Flp 3, 3-8a <- KLIKNIJ
Paweł ostrzega przed tymi, którzy chlubią się obrzezaniem, i odwraca terminologię: „my bowiem jesteśmy prawdziwie ludem obrzezanym, my, którzy sprawujemy kult w Duchu Bożym i chlubimy się w Chrystusie Jezusie, a nie pokładamy ufności w ciele”. Potem, żeby nikt nie pomyślał, że przemawia przez niego zawiść nieposiadającego, wykłada na stół własne papiery: „jeżeli ktoś inny mniema, że może pokładać ufność w ciele, to ja tym bardziej”. Curriculum jest bez zarzutu. Obrzezany ósmego dnia, z rodu Izraela, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków, co do Prawa faryzeusz, co do gorliwości prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości legalnej nienaganny. Wtedy następuje księgowanie, które jest jednym z najbardziej osobistych wyznań Pawła: „ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę”. Kerdē i zēmia, zysk i strata, to język bilansu kupieckiego. Wszystkie aktywa rodowodu i osiągnięć zostają przeksięgowane na stronę strat, „ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana”. Mojego. Jedyny raz w listach Paweł mówi o Chrystusie z zaimkiem tak intymnym. „Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa”. Greckie skybala, które tłumaczenia wstydliwie oddają jako „śmieci”, oznacza odpadki, mierzwę. Paweł nie dobiera słów, bo chce oddać przepaść między tym, co miał, a Tym, kogo znalazł. To przewartościowanie w świetle większego skarbu. Człowiek, który znalazł perłę, nie nienawidzi sprzedanego majątku. Po prostu przestał go potrzebować (por. Mt 13,46). Duchowość chrześcijańska zna tę arytmetykę pod różnymi imionami, od Augustynowego „niespokojne serce” po Ignacjańskie „magis”. Wszystko jest za mało, gdy stawką jest Wszystko.
Łk 15, 1-10 <- KLIKNIJ
„Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”. Zarzut, wypowiedziany z odrazą, jest najkrótszym streszczeniem Ewangelii. Kościół umieści go niemal dosłownie w liturgii: „oto Ten, który przyjmuje grzeszników”. W odpowiedzi na szemranie Jezus opowiada trzy przypowieści o zgubieniu i znalezieniu. Liturgia daje dziś dwie pierwsze, o owcy i o drachmie. „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie?” Pytanie retoryczne Jezusa jest ekonomicznie skandaliczne. Żaden rozsądny hodowca nie ryzykuje stada dla jednej sztuki. Właśnie o to chodzi. Logika pasterza z przypowieści jest logiką miłości, która nie umie księgować strat jednostkowych jako marginesu. „A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona”. Ten obraz stał się pierwszą ikoną chrześcijaństwa. Dobry Pasterz z owcą na ramionach zdobił katakumby, zanim ośmielono się malować Ukrzyżowanego. Druga przypowieść przenosi tę samą troskę do wnętrza ubogiego domu. Kobieta, dziesięć drachm, jedna zgubiona. Lampa, miotła, staranne szukanie „aż znajdzie”. Drachma to dniówka. Zguba dotkliwa, ale nie majątek. Skala jest celowo mała, żeby było widać, że chodzi o kompletność. Dziesięć ma być dziesięcioma. Obie przypowieści kończą się tak samo, zwołaniem przyjaciół i sąsiadów do wspólnej radości oraz zdaniem, które uchyla drzwi nieba: „taka radość powstaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca”. W niebie jest radość, i to radość obliczana od jednostki. Arytmetyka nieba liczy pojedynczo. Grzegorz Wielki dopowiadał w homilii, że dziewięćdziesiąt dziewięć na pustyni to chóry aniołów, a zgubiona setna to ludzkość, po którą Pasterz zszedł z gór. Wolno w tej alegorii zobaczyć rozmiar ramion, które niosą.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
