„Kiedy w odczuciu wielu osób wiara katolicka nie jest już wspólnym dziedzictwem społeczeństwa (…), bardzo trudno będzie jej poruszyć serca za pomocą samych tylko przemówień lub wezwań moralnych, a tym bardziej poprzez ogólne odwoływanie się do wartości chrześcijańskich. Odważne i integralne przypominanie o zasadach jest czymś istotnym i niezbędnym; jednak samo przedstawienie orędzia nie dociera do najgłębszych pokładów ludzkiego serca, nie dotyka ludzkiej wolności i nie zmienia życia. Tym, co przede wszystkim fascynuje, jest spotkanie z ludźmi wierzącymi, którzy poprzez swoją wiarę pociągają ku łasce Chrystusa, dając o Nim świadectwo”.
Kiedy Benedykt XVI wypowiadał te słowa 13 maja 2010 roku w Fatimie, „zmiana epoki”, do której wielokrotnie nawiązywali jego następcy — Franciszek i Leon XIV — trwała już od dłuższego czasu, choć nie była jeszcze tak wyraźnie widoczna.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Słowa papieża Ratzingera, szesnaście lat później, stanowią trafną syntezę tego, co oznacza dawanie świadectwa Ewangelii, zwłaszcza w środowiskach, do których orędzie to nigdy nie dotarło, albo w tych, w których przerwano przekazywanie wiary. Mogą zatem dobrze podsumowywać istotę nowego dokumentu Dykasterii Nauki Wiary zatytułowanego Venite ad me („Przyjdźcie do Mnie”). Dokument ten podejmuje refleksję nad tym, jak ewangelizować w epoce przemian, a jego celem jest dostarczenie materiału do refleksji duszpasterskiej, który pobudzi każdy Kościół lokalny — w jego konkretnych uwarunkowaniach — do poszukiwania nowych, możliwych dróg przekazywania wiary.
To, że na terenach od dawna ewangelizowanych głoszenie chrześcijańskiego orędzia traciło swoją siłę, nie jest zjawiskiem nowym. U podstaw Soboru Watykańskiego II, zrodzonego z intuicji Jana XXIII i doprowadzonego do końca przez Pawła VI, leżała właśnie potrzeba posługiwania się nowymi językami, aby ukazywać wiarę. Paweł VI w encyklice Ecclesiam suam wyjaśnił, że Kościół zbliża się do współczesnego świata, stając się „słowem, orędziem, dialogiem”, w przekonaniu, że Ewangelię należy głosić poprzez relację opartą na słuchaniu i spotkaniu.
Już w dziesięcioleciach poprzedzających Sobór — co dostrzegali najbardziej wnikliwi obserwatorzy — proces sekularyzacji był w toku. Wystarczy przywołać doświadczenie Giovanniego Battisty Montiniego, który w połowie lat pięćdziesiątych opuścił Rzym, gdzie gromadziły się tłumy wokół Piusa XII, aby udać się do szybko rozwijającego się Mediolanu. Tam znaczące grupy społeczne zaczynały przejawiać obojętny dystans wobec wiary i praktyk religijnych.
Cały okres posługi biskupiej Montiniego w Mediolanie, a następnie cały jego pontyfikat, przenika niepokój związany z tym pytaniem: jak głosić Ewangelię współczesnym kobietom i mężczyznom, którzy wydają się coraz bardziej oddalać od wiary?
Reklama
„Przyjdźcie do Mnie. Rozważania na temat przekazywania wiary w obliczu epokowych zmian” — taki tytuł nosi opublikowany dziś (22.10) dokument Dykasterii Nauki Wiary. Pytanie to staje się jeszcze bardziej naglące w obecnym momencie historycznym. Jak zauważa dokument Dykasterii, charakteryzuje go „suwerenność własnego ja”, stopniowy rozpad więzi międzyludzkich oraz pośrednictwo technologii cyfrowych, które ostatecznie niemal „genetycznie” zmienia nasze DNA jako istot ludzkich pozostających ze sobą w relacjach.
Pytanie o to, jak przekazywać dziś wiarę, stawiają sobie zarówno najbogatsze i najbardziej zsekularyzowane kraje, jak i państwa rozwijające się, w których liczba chrześcijan wzrosła, lecz które z pewnością również nie są odporne na przemiany w naszej epoce. Dlatego zwraca uwagę, że w dokumencie Dykasterii przywołano wypowiedzi i refleksje wielu konferencji episkopatów.
Odpowiedź, którą można wyraźnie odnaleźć także w nauczaniu ostatnich papieży, polega przede wszystkim na powrocie do kerygmatu, czyli do głoszenia tego, co stanowi istotę wiary. Chodzi o to, by uświadomić sobie — choć świadomość ta, niestety, wciąż nie jest wystarczająco powszechna — że odwoływanie się do wartości moralnych i zasad chrześcijańskich nigdy nie może zakładać, iż to, co najważniejsze i pierwotne, jest już oczywiste: chodzi mianowicie o spotkanie z Chrystusem.
Aby przekazywać dziś wiarę, nie wystarczy nauczać przede wszystkim zbioru treści doktrynalnych czy przekazywać informacji religijnych, jak mogło się zdarzać wiele dziesiątek lat temu, kiedy Ewangelią „oddychało się” na co dzień w rodzinie i w społeczeństwie.
Jednak w naszych czasach równie krótkowzroczne byłoby przekonanie, że przekazywanie wiary można powierzyć marketingowi i opracowywanym przy biurku strategiom duszpasterskim. Żyjemy zanurzeni w oceanie głośno wypowiadanych słów i często nieprawdziwych informacji, w świecie, w którym wszyscy mówią, a prawie nikt nie słucha.
Potrzebujemy świadków, którzy ukazują piękno życia chrześcijańskiego i powodują, że przyciąga nas łaska spotkań, które poruszają serce, ranią je i przybliżają nas do miłosiernego uścisku Boga, który jest miłością. Potrzebujemy żywych wspólnot. A żywe wspólnoty pociągają innych. Życie trzeba rozpoznawać, doceniać i otaczać opieką — nie da się go zaplanować ani nim zarządzać zza biurka. Potrzebujemy wspólnot, które wprowadzają w piękno doświadczenia wiary nie tylko dzieci, lecz także dorosłych. Dzięki temu będzie można głosić orędzie wszystkim ludziom, posługując się nowymi językami i w większym stopniu doceniając liturgię, pobożność ludową, sztukę i muzykę, a także ukazując Ewangelię jako orędzie bliskości i otwartości na drugiego człowieka. To orędzie, które staje się ciałem i przyciąga nas, docierając do nas dzięki świadectwu tych, którzy poprzedzili nas na przestrzeni dwóch tysięcy lat historii. Przypomina ono wszystkim kobietom i mężczyznom naszych czasów: „Jezus Chrystus cię kocha, oddał swoje życie, aby cię zbawić, a teraz żyje u twego boku każdego dnia, aby cię oświecać, umacniać i wyzwalać”.
