Reklama

Wiadomości

Nie tylko hobby

O roli zrównoważonej gospodarki łowieckiej w przyrodzie z dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska

2016-11-08 09:28

Niedziela Ogólnopolska 46/2016, str. 40-41

[ TEMATY ]

wywiad

Grzegorz Boguszewski

Dr Andrzej Antoni Konieczny

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mocno zaczyna się tegoroczny sezon łowiecki – w samym środku dość ostrej dyskusji na temat nowych regulacji prawa łowieckiego i polskiego łowiectwa w ogóle. Dlaczego rząd niemal w pierwszych dniach urzędowania, już w grudniu 2015 r., zdecydował się na nowelizację prawa łowieckiego, narażając się na „wywołanie wilka z lasu”?

DR ANDRZEJ A. KONIECZNY: – To prawda, że łowiectwo, kojarzone zazwyczaj wyłącznie z uprawianiem polowania, wywołuje dziś nie tylko protesty tzw. ekologów, ale też spore emocje społeczne, które – nie tylko moim zdaniem – są spowodowane brakiem podstawowej wiedzy na ten temat. Zapomina się o tym, że zgodnie z naszą konstytucją Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska, a łowiectwo jest jej elementem. Pilna nowelizacja prawa łowieckiego była związana z tym, że w 2014 r. zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który wykazał m.in. niekonstytucyjność przepisów dotyczących wyznaczania obwodów łowieckich na gruntach prywatnych. Niestety, w Sejmie poprzedniej kadencji nie udało się przeprowadzić stosownych zmian prawa, tak więc rząd Prawa i Sprawiedliwości musiał zacząć to realizować od pierwszych dni urzędowania. Ponadto ta nowelizacja wpisuje się w niezbędny pakiet ustaw pomagających zwalczać wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF) na terenie Polski. Daje ministrowi środowiska możliwość większego nadzoru nad Polskim Związkiem Łowieckim, który to nadzór dotychczas – co stwierdził NIK – był za słaby.

– Będzie istotnie mocniejszy?

– Tak, ponieważ m.in. daje większą możliwość wpływania na zmiany planów łowieckich – zintensyfikowania odstrzałów w trakcie łowieckiego roku gospodarczego – w przypadku stwierdzenia choroby zakaźnej zwierząt, zwalczanej z urzędu, lub samego tylko podejrzenia jej wystąpienia.

– Mamy w Polsce pewien paradoks – z jednej strony myśliwym zarzuca się, że bezlitośnie i ponad miarę zabijają zwierzęta, a z drugiej – że odstrzeliwują ich za mało. Jak jest naprawdę?

– To dzięki takiej, a nie innej gospodarce łowieckiej możemy się w Polsce pochwalić dobrą kondycją dzikiej zwierzyny; pomimo myśliwskich odstrzałów zwierzyny mamy coraz więcej, żaden gatunek nie wyginął w wyniku polowań. Można więc powiedzieć, że myśliwi, podobnie jak leśnicy, gospodarują w przyrodzie w sposób zrównoważony. Oczywiście mamy protesty pod hasłem: nie wycinaj, nie zabijaj! Tymczasem wycinamy tylko połowę tego, co rocznie przyrasta, a więc lasów w Polsce przybywa i są coraz bogatsze, coraz okazalsze.

– Gdy chodzi o zwierzynę, to oprócz głosów obrońców „wszystkich istot żywych” słyszymy też protesty społeczne – przede wszystkim jednak leśników i rolników – że jest jej za dużo i że wyrządza szkody w uprawach leśnych i rolnych, a Skarb Państwa wciąż musi za dużo dopłacać do myśliwskiego hobby.

– Tyle że gdyby nie skuteczne zarządzanie populacjami przez Polski Związek Łowiecki, to za 3 lata dzików w Polsce byłoby od miliona do nawet 7 milionów. Warto też zaznaczyć, że Skarb Państwa na dzień dzisiejszy nie dofinansowuje gospodarki łowieckiej w Polsce. A w obecnej nowelizacji wprowadzamy przepisy, które uelastyczniają gospodarkę łowiecką, jak chociażby przepis o nieobowiązkowości dokarmiania zwierzyny przez myśliwych, co dodatkowo jest uzasadnione lekkimi zimami. Do tej pory koła łowieckie obowiązywał nakaz dokarmiania.

– To znaczy, że myśliwi będą się zajmowali już wyłącznie strzelaniem?

