Mdr 6, 12-16 <- KLIKNIJ
Reklama
„Mądrość jest wspaniała i nie więdnie, ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, ci ją znajdą, którzy jej szukają”. Księga Mądrości personifikuje Sophię jako panią jaśniejącą, której szukanie jest romansem wzajemnym. Człowiek jej szuka, a ona „sama chodzi, szukając tych, co są jej godni, objawia się im łaskawie na ścieżkach i wychodzi naprzeciw wszystkim ich zamysłom”. To jest najczulszy rys biblijnej teologii poznania. Prawda jest spotkaniem dwóch pragnień. Zanim człowiek zaczął szukać, był już szukany. „Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich”. Obraz porannego czuwania przy drzwiach łączy tę perykopę z dzisiejszą Ewangelią o pannach czekających z lampami. Mądrość i oczekiwanie należą do siebie. „O niej rozmyślać - to szczyt roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie”. Bezsenność z powodu Mądrości to jedyna bezsenność, którą Pismo chwali. Liturgia kładzie ten tekst przed przypowieścią o dziesięciu pannach nieprzypadkowo. Oliwa, o którą tam pójdzie spór, jest w tradycji od dawna czytana jako mądrość właśnie, ta roztropność serca, której nie da się pożyczyć w ostatniej chwili. Mądrość biblijna jest sztuką życia zwróconego ku Bogu, phronēsis przenikniętą bojaźnią Pańską. Taką mądrość zdobywa się jak oliwę. Kropla po kropli, zawczasu, w porach, gdy nic się jeszcze nie pali. Kto odkłada jej nabywanie na moment nadejścia Oblubieńca, ten pomylił mądrość z towarem całodobowego sklepu.
1 Tes 4, 13-18 <- KLIKNIJ
„Nie chcemy, bracia, byście trwali w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei”. W Tesalonice pojawił się problem duszpasterski pierwszego pokolenia. Niektórzy z wierzących pomarli przed powrotem Pana. Czy stracili swój udział? Paweł odpowiada najstarszym w chrześcijańskiej literaturze tekstem o losie zmarłych, i zaczyna od rozróżnienia, które do dziś stoi nad chrześcijańskimi pogrzebami. Nie „nie smućcie się”, lecz „nie smućcie się jak ci, którzy nie mają nadziei”. Żałoba jest ludzka i święta. Rozpacz jest pogańska. Kościół nie zakazuje łez, zakazuje im ostatniego słowa. Fundament nadziei jest wyznaniem wiary: „jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim”. Los zmarłych jest przyczepiony do losu Jezusa. „Umarli w Jezusie” to nie eufemizm, to adres. Dalej Paweł maluje paruzję językiem apokaliptyki dworskiej. Rozkaz, głos archanioła, trąba Boża, Pan zstępujący z nieba, zmarli powstający pierwsi, żywi porwani „na obłoki naprzeciw Pana, w powietrze”. Apantēsis, wyjście naprzeciw. Tak miasto wychodziło za bramy witać przybywającego władcę, by wprowadzić go do siebie. Obraz jest liturgią spotkania, której szczegóły są sługami jednego zdania: „i w ten sposób na zawsze będziemy z Panem”. „Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami”. Parakaleite, pocieszajcie, zachęcajcie. Eschatologia Pawła kończy się poleceniem duszpasterskim. Te zdania zostały napisane do czytania przy trumnach i Kościół czyta je tam do dziś. Cała spekulacja o czasach i chwilach zostanie za tydzień ostudzona (1 Tes 5,1). To, co pewne, mieści się w pięciu słowach: na zawsze będziemy z Panem. Listopadowa liturgia, miesiąc pamięci o zmarłych, żyje z tego zdania jak z kroplówki.
Mt 25, 1-13 <- KLIKNIJ
„Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego”. To realia weselne Palestyny. Orszak panien czeka z lampami na przybycie oblubieńca po oblubienicę. Jego nadejście, często nocą i z opóźnieniem obyczajowo celebrowanym, otwiera pochód do domu wesela. „Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych”. Mōrai i phronimoi. Różnica nie leży w czuwaniu, bo „gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły”. Wszystkie śpią i Ewangelia snu nie potępia. Różnica leży w zapasie. Roztropne „wzięły oliwy w swoich naczyniach”, nierozsądne nie. O północy rozlega się krzyk: „Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Lampy nieroztropnych gasną, i pada prośba, która brzmi tak po ludzku: „użyczcie nam swej oliwy”. Odmowa roztropnych bywa czytana jako egoizm, i to jest błąd perspektywy: „obawiamy się, że i nam, i wam nie wystarczy”. Oliwa tej przypowieści jest nieprzekazywalna z natury. Są dobra, których pożyczyć się nie da, wiara, nawrócenie, przeżyte życie. Nikt nie wejdzie na cudzej lampie. Augustyn widział w oliwie miłość, Grzegorz uczynki, inni łaskę lub Ducha. Wspólny mianownik wykładni jest jeden. To, co pali się w człowieku, musi być jego własne. Finał jest jednym z najtwardszych zdań Ewangelii. Drzwi zamknięto, a na wołanie „Panie, panie, otwórz nam!” pada odpowiedź: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. To ta sama formuła, którą słyszeliśmy z Kazania na Górze wobec mówiących „Panie, Panie” bez czynów (zob. glossę na 27 IX). Drzwi królestwa nie są obrotowe. Istnieje „za późno”, a miłosierdzie Ewangelii polega na głośnym ostrzeganiu przed nim, póki trwa „jeszcze nie”. „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”. Czuwać nie znaczy nie spać. Znaczy spać z pełnym naczyniem. Mądrość z pierwszego czytania siedzi u drzwi tych, którzy wstali dla niej o świcie. Przypowieść dopowiada, że o północy szuka się już tylko tego, co zgromadził świt.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
