Tymoteusz Puchacz wraca do reprezentacji Polski po niemal dwóch latach przerwy. Na dobre wspomina także ostatni sezon w azerskim klubie Sabah Baku, z którym wywalczył mistrzostwo kraju i awans do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Jednak – jak sam podkreśla – najważniejsze zmiany dokonały się w jego życiu poza boiskiem.
„Żona i wiara dają mi codzienne szczęście”
W rozmowie z Robertem Błońskim piłkarz został zapytany o ostatni rok swojego życia, nawiązując m.in. do majowego ślubu z Oliwią.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Żona i wiara dają mi codzienne szczęście. Piłka stała się drugorzędną sprawą – przyznał Puchacz.
Reprezentant Polski wspominał, że wcześniej jego życie było mocno podporządkowane futbolowi. Wynik meczu czy jego własny występ potrafiły wpływać na jego samopoczucie i atmosferę w domu. Dziś patrzy na to inaczej.
Kiedyś tak było i to dojeżdżało mnie oraz rodzinę. Dziś jestem szczęśliwy, kiedy żona jest szczęśliwa – powiedział.
Jak zaznaczył, ważnym punktem jego codzienności stała się także modlitwa.
Zawsze mogę też otworzyć Biblię i się pomodlić – wyznał.
„Wierzę w Jezusa Chrystusa”
Puchacz nie ukrywa, że swoją przemianę wiąże przede wszystkim z odkryciem wiary.
Wierzę w Jezusa Chrystusa i to dzięki Niemu jestem szczęśliwy – podkreślił.
Reklama
Piłkarz opowiedział także o swoim doświadczeniu związanym z pobytem w Azerbejdżanie. Gdy podpisywał kontrakt z Sabah Baku, wierzył, że jego nowy klub może osiągnąć sukces i zagrać w Lidze Mistrzów.
Jak wspominał, miał wówczas poczucie, że jego przekonanie o przyszłym sukcesie drużyny nie było jedynie efektem chłodnej kalkulacji.
Czułem się, jakby natchniony przez Ducha Świętego. Racjonalnie tego nie da się wytłumaczyć – powiedział.
Puchacz przyznał, że właśnie wtedy jeszcze mocniej zaczął dostrzegać obecność Boga w swoim życiu. Uważam, że to Bóg mnie natchnął i zacząłem głęboko w to wierzyć – dodał.
Wiara pomaga mu także w trudnych chwilach
Piłkarz nie ukrywa, że jego droga nie zawsze była łatwa. Przed przeprowadzką do Azerbejdżanu przez kilka miesięcy trenował indywidualnie. Niepewność dotycząca dalszej kariery była trudnym doświadczeniem także dla jego najbliższych.
W takich momentach Puchacz szukał oparcia w modlitwie. Z czasem zaczął także inaczej patrzeć na własną karierę i jej miejsce w życiu.
Od kiedy prawie dwa lata temu poznałem żonę, odnalazłem Boga i miłość. Przestałem się przejmować tym, co będzie, bo czułem, że mam oparcie w Bogu – podsumował.
Dziś nadal podkreśla znaczenie pracy, treningu, odpowiedniego odpoczynku i troski o zdrowie. Jednocześnie uważa, że wszystkie te rzeczy nie wyczerpują odpowiedzi na pytanie o źródło jego szczęścia.
Wiara napędza mnie do czynów – zaznaczył.
Dla Tymoteusza Puchacza futbol wciąż pozostaje ważną częścią życia. Jak sam jednak mówi, dziś wie już, że nie może być jego centrum. Najważniejsze miejsce zajmują dla niego wiara, relacja z Bogiem i małżeństwo.