– Do tej pory zarzucano im, że karmiąc, nieetycznie nęcą zwierzynę, by łatwiej do niej strzelać, co oczywiście było nieprawdą. To ekolodzy dziś protestują, że dokarmianie zwierzyny doprowadziło do nadmiernego wzrostu jej populacji. I to też nie do końca jest prawdą, ponieważ np. wielki przyrost liczby dzików w ostatnich latach wiąże się przede wszystkim ze zmianą struktury upraw; od 20 lat bardzo powszechne stały się uprawy kukurydzy, dostarczające dzikom wysokoenergetycznej paszy, w dodatku zawierającej bardzo często mykotoksyny, które powodują szybsze dojrzewanie płciowe dzików, a więc i przyspieszony cykl rozrodczy. Należy podkreślić, że zgodnie z badaniami samo polowanie zajmuje niespełna 20 proc. czasu, który myśliwi spędzają w terenie – pozostały czas poświęcają m.in. na ochronę upraw czy poprawę warunków bytowania zwierzyny, np. zakładanie remiz śródpolnych, tworzenie zbiorników wodnych czy hodowlę i reintrodukcję gatunków zwierzyny drobnej.

– Kością niezgody między rolnikami i myśliwymi zawsze był właśnie problem dzików i wyrządzanych przez nie szkód w uprawach. Jak w nowych regulacjach prawnych wygląda sprawa odszkodowań z tytułu strat wyrządzonych przez dziką zwierzynę?

– Dotychczas to myśliwi – nie państwo! – ponosili całkowite koszty wypłaty odszkodowań za szkody powodowane przez zwierzynę, dlatego też nie jest prawdą, że to na Skarbie Państwa ciążyła odpowiedzialność finansowa. Koszty wypłacanych przez koła łowieckie odszkodowań wynoszą rocznie ok. 65 mln zł i nie wlicza się w tę kwotę kosztów dojazdu czy samego szacowania, które ponoszą myśliwi. Odszkodowania w uprawach i płodach rolnych będzie regulować ustawa z 22 czerwca br. (zmiana ustawy – Prawo łowieckie), która przewiduje powołanie Państwowego Funduszu Odszkodowawczego, na który będą się składać dzierżawcy i zarządcy obwodów łowieckich, czyli myśliwi – będzie to wpłata ryczałtowa związana z liczebnością zwierzyny uwidocznioną w planie łowieckim. Natomiast to, co do tej pory było wykonywane przez samych myśliwych, a więc bezkosztowo z punktu widzenia budżetu państwa, teraz będzie zadaniem urzędników wojewodów; pieniądze na oględziny i szacowanie szkód zapewni budżet państwa.

– A więc znów pojawi się zarzut, że Skarb Państwa będzie jednak dopłacał do myśliwych?

– Proponowane przez nas rozwiązanie jest tylko odpowiedzią na postulaty zainteresowanych środowisk. W związku z tym, że do tej pory były zarzuty ze strony organizacji samorządu rolniczego, jak również samych rolników, że myśliwi są często sędziami we własnej sprawie, teraz zostanie powołana odpowiednia służba administracji państwowej kontrolująca myśliwych. Tylko tyle. Natomiast chciałbym tu mocno podkreślić, że nie do przecenienia pozostaje wkład pracy samych myśliwych w prowadzenie zrównoważonej gospodarki łowieckiej, która w odbiorze społecznym wciąż jest lekceważona, niezrozumiana i niedoceniana.

– W jaki sposób w nowych przepisach uwzględniono coraz bardziej natarczywe żądania właścicieli gruntów ograniczenia możliwości polowania?

– Zostało to oczywiście uwzględnione w nowych przepisach stosownie do wyroku TK, który powinien być wykonany do 22 stycznia 2016 r., jednak z powodu opieszałości poprzedniego rządu odpowiednie regulacje uległy opóźnieniu. Właściciele nieruchomości będą mieli teraz prawo wnieść swoje uwagi na etapie tworzenia obwodu łowieckiego, także w przypadku, gdy obwód łowiecki już istnieje. Ponadto m.in. do wiadomości publicznej będzie podawany harmonogram polowań zbiorowych ze wskazaniem miejsca i czasu, w jakim będzie ono prowadzone. Dodatkowo będzie możliwość wniesienia sprzeciwu co do przeprowadzenia polowania zbiorowego, gdy będzie zagrażało życiu lub zdrowiu człowieka. To tylko niektóre zapisy, które, według nas, gwarantują właścicielom nieruchomości właściwe prawa.

– Polski Związek Łowiecki jest dziś jedną z najbardziej krytykowanych organizacji społecznych, a Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych zgłasza nawet postulat jego delegalizacji. Najzupełniej niezasłużenie?

– Przedstawiana przez tę organizację narracja jest fałszywa – oparta na niepotwierdzonych zarzutach, na twierdzeniach niepopartych faktami lub wynikających z prostego braku wiedzy o funkcjonowaniu i roli łowiectwa w Polsce. Minister środowiska, odrzucając ten wniosek, powiedział m.in.: „Nie zdarzyło się w historii mojego nadzoru nad tą organizacją, aby PZŁ nie zrealizował swoich zadań ustawowych”. Reasumując, PZŁ to zrzeszenie społeczne, które wykonuje zadania państwowe za darmo, w tym te zlecone przez ministra środowiska. Roczną pracę myśliwych można wycenić na ok. 300 mln zł. Niestety, mamy wciąż do czynienia z nakręcaniem, także przez niektóre media, spirali nieporozumień, mającej poróżnić myśliwych, rolników i leśników. Do tej pory w Polsce nie było prawdziwie rzetelnego przekazu o tym, czym jest, czym powinna być gospodarka łowiecka.

– Czym więc jest, czym ma być gospodarka łowiecka w Polsce dobrej zmiany?

– Gospodarka łowiecka jest elementem ochrony środowiska przyrodniczego. A państwo powierzyło ją właśnie Polskiemu Związkowi Łowieckiemu, organizacji – mimo doraźnych krytyk – naprawdę wielce szacownej, istniejącej od 93 lat. Moim zdaniem – mimo ataków niektórych organizacji – polskim myśliwym należy się ogromne podziękowanie za wielką pracę społeczną oraz za zaangażowanie w ochronę polskiej przyrody.

– Ale raczej nikt nie dziękuje...

– Gdyby nikt nie dziękował, to na tegorocznym Hubertusie w węgrowskich lasach nie byłoby ani leśników, ani rolników z Solidarności RI, ani kilku tysięcy okolicznych mieszkańców na uroczystej Mszy św. Zapewniam Panią, że jest jeszcze w Polsce wiele osób, które rozumieją, że łowiectwo jest nie tylko niewielką gałęzią gospodarki, ale też ostoją narodowej tradycji.

– Tyle że ta tradycja bywa ostatnio wyśmiewana!

– A myśliwi dzielnie jej bronią! Wyśmiewając tradycje łowieckie, wyśmiewamy wielkich Polaków: Piłsudskiego, Sienkiewicza, Chopina, Mickiewicza, Miłosza i wielu, wielu innych, którzy byli myśliwymi. Tradycja polowań w Polsce jest wielowiekowa, polowania były źródłem aprowizacji dla wojska Rzeczypospolitej (np. przed bitwą pod Grunwaldem król Jagiełło zarządził wielkie polowania w Puszczy Białowieskiej). Polowania białowieskie przeszły też do historii okresu międzywojennego... Aż doczekaliśmy czasów „nowożytnych”, w których zaprzecza się elementarnym prawom życia i śmierci: demonizuje się naturalny i Boski cykl życia... A to prowadzi do zakłócenia zrównoważonego rozwoju całego środowiska człowieka. Jeżeli nie przez polowania, to jak skutecznie zarządzać zwierzyną – kto i w jaki sposób będzie dokonywał odstrzału 250 tys. dzików, 200 tys. saren czy 90 tys. jeleni rocznie?

– Jaki konkretnie jest wpływ dzisiejszego polskiego łowiectwa na zrównoważony rozwój?

– Taki, że przez racjonalne użytkowanie zapewnia utrzymanie gatunków dla przyszłych pokoleń. To użytkowanie w Polsce jest prawidłowe, tak że Polska może być wzorem dla innych krajów. Mimo obiektywnych przeszkód wciąż udaje nam się prowadzić zrównoważoną gospodarkę łowiecką. Oczywiście, teraz stają przed nią całkiem nowe wyzwania związane ze zmianami w środowisku – z ociepleniem klimatu, ze zmianami w strukturze agrarnej, z pojawieniem się GMO w pożywieniu zwierząt.

– Ale są też niewykorzystane do tej pory szanse; dzika zwierzyna jest wprawdzie własnością państwa, mamy jej nadmiar, ale Polacy, w większości, nie mogą sobie pozwolić na jedzenie dziczyzny...

– Łowiectwo zawsze, od początku ludzkości, oznaczało dobre jedzenie. W diecie proponowanej przez św. Hildegardę z Bingen na pierwszym miejscu znajduje się sarnina... Niestety, obecnie dziczyzna – wyprodukowane ekologicznie w naturze najwyższej klasy mięso – jest oddawana po niskich cenach do sieci skupów, które ją ekspediują za granicę, po czym wraca do Polski w postaci bardzo drogich wyrobów... Niełatwo zmienić tę niekorzystną dla nas sytuację, ale z pewnością będzie trzeba to zrobić. Właśnie Polski Związek Łowiecki prowadzi działania, których celem jest promocja dziczyzny i wspieranie rodzimych producentów, tak by dziczyzna zostawała w kraju, a przez to była tańsza i bardziej dostępna dla społeczeństwa.

– Nawet z narażeniem się na „europejskie” niezadowolenie?

– Mam nadzieję, że jednak uda się tego niezadowolenia uniknąć. W tej chwili w Ministerstwie Środowiska – oraz w innych resortach – trwają prace nad programem „Circular economy”, czyli nad gospodarką w obiegu zamkniętym, w małych środowiskach, do którego będziemy chcieli włączyć także łowiectwo oraz produkty pochodzące z łowiectwa.

* * *

Dr Andrzej Antoni Konieczny
Leśnik (SGGW), doktor nauk ekonomicznych, absolwent studiów podyplomowych Master of Business Administration University of Illinois oraz na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku; odbył staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec; od 1996 r. pracował na różnych stanowiskach w Lasach Państwowych; od 2015 r. – podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy niedziela jest szabatem?

2020-01-14 10:46

Niedziela wrocławska 3/2020, str. IV

[ TEMATY ]

wywiad

Dzień Judaizmu

Mariusz Rosik

Agnieszka Bugała

Ks. prof. Mariusz Rosik

O Dniu Judaizmu, żydowskim szabacie i katolickiej niedzieli – z biblistą ks. prof. Mariuszem Rosikiem rozmawia Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała: Jak powinniśmy, jako katolicy, rozumieć hasło z Księgi Wyjścia „Pamiętaj o dniu szabatu, aby należycie go świętować”?

Ks. prof. Mariusz Rosik: Temat tegorocznego Dnia Judaizmu z pewnością ma zwrócić uwagę na fakt, że zwyczaj świętowania niedzieli wywodzi się z żydowskiej celebracji szabatu. Księga Rodzaju uzasadnia, że instytucja szabatu pochodzi z Bożego ustanowienia, gdyż po sześciu dniach stwarzania, siódmego dnia Bóg odpoczął. Rzeczownik „szabat” wywodzi się od czasownika oznaczającego „odpoczywać”. Nakaz odpoczynku stał się tak ważny, że trafił do Dekalogu, tam jednak zyskał jeszcze jedną rację: miał stać się dniem pamięci o wyzwoleniu Izraelitów z Egiptu. Wyprowadzenie narodu wybranego z niewoli egipskiej byłą jedną z największych – a wielu rabinów powie największą – interwencją Boga w dzieje Izraela. W ten właśnie sposób szabat stał się nie tylko dniem odpoczynku, ale także rozpamiętywania wielkich Bożych dzieł, medytacji nad nimi, a w końcu i modlitwy.

CZYTAJ DALEJ

Katolicy i Orkiestra

Niedziela Ogólnopolska 11/2003

W Polsce od kilkunastu już lat słyszymy Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Wśród katolików akcja Jerzego Owsiaka ma swoich zwolenników i przeciwników. Stosunek do WOŚP wyraźnie pokazuje różne nurty polskiego katolicyzmu. Katolicy sympatyzujący z Wielką Orkiestrą uważają, że akcja Jerzego Owsiaka to piękna inicjatywa. Ich zdaniem, Kościół w Polsce przeszedł ewolucję w ocenie WOŚP - od negacji i dystansu po aprobatę. Natomiast katolicy dystansujący się od Wielkiej Orkiestry nazywają akcję Jerzego Owsiaka "graniem na ludzkich uczuciach" oraz "laicyzacją działalności charytatywnej". Orkiestra jest zjawiskiem bardzo złożonym, w którym dobro miesza się ze złem. Szlachetności wolontariuszy i darczyńców towarzyszy ideologia Wielkiego Dyrygenta, który promuje wizję życia obcą chrześcijaństwu.

Argumenty zwolenników

Po pierwsze - podstawowym argumentem zwolenników WOŚP jest cel akcji, tzn. zakup sprzętu medycznego do leczenia chorych dzieci. Po drugie - w opinii zwolenników akcja Jerzego Owsiaka jest dobrą zabawą. Po trzecie - Wielka Orkiestra budzi wrażliwość dzieci, młodzieży i dorosłych na ludzi potrzebujących, szczególnie na potrzebujące pomocy noworodki. Po czwarte - zwolennicy akcji Jerzego Owsiaka podkreślają, że druga niedziela stycznia integruje nasze społeczeństwo wokół wspólnego dobra.

Filantropia a miłosierdzie

Przeciwnicy WOŚP nie negują racji jej zwolenników, ale ukazują drugą stronę akcji Jerzego Owsiaka. Pierwszy argument przeciwników stanowi przekonanie, że Wielka Orkiestra jest typową oświeceniową filantropią, która dzisiaj bardzo często zastępuje miłosierdzie chrześcijańskie. Filantropia (gr. phileo - kocham, anthropos - człowiek) to idea przyjaznego odnoszenia się do każdej istoty ludzkiej z racji wspólnoty w tym samym człowieczeństwie. W filantropii przedmiotem miłości nie jest konkretna osoba, ale ludzkość jako zbiorowość. Natomiast miłość chrześcijańska, w przeciwieństwie do filantropii, ma zawsze charakter osobowy. Terminologia chrześcijańska nie zna "umiłowania ludzkości". Jej podstawową zasadą jest "miłość bliźniego". Owocem miłości chrześcijańskiej jest miłosierdzie. W postawie miłosierdzia chodzi o pomoc bliźniemu płynącą z potrzeby serca. Pomagam drugiemu, ponieważ mu współczuję i widzę w nim bliźniego, z którym mamy wspólnego Ojca w niebie. Oświeceniowa filantropia jest obca chrześcijaństwu. Dla katolików wzorem ewangelicznego miłosierdzia nie jest medialny gwiazdor Jerzy Owsiak, ale Matka Teresa z Kalkuty, osoba wewnętrznie prawa, żyjąca w przyjaźni z Bogiem, kochająca innych ludzi i świadcząca pomoc bez rozgłosu.
Cele filantropii mogą być bardzo szlachetne. To nie zmienia jednak faktu, że filantropia nie jest miłosierdziem, ale jego świecką namiastką. Wartość moralna filantropii nie jest sama w sobie pozytywna, ale zależy od okoliczności i intencji działającego. Oceniając wartość moralną akcji Jerzego Owsiaka, musimy uwzględnić nie tylko zebrane pieniądze, ale także okoliczności i intencje ludzi zaangażowanych w to przedsięwzięcie. W przypadku WOŚP mamy do czynienia z filantropią, która w sposób niezwykle mocny podkreśla wymiar zabawy. Dla wielu uczestników akcji Jerzego Owsiaka zabawa staje się celem pierwszorzędnym, a pomoc innym schodzi na drugi plan. Niektórzy wyznają szczerze: "Pomagam, bo się przy tym dobrze bawię". W ten sposób dobroczynność staje się ubocznym efektem rozrywki. Zresztą sam Wielki Dyrygent przyznał w rozmowie ze Zbigniewem Nosowskim, opublikowanej w czerwcu 2000 r. w miesięczniku Więź, że rozpoczynając Orkiestrę, myślał o "hucpie, zabawie, happeningu, a wyszło wielkie przedsięwzięcie".

"Róbta, co chceta"

Drugim argumentem przeciwników WOŚP jest kultura luzu, którą promuje w mediach Wielki Dyrygent. Najgłębiej wyraża ją powiedzenie: "Róbta, co chceta". Styl życia proponowany przez Jerzego Owsiaka to przyzwolenie na rozprzężenie moralne. Zgodnie z tą perspektywą - młodzi ludzie mogą robić, co chcą, jeśli tylko raz do roku chodzą z serduszkami.

Koszty Organizacji

Trzecim argumentem krytycznym są koszty organizacji Wielkiej Orkiestry. Sama transmisja telewizyjna kosztuje TVP kilka milionów złotych. Telewizja publiczna lansuje całą imprezę "za darmo", czyli za pieniądze podatników. Do kosztów transmisji trzeba doliczyć organizację imprez w dziesiątkach polskich miast za publiczne pieniądze. Potężne sumy wydaje się w ciągu roku na plakaty, billboardy, reklamę. Kto policzył, ile kosztują organizowane w drugą niedzielę stycznia koncerty i pokazy sztucznych ogni? Niektórzy podejrzewają, że koszty organizacji Wielkiej Orkiestry mogą przewyższać zebrane fundusze.

Co dziesiąta złotówka

Czwarty argument to tzw. działania statutowe Fundacji WOŚP. Każdego roku 10% pieniędzy zebranych w ramach akcji Jerzego Owsiaka przeznacza się m.in. na wynagrodzenia, utrzymanie biura, samochody oraz organizowanie Przystanku Woodstock. Z tego wynika, że co dziesiąta złotówka dawana w styczniu Orkiestrze idzie na cele, których być może ofiarodawca nie akceptuje.

Woodstock

Piątym argumentem krytycznym jest Przystanek Woodstock. Został on pomyślany jako podziękowanie i możliwość wspólnej zabawy dla wolontariuszy WOŚP. Przystanek jest organizowany za pieniądze Orkiestry. Z biegiem lat stał się największym koncertem rockowym w naszym kraju. Naoczni świadkowie mówią o pijanych tłumach kołyszących się w rytm ostrej muzyki, powszechnie dostępnych i używanych narkotykach, "dzikim seksie" itp. Największe wrażenie wywołują obrazy nagich ciał tarzających się w błocie. Jeden z ewangelizatorów na Przystanku Jezus opowiadał, że duchowni muszą wysłuchiwać od "pokojowej młodzieży" Woodstocku niezliczonej ilości wściekłych wyzwisk, obietnic zaszlachtowania w nocy oraz bluźnierstw rzucanych pod adresem Boga i Kościoła. Siostra zakonna, pisząca o Przystanku Woodstock w dominikańskim miesięczniku W drodze, zatytułowała swoją relację tak: Widziałyśmy przedsionek piekła.

Hare Kryszna

Szósty argument to powiązania Jerzego Owsiaka z bardzo groźną sektą Towarzystwa Świadomości Kryszny. Jest to jedna z najbardziej niebezpiecznych sekt działających w naszym kraju. Hare Kryszna jest zakazana w wielu państwach. Doktryna i etyczny charakter tej sekty są całkowicie sprzeczne z chrześcijaństwem. Na Przystanku Woodstock największy namiot, tuż przy głównej scenie koncertowej, należy do Pokojowej Wioski Kryszny. Można odnieść wrażenie, że Towarzystwo Świadomości Kryszny ma duży wpływ na oficjalną ideologię Przystanku Woodstock.

Wolontariusze

Siódmy argument odnosi się do sposobu naboru wolontariuszy. W wielu miastach w przygotowania do Wielkiej Orkiestry angażują się szkoły, przedszkola, domy kultury i inne instytucje publiczne. W niektórych szkołach odwołuje się zajęcia lekcyjne, ponieważ dzieci muszą przygotować się do akcji Jerzego Owsiaka. Co więcej, słyszałem o szkole wyższej, w której zaliczenie danego przedmiotu było uzależnione od zaangażowania w WOŚP. Nie wolno nikogo w ten sposób zmuszać i nie wolno angażować instytucji publicznych w działania tylko jednej z wielu organizacji charytatywnych.
W tym kontekście wątpliwość budzi także wiek wolontariuszy. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem - w zbiórce pieniędzy mogą brać udział tylko osoby pełnoletnie. Dla WOŚP czyni się wyjątek. Czy wiek wolontariuszy i brak zabezpieczeń skarbonek nie są czasami pokusą, zachętą do nieuczciwości?

Niesprawiedliwość medialna

Ósmy argument krytyczny to nagłaśnianie przez media akcji Jerzego Owsiaka przy jednoczesnym pomijaniu innych działań charytatywnych. Po ósmym finale WOŚP w jednym z dzienników przeczytaliśmy: "Wielka Orkiestra gra raz w roku. W jej cieniu przez cały rok z mniejszym medialnym wsparciem działają inne organizacje charytatywne, których pomoc nie jest tak efektowna, ale bywa, że większa". Obowiązkiem mediów publicznych jest sprawiedliwe informowanie społeczeństwa o wszystkich działaniach dobroczynnych. Wystarczy porównać czas antenowy WOŚP z czasem przeznaczonym dla Caritas, PCK, PAH, lokalnych organizacji i wielu placówek kościelnych, aby głęboko zdumieć się absurdalnością sytuacji, w której żyjemy.

Poglądy

Dziewiąty argument dotyczy osobistych poglądów Jerzego Owsiaka. Wielki Dyrygent jest typowym luzakiem i swojakiem. O Radiu Maryja mówi, że je "spłukuje", ponieważ jest "radiem agresywnym, poniżającym ludzi" i wyzwalającym u odbiorców "najniższe instynkty". Z jednej strony Jerzy Owsiak chce pomagać noworodkom, z drugiej - jest zwolennikiem prawa do zabijania dzieci nienarodzonych. Czy katolikom wolno ratować chore dzieci pod sztandarami człowieka, który opowiada się za zabijaniem tych jeszcze nienarodzonych?

Fundament etyczny III RP

Dziesiąty argument to postrzeganie WOŚP jako dziecka kultury lewicowo-liberalnej, która zwalcza kulturę konserwatywno-religijną. W lutym 2000 r. Roman Graczyk opublikował w Gazecie Wyborczej artykuł pt. Demokratyczna asceza i jej wrogowie. W perspektywie dziennikarza Gazety święta narodowe 11 Listopada i 3 Maja są dla współczesnej młodzieży martwą tradycją. "Bo choć my autentycznie cieszymy się z odzyskanej wolności - podkreśla Roman Graczyk - nie potrafimy już tego wyrazić w kategoriach, które «kręciłyby» młodzież. A Owsiak, owszem, «kręci». (...) Jeśli chcemy odkryć etyczny fundament nowej, demokratycznej Polski, pomyślmy nad fenomenem Orkiestry".
Dla przedstawicieli kultury lewicowo-liberalnej moralnego fundamentu naszej Ojczyzny nie stanowi tradycja powstańcza, katolicyzm, dwudziestolecie międzywojenne czy mit "Solidarności". Ich zdaniem, naszym nowym fundamentem etycznym może być natomiast Orkiestra lub coś podobnego do niej. Nie ulega wątpliwości, że akcja Jerzego Owsiaka to także pewien projekt kulturowy. Wielka Orkiestra jest wyraźnym przykładem walki kultury lewicowo-liberalnej z tradycyjnym polskim etosem, zbudowanym na gruncie wartości narodowych i religijnych. W Orkiestrze chodzi nie tylko o pomoc chorym i biednym dzieciom, ale także o duchowy kształt naszego kraju.

* * *

Jednym z cieni polskiego katolicyzmu jest brak profetyzmu w sprawach społecznych. Wydaje się, że przejawem tej słabości jest także brak spójnej oceny religijno-etycznej WOŚP z perspektywy światopoglądu katolickiego. Katolicy w Polsce powinni usłyszeć od swoich duszpasterzy opinię Kościoła na temat "wielkiej młodzieżowej mszy" Jerzego Owsiaka. Nie wolno nam zapominać, że w dyskusji o Wielkiej Orkiestrze chodzi nie tylko o ocenę konkretnej akcji charytatywnej, ale także o kondycję naszego katolicyzmu i etyczny fundament III Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Dawid Kubacki znów najlepszy!

2020-01-19 17:10

[ TEMATY ]

sport

YouTube

Dawid Kubacki, który w sobotnim konkursie w Titisee-Neustadt zwyciężył, był także faworytem niedzielnych zawodów. Tym razem również nie zawiódł, zajmując znów pierwsze miejsce.

Polski skoczek po pierwszej serii, w której oddał, mimo niskiej belki, fenomenalny skok na 143 m zajmował pierwszą pozycję. Tuż za nim plasował się Ryoyu Kobayashi. W drugiej serii Dawid Kubacki okazał się znów lepszy i wygrał całe zawody, wyprzedzając japończyka o 0,3 pkt.

Oprócz zwycięskiego Polaka w drugiej serii zobaczyliśmy Piotra Żyłę, który zajął ostatecznie 8 lokatę oraz Kamila Stocha, który konkurs zakończył na 24 pozycji.

W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Dawid Kubacki jest czwarty, prowadzi Karl Geiger, do którego Polak traci już tylko 122 pkt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję