Reklama

Bóg jest zawsze z nami i dla nas

2016-12-14 10:18

Z bp. Janem Piotrowskim rozmawiała Agnieszka Dziarmaga
Niedziela Ogólnopolska 51/2016, str. 16-18

Archiwum bp. Jana Piotrowskiego
Na misjach kulturowo wszystko wydaje się inne, także z tego powodu, że Kościół afrykański jest zaszczepiony w tradycji francuskiej i silnie nią nasycony

O wyzwaniach nowego roku liturgicznego, Bożym Narodzeniu na misjach i dziedzictwie duchowo-kulturowym diecezji kieleckiej z biskupem kieleckim Janem Piotrowskim rozmawia Agnieszka Dziarmaga

AGNIESZKA DZIARMAGA: – „Idźcie i głoście” to wezwanie, które towarzyszy rozpoczętemu wraz z Adwentem nowemu okresowi liturgicznemu, będące zaproszeniem do bycia uczniami i misjonarzami w obecnym roku duszpasterskim. Co ono oznacza dla nas wszystkich?

BP JAN PIOTROWSKI: – Jest to wciąż ten sam nakaz misyjny Jezusa, skierowany do Apostołów zaraz po Zmartwychwstaniu, czyli pełne dynamiki posłanie, które wskazało Apostołom obszar misyjnej działalności, bo – „idźcie do wszystkich ludów i narodów”. Wiemy, że Apostołowie nie czekali na sprzyjający moment głoszenia Ewangelii, ale podjęli je w czasie, w którym Pan Jezus im to nakazał, i wyruszyli na krańce ziemi ze świadomością, że Jezus jest z nimi. Z tego posłania narodziła się wspólnota Kościoła, wspólnota o wymiarach globalnych, wspólnota Kościoła powszechnego. Przez Chrystusa wszyscy uczestniczymy w tej dynamice Bożego życia. Jak przypomina nam Dekret o działalności misyjnej Kościoła „Ad gentes divinitus”, to Bóg w miłości posyła Syna w mocy Ducha Świętego (por. DM 20). Nasza konsekracja chrzcielna też jest posłaniem, tym pierwszym Bożym przygotowaniem do podjęcia głoszenia Ewangelii. Tym zadaniem Kościół wciąż żyje i podejmuje je na nowo. Tegoroczne hasło jest odświeżeniem naszej pamięci, że mamy głosić Ewangelię na różne sposoby. Myślę, że bardzo dobrym komentarzem do przeżywania tej rzeczywistości są słowa Ojca Świętego Franciszka, który przypomniał ostatnio, że w Bożym słowie zapisane są różne scenariusze ewangelizacyjne, że również sposób głoszenia Ewangelii w naszych czasach musi być nowy, dynamiczny, chociaż przesłanie pozostaje wciąż to samo. Chrystus ten sam wczoraj i dziś, i na wieki (por. Hbr 13, 8).

– Przez wiele lat był Ksiądz Biskup misjonarzem w Ludowej Republice Konga oraz w Peru i tam, na misjach, przeżywał święta Bożego Narodzenia. Czy to zupełnie inne, czy podobne święta? Proszę podzielić się wspomnieniami.

– Misje to przede wszystkim moja młodość, bo wyjechałem na nie po raz pierwszy 31 lat temu, pełen zapału i prostego o nich myślenia, żeby przede wszystkim głosić Ewangelię. W 1983 r., kiedy przeżywaliśmy Rok Odkupienia i Łaski, uświadomiłem sobie, że pragnę Chrystusem dzielić się z innymi, i taką skromną motywację przedstawiłem ówczesnemu biskupowi tarnowskiemu – późniejszemu arcybiskupowi Jerzemu Ablewiczowi. Oczywiście, zachęcił mnie, ale też rozważnie powiedział: „Synu, czekaj, przyjdzie na ciebie czas”. Po roku i przygotowaniu w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie wraz z innymi kolegami, wśród których było dwóch księży diecezji tarnowskiej, zostaliśmy posłani z mojej rodzinnej parafii pw. św. Bartłomieja w Szczurowej na misje do Konga Brazzaville. Warto zaznaczyć, że lata 80. XX wieku to był nowy zryw Kościoła w Polsce. Księża diecezjalni, siostry zakonne mogli jako misjonarze wyjeżdżać do krajów, gdzie dziś są młode Kościoły. Trafiłem do diecezji Nkayi na południu Konga i byłem mile zaskoczony Afryką. Trzeba pamiętać, że w tamtym czasie nie było możliwości, żeby tak łatwo poznawać afrykańską rzeczywistość. Pewną szansą dla mnie były spotkania z misjonarzami i krótki, 5-miesięczny pobyt we Francji celem ugruntowania znajomości języka francuskiego. Był on absolutnie potrzebny do podjęcia pracy duszpasterskiej, natomiast rzeczywistość Kościoła w Kongu, Kościoła wciąż jeszcze młodego, bo zaszczepionego zaledwie sto lat wcześniej, wymagała też nauki języka miejscowego. Generalnie dla Polaków i w ogóle Słowian ten język w wymowie był bardzo łatwy, jego przyswajalność była w zasadzie prosta. „Ja, który mówię” – tak tłumaczy się dosłownie język munukutuba. Po trzech miesiącach byłem już misjonarzem gotowym do różnej posługi, nie tylko w trzecim mieście Konga, gdzie pracowałem wśród francuskich misjonarzy, ale również w przestrzeni wiosek, w tzw. buszu, gdzie było mniej więcej 80 wspólnot katolickich. Jeśli chodzi o święta, to zarówno Boże Narodzenie, jak i Wielkanoc wypadają w porze deszczowej. To bardzo utrudnia przemieszczanie się w terenie, a tym samym trudna jest praca duszpasterska. Kulturowo jest to obszar otwarty na Ewangelię i Jezusa, nigdy nie doznałem tam jakichś specjalnych trudności (wyjąwszy chorobę – malarię). Natomiast można było mieć dużo satysfakcji z głoszenia Ewangelii. Oczywiście, klimat zmienia wszystko. My jesteśmy przyzwyczajeni do określonego uroku świąt (kiedyś, kilkadziesiąt lat temu, mieliśmy pewność, że na Boże Narodzenie będzie śnieg, dzisiaj już tak być nie musi...). Tam, w Kongu, cieszyłem się, że podczas świąt jest dużo pracy, bo to nie pozwalało na zbyt długie rozmyślania i tęsknotę za rzeczywistością, w której wyrosłem. Wielką przyjemność sprawiła mi paczka nadesłana przez moich rodziców, niewielka, ale zawierająca to, co w Polsce spożywa się w Wigilię. Na misjach kulturowo wszystko wydaje się inne, także z tego powodu, że Kościół afrykański jest zaszczepiony w tradycji francuskiej i silnie nią nasycony. To oczywiście dobra tradycja, ale pozbawiona tego, co u nas dzieje się w Wigilię i w same święta. Jest też mniej kolęd i mają one inny wydźwięk, są to raczej pieśni bożonarodzeniowe. Jest jednak taka zasadnicza różnica, że w afrykańskiej rzeczywistości młodych Kościołów, a szczególnie Kościoła kongijskiego, w czasie świątecznych celebracji zwykle udawałem się gdzieś poza siedzibę głównej parafii, aby w wioskach, do których ludzie przychodzą, pokonując nawet kilkadziesiąt kilometrów, móc modlić się z nimi, sprawować Najświętszą Ofiarę, cieszyć się świętami. Poczucie wspólnoty jest tam bardzo duże, Afrykańczyk tej wspólnoty pragnie, w myśl zasady „kuwanda na nge” – być z drugim. Tworzy się bardzo serdeczny klimat, który niweluje wszelkie niedostatki kulturowe czy brak minimalnego komfortu, bo tam rzeczywiście żyje się bardzo skromnie. Przez analogię można powiedzieć, że to, co było w Boże Narodzenie, było i w Wielkanoc, choć oczywiście liturgia dla tych świąt jest zupełnie inna. Natomiast wciąż jest gorąco i deszczowo i nie ma opłatka.
W późniejszych latach, gdy już jako dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych miałem okazję odwiedzać misjonarzy, starałem się zawieźć im szopkę czy figury dobrej jakości. W ostatnich latach na placówkach misyjnych odbywają się konkursy pieśni bożonarodzeniowych, bo rytm i śpiew są bardzo bliskie mieszkańcom Afryki. Nawet najmniejsza wspólnota katolicka w niewielkiej wiosce ma grupę śpiewaczą, która uświetnia liturgię.

– Czy wspomnienia świąteczne Księdza Biskupa z Peru są podobne?

– Doświadczenie w Peru było i inne, i krótsze (musiałem wrócić do Polski celem objęcia stanowiska dyrektora krajowego Papieskich Dzieł Misyjnych). W Peru praca na wielkich przedmieściach Limy odbywała się w środowisku dość ubogim, aczkolwiek część parafii stanowili ludzie klasy średniej, np. nauczyciele, urzędnicy. W kościele parafialnym przeżywanie świąt było już bliższe polskiej rzeczywistości. Warto zaznaczyć, że Latynosi lubią przygotowywać żłóbek, szopkę. Wiele osób w swych domach czy na werandach buduje szopki pokaźnych rozmiarów, co zajmuje im tydzień lub dłużej. Nie jest też tajemnicą, że zaznacza się duży wpływ kultury amerykańskiej, widoczny w ozdobach i muzyce, który eliminuje ducha bożonarodzeniowego, bardziej jakby orientuje ludzi ku pragnieniom estetycznym, zewnętrznym. Ciekawym wydarzeniem jest pomoc dzieciom w okresie Bożego Narodzenia, nazywana z hiszpańska „czekolatadą”. Parafie i różne instytucje starają się przygotować gorące kakao i specjalne babki, podobne do naszych wielkanocnych, aby obdarzyć nimi dzieci. Jest to dla nich odrobina radości w szarzyźnie dnia. Przypomnę, że w Limie, gdzie pracowałem, nie ma deszczu od ponad 60 lat, wszędzie są pył i szarość, a wszystko, co kolorowe, napawa optymizmem i nadzieją. Trzeba też podkreślić religijny wymiar świąt, bo są i spowiedź, i dużo wspólnej modlitwy, a i gościnności, tej południowej, jest o wiele więcej niż w skromnej Afryce.

– Niedawno obchodził Ksiądz Biskup rocznicę ingresu – 29 listopada 2016 r. minęły 2 lata od chwili objęcia posługi pasterskiej Ekscelencji w diecezji kieleckiej. Proszę z perspektywy tego czasu ocenić specyfikę i znaczenie diecezji kieleckiej na mapie Kościoła w Polsce.

– Myślę, że nie trzeba dokonywać oceny, ponieważ Kościół kielecki jako Kościół partykularny stanowi część Kościoła powszechnego, tego Kościoła, który jest w Polsce między Odrą a Bugiem, Bałtykiem a Tatrami. Jest to wciąż rzeczywistość żywa, dynamiczna.
Historia naszej diecezji jest skromna, bo początki sięgają 1805 r. Ten pierwszy etap jej powstawania trwał zaledwie 13 lat, później nastąpiła przerwa do 1882 r. Historycznie znajdujemy się na terenie zaboru rosyjskiego, który zostawił ślady – rusyfikacja dotknęła wielu aspektów ludzkiego życia... Zarazem w historii Kościoła kieleckiego jest piękna historia Polski. To przecież Wiślica, Tarczek i Bodzentyn, to Nowy Korczyn i św. Kinga, i jej mąż Bolesław Wstydliwy, urodzony w Starym Korczynie, to katedra kielecka poświęcona przez bp. Gedeona w 1172 r., to wreszcie piękny pałac manierystyczny zbudowany przez bp. Jakuba Zadzika – dawna siedziba biskupów krakowskich. Diecezja kielecka jest nasycona ogromnym dziedzictwem kulturowym. Bardzo się cieszę, że mamy w diecezji cztery klasztory kontemplacyjne. Na zachodzie diecezji od XIII wieku obecne są w Imbramowicach siostry norbertanki. W Kielcach duchowe stery dzierżą siostry karmelitanki, a w niedalekich Chęcinach, w dawanym klasztorze Sióstr Klarysek, są siostry bernardynki, podobnie zresztą jak od ponad 200 lat w Świętej Katarzynie. Aby odkryć piękno ziemi kieleckiej, trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Mniej więcej rok temu ukułem to moje powiedzenie: kto nie zna Kielc, nie zna Polski, kto nie zna Kielc, nie zna świata. Bo również w wymiarze cywilizacyjnym mamy z czego być dumni. Pierwsza wyższa szkoła techniczna, akademiczno-górnicza to przecież Kielce. W tym roku w bazylice katedralnej przeżyliśmy piękny jubileusz, gdy wspólnie modlili się przedstawiciele senatów trzech uczelni: Politechniki Warszawskiej, Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i Politechniki Świętokrzyskiej. Wchodząc w ducha pobożności maryjnej, sięgamy do Wiślicy, do Madonny Łokietkowej, a tam, w murach świątyni, a jeszcze więcej – poniżej poziomu ziemi, zapisana jest ogromna historia, zarówno w podziemiach bazyliki, jak i w odkryciach tak znanych, jak np. płyta Orantów. To wszystko świadczy, że na tej ziemi żył szlachetny człowiek, otwarty na to, co rodziło się z Ewangelii. Dziedzictwo, które niesiemy, jest zobowiązujące, w myśl francuskiego powiedzenia: „Noblesse oblige” – Szlachectwo zobowiązuje.
Miniony Rok Święty Miłosierdzia i czas Światowych Dni Młodzieży dały też dowody na to, że jesteśmy Kościołem bardzo dynamicznym, zdolnym do przyjęcia gości, do dzielenia się tym, co mamy. Jestem pod urokiem chociażby ostatniego spotkania róż Żywego Różańca w Wiślicy, w którym wzięło udział ponad 6 tys. osób. Podobnie było na naszej listopadowej pielgrzymce do Łagiewnik. Mamy zatem ogromny potencjał w modlitwie. Mało znany jest może fakt, że seminarium kieleckie, datowane na 1729 r., to najstarsza uczelnia wyższa w Kielcach. Dziękujemy Bogu za dar powołań i posługę kapłanów. Bardzo chciałbym posłać księży na misje w odpowiedzi na prośby kierowane np. z Estonii, Peru, Republiki Środkowej Afryki.
Myślę, że tym, co nas tak bardzo uwiarygodnia, jest działalność diecezjalnej Caritas. Jeśli spojrzymy do „Katalogu diecezji kieleckiej”, zauważymy, ile jest placówek szerzących dzieła miłosierdzia na terenie naszej diecezji, ośrodków o różnym charakterze i kompetentnych usługach. To np. mieszkania chronione, domy pomocy społecznej, warsztaty terapii zajęciowej. Staram się bywać w tych miejscach. Zarówno w obszarze województwa świętokrzyskiego, gdzie znajduje się część diecezji, jak też na terenie województw małopolskiego i śląskiego, Kościół kielecki bardzo dużo wnosi w przestrzeń troski o ciało i duszę. Piękne jest także liczące kilkadziesiąt lat dzieło turnusów dla niepełnosprawnych w Piekoszowie, których twórcą był sługa Boży ks. Wojciech Piwowarczyk. To dzieło jest kontynuowane i znajduje wciąż wolontariuszy, którzy poświęcają mu swój czas. Gratuluję tym wszystkim, którzy wciąż podejmują nowe zadania w dziele miłosierdzia.

– Obecnie przeżywamy jubileusz 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Kult maryjny, szczególnie upostaciowany w Ikonie Jasnogórskiej, jest wciąż żywy w naszym kraju. Do czego nas, Polaków zobowiązuje ten jubileusz?

– Po raz pierwszy byłem na Jasnej Górze, gdy miałem 10 lat, jako ministrant, z grupą kolegów i z księdzem katechetą. Zawsze z nostalgią wspominałem Jasną Górę, a dowodem na to jest też napis na obrazku prymicyjnym, 36 lat temu, gdy Jasnogórskiej Matce Zawierzenia powierzyłem swoich rodziców i bliskie mi osoby.
Bez wątpienia pobożność Polaków i otwarcie na dar obecności Maryi na Jasnej Górze są ogromne. To tam przeżywaliśmy różne rocznice i ważne katechezy, np. kilkukrotną obecność Ojca Świętego Jana Pawła II i jego następców. Zawsze wielką katechezą w tych minionych latach była peregrynacja Obrazu Jasnogórskiego. Pamiętam jeszcze tę pierwszą, z lat 60., gdy peregrynowały tylko ramy i świeca. Byłem już na tyle dużym dzieckiem, że rozumiałem, iż stało się coś ważnego z obrazem, którego nie było. Przyszły też inne wydarzenia, które ożywiały wiarę i budziły nadzieję. Myślę, że trzeba Panu Bogu dziękować za to, że w Kościele w Polsce byliśmy w stanie zrozumieć to, co Matka Boża mówiła w Kanie Galilejskiej (a ja często do tych słów wracam): „Uczyńcie wszystko, co mój Syn wam powie” (por. J 2, 5). Podkreślam także, że nasz kult maryjny jest kultem racjonalnym; jest w nas mniej emocji, a raczej pragnienie, aby przez Maryję iść do Jezusa. Przy maryjnych obchodach, nawet tych prostych i zwyczajnych, jak np. odpust ku czci Matki Bożej Częstochowskiej, jest zawsze związek z poszukiwaniem drogi do konfesjonału, pragnienie odnowy życia religijnego, refleksji. Bez wątpienia najlepszą wychowawczynią jest mama. Matka Boża bierze nas za rękę, czasem może niepokornych i nieposłusznych, ale Ona nie rezygnuje. Kościół w Polsce w perspektywie 300 lat od koronacji, która miała miejsce w 1717 r., na pewno wykorzysta owocnie to wydarzenie do odnowy i wzmocnienia wiary.
Na koniec ze szczerego pasterskiego serca pragnę tym wszystkim, którzy czytają „Niedzielę”, życzyć Bożego błogosławieństwa, ale przede wszystkim zrozumienia tej prawdy, że Bóg jest z nami i dla nas, a przeżywamy to przez tajemnicę wcielonego Słowa. Potrzeba też naszej odwagi i zaufania, aby ten wspaniały dar przyjąć.

Całość wywiadu do obejrzenia na stronie internetowej: www.niedziela.pl .

Tagi:
wywiad bp Jan Piotrowski

Rusza akcja „Z uśmiechem do szkoły”

2019-08-13 12:56

Romawia Małgorzata Polit
Edycja zielonogórsko-gorzowska 33/2019, str. 6

Ofiarowane dobro zawsze wraca. Zaangażowanie w pomoc tym, którzy najbardziej potrzebują wsparcia, jest pięknym gestem. Szczególnie gdy w grę wchodzi troska o dobro najmłodszych, ich edukację i lepszy start, który będzie rzutował na ich dorosłe życie. Przypominamy, że tak jak od wielu lat, tak i w tym roku Caritas organizuje na terenie całej Polski akcję „Z uśmiechem do szkoły”. Już wkrótce będzie miała ona swoje miejsce również w naszej diecezji. O tym, jakie są główne cele zbiórki, do kogo jest skierowana i w jaki sposób możemy wziąć w niej udział, mówi Dominika Danielak

Archiwum Caritas
Dominika Danielak zachęca do udziału w akcji

MAŁGORZATA POLIT: – Na czym polega akcja „Z uśmiechem do szkoły”?

DOMINIKA DANIELAK: – Caritas Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej już po raz kolejny organizuje zbiórkę przyborów szkolnych. Zachęcamy wszystkich diecezjan do pomocy naszym najmłodszym podopiecznym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na Mityng w Rimini: utkwijmy wzrok w Jezusie

2019-08-17 16:23

vaticannews.va / Watykan, Rimini (KAI)

„Tylko patrząc w oblicze Jezusa odnajdujemy własną tożsamość” – podkreśla papież Franciszek w przesłaniu na 40. Mityng Przyjaźni Między Narodami, który jutro rozpocznie się w Rimini. To największe spotkanie katolików świeckich we Włoszech organizowane jest przez ruch Komunia i Wyzwolenie. Temat tegorocznego spotkania nawiązuje do fragmentu poezji Jana Pawła II i odnosi do Weroniki, ocierającej na Drodze Krzyżowej chustą twarz Jezusa: „Twoje imię rodzi się z tego, na co patrzysz”.

Grzegorz Gałązka

Przesłanie podkreśla, że w tym zdaniu zawarta jest prawda, którą Kościół przekazuje człowiekowi od początku chrześcijaństwa: „Chrystus nas ukochał, oddał za nas życie, aby potwierdzić nasze jedyne i niepowtarzalne oblicze”. Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, który w imieniu Franciszka skierował list do uczestników Mityngu, podkreśla, że to przesłanie jest dzisiaj bardzo aktualne, ponieważ wielu współczesnych upada pod ciosami codziennego życia oraz czuje się opuszczonymi i samotnymi. Wielu z nich ma wielką potrzebę spojrzenia na oblicze Pana, aby odnaleźć samych siebie.

„Ojciec Święty pragnie, aby to spotkanie było zawsze miejscem gościnnym, w którym ludzie mogą «utkwić wzrok», doświadczając swojej wyjątkowej tożsamości – pisze w liście kard. Pietro Parolin. - To najpiękniejszy sposób, aby świętować tę rocznicę, patrząc w przyszłość bez nostalgii i obaw, zawsze wsparci obecnością Jezusa, włączeni w Jego ciało, którym jest Kościół. Oby wdzięczna pamięć tych czterech dziesięcioleci, żywego i kreatywnego rozwoju tego dzieła apostolskiego, mogła wyzwolić nowe energie, dla otwartego świadectwa wiary w najważniejszych obszarach życia”.

Będziemy prawdziwie oryginalni - pisze dalej kard. Parolin - jeśli nasze oblicze będzie lustrem oblicza Chrystusa zmartwychwstałego. A to będzie możliwe wtedy, gdy będziemy wzrastać w świadomości do przyswojenia której Jezus zapraszał swoich uczniów powierzając im misję. Źródłem największej radości, której nikt nie będzie mógł odebrać jest świadomość, że nasze imiona są zapisane w niebie, nie dzięki naszym zasługom, ale poprzez dar, który każdy otrzymał poprzez chrzest. Trzeba skierować wzrok na Jezusa, aby wejść z Nim w bliską relację. Zwrócenie oczu na Jezusa oczyszcza spojrzenie i przygotowuje do spoglądania na wszystko nowymi oczami – zaznaczył sekretarz stanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na „Anioł Pański”: bądźmy chrześcijanami w konkretnych sytuacjach

2019-08-18 12:13

st, pb (KAI) / Watykan

- Dobrze jest deklarować się jako chrześcijanie, ale przede wszystkim musimy być chrześcijanami w konkretnych sytuacjach, świadczącymi o Ewangelii, która jest przed wszystkim miłością Boga i naszych braci - mówił papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański” na placu św. Piotra.

Grzegorz Gałązka

Komentując słowa Jezusa: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął!”, papież stwierdził, że obraz ognia ma pomóc Jego uczniom „w porzuceniu wszelkich postaw lenistwa, apatii, obojętności i zamknięcia, aby przyjąć ogień miłości Bożej; tej miłości”. Jezus objawia „swoje najgorętsze pragnienie: chce przynieść na ziemię ogień miłości Ojca, który rozpala życie i poprzez który człowiek jest zbawiony”. - Wzywa nas do szerzenia tego ognia w świecie, dzięki czemu zostaniemy uznani za Jego prawdziwych uczniów - wskazał Franciszek.

Dodał, że „widać to już od pierwszych dni chrześcijaństwa: świadectwo Ewangelii rozprzestrzeniło się jak dobroczynny ogień, przezwyciężając wszelkie podziały między poszczególnymi osobami, kategoriami społecznymi, ludami i narodami. Spala on wszelką formę partykularyzmu i podtrzymuje miłość otwartą na wszystkich, z jedną preferencją: na rzecz najuboższych i wykluczonych”.

Papież podkreślił, że „przylgnięcie do ognia miłości, który Jezus przyniósł na ziemię” wymaga „gotowości służenia bliźniemu”. - Aby żyć zgodnie z duchem Ewangelii, trzeba, aby w obliczu wciąż pojawiających się na świecie nowych potrzeb byli uczniowie Chrystusa, którzy potrafią odpowiedzieć nowymi inicjatywami miłosierdzia. W ten sposób Ewangelia naprawdę objawia się jako ogień, który zbawia, który zmienia świat, zaczynając od przemiany serca każdego - zaznaczył Franciszek.

Odniósł się również do innego stwierdzenia Jezusa, „które na pierwszy rzut oka może wprawiać w zakłopotanie”: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”. - Przyszedł, aby „oddzielać ogniem” dobro od zła, sprawiedliwego od niesprawiedliwego. W tym sensie przyszedł, aby „dzielić”, „podważyć” - ale w sposób zdrowy – życie swoich uczniów, rozbijając łatwe złudzenia tych, którzy sądzą, że mogą łączyć życie chrześcijańskie z wszelkiego rodzaju kompromisami, praktyki religijne i postawy wymierzone w bliźniego. Chodzi o to, by nie żyć obłudnie, ale być gotowymi do zapłacenia ceny za wybory zgodne z Ewangelią. Dobrze jest deklarować się jako chrześcijanie, ale przede wszystkim musimy być chrześcijanami w konkretnych sytuacjach, świadczącymi o Ewangelii, która jest przed wszystkim miłością Boga i naszych braci - powiedział papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem