Ga 1, 13-24 <- KLIKNIJ
Paweł dowodzi niezależności swojej Ewangelii biografią, i jest to biografia zeznana jak przed sądem: „słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć”. Apostoł niczego nie retuszuje. Jego przeszłość prześladowcy jest częścią argumentu. Nikt nie mógł go nauczyć Ewangelii, bo nie przebywał wśród uczniów. Był po przeciwnej stronie. „Prześcigałem w żarliwości o judaizm wielu rówieśników”. Gorliwość Pawła była gorliwością zelotyczną, wzorowaną na Pinchasie i Eliaszu, gotową do przemocy w obronie Prawa. Przełom opisuje językiem powołań prorockich: „gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie”. To niemal dosłowne echo Jeremiasza (Jr 1,5) i Sługi Pańskiego (Iz 49,1). Paweł opisuje nawrócenie jako powołanie w obrębie tej samej historii Boga z Izraelem. Ten, który posyłał proroków, posłał i jego, „abym Ewangelię o Nim głosił poganom”. Znamienna jest dyskrecja: „objawić Syna swego we mnie”. Wydarzenie damasceńskie, które Łukasz opowie trzykrotnie z narracyjnym rozmachem, sam Paweł wspomina półzdaniem. Chronologia, którą podaje, ma wartość dowodową. Nie radził się „ciała i krwi”, poszedł do Arabii, wrócił do Damaszku, dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy „zapoznać się z Kefasem” i pozostał u niego piętnaście dni, nie widując innych apostołów oprócz Jakuba. Grecki czasownik historēsai, zapoznać się, znaczy tyle co odwiedzić w celu poznania. Z tej wizyty nie da się wyprowadzić zależności doktrynalnej. A jednak Paweł nie buduje Ewangelii przeciwko Jerozolimie. Przyszedł do Kefasa, bo komunia z Piotrem należy do prawdy jego posłannictwa. Niezależność objawienia i więź z Kościołem apostolskim nie kłócą się u niego ani przez chwilę. Finał jest doksologią cudzej wdzięczności. Kościoły Judei, znające go tylko ze słyszenia, „wielbiły Boga z mojego powodu”. Prześladowca głosi wiarę, którą chciał zniszczyć. Taka odmiana ma tylko jedno wytłumaczenie, i właśnie ono jest treścią uwielbienia.
Łk 10, 38-42 <- KLIKNIJ
Scena w Betanii jest krótka, a wywołała w dziejach duchowości dyskusję długą jak samo chrześcijaństwo. Marta „przyjęła Go w swoim domu”. To czasownik gościnności Abrahamowej. Jej siostra Maria „usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa”, a siedzieć u czyichś stóp znaczyło w tamtym języku być uczniem (por. Dz 22,3: Paweł „u stóp Gamaliela”). Łukasz maluje więc obraz na tamte czasy wywrotowy. Kobieta w pozycji ucznia rabbiego, i Rabbi, który to przyjmuje. Marta „uwijała się około rozmaitych posług”. Greckie periespato mówi dosłownie o rozerwaniu na wszystkie strony. Jej skarga jest po ludzku zrozumiała i po ludzku niesprawiedliwa zarazem: „Panie, czy Ci to obojętne że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”. Marta nie tyle prosi, ile poucza Gościa, co ma powiedzieć. Odpowiedź Jezusa jest czuła już w samym podwojeniu imienia: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego”. Pan gani zatroskanie, które rozrywa, i hierarchię, która się odwróciła. Sama posługa pozostaje dobra. „Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”. Słowo „cząstka” (gr. meris) pachnie językiem dziedziczenia. To dział, porcja przy stole i udział w dziedzictwie. Psalmista mówił: „Pan częścią dziedzictwa mego” (Ps 16,5). Maria wybrała za swój dział samego Pana, i ten dział jest niezbywalny. Tradycja od Orygenesa po średniowiecze czytała obie siostry jako dwa życia, czynne i kontemplacyjne, vita activa i vita contemplativa, i spierała się o ich pierwszeństwo. Grzegorz Wielki godził je trzeźwo. Życie czynne jest koniecznością czasu, kontemplacyjne zaś przedsmakiem wieczności. Dobra Marta i dobra Maria mieszkają w jednym domu Kościoła i najlepiej w jednym sercu. Warunek jest jeden i dotyczy obu, żeby posługa nie zagłuszyła słuchania, bo służy się dobrze tylko Temu, którego się wpierw usłyszało.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
