Flp 2, 5-11 <- KLIKNIJ
Lekcjonarz daje dziś sam hymn o kenozie, który towarzyszy nam w tym roku po raz trzeci (por. glosy na 14 IX i 27 IX). Ciągła lektura Filipian osadza go we właściwym miejscu, jako argument w sprawie zgody we wspólnocie. „To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie”. Touto phroneite, tak myślcie, taki miejcie zmysł. Hymn jest normą myślenia podaną wspólnocie, w której Ewodia i Syntycha nie mogą się pogodzić (por. Flp 4,2). „On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi”. Droga w dół ma u Pawła stopnie. Postać Boża, postać sługi, podobieństwo ludzi, posłuszeństwo, śmierć, śmierć krzyżowa. Każdy stopień jest wybrany, żaden wymuszony. Kenoza jest wolnością miłości. Czytany we wtorek zwykłego tygodnia, bez święta i bez purpury, hymn odzyskuje swój pierwotny kontekst. Jest przepisem na zwykłe dni wspólnoty, w której ktoś musi pierwszy ustąpić, pierwszy przeprosić, pierwszy umyć naczynia. „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię”. Dio kai, dlatego. Między uniżeniem a wywyższeniem jest związek przyczynowy. Taka jest logika Boga, potwierdzona przysięgą Izajasza, którą hymn cytuje. Przede Mną się zegnie wszelkie kolano (Iz 45,23). Zgięte kolana nieba, ziemi i podziemia oraz wyznanie każdego języka: Kyrios Iēsous Christos, Jezus Chrystus jest Panem. To najkrótsze credo Kościoła. Kto je wyznaje, przyjmuje i drogę, która do niego prowadzi. Nie ma niedzielnego „Panem” bez powszedniego „ogołocił samego siebie”.
Łk 14, 15-24 <- KLIKNIJ
Ktoś z biesiadników, poruszony nauką o zapraszaniu ubogich, wznosi pobożny toast: „szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym”. Jezus odpowiada przypowieścią, która z toastu czyni pytanie, czy przyjdziesz. „Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe”. Podwójne zaproszenie, jak u Mateusza (zob. glossę na 11 X). Łukaszowa wersja różni się jednak tonem. Mniej w niej królewskiego majestatu, więcej domowej urazy odrzuconej gościnności. Wymówki są trzy i wszystkie grzeczne. Kupiłem pole, muszę je obejrzeć. Kupiłem pięć par wołów, idę je wypróbować. Ożeniłem się, przyjść nie mogę. Żadna nie jest grzechem. Każda jest czymś dobrym, co stanęło na miejscu najlepszego. Łukasz portretuje tu mechanikę odmowy łaski w warunkach pokoju, przez zajętość. Kalendarz staje się formą apostazji. „Proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. To formuła niemal prawnicza, echō me parētēmenon. Ludzie składają Bogu usprawiedliwienia jak do akt. Gniew gospodarza nie odwołuje uczty, tylko rozszerza listę. „Wyjdź co prędzej na ulice i w zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych”. To dokładnie ta lista, którą Jezus przed chwilą podał jako listę gości godnych zapraszania (Łk 14,13). Gdy miejsca wciąż są, pada rozkaz drugi: „wyjdź na drogi i między opłotki i przynaglaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony”. Compelle intrare, przymuszaj do wejścia. Te dwa słowa Wulgaty mają ciemną historię, bo Augustyn w sporze z donatystami użył ich na uzasadnienie przymusu wobec heretyków, a po nim czyniły to wieki. Dziś Kościół czyta je tak, jak stoją w przypowieści, jako przynaglenie żebraków, którzy nie śmią uwierzyć w zaproszenie. Nikogo nie wolno zmuszać do przyjęcia wiary wbrew sumieniu (por. Dignitatis humanae 10; kan. 748 § 2). Przynaglać trzeba własną opieszałość. Uczta jest gotowa, a wymówki mamy kupione razem z polami i wołami.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
