Ga 5, 18-25 <- KLIKNIJ
„Jeśli pozwolicie się prowadzić duchowi, nie będziecie podlegać Prawu”. Paweł domyka list przeciwstawieniem dwóch sposobów istnienia całego człowieka, dalekim od dualizmu duszy i materii. „Ciało” (sarx) to człowiek zamknięty w sobie, „duch” to człowiek otwarty na Ducha. Katalog „uczynków ciała” jest jawny, mówi Apostoł, i wylicza piętnaście pozycji. Od nierządu i bałwochwalstwa przez nienawiść, spory, zawiść, gniewy, niewłaściwą pogoń za zaszczytami, niezgodę i rozłamy po pijaństwo i hulanki. Warto zauważyć, że większość listy to grzechy przeciw wspólnocie. „Ciało” niszczy przede wszystkim więzi. Sankcja jest wypowiedziana językiem dziedziczenia: „ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą”. Po stronie przeciwnej Paweł mówi o owocu, w liczbie pojedynczej, zamiast katalogu „uczynków ducha”: „owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”. Uczynki się robi, owoc rośnie. Dziewięć wymienionych dóbr tworzy jeden organizm życia, którego korzeniem jest miłość. Wulgata w tym miejscu ma listę rozszerzoną do dwunastu owoców i stąd katechizmowa tradycja dwunastu owoców Ducha Świętego. Sama różnica liczb jest pouczająca. Owocowanie łaski nie daje się domknąć w inwentarzu. „Przeciw takim cnotom nie ma Prawa”. To zdanie ma w sobie dyskretny uśmiech. Żaden kodeks nie ściga miłości ani nie penalizuje pokoju. Kto żyje owocem Ducha, ten wypełnia cel Prawa ponad jego literę (zob. glossę na 6 IX, plenitudo legis dilectio). Warunek jest jeden i Paweł stawia go w formie paschalnej: „ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami”. Owoc rośnie na drzewie krzyża. Nie ma dziewięciu słodyczy bez jednego ukrzyżowania. „Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy”. Grecki czasownik znaczy dosłownie iść w szeregu za Duchem, jak żołnierze za znakiem. Życie duchowe jest marszem.
Łk 11, 42-46 <- KLIKNIJ
Łukasz zachował z mowy Jezusa fragment, który do dziś parzy, trzy „biada” nad faryzeuszami i jedno nad uczonymi w Prawie. Pierwsze biada dotyczy proporcji: „dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiej jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą”. Dziesięcina z ogrodowych ziół to skrupulatność ponad wymagania. Jezus jej nie potępia: „to należało czynić”, mówi, „i tamtego nie pomijać”. Potępia natomiast odwrócenie wag. Precyzja w groszach, niedbalstwo w tym, co wielkie. Kazuistyka bez sprawiedliwości jest buchalterią pobożności. Drugie biada mierzy w motywację: „lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku”. Religia jako scena, pobożność jako kapitał prestiżu. Trzecie porównuje ich do „grobów niewidocznych, po których ludzie bezwiednie przechodzą”. Kontakt z grobem zaciągał nieczystość rytualną. Ukryty grób zanieczyszczał przechodnia bez jego wiedzy. Obłuda ma właśnie taką toksyczność, bo zaraża otoczenie, które nie wie, po czym stąpa. Wtedy odzywa się jeden z uczonych w Prawie, i jego zdanie jest mimowolnie komiczne: „Nauczycielu, słowami tymi także nam ubliżasz”. Jezus nie łagodzi: „i wam, uczonym w Prawie, biada! Bo nakładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nawet jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie”. Oto pokusa każdej władzy interpretowania prawa, także kościelnej. Mnożyć obowiązki cudze, zwalniać własne barki. Prawodawstwo, które nie kosztuje prawodawcy, staje się przemocą. Wykładnia bez współniesienia jest hipokryzją. Kanonista czyta te słowa jak rachunek sumienia własnego cechu. Norma jest dla dźwigania razem, a najlepszym komentarzem do przepisu pozostaje ramię podstawione pod cudzy ciężar (por. Ga 6,2: „jeden drugiego brzemiona noście”).
Pomóż w rozwoju naszego portalu
