Flp 2, 12-18 <- KLIKNIJ
„Zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem”. To zdanie, wyrwane z kontekstu, straszyło pokolenia, a w kontekście jest czułe. Paweł chwali posłuszeństwo Filipian i zaraz dodaje rację, która bojaźni odbiera lęk: „albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą”. Dwa zdania trzymane razem są całą teologią współpracy z łaską. Zabiegajcie, bo Bóg działa. Bóg działa, więc zabiegajcie. Kto rozdzieli te zdania, wpadnie albo w pelagiańską zadyszkę, albo w kwietystyczny fotel. Paweł trzyma oba naraz, bo łaska nie konkuruje z wolnością, lecz ją stwarza. „Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań, abyście się stali bez zarzutu i bez winy jako nienaganne dzieci Boże pośród narodu zepsutego i przewrotnego. Między nimi jawicie się jako źródła światła w świecie”. Szemranie, gongysmos, to słowo z pustyni Wyjścia, grzech Izraela w drodze. Wspólnota bez szemrania jest nowym Izraelem, który drogę przez pustynię świata odbywa inaczej. Phōstēres, źródła światła, luminarze, tak Septuaginta nazywa słońce i gwiazdy z Rdz 1. Kościół pośród „pokolenia przewrotnego” ma świecić jak ciała niebieskie, światłem odbitym. Wystarczy trzymać się orbity. Finał jest liturgiczny i osobisty zarazem: „a jeśli nawet krew moja ma być wylana przy ofiarniczej posłudze około waszej wiary, cieszę się i dzielę radość z wami wszystkimi”. Paweł widzi swoje możliwe męczeństwo jako libację, płyn wylewany na ofiarę. Ofiarą jest wiara Filipian, jego krew byłaby tylko dolewką. Trudno o pokorniejszy obraz własnej śmierci. Dzisiejszy patron, Karol Boromeusz, arcybiskup Mediolanu i wielki wykonawca reformy trydenckiej, twórca seminariów i wizytator niestrudzony, zostawił ten sam testament w innej scenerii. Podczas zarazy 1576 roku, gdy namiestnicy uciekli z miasta, on został, organizował pomoc, chodził boso w procesjach pokutnych z powrozem na szyi. Zbawienie „z bojaźnią i drżeniem” wygląda właśnie tak, jak drżenie o powierzonych.
Łk 14, 25-33 <- KLIKNIJ
„A szły z Nim wielkie tłumy. On odwrócił się i rzekł do nich...”. To odwrócenie jest gestem znaczącym. Jezus staje twarzą w twarz z tłumem i podnosi cenę. „Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. Semicka „nienawiść” jest językiem porównania. Miłować mniej, stawiać niżej (por. Mt 10,37: „kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie”). Złagodzenie idiomatyczne nie znosi jednak ostrza. Chrystus żąda pierwszeństwa bezwzględnego, przed najświętszymi więzami natury, przed własnym życiem. „Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”. Słuchacze widywali skazańców niosących patibulum na miejsce kaźni. Obraz był brutalnie czytelny. Iść za Jezusem znaczy iść jak skazany na śmierć własnego egoizmu, codziennie (Łk 9,23 doda: „co dnia”). Dwie przypowieści rachunkowe są w tym kontekście zaskakująco trzeźwe. Budowniczy wieży, który najpierw „usiądzie i oblicza wydatki”, czy ma na wykończenie, i król, który przed wojną „usiądzie i rozważy”, czy dziesięcioma tysiącami zdoła stawić czoło dwudziestu. Jezus, który przed chwilą żądał wszystkiego, każe teraz liczyć. Entuzjazm bez kalkulacji kończy się ruiną na pośmiewisko i wojną przegraną. Powołanie wymaga deliberatio, rozwagi. Kościół wpisze tę Ewangelię w swoje prawo o rozeznawaniu powołań, żądając czasu, próby i wolności decyzji, bo śluby składane w porywie bez obliczenia kosztów rodzą ruiny wież. Ostatnie zdanie spina rachunek z radykalizmem: „tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Policz wszystko i oddaj wszystko. Obie połowy są Ewangelią. Liczenie bez oddania jest tchórzostwem, oddanie bez liczenia brawurą. Uczeń to ktoś, kto policzył i poszedł.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
