współcześnie żyjących jest troska o wolność, także tę zagrożoną przez różne, podsuwane dziś człowiekowi „poprawności”. „Tak muszę korzystać z mojej wolności, którą mnie Pan Bóg obdarzył, żeby nie krzywdzić, nie ranić, nie zadawać bólu tym wszystkim, którzy są wokół mnie i także są wolni” – mówił duchowny.

Hierarcha przywołał słowa, jakie w 1966 r. wypowiedział w Warszawie kard. Wyszyński: „Kto nienawidzi, ten już przegrał”. To słynne zdanie wciąż jest aktualne – wskazał kard. Nycz dodając, że całe kazanie Prymasa poświęcone zaś było miłości bliźniego, także miłości nieprzyjaciół. Zaznaczył też, że Prymas stanowczo upominał swoich najbliższych, by nie odpowiadali nienawiścią na kampanię władz kierowaną przeciwko Kościołowi, bo trzeba odróżniać grzech od grzesznika i szanować człowieczeństwo każdej osoby.

Proboszcz parafii pw. Ofiarowania Pańskiego ks. prałat Edward Nowakowski jest przekonany, że w święto narodowe trzeba wspomnieć o tych wielkich Polakach, którzy zostali wyniesieni do chwały ołtarzy a poprzez swoją pracę, duszpasterstwo i świętość włożyli swój wkład w odzyskanie niepodległości. Stąd myśl, by ich uhonorować i upamiętnić.

Przed rokiem świątynia Ofiarowania Pańskiego wzbogaciła się o fresk w kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej, przedstawiający 34 postaci świętych i błogosławionych. Proboszczowi i parafii udało się pozyskać ich relikwie.

Specjalny relikwiarz w kształcie ryngrafu został zaprojektowany przez Tomasza Morka. Przedstawia Matkę Bożą Częstochowską na tle orła w koronie, a wokół umieszczono 34 kapsuły z relikwiami.

Wśród tych 34 świętych i błogosławionych są m.in. główni patroni Polski św. Wojciech i św. Stanisław oraz Jan Paweł II. – Są też prymas Wyszyński, ks. Jerzy Popiełuszko, abp Zygmunt Szczęsny Feliński, brat Albert Chmielowski, m. Bernardyna Jabłońska, Edmund Bojanowski, ks. Ignacy Kłopotowski, s. Faustyna Kowalska, ks. Michał Sopoćko, abp Józef Pelczar, ks. Zygmunt Gorazdowski, ks. Edward Detkens, ks. Józef Stanek, m. Marcelina Darowska, s. Maria Karłowska, o. Rafał Kalinowski, o. Honorat Koźmiński, s. Urszula Ledóchowska.

Kościół Ofiarowania Pańskiego w Warszawie na Natolinie został wzniesiony przed 30 laty w stylu nawiązującym do neoromańskiego. Świątynia została konsekrowana 1 czerwca 2003 r. Parafia liczy ok. 18 tys. mieszkańców.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Shawn Carney: kobiety wybierające aborcję często czują, że nie mają żadnego wyboru

2019-11-10 18:03

Paulina Guzik / Warszawa (KAI)

- To nie jest tak, że kobiety przyjeżdżające do klinik aborcyjnych świętują tam swoją wolność. One są zwykle przerażone, szukają wyjścia. Czują, że nie mają żadnego wyboru – mówi Shawn Carney, działacz pro-life, który w 2004 r. zorganizował pierwszą akcję modlitewną 40 Days for Life (40 Dni dla Życia) przed kliniką aborcyjną, w której pracowała wówczas Abby Johnson, bohaterka głośnego filmu „Nieplanowane”. W rozmowie z Pauliną Guzik Shawn Carney przekonuje, że agresja nie jest dobrą metodą działań pro – life. Natomiast wiele można osiągnąć serdecznością, miłością i zwykłym okazywaniem człowieczeństwa. 40 Days for Life to dziś inicjatywa międzynarodowa, dzięki której ocalono ponad 16 tys. dzieci.

julijacernjaka/pl.fotolia.com

Publikujemy rozmowę wyemitowaną dziś w programie „Między Ziemią a Niebem” w TVP 1:

Paulina Guzik: Jak to się stało że trafiłeś do ruchu pro life?

