Kiedy w 1926 r. bp Teodor Kubina powoływał do życia „Niedzielę”, dobrze rozumiał siłę słowa drukowanego. Chodziło mu nie tylko o przekazywanie wiadomości z diecezji. Prasa miała pomagać ludziom rozumieć wiarę i życie Kościoła. Ksiądz Jarosław Grabowski przypominał widzom programu Credo, że bp Kubina mówił wręcz o walce z „ciemnością religijną”.
Dzisiaj nazwalibyśmy ją raczej ignorancją. Minęło sto lat, a problem wcale nie zniknął. Zmieniły się jedynie narzędzia
- dodał,
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Papier nie musi odchodzić do lamusa
Dziś „Niedziela” istnieje w świecie portali, mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji. Papier przestał być podstawowym sposobem docierania do odbiorcy, ale ks. Grabowski daleki jest od ogłaszania jego końca.
Nie śpiewałbym jakichś żałobnych pieśni nad prasą drukowaną
– powiedział. Przypomniał, że wraz z rozwojem internetu zapowiadano także koniec kin i papierowych książek. Nie zniknęły. Być może podobnie będzie z prasą. Może stanie się bardziej niszowa, bardziej elitarna, przeznaczona dla tych, którzy nadal lubią przewracanie palcami szeleszczących kartek. Papier ma też ogromną przewagę nad danymi cyfrowymi w tym, że jest trwalszy niż jakikolwiek nośnik danych. Dlatego „Niedziela” nie wybiera między jednym a drugim światem.
Musimy iść dwutorowo: być w druku i być w internecie. To brzmi prosto, ale za tą decyzją kryje się większe pytanie: nie tylko gdzie publikować, lecz przede wszystkim co publikować, żeby ktoś chciał to przeczytać.
Czym naprawdę żyją ludzie
Tu ks. Grabowski schodzi z poziomu jubileuszowych deklaracji do codzienności redakcji. W poniedziałek zamyka się kolejny numer. We wtorek zaczyna się praca nad następnym. Jest kolegium – burza mózgów, lista tematów i dyskusja nad tym, które z nich rzeczywiście warto podjąć.
Dla mnie najważniejsze jest to, żeby to były tematy bliskie ludziom. Pisać górnolotnie jest łatwo, ale kogo to obchodzi?
– zwrócił uwagę naczelny.
Reklama
Każde medium łatwo może zacząć mówić przede wszystkim samo do siebie. W przypadku pisma katolickiego ryzyko jest jeszcze większe: można pisać poprawnie, podniośle, nawet bardzo pobożnie – i jednocześnie przestać odpowiadać na pytania, które ludzie rzeczywiście stawiają. Dlatego redakcja bierze pod uwagę listy i wiadomości od czytelników. Pytają o wiarę, rodzinę, moralność, zwyczajne życiowe problemy. Część z tych pytań później wraca na łamach tygodnika. Nie chodzi więc tylko o to, żeby czytelnik kupił gazetę. Najpierw trzeba wiedzieć, po co miałby po nią sięgnąć.
Po co pismo katolickie?
Redaktor naczelny nie unika też opinii, które czasem słyszy: że „Niedziela” jest zbyt kościelna.
Jakim pismem ma być tygodnik katolicki, jeśli nie kościelnym?
– odpowiada. Nie rozumie jednak tej „kościelności” jako zamknięcia się w świecie instytucji. Przeciwnie. Jego zdaniem właśnie dzisiaj Kościół trzeba tłumaczyć: wyjaśniać jego nauczanie, pokazywać sens stanowiska w sprawach moralnych i społecznych, odpowiadać na pytania ludzi patrzących na wspólnotę z zewnątrz. To w pewnym sensie powrót do punktu wyjścia sprzed stu lat. Biskup Kubina uważał, że sama ambona nie wystarcza. Dzisiaj nie wystarczają również sama gazeta, portal czy profil w mediach społecznościowych. Potrzebny jest język, który pozwoli człowiekowi zrozumieć, dlaczego Kościół mówi to, co mówi.
Od parafii do internetu
Siłą „Niedzieli” parafia. Tygodnik ma 19 edycji diecezjalnych, a jego papierowe wydanie w wielu miejscach dociera do czytelników właśnie przez kościoły. Proboszcz zapowiada nowy numer, ktoś po Mszy św. zatrzymuje się przy stoliku z prasą i zabiera egzemplarz do domu. To model daleki od algorytmów i cyfrowych rekomendacji, ale właśnie dzięki niemu pismo przez dziesięciolecia budowało swoją pozycję.
Sto lat to także historia Polski
Reklama
Ksiądz Grabowski przypomniał widzom TVP3 Katowice jeszcze jedną rzecz: „Niedziela” nie przeżyła swoich stu lat obok historii Polski, lecz wewnątrz niej. Wojna przerwała wydawanie pisma. Po 1945 r. tygodnik wrócił, ale w 1953 r. został zamknięty przez władze komunistyczne. Na reaktywację czekał 28 lat. Wznowiony w 1981 r., po przerwie związanej ze stanem wojennym, od 1982 r. ukazuje się nieprzerwanie. – Dzieje „Niedzieli” to zasadniczo dzieje naszego narodu, to dzieje Polski – powiedział ks. Grabowski. Ta historia daje tygodnikowi rozpoznawalność i zakorzenienie. Stuletnia tradycja może być kapitałem, ale sama nie wystarczy, żeby ktoś jutro zechciał sięgnąć po kolejny numer.
Najprostsze życzenie
Redaktor programu Credo Szymon Oślizło zapytał ks. Grabowskiego, jaka „Niedziela” powinna być za 50 lat. Nie usłyszał odpowiedzi w stylu: większa, nowocześniejsza czy bardziej wpływowa.
Chciałbym, żeby była potrzebna. Nieustannie potrzebna, kupowana, czytana
– powiedział ks. Grabowski. Wydaje się, że właśnie do tego sprowadza się sens istnienia „Niedzieli”. Można zmieniać formaty, budować portal, rozwijać media społecznościowe i korzystać z nowych technologii. Można też pielęgnować sto lat historii. Ostatecznie jednak o tym, czy pismo przetrwa, zadecyduje fakt, czy człowiek znajduje w nim odpowiedź na pytanie, które naprawdę go nurtuje. Bo po stu latach największym wyzwaniem nie jest samo przetrwanie papieru. Jest nim pozostanie blisko czytelnika, co „Niedziela” czyni z powodzeniem.
