Ks. Stanisław Zbojnowicz urodził się 13 października 1958 r. Był najmłodszym z ośmiorga dzieci Mariana i Teresy. Pochodził z Grzęski k. Przeworska. W tamtym czasie jego rodzinna miejscowość należała do parafii kościoła farnego w Przeworsku i to w przeworskim kościele (dziś bazylice) pw. Ducha Świętego 20 października Stanisław otrzymał chrzest św. z rąk ks. Stanisława Krzysztonia. Tam również przyjął pierwszą komunię św. i bierzmowanie. Ale już Mszę św. prymicyjną w 1986 r. odprawił w rodzinnej Grzęsce.
Posługę kapłańską pełnił w Woli Zarczyckiej, Rogach, Domostawie, parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Rzeszowie, kościele farnym w Przeworsku i Wojewódzkim Szpitalu w Krośnie. Ostatnie 16 lat życia posługiwał jako spowiednik w rektoracie pw. św. Mikołaja i Stanisława Biskupa - tzw. Opactwie w Jarosławiu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Tam właśnie zastała go niespodziewana i tragiczna śmierć - został kilkukrotnie ugodzony nożem tuż po wyjściu z konfesjonału. Napastnikiem okazał się 31-letni Ihor M. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące w warunkach szpitala psychiatrycznego, oddziału psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu ze względu na objawy choroby psychicznej pod postacią ostrych wielopostaciowych zaburzeń psychotycznych.
Reklama
Dziś w konfesjonale, w którym codziennie przez 16 lat jednał ludzi z Bogiem stoi jego zdjęcie i kwiaty. Czarno-białą fotografię ktoś umieścił również przy pomniku bł. ks. Jerzego Popiełuszki, znajdującym się na terenie Opactwa.
Krzepiące dobre słowo
Ks. Stanisław nigdy nie zajmował eksponowanych stanowisk i - po ludzku patrząc - był kapłanem jakich wielu. Ale dziś wszyscy o nim mówią. I powtarzają nie tylko okoliczności tragicznego odejścia, ale wspominają właśnie jego posługę spowiednika.
- Ludzie mówili: to jest męczennik konfesjonału. Przychodził co do minuty i spowiadał dotąd, aż wszystkich wyspowiadał. Nie było takiej możliwości, że jeśli nie było penitentów to wychodził. On zawsze w konfesjonale był - podkreślił w kazaniu podczas eksporty ks. Marian Podolec, który w przeszłości również pracował w jarosławskim Opactwie.
O codziennej służbie w konfesjonale mówił również podczas Mszy pogrzebowej ks. Marian Bocho, proboszcz Kolegiaty Bożego Ciała w Jarosławiu. - Wiele osób korzystało z jego posługi i bardzo ją cenili. Ksiądz Stanisław rzucał światło Ewangelii na ludzkie sprawy i serca, które szukały nie tylko rozgrzeszenia, ale także dobrego słowa, krzepiącego, czasem pociechy, wskazówek, jak postępować w dalszym życiu. I ksiądz Stanisław miał ten charyzmat. Odpowiadał na potrzeby ludzkich serc. Dlatego przychodzili do niego z całej okolicy, wiedząc, że go zastaną w konfesjonale, że on na nich czeka - powiedział ks. Bocho.
Wszystkie Msze św. w zeszycie
Obecny proboszcz jego rodzinnej parafii ks. Kazimierz Jurczak zauważa, że ks. Stanisław pełnił posługę spowiednika również, gdy przyjeżdżał w odwiedziny do rodziny w Grzęsce. - Zawsze był w konfesjonale, przychodził przynajmniej pół godziny przed Mszą św. I ludzie chętnie z jego posługi korzystali - opowiada.
Reklama
- Ks. Stanisław żył wiarą, był życzliwy, pokorny i skromny. Nie pchał się na piedestał - wspomina zmarłego ks. Jurczak. Dodaje, że bardzo szanował strój kapłański, a jego sutanna i alba zawsze były czyste i uprasowane.
Ks. Marian Podolec zaznaczył również, że ks. Zbojnowicz był bardzo obowiązkowy i do Eucharystii przygotowywał się „wprost perfekcyjnie”. - Jego kazania były przemyślane od kropki do kropki. One były trudne i teologiczne, ale zmuszały słuchacza do uwagi, myślenia i wyciągania praktycznych wniosków - mówił.
- Jego ciepły głos dodawał głoszonym słowom mocy i siły. Ksiądz Stanisław miał klucz do ludzkich serc i otwierał je dla Boga, na jego łaskę i miłość. Czuło się, że słowo głoszone przez niego było przemodlone i wypływało z jego wierzącego kapłańskiego serca. Czuło się, że on tym, co głosi, żyje i dobrocią serca potwierdza - stwierdził ks. Bocho.
Po śmierci okazało się, że ks. Zbojnowicz prowadził zeszyt, w którym zapisywał w którym zapisywał wszystkie odprawiane w życiu Msze święte - wraz z intencjami za kogo były sprawowane. Robił to od chwili święceń kapłańskich do ostatniego dnia życia. W sumie odprawił 25 503 Eucharystii.
Nie szukał wygód
Niektórzy ks. Stanisława nazywali upartym, ale ks. Marian określa to konsekwencją. - Był wierny Ewangelii i tradycji Kościoła i nie było mowy, żeby od tego odszedł, nawet gdyby miał w związku z tym ponieść jakikolwiek konsekwencje - stwierdził.
Reklama
Ks. Podolec przywołał również codzienność zmarłego kolegi. - Był bardzo gościnnym człowiekiem, zapraszał na kawę, czy herbatę. Wszystkie prace w swoim mieszkaniu wykonywał sam, mówiąc: mam zdrowe ręce. Był ubogi i nieszukający wygód - opowiadał.
Ujawnił również, że ks. Stanisław „potrafił wyciągnąć rękę do osoby naprawdę potrzebującej”.
Ks. Stanisław Zbojnowicz spoczął w rodzinnym grobie, obok swoich rodziców na cmentarzu w Grzęsce. W pogrzebie wziął udział m.in. minister w Kancelarii Prezydenta RP Wojciech Kolarski, który odczytał list od prezydenta Karola Nawrockiego. Mszy pogrzebowej przewodniczył bp Stanisław Jamrozek, a dzień wcześniej Mszy żałobnej - abp Adam Szal, metropolita przemyski i abp Eugeniusz Popowicz, metropolita przemysko-warszawski Kościoła greckokatolickiego. Ogółem zmarłego kapłana pożegnało ok. 250 księży.