Shawn Carney: Chodziłem do małej katolickiej szkoły w zachodnim Teksasie. Nie mieszkało tam zbyt wielu katolików. Ja byłem katolikiem i wciąż nim jestem. Mamy księży z Irlandii, bo jest to misyjna diecezja. To oni byli wspaniałym przykładem, jak żyć wiarą, nauczali o świętości życia. Wiele zawdzięczam Twojemu krajowi – to wy daliście światu Jana Pawła II. Kiedy byłem uczniem drugiej klasy liceum, miałem to szczęście, że pojechałem do Saint Louis na spotkanie z Janem Pawłem II. To całkowicie odmieniło moje życie. Rozważałem wstąpienie do seminarium, choć ostatecznie, jak wiesz, ożeniłem się. Ale jego życie stanowiło niezwykłą inspirację. Miał odwagę sprzeciwić się aborcji. I to w moim kraju, gdy wśród jego słuchaczy był nasz prezydent popierający aborcję. Jan Paweł II miał też wielki wpływ na wspaniałych księży w mojej szkole. Kiedy byłem już na uniwersytecie, poszedłem z moją dziewczyną Marilisą, którą później poślubiłem, aby pokojowo modlić się przed miejscową kliniką aborcyjną Planned Parenthood. To było w tym samym czasie, kiedy Abby Johnson rozpoczęła wolontariat w klinice Planned Parenthood po drugiej stronie ogrodzenia. W pewnym sensie dorastaliśmy razem. Byliśmy po przeciwnych stronach, pracowaliśmy i kierowaliśmy organizacjami o przeciwstawnych punktach widzenia, udzielaliśmy wywiadów krytykując swoje poglądy.

Jesienią 2004 roku zorganizowaliśmy pierwszą kampanię 40 Days for Life (40 Dni dla Życia) przed jej kliniką, która później przerodziła się w kampanię krajową, by w 2007 roku wyjść na arenę międzynarodową. W 2009 roku Abby była świadkiem aborcji. Po tym wydarzeniu przyszła prosto do mojego biura, które w tym czasie znajdowało tuż obok kliniki. Teraz w tym budynku mieści się centrala 40 Days for Life. Jednak wtedy byliśmy sąsiadami. Nigdy tego nie zapomnę.

PG: Skąd pomysł na akcję modlitewną której nazwa stała się nazwą całej waszej organizacji – 40 dni dla życia?

- Po pierwsze, gdy byliśmy na studiach widzieliśmy, że w Stanach wzrasta liczba aborcji. Więc spędzaliśmy godziny na modlitwie pytając Boga, co powinniśmy zrobić. Pomysł 40 Dni pojawił się z wiadomych względów. W Piśmie Świętym Bóg wykorzystuje 40 dni nie tylko do przemiany, ale także aby wezwać ludzi z powrotem do siebie. Dlatego pomyśleliśmy, że przez 40 dni zrobimy dla nienarodzonych co tylko możliwe. Postanowiliśmy modlić się, pościć, wyjść i prowadzić 24-godzinne czuwanie. To właśnie robiliśmy. Nigdy jednak nie przyszło nam do głowy, że 40 Days for Life wyjdzie poza nasze miasto. To inne miasta, a potem cały świat zapukał do naszych drzwi. Dlatego też ostatecznie podjęliśmy decyzję, aby w 2007 roku przeobrazić tę inicjatywę w międzynarodową kampanię.

PG: Feministki propagujące postawę pro-choice twierdzą, że udajemy się do klinik aborcyjnych z wyboru. Czy dostrzegałeś, że po drugiej stronie ogrodzenia mieliście do czynienia z takim życiowym wyborem?

- Europa powtarza te godne pożałowania stare argumenty za aborcją, które są popularne w Ameryce. Chodzi o pogląd, że kobiety przyjeżdżają do klinik aborcyjnych, parkują samochody, wysiadają i domagają się swoich reprodukcyjnych praw. A potem biegną, poddają się aborcji i wychodzą z wysoko podniesioną głową świętując swoją wolność. To naturalnie zwykła kpina. Nikt nie chce aborcji, żadna z osób przyjeżdżających do kliniki nie dba o czyjeś poglądy polityczne, czy nawet religijne. Szukają wyjścia. Czują, że są pozbawione wolności, że nie maja żadnego wyboru i zwykle są przerażone.

PG: Jak wspominasz tamte chwile, kiedy staliście przed ogrodzeniem? Co widziałeś po drugiej stronie?

- Czuć było smutek. Czuć było samotność. Można powiedzieć, że nikt nie chciał być po drugiej stronie ogrodzenia. Nikt nie chciał poddać się aborcji. I nikt nie stawia sobie za cel, że zostanie pracownikiem czy lekarzem w klinice aborcyjnej. Zawsze dzieje się to, gdyż dana osoba tam po prostu jakoś trafia. Już w pierwszej chwili zauważyłem, że tak naprawdę tylko my chcieliśmy być w tym właśnie miejscu. Zauważyłem też, że jak na ironię, że to u nas panowała radość. Pośród ciemności, pośród smutku, my czuliśmy spokój. Według mnie film świetnie to wszystko ukazuje. Po drugiej stronie jest wszystko, z czego może skorzystać szatan: niepokój, frustracja, pragnienie, żeby wejść i wyjść. W przemyśle aborcyjnym panuje konspiracja. Jest to oczywiste dla wszystkich uczestniczących w debacie na temat życia.

PG: Jak pamiętasz moment kiedy ktoś zapukał do waszych drzwi i gdy je otworzyłeś stała tam zapłakana Abby Johnson - przez 8 lat dyrektorka kliniki aborcyjnej, pod którą się modliliście…?

- Znałem Abby od ośmiu lat i to była wielka łaska. Wielu ludzi pytało mnie, jak mogę jej wierzyć. Uważali, że mnie nabiera. Jednak ja jej wierzyłem, bo ją znałem. Wiedziałem, że mówi prawdę. Pamiętam, że pierwsze co zrobiłem, to posadziłem ją w wygodnym miejscu, żeby mogła się uspokoić. Chciałem, żeby wiedziała, że za drzwiami, do których zapukała, są przyjaciele i że chcemy jej pomóc ze wszystkich sił. Nie tylko słowami, ale też czynami. Chciałem przede wszystkim, żeby się uspokoiła. W filmie ta scena jest szybka, ale w rzeczywistości trwało to znacznie dłużej. Opowiedziała swoją historię cały czas płacząc. Nigdy nie zapomnę, jak po twarzy spływał jej tusz do rzęs spadając na jej kartę z kliniki Planned Parenthood, gdzie widać było logo, jej zdjęcie i stanowisko. Dotarło do mnie z całą mocą, że to naprawdę się dzieje. Nigdy tego nie zapomnę.

PG: W którym momencie przyszło Ci do głowy, że jest to rezultat modlitwy?

- Pomyślałem o tym, kiedy tylko zaczęła opowiadać. Każdy powinien zdać sobie sprawę, że przemysł aborcyjny opiera się na kłamstwie. Istnieją dwa obozy. Mamy tych naiwnych, którzy uważają, że pomagają kobietom. Po tej stronie była Abby. Po drugiej stronie są ludzie, którzy wiedzą, czym jest aborcja i dokonują aborcji bez poczucia winy, bez skrupułów. Kiedy słuchałem Abby opowiadającą o aborcji, to wydawało mi się to wszystko takie oczywiste, bo przecież wszyscy wiedzą, jak to się odbywa: dochodzi do rozczłonkowania dziecka, wszędzie jest krew, jest to koszmarny widok. Jednak słuchając Abby zdałem sobie sprawę, jak bardzo trzeba być zagubionym, oszukanym i naiwnym, żeby w tym tkwić, i że jest to wielkie obciążenie. Jej słowa zachęciły mnie do działania, bo takich osób jest więcej.

40 Days for Life pomogło 191 pracownikom klinik aborcyjnych. Nie powinniśmy się wahać. Nie ma znaczenia, od kiedy aborcja jest dozwolona w danym kraju. My po prostu bronimy życia, bronimy go z rozsądku i z powodu wiary. Jest to bardzo potężne, bo świat zagubił się, ludzie nie są tak mądrzy, jak im się wydaje.

PG: Ile ludzkich istnień udało się wam uratować dzięki modlitwie i dzięki temu, że stoicie przy ogrodzeniu?

- Na tę chwilę mamy ponad 16 500 dzieci, o których wiemy. Bóg w swojej łasce pozwolił mi wziąć w ramiona niektóre z tych dzieci. Mamy zdjęcie dzieci, które rozpoczynają szkołę, dzieci niesionych do chrztu, dzieci przystępujących do I komunii świętej. Jest to coś niezwykłego. Niektóre dzieci noszą imiona lokalnych liderów 40 Days for Life, którzy pomogli uratować te dzieci. Niektórzy liderzy są rodzicami chrzestnymi. Jest to prawdziwa rodzina. Nieważne, czy mieszkasz w Polsce, Teksasie, czy Nigerii, wszyscy jesteśmy częścią wielkiej ludzkiej rodziny. Dlatego też aborcja jest największym atakiem na tę rodzinę. Cudownie jest patrzeć na te dzieci. W filmie świetnie jest ukazane coś, co Abby powiedziała mi, kiedy opuściła klinikę. Powiedziała, że liczba osób wahających się sięga 75 proc. Kiedy ludzie modlą się przed kliniką, jest to coś fantastycznego. Wiesz, że nie marnujesz czasu.

PG: Czy któraś z sytuacji pod ogrodzeniem Planned Parenthood szczególnie utkwiła ci w pamięci?

- Najbardziej utkwiła mi w pamięci rozmowa z mężczyzną, z mężem. Był to Koreańczyk. Nie mówił zbyt dobrze po angielsku. Domagał się, żebym wszedł do kliniki aborcyjnej i wyciągnął jego żonę. Jego żona poddawała się aborcji, a mieli już trójkę dzieci. Miał przy sobie te małe dzieci. Krzyczał do mnie, że kocha dzieci, błagał, żebym wyciągnął jego żonę, prosił, żebym coś zrobił. Powiedziałem mu, że ja nie mogę wejść i wyprowadzić jego żony, ale że on może to zrobić. Pracownicy kliniki kazali mu jednak wyjść, bo jego żona nie chciała go przy sobie. Nawet on nie mógł tam wejść. To atak na rodzinę, która musi na to patrzeć. Tutaj mieliśmy Koreańczyka, który był w innym kraju, prawdopodobnie studiował bądź pracował, mówił bardzo słabo po angielsku, stał przed kliniką aborcyjną, jego żona była w środku, a on był bezradny. Ześlizgnął się po prętach, usiadł na ziemi z trójką dzieci, szlochał powtarzając, że kocha dzieci. Zupełnie się załamał. Nigdy tego nie zapomnę. Myślę o tym mężczyźnie i o tym wydarzeniu. To było to samo ogrodzenie, zza którego wyszła Abby Johnson, które zbudowała klinika Planned Parenthood, a które my zburzyliśmy, kiedy nabyliśmy budynek. Wszystko to oznacza, że musimy ufać Bogu. On może nie tylko przemienić serca i dusze, co możemy dostrzec na przestrzeni wieków, ale też przemienić naszą kulturę. Wierzę, że to właśnie robi.

PG: Jak wygląda ta zmiana w Stanach Zjednoczonych. Czy wskaźniki spadają?

- Niestety to Stany Zjednoczone rozpowszechniły aborcję w wielu miejscach na świecie, w krajach Ameryki Łacińskiej i Afryki. Jednak szerzymy też rozwiązanie i to jest prawdziwe błogosławieństwo. Kiedy widzimy inne kraje prowadzące kampanię 40 Days for Life zdajemy sobie sprawę, że przecież to nasza wina, że pojawiła się u nich aborcja. Ktoś powiedział, że kiedy Stany Zjednoczone zakażą aborcji, wówczas podąży za nimi cały świat. W Stanach mamy też wielki ruch nawróconych. Mamy tutaj kobiety, które poddały się aborcji, mężczyzn, którzy zapłacili za aborcję, pracowników klinik takich jak Abby, którzy zmienili swoje nastawienie, czy lekarzy takich jak dr Haywood Robinson, który przeprowadzał aborcję, a teraz jest w naszym zespole. Brama dla nawróconych otwiera się tylko w jednym kierunku.

PG: W filmie wyraźnie widać, że nikogo nie potępiacie, jesteście mili i ludzcy – to jest strategia, która działa najlepiej?

- Nie można wrzeszczeć na kogoś, kto się zagubił, bo ta osoba ucieknie. Albo wejdzie do kliniki i zrobi nam na przekór. Musimy być przystępni. Czasem może nawet pomaga nam reputacja agresywnego, pobożnego amerykańskiego szaleńca, bo osoby przyjeżdżające do kliniki wyobrażają sobie, że spotkają wariatów i są zaskoczeni widząc, że nie jesteśmy tacy źli i że witamy się z nimi. To naprawdę się dzieje. Przychodzi do mnie wiele osób, zwłaszcza po ukazaniu się filmu, i pytają mnie, co powiedzieć osobie, która idzie dokonać aborcji. Moja odpowiedź brzmi: „Powiedz jej: dzień dobry”. Wydaje mi się, że ci ludzie poszukują człowieczeństwa, bo za chwilę zniszczą część swojego człowieczeństwa. Dlatego jeśli pokażemy im ludzką twarz, jeśli prawdziwie jesteśmy „stopami i dłońmi Chrystusa”, jak mawiała Siostra Teresa, to może ich zainteresujemy. A On potrafi sobą zarazić. Przecież nikt nie chce wejść do kliniki aborcyjnej. Musimy po prostu zaufać.

PG: Jak zareagowałbyś, gdyby ktoś powiedział Ci piętnaście lat temu, że Abby Johnson odejdzie z przemysłu aborcyjnego, a ty będziesz bohaterem filmu?

- Posądzałbym ją o nadużywanie alkoholu (śmiech). To zabawne. Dotarło to do mnie podczas pierwszego Bożego Narodzenia po odejściu Abby z kliniki. Przysłała nam kartę świąteczną. Napisała: „Kto by pomyślał, że Abby Johnson będzie życzyć Shawnowi i Marilisie wesołych świąt”. To było co niezwykłego. Nigdy nie przyszłoby mi to do głowy. Zadałaś genialne pytanie. To przemawia do serca Ewangelii. Dla Abby i dla wszystkich pracowników jest to trudna i długa droga. Nie jest łatwo tak siebie pokazać. Nie musiała robić tego filmu. Nawet ja byłem zaskoczony, jak wiele ujawniła w tej produkcji, mimo że znam Abby i jej historię. Film nie jest łatwy w odbiorze. Ale wyobraźcie sobie Abby i Douga oglądających ten film wiedząc, że ich dzieci też to zobaczą. To przecież bardzo trudne! Wydaje mi się, że nie została wystarczająco doceniona za to, że pokazała całą siebie w filmie. Bo jest to niezwykle osobista historia.

PG: Co dalej z 40 Days for Life? Jakie macie plany na przyszłość? Może rozwinie się działalność w Polsce?

- Nigdy nie byłem w Twoim kraju, ale jak już wspomniałem, jestem wielkim miłośnikiem Jana Pawła II. Chcemy się rozwijać, a inicjatywa rozrasta się zwłaszcza w innych krajach. Na tę chwilę jesteśmy obecni w 855 miastach w 61 krajach, i jest nas coraz więcej. Właśnie ukończyłem książkę, która pojawi się na półkach w okresie Wielkiego Postu. Opowiada o tym, jak powinno wyglądać nasze życie rodzinne, społeczne, i w jaki sposób może to ocalić drugiego człowieka. Mamy wiele nowych projektów. Przeprowadziliśmy wiele szkoleń za granicą, m.in. w Kolumbii, w Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe w Meksyku. Co roku organizujemy konferencję w Londynie. Kolejna odbędzie się w 2021 roku. Potrzebujemy więcej polskich liderów, bo ci z Chorwacji próbują przejąć cały świat (śmiech). Mają dobrą passę, po prostu szaleją, są świetni. 40 Days for Life rozprzestrzeniła się na ponad 30 chorwackich miast, gdzie prowadzimy naszą kampanię. Zorganizowaliście wspaniałe ŚDM w Krakowie. Chcę podziękować wszystkich Polakom za Waszą wiarę. I za Europę, w której Polska pozostała wierna. Zdaję sobie sprawę, że jest to trudne, ale nadal trwacie w wierze, w przeciwieństwie do innych krajów europejskich. Stanowice inspirację dla innych. Cała moja rodzina ma irlandzkie korzenie, ale pojawia się też polski akcent. Oczywiście Polacy w rodzinie byli księżmi i śmiejemy się, że stanowili najbardziej religijną część rodziny. Byli kuzynami mojej babci. Mam więc odrobinę polskich genów. Polska to wspaniały kraj.

PG: Bardzo dziękuję, że znalazłeś czas na rozmowę, Shawn.

- Dziękuję i szczęść Boże.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Biskupi na 11 listopada: "kocham Polskę" sprawdza się w prostej codzienności

2019-11-11 18:45

tk, md, bgk, ar, dab, tm, km, xps, BPKEP, oprac. lk / Warszawa (KAI)

Łatwo mówić „kocham Polskę”, ale sprawdza się to dopiero w miłości do człowieka i prostej codzienności w małej ojczyźnie. Nie żądajmy od innych, tym bardziej od polityków, aby się odmienili, zacznijmy od siebie. Miłość do Ojczyzny winna być przekazywana młodemu pokoleniu w domach i szkole - wskazywali 11 listopada, w Narodowe Święto Niepodległości, arcybiskupi i biskupi podczas tradycyjnych Mszy św. w intencji Ojczyzny.

pixabay.com

Nie rzucać kamieniami

W Mszy św. w intencji Ojczyzny, sprawowanej w poniedziałek rano w Świątyni Opatrzności Bożej uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz państwowych z prezydentem Andrzejem Dudą na czele. Obecni też byli marszałkowie Sejmu i Senatu minionej kadencji, parlamentarzyści, członkowie rządu z premierem Mateuszem Morawieckim oraz licznie przybyli mieszkańcy Warszawy.

W homilii biskup polowy Józef Guzdek wskazał, że do odzyskania przez Polskę niepodległości doprowadziło wiele przyczyn, ale jedną z najważniejszych było wzajemne zaufanie. „Polacy z trzech zaborów, o różnych przekonaniach politycznych, wierzący i niewierzący, katolicy, prawosławni i ewangelicy oraz wyznawcy innych religii wznieśli się ponad wszelkie podziały” – przypomniał duchowny.

Podkreślił, że ilekroć istniały w narodzie zgoda, współpraca i wzajemne zaufanie oraz poszanowanie godności i podstawowych praw, Polska rozwijała się i umacniała swoją pozycję międzynarodową, a Polakom żyło się dostatniej. Wskazywał, że w życiu naszego narodu bardzo potrzeba zgody i wzajemnego zaufania. „Nie wolno bagatelizować win, ale też należy odrzucić ducha zemsty. Pamięć – tak, ale nigdy pamiętliwość” – wskazywał hierarcha.

Jak zaznaczył, "nie istnieje żadna święta wojna, i nie jest nią nawet wojna z terroryzmem, bowiem tylko pokój jest święty". - „Oby w naszej Ojczyźnie już bezpowrotnie zaprzestano rzucać kamieniami w tych, którzy mają inne pomysły na zagospodarowanie przestrzeni wolności. Potrzebne są dialog, bliskość i zaufanie – zaapelował biskup polowy.

Przypomniał też, że misją Kościoła jest budowanie mostów porozumienia i wzajemnego zaufania. „Zatem widząc zdradę Ewangelii, brak zaufania i poszanowania drugiego człowieka, Kościół ma prawo powtarzać do córek i synów katolickiej wspólnoty skargę Jezusa: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie” (Mt 15,8).

Podczas Eucharystii prezydent Andrzej Duda zapalił Świecę Niepodległości ofiarowaną Warszawie przez Piusa IX w 1867 r. z życzeniem, by zapalono ją dopiero wówczas, gdy Polska będzie już wolna.

- Ta świeca będzie przypominać to, co wydarzyło się w 1918, ale też ma uświadamiać Polakom, że wolność została wywalczona, ale została Polakom przez Pana Boga dana i zadana – powiedział na początku Mszy św. kard. Nycz, dodając: „Jesteśmy pokoleniem troski o niepodległość”.

Jak korzystamy z wolności?

Prymas Polski abp Wojciech Polak, cytując słowa Prymasa Tysiąclecia, nawoływał, aby nie oglądać się na innych, choćby na polityków, żądając od nich, aby się odmienili. Trzeba – powtórzył za kard. Wyszyńskim – aby każdy zaczął od siebie.

„Zacznijmy od siebie! Zapytajmy dziś siebie o to, w jaki sposób my czynimy użytek z tego, że jesteśmy ludźmi wolnymi? Zapytajmy o nasze konkretne zaangażowanie na rzecz wspólnego dobra” – mówił Prymas, wskazując na znaczenie osobistej odpowiedzialności i zarazem konieczność współpracy, która jest nieodzowna do „budowania społeczeństwa prawdziwie ludzkiego”, i która domaga się dojrzałych relacji międzyludzkich, do których – jak powtórzył za czytaną Ewangelią – należy także zdolność upominania i przebaczania.

„Chodzi o to, abyśmy zmagali się o coś, a nie zmagali z kimś. Gdy bowiem zmaganie o coś zostaje zdominowane przez zmaganie z kimś, wówczas – cytował społeczny list biskupów polskich z marca tego roku metropolita gnieźnieński – ginie roztropna troska o dobro wspólne, a w jej miejsce wkrada się ślepo prowadzona walka o władzę”.

Świadectwo miłości do Ojczyzny

Z okazji 101. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości przewodniczący Episkopatu Polski przypomniał, że jest to dla Polaków wielkie święto. - Potrzeba, abyśmy dawali świadectwo miłości do naszej Ojczyzny, czyli miłości do wszystkiego, co Polskę stanowi - zaznaczył abp Stanisław Gądecki.

Przewodniczący Episkopatu podkreślił jednocześnie, że nie możemy zapomnieć o naszych przodkach, którzy po odzyskaniu niepodległości dzięki bardzo ciężkiej pracy i ofiarności, odbudowali naszą państwowość oraz krzewili oświatę oraz kulturę. Powiedział: „Dziś szczególnie pamiętajmy o nich w naszej modlitwie”.

Abp Gądecki przypomniał również o ważnej roli duchowieństwa, które pracowało wówczas zarówno nad świętością naszego narodu, jak również nad jego rozwojem gospodarczym i kulturalnym, a gdy trzeba było broniło niepodległości Polski.

Tylko wiara gwarancją wolności

- Tylko wiara w Boga jest gwarancją bycia człowiekiem wolnym - mówił w katedrze na Wawelu metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski. - Tyle pokoleń Polaków powtarzało za apostołami w czasach niewoli: „Panie, przymnóż nam wiary”, a wraz z tym błaganiem łączyło się drugie: „Panie, przymnóż nam wiary w Polskę, daj nam poczucie siły i Polskę daj nam żywą”, jak mówił Konrad z "Wyzwolenia" Stanisława Wyspiańskiego.

"Konieczne były te błagania, bo były umysły Polaków, które dały się zniewolić, których duch był duchem zniewolenia, poddaństwa i marazmu. Jakże była potrzebna modlitwa, która by sprawiła, że nie warchołowie będą nadawali ton polskiemu duchowi, ale ci, którzy wierzyli w Polskę – stwierdził kaznodzieja.

Abp Jędraszewski wezwał do dziękczynienia za „wszystkich znanych, a głównie zupełnie nieznanych z imienia i nazwiska rodaków, którzy wierząc w zmartwychwstanie Chrystusa, wierzyli także w zmartwychwstanie Polski, oddawali swoje życie, rzucając je na stos”. – To nasze dzisiejsze dziękczynienie za ich wiarę w Boga i w Polskę, za ich patriotyzm i poświęcenie, za to, że ich wiara pozwala nam dzisiaj radośnie śpiewać: „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie” – podsumował hierarcha.

Ojczyzna - dar Bożej Opatrzności

Abp Sławoj Leszek Głódź zauważył, że 11 listopada serca Polaków „mocniej niż każdego dnia biją rytmem spraw Ojczyzny”. - To także dzień naszej modlitewnej wdzięczności ku Bogu skierowanej. Jesteśmy bowiem świadomi, że naród chrześcijański, a takim jesteśmy, jest osadzony na fundamencie planów Opatrzności. Wypełnia swą dziejową misję otrzymaną od Boga. Ojczyzna jest darem Bożej Opatrzności – podkreślił, dodając, że dziś należy za ten dar szczególnie dziękować.

Hierarcha przypomniał, że w obliczu zagrożenia i wspólnego wroga zapomniano o podziałach społecznych, odłożono na bok ideowe spory i polityczne utarczki. - Wolność i niepodległość. Te dwa słowa pełniły rolę detonatorów narodowej jedności w dążeniu do wspólnotowego celu. Ponad doraźnymi podziałami i społecznymi zatargami. A celem tym było utrwalanie niepodległości i wolności – podkreślił. Historyczne zwycięstwo, zdaniem arcybiskupa, jest dziełem nie tylko walecznych obrońców Ojczyzny, ale również tysięcy modlących się wiernych.

Przestrzegał słowami przemówienia Jana Pawła II w polskim parlamencie 20 lat temu, że demokracja bez wartości łatwo może się przemienić w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. - I to się dzieje w zsekularyzowanej, odwracającej się od własnej historii Europie. To jest widoczne w działaniach potężnych organizacji międzynarodowych, oferujących finansową i gospodarczą pomoc i wsparcie, ale w „pakiecie” z wymogiem angażowania się w tzw. „postępowe” programy ideologiczne. W strategii tych mediów, które pozostając w niepolskich rękach, narzucających szerokiemu kręgowi odbiorców, zafałszowaną, nierzeczywistą wizję rzeczywistości – powiedział hierarcha, podsumowując, że jest to wyzwanie dla dzisiejszej Polski.

Krzyż łączy

O znaku krzyża łączącym pokolenia Polaków i określającym tożsamość społeczeństwa polskiego mówił w homilii podczas Mszy za Ojczyznę w katowickiej katedrze Chrystusa Króla abp Wiktor Skworc. Metropolita katowicki zaapelował o modlitwę za całe społeczeństwo - aby pamiętało, że jest spod znaku krzyża.

Wspomniał też ludzi młodych tęskniących za wielkimi ideałami, którzy kuszeni są „mirażami ukazywanych przez współczesnych idoli i nauczycieli luzu”. Przywołał tych, którzy „chcieliby wyrzec się chrześcijańskich korzeni narodu, związku z krzyżem, domagając się usunięcia krzyży z przestrzeni publicznej, oddzielenia wiary od życia, moralności od polityki i gospodarki, zamknięcia ust chrześcijanom” oraz tych, którzy wyrzekają się nieraz krzyża „w pogoni za pieniądzem, prestiżem, stylem życia jakby Boga nie było” oraz ludzi, którzy „dopuszczają się bezczeszczenia świętego znaku wiary w imię wolności artystycznej, nowoczesności i europejskości”.

Wszystkich rodaków abp Skworc poprosił, aby „w nowym 100-leciu dziejów naszej Ojczyzny krzyż ubezpieczał nas i naszą ziemską Ojczyznę, wspólny dom Polaków”.

Narodowe wady

Abp Grzegorz Ryś wymienił wady, z jakimi muszą się dziś mierzyć Polacy. Są nimi zgorszenie i niemożność przebaczenia oraz brak braterstwa między obywatelami jednej Ojczyzny.

"Myślę o zgorszeniu, jakie nie raz dajemy. Jak potem stawać przed ludźmi w pozycji tego, który naucza? To dotyczy wielu z nas. Mówimy dzisiaj, że w naszym kraju nie ma żadnego autorytetu. Skąd się to bierze? Dlaczego nie ma żadnego autorytetu? Bo nie potrafimy unieść własnej winy. Takiej winy, która dotyka także innych, ma konsekwencje ich w życiu i sprawia, że inni się potykają i upadają - tłumaczył arcybiskup.

Nie ma też wśród Polaków umiejętności przebaczenia. - Nie chodzi tylko o to, że nie potrafimy się zmierzyć z własną winą, ale też nie potrafimy się zmierzyć z winą drugiego wobec nas. Tu nie chodzi o upomnienie, które chce postawić na swoim, które zmierza do ukazania swoich racji. To upomnienie, które zmierza do pojednania. Idziesz i mówisz: zrobiłeś coś złego, ale w polu widzenia masz pojednanie. To spotkanie jest po to, by wybaczyć, a nie aby upominać. My nie potrafimy ani jednego, ani z drugiego. Zwalniamy się z upomnienia i z pojednania - ubolewał abp Ryś.

Miłość do małej ojczyzny

Łatwo mówić „kocham Polskę”, ale sprawdza się to dopiero przez miłość do człowieka, który jest w zasięgu mojej ręki. To jest dopiero dobry sprawdzian prawdziwości ważnych słów, które weryfikuje prosta codzienność w mojej zwykłej małej ojczyźnie – mówił bp Edward Dajczak w uroczystej Mszy św. w kościele mariackim w podczas wojewódzkich obchodów Narodowego Święta Niepodległości w Koszalinie.

Ojczyznę kochać jak matkę i ojca

- Bóg chce, abyśmy pomagali Polsce, pracowali dla niej i jej się poświęcali. Abyśmy kochali ją, tak jak kochamy ojca i matkę - powiedział w katedrze lubelskiej abp Stanisław Budzik. W homilii mówił o duchowej spuściźnie, jaką zostawiły współczesnym Polakom poprzednie pokolenia doświadczone walką o wolność.

– Wspominamy tych, którzy wiarę w odzyskanie niepodległości przekuli na czyn. Odbudowa państwa polskiego była efektem wysiłku wielu Polaków. Reprezentowali różne poglądy polityczne, pochodzili z różnych zaborów. Mimo to, potrafili zjednoczyć się wokół jednego nadrzędnego celu: wolności i niepodległości Ojczyzny – podkreślił abp Budzik.

Dziedzictwo polskie i chrześcijańskie

W Białymstoku abp Tadeusz Wojda zauważył, że miłość do Ojczyzny winna być przekazywana młodemu pokoleniu w polskich domach, ale i w polskiej szkole. - To nasze narodowe dziedzictwo jest nie tylko polskie, ale jest też chrześcijańskie - równocześnie zakorzenione w tym, co Polskę stanowi, ale także w tysiącleciu chrześcijaństwa polskiego - mówił metropolita białostocki.

Abp Wojda zauważył, że dyskusja nad kształtem obecnej i przyszłej Polski trwa nieustannie, co „wyraża się nie tylko w wynikach wyborów, w sporach politycznych, czy ogłaszanych nowych programach edukacyjnych mających usprawnić proces kształcenia. Przejawia się przede wszystkim w walce o «rząd dusz», czyli w walce o przyszłość polskiej szkoły i wychowania młodego pokolenia".

Podkreślił, że dzięki przemianom, jakie dokonały się w Polsce, katecheza znalazła swoje miejsce w systemie wychowawczym, jednak troska o nią jest nie tylko podstawowym zadaniem Kościoła. Ciężar odpowiedzialności za nią spoczywa na wszystkich wierzących.

„Nauczanie religii w polskich szkołach musi więc być postrzegane przez władze państwowe i samorządowe, ale i przez wszystkich Polaków, jako prawo osób wierzących. Ma być uznane za pierwszorzędny wkład Kościoła, nie tylko jako instytucji, ale przede wszystkim jako wspólnoty wierzących, w budowanie przyszłości Polski. To jest też wkład Kościoła w budowanie jedności całej Europy, opartej na dziedzictwie chrześcijańskiej kultury” - podkreślił abp Wojda.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem