Ef 4, 1-6 <- KLIKNIJ
„Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani”. Od tego wersetu list przechodzi z indykatywu do imperatywu. Po trzech rozdziałach o tym, co Bóg uczynił, trzy rozdziały o tym, jak żyć. Kolejność jest teologią. Etyka chrześcijańska jest konsekwencją łaski. Najpierw dar, potem zadanie. Perykopę tę czytaliśmy w święto św. Mateusza (zob. glossę na 21 IX). Dziś, w ciągłej lekturze, słychać ją w pełnym kontekście listu o jedności.
Cnoty jedności są wyliczone w porządku, który sam jest pedagogiką: „z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości”. Pokora otwiera listę, bo pycha otwiera każdy rozłam. „Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój”. Czasownik spoudazontes mówi o gorliwym staraniu, bo jedność nie utrzymuje się siłą bezwładu. Zachować można tylko to, co się otrzymało. Jedność jest Ducha, a my jesteśmy jej stróżami.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Siedmiokrotne „jedno” brzmi jak credo: „jedno jest Ciało i jeden Duch... jedna nadzieja... jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich”. Ta litania stała się w dziejach jednym z filarów teologii ekumenicznej. Unus Dominus, una fides, unum baptisma cytuje sobór, gdy uczy, że ochrzczeni pozostają w rzeczywistej, choć niepełnej komunii (por. Unitatis redintegratio 3; kan. 204-205 rozróżnia pełną komunię katolików i więź wszystkich ochrzczonych). Jedność jest darem już danym w chrzcie, który podziały zdradzają, a ekumenizm próbuje na powrót uczcić. Więzień w Panu pisze o więzi pokoju. Ktoś w kajdanach najlepiej wie, które więzy zniewalają, a które zbawiają.
Łk 12, 54-59 <- KLIKNIJ
Jezus zwraca się do tłumów z wyrzutem meteorologa: „gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcz idzie. I tak się dzieje. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: Będzie upał. I jest”. Chmura znad Morza Śródziemnego niesie deszcz, wiatr znad pustyni żar. Palestyńczycy czytali niebo bezbłędnie, bo od tego zależały zbiory. „Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże chwili obecnej nie rozpoznajecie?” Kairos to chwila obecna, czas nawiedzenia. Pośród nich działa Mesjasz, znaki są liczniejsze niż chmury, a prognostycy Bożych spraw milczą. Ślepota płynie tu z niechęci do wniosków. Stąd „obłudnicy”.
„I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” To zdanie ważne dla każdej teologii sumienia. Jezus odwołuje się do zdolności samodzielnego osądu, „sami z siebie”. Człowiek ma w sobie organ rozpoznawania słuszności i jest za jego używanie odpowiedzialny.
Ostatni obraz jest wzięty wprost z sali sądowej: „gdy idziesz do sprawującego władzę ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie zaciągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni pieniążek”. To realia egzekucji długów. Droga do urzędu, sędzia, komornik, więzienie za dług do ostatniego leptona, najdrobniejszej monety. Sens jest eschatologiczny. Jesteśmy „w drodze” z naszą sprawą, czas na ugodę jest teraz, przed trybunałem będzie za późno. Ojcowie czytali tę scenę jako wezwanie do pojednania z Bogiem i bratem, póki trwa droga życia. Kanonista dosłyszy tu jeszcze pochwałę ugody. Prawo Kościoła do dziś każe sędziemu na początku sporu zachęcać strony do zgody i przewiduje drogi pojednania (kan. 1446; 1713-1716), bo proces wygrany bywa przegraną miłości. Dojść do zgody w drodze. Krótsza definicja Ewangelii o bliźnim nie istnieje.
