Flp 3, 17 - 4, 1 <- KLIKNIJ
„Bądźcie, bracia, wszyscy razem moimi naśladowcami i wpatrujcie się w tych, którzy tak postępują, jak tego wzór macie w nas”. Symmimētai, współnaśladowcy. Paweł proponuje siebie za wzór z realizmu pedagogiki. Wiara uczy się przez patrzenie (zob. glossę na 25 X). Zaraz jednak wskazuje kontrwzór, i czyni to ze łzami: „wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem”. Nie o prześladowcach mowa, lecz o chrześcijanach, których „losem - zagłada, ich bogiem - brzuch, a chwała - w tym, czego winni się wstydzić”. Wrogiem krzyża można być od środka, przez życie, które krzyżowi zaprzecza wygodą. „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie”. To politeuma, o którym mówiliśmy przy Flp 1,27 (zob. glossę na 20 IX), gmina obywatelska, przynależność państwowa. Filipianie, dumni obywatele rzymskiej kolonii, słyszą, że ich właściwa metryka jest gdzie indziej. Kolonia nieba na ziemi żyje prawami stolicy, której wypatruje. „Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała”. Sōtēr, Zbawca, to tytuł, którym świat tytułował cesarzy. Wyczekiwać Zbawcy z nieba znaczyło cicho zdetronizować zbawców z Rzymu. Obietnica dotyczy ciała. Metaschēmatisei, przekształci. Nie porzuci, nie wymieni, lecz przemieni na wzór ciała uwielbionego (zob. glossę na 19 IX o zmartwychwstaniu). Moc tej przemiany jest tą samą mocą, „którą może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować”. Finał jest czułością czystej wody „przeto, bracia umiłowani, za którymi tęsknię, radości i chwało moja, tak trwajcie mocno w Panu, umiłowani”. Stēkete, stójcie, trwajcie w pozycji żołnierza na posterunku. Obywatelstwo nieba jest służbą na placówce, z tęsknotą w tle i stopami na ziemi.
Łk 16, 1-8 <- KLIKNIJ
Przypowieść o nieuczciwym rządcy jest najtrudniejszą przypowieścią Łukasza i od wieków ćwiczy pokorę egzegetów. Rządca, oskarżony o trwonienie majątku, dostaje wypowiedzenie: „zdaj sprawę z twego zarządzania, bo już nie będziesz mógł zarządzać”. Apodos ton logon, oddaj rachunek, to formuła księgowa, którą znamy z innych przypowieści (zob. glossę na 13 IX). Monolog zwalnianego jest bezcennym studium człowieka bez złudzeń: „kopać nie mogę, żebrać się wstydzę”. Potem przychodzi decyzja, obniżyć dłużnikom pana zobowiązania, sto beczek oliwy na pięćdziesiąt, sto korców pszenicy na osiemdziesiąt, „aby przyjęto mnie do swoich domów, gdy będę odsunięty od zarządzania”. Zaskoczeniem jest werset ostatni: „pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił”. Pochwała nie dotyczy nieuczciwości, lecz roztropności, phronimōs. Rządca w obliczu nadchodzącego rozliczenia zainwestował wszystko w przyszłość, natychmiast i konsekwentnie. Egzegeci proponowali różne złagodzenia. Może rządca skreślał tylko własną, lichwiarską prowizję, ukrytą w zawyżonych kwitach, i wtedy jego gest byłby powrotem do uczciwości. To hipoteza elegancka i możliwa, ale przypowieść nie potrzebuje wybielenia bohatera, bo jej pointa leży gdzie indziej. „Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z podobnymi sobie ludźmi niż synowie światłości”. Oto ość, którą Jezus zostawia w gardle słuchaczy. Ludzie interesu traktują swoje doczesne sprawy poważniej, niż wierzący traktują wieczne. Tamci umieją czytać terminy, przewidywać rozliczenia, działać bez zwłoki. „Synowie światłości” odkładają nawrócenie, jakby audyt nie był wyznaczony. Przypowieść nie kanonizuje szulera, tylko zawstydza świętych jego energią. Gdyby o królestwo zabiegano z determinacją, z jaką zwalniany rządca zabiegał o przyszłość, wyglądałoby ono inaczej. Roztropność, pierwsza z cnót kardynalnych, auriga virtutum, woźnica cnót, jak mawiali scholastycy, bywa u dzieci światłości koniem najbardziej zaniedbanym. Jezus pokazuje jej karykaturę w akcji, żebyśmy poznali oryginał po tęsknocie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
