Ga 3, 22-29 <- KLIKNIJ
„Pismo poddało wszystko pod władzę grzechu, aby obietnica dostała się dzięki wierze w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą”. Paweł domyka swój wywód o Prawie obrazem, który na zawsze wszedł do teologii: „Prawo stało się dla nas wychowawcą, który miał prowadzić ku Chrystusowi”. Grecki paidagōgos to znana już nam postać (zob. glossę na 5 IX), niewolnik prowadzący chłopca do szkoły, pilnujący go surowo, ale tymczasowo. Wulgata mówi: lex paedagogus noster fuit in Christo. Prawo miało czas swej służby. Strzegło, dyscyplinowało, prowadziło. Z nadejściem wiary rola pedagoga się kończy, bo uczeń doszedł do Nauczyciela. „Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi - w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa”. Metafora szaty jest chrzcielna w sensie najdosłowniejszym. Starożytna liturgia znała zdjęcie starej szaty przed zanurzeniem i białą szatę po nim. Przyoblec się w Chrystusa znaczy nosić Jego samego jako swoją nową tożsamość. Z tej tożsamości Paweł wyprowadza zdanie, które przewróciło porządek starożytnego świata: „nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie”. Trzy wielkie mury starożytności, etniczny, społeczny i płciowy, tracą moc rozstrzygania o godności przed Bogiem. Tekst nie znosi różnic natury i powołania, znosi tylko ich władzę dzielenia. W Kościele zdanie to pracowało powoli, ale nieubłaganie. To z niego czerpała starożytna praktyka wyzwalania niewolników w kościołach (manumissio in ecclesia, uznana przez Konstantyna), z niego wyrosła też kanoniczna zasada, że w Chrystusie wszyscy wierni są równi co do godności i działania (dziś wprost w kan. 208 KPK: vera aequalitas quoad dignitatem et actionem). Zwieńczenie wraca do Abrahama: „jeżeli należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama, dziedzicami zgodnie z obietnicą”. Dziedzictwo idzie po wierze. Rodowód chrześcijanina jest chrzcielny.
Łk 11, 27-28 <- KLIKNIJ
Scena jest maleńka, dwa wersety, jeden okrzyk i jedna odpowiedź. „Jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”. Kobieta błogosławi Matkę sposobem swojej kultury, przez ciało macierzyństwa. To pochwała szczera i piękna. Jezus jej nie odrzuca, lecz ją przewyższa: „tak, jeszcze bardziej błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają”. Greckie menoun ma właśnie taki odcień, owszem, a nawet więcej. Odpowiedź Jezusa przenosi tylko akcent z przywileju na posłuszeństwo, a w tym przeniesieniu Maryja zyskuje. Nikt bowiem nie słuchał słowa i nie strzegł go tak jak Ona. Łukasz dwukrotnie zapisał, że „zachowywała wszystkie te sprawy w swym sercu” (Łk 2,19.51; zob. glossę na 22 IX). Augustyn ujął to w formule, którą powtarzamy do dziś: Maryja pierwej poczęła Chrystusa w sercu niż w łonie. Macierzyństwo ciała było wielkie, macierzyństwo wiary większe. Dla ucznia ta krótka scena jest bramą szeroko otwartą. Błogosławieństwo, które Jezus ogłasza, nie zna warunków krwi, płci ani epoki. „Słuchają i przestrzegają”. Dwa czasowniki w czasie teraźniejszym opisują całe życie. To jest dokładnie ta sama definicja rodziny Jezusa, którą słyszeliśmy niedawno (zob. glossę na 22 IX), przynależność przez słowo. Maryja jest w tej rodzinie pierwsza, bo była Matką całą sobą, najpierw słuchaniem, potem łonem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
