Kard. Simoni był więziony i torturowany za praktykowanie wiary. Ostatecznie karę śmierci zamieniono mu na przymusową pracę. Nadal potajemnie codziennie odprawiał Mszę św., podczas gdy partia komunistyczna usiłowała wykorzenić religię z całego regionu.
Choć wiele osób zdawało sobie sprawę z niebezpieczeństwa związanego z tym, nikt nie doniósł władzom komunistycznym. Jak powiedział, gdyby reżim odkrył, co robił, prawdopodobnie zostałby powieszony. Swoje ocalenie przypisuje wyłącznie łasce Bożej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Po rozwiązaniu Albańskiej Partii Pracy w 1991 r. został zwolniony z obowiązku pracy fizycznej pod nadzorem państwa. Niewiele mówi o torturach, których doświadczył. „Zabrali mnie także do wojska… Kazali mi maszerować przez 16 godzin… bez jedzenia i picia. Umierałem” - wspominał kard. Simoni. „Dzięki Bogu, On chciał mnie ocalić. To ręka Boga mnie tam chroniła”.
W 2014 r. papież Franciszek podczas wizyty w Albanii głęboko wzruszył się świadectwem tego kapłana, a w 2016 r. włączył go do Kolegium Kardynalskiego. Nazwał go „żyjącym męczennikiem”. Kard. Simoni odwiedza różne kraje, głosząc wszystkim Ewangelię i opowiadając o swoich doświadczeniach w komunistycznej Albanii. Jego planowana listopadowa wizyta w Stanach Zjednoczonych przypada 63 lata po zamachu na Kennedy’ego, dokonanym 22 listopada 1963 r. w Dallas.
Kardynał powiedział, że nie żywi urazy do tych, którzy prześladowali jego i innych katolików. W tym roku powrócił do więzienia, w którym go torturowano, i mógł tam publicznie odprawić Mszę św. „Mamy obowiązek modlić się za każdego nieprzyjaciela, aby Bóg okazał mu miłosierdzie i abyśmy mogli spotkać się ze wszystkimi w niebie, ponieważ Chrystus przelał swoją krew za nas wszystkich” - podkreślił sędziwy purpurat.
