Ef 2, 19-22 <- KLIKNIJ
Liturgia daje na święto apostołów finał drugiego rozdziału Efezjan, który czytaliśmy przed tygodniem w ciągłej lekturze (zob. glossę na 20 X). Dziś te same zdania brzmią jak dedykacja na fundamencie: „nie jesteście już obcymi i przybyszami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga - zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie głowicą węgła jest sam Chrystus Jezus”. Kościół ma fundament osobowy, świadków z imionami, wśród których stoją i dzisiejsi patronowie, dziesiąty i jedenasty na listach.
O Szymonie wiemy z list apostolskich jedno słowo, Kananejczyk, po Łukaszowemu Gorliwy, Zelota. Przydomek wskazuje na żarliwość o Prawo, być może na sympatie ruchu, który gorliwość mierzył gotowością walki. O Judzie, „Judzie Jakubowym”, zwanym u Mateusza i Marka Tadeuszem, Ewangelia Janowa przechowała jedno pytanie z Wieczernika: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” (J 14,22). Zelota i człowiek pytający o jawność objawienia to dwaj z fundamentu, o których wiemy tak mało, że ich święto jest niemal świętem apostolskiej anonimowości. Fundament nie musi być widoczny. Musi nieść.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
„W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, aby i wy wraz z innymi stanowili mieszkanie Boga przez Ducha”. Budowla, która rośnie, to architektura organiczna, możliwa tylko tam, gdzie kamienie są żywe. Tradycja związała Szymona i Judę wspólną misją i wspólnym męczeństwem w Persji. Kościół czci ich razem, jak razem stoją w fundamencie. Pobożność ludowa uczyniła zaś z Judy Tadeusza patrona spraw beznadziejnych, być może przez samo sąsiedztwo imienia ze zdrajcą, przez które wieki go omijały. Ostatni wzywany z apostołów stał się orędownikiem ostatnich szans. Jest coś ewangelicznego w tej karierze zapomnianego. Kamień, którym wzgardzili proszący, stał się węgielnym dla zrozpaczonych.
Łk 6, 12-19 <- KLIKNIJ
„W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc trwał na modlitwie do Boga”. Łukasz jako jedyny odnotowuje noc modlitwy przed wyborem Dwunastu. Największa decyzja personalna w dziejach zapada po nocnym czuwaniu. Kościół zapamiętał tę kolejność. Wybór poprzedza modlitwa. „Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami”. Z szerszego grona uczniów, mathētai, zostaje wybranych dwunastu wysłanników, apostoloi. Liczba jest programem, dwanaście pokoleń nowego Izraela. Eklegein, wybrać, to czasownik suwerennej łaski. Nie oni wybrali Jego.
Lista imion, z Szymonem zwanym Gorliwym i Judą Jakubowym na przedostatnich miejscach, kończy się cieniem: „i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą”. Ewangelista nie retuszuje. Fundament Kościoła zawiera od początku pamięć o możliwej zdradzie, i ta pamięć jest zdrowa, bo urząd nie ubezpiecza serca.
„Zszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie”. Wybrani na górze schodzą natychmiast w tłum: „wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jeruzalem oraz z nadmorskich okolic Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób”. Żydzi i pogańskie wybrzeże, słuchanie i uzdrowienie, cały przekrój przyszłej misji w jednym zdaniu. „A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich”. Apostolat rodzi się między górą a równiną, między nocą modlitwy a naporem tłumu. Dwunastu stoi przy Jezusie dokładnie w tym przepływie mocy. Takie jest do dziś miejsce ich następców i takie jest przesłanie święta dwóch cichych apostołów. Być przewodem. Nosić imię na fundamencie i nie zasłaniać sobą głowicy węgła.
