W takich momentach wiara nie zawsze przynosi ukojenie. Czasem człowiek nie ma siły się modlić, czuje gniew, rozczarowanie, a nawet żal do Boga. Trudno pogodzić się z tym, co się wydarzyło, jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego musiało do tego dojść. Nie oznacza to jednak, że wiara znika. Przekonała się o tym pani Teresa z Rzeszowa, która kilka lat temu w tragicznym wypadku samochodowym straciła córkę i zaledwie dwuletniego wnuka. Z całej rodziny przeżyli jej zięć i wnuczka.
– Ogromna tragedia, ból niesamowity, trudny do opisania. Wiele wylanych łez, również do dziś. Pytania do Boga: dlaczego? – wspomina pani Teresa.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Za tymi słowami kryje się doświadczenie, którego nie da się zamknąć w kilku zdaniach. Śmierć najbliższych nie kończy się w dniu pogrzebu. Później przychodzą kolejne dni, święta, rodzinne spotkania i zwyczajne sytuacje, w których nagle uświadamia się sobie, kogo już nie ma. Czas płynie, ale tęsknota nie znika. Są wspomnienia, które wracają niespodziewanie i chwile, w których szczególnie mocno odczuwa się nieobecność ukochanych osób. Pani Teresa nie ukrywa, że przechodzenie przez żałobę było bardzo trudne. Ważnym oparciem okazała się dla niej wiara. Nie sprawiła, że ból ustąpił, ale pomogła przetrwać najcięższe chwile i powoli odnajdywać się w codziennym życiu.
Reklama
– Czas i modlitwa mimo wszystko pozwoliły mi starać się normalnie żyć. Częsta Eucharystia i modlitwa różańcowa trzymają mnie przy życiu – mówi.
W jej świadectwie nie ma łatwych odpowiedzi ani przekonywania, że wystarczy zaufać Bogu, by przestać cierpieć. Jest za to coś bardzo prawdziwego, codzienna próba życia mimo straty. Czasem oznacza ona udział we Mszy świętej, czasem odmówienie różańca, a czasem po prostu przeżycie kolejnego dnia. Wiara nie odbiera człowiekowi prawa do łez, pytań czy chwil zwątpienia. Nie wymaga też udawania, że wszystko jest w porządku.
Historia pani Teresy pokazuje również, że żałoba nie przebiega według jednego scenariusza. Nie ma określonego momentu, w którym człowiek powinien przestać płakać, wrócić do dawnych zajęć czy pogodzić się z tym, co się stało. Każdy przeżywa stratę inaczej. Dla jednych ważna jest rozmowa z bliskimi, dla innych obecność drugiego człowieka, pomoc psychologa lub wsparcie duszpasterza. Nie trzeba wybierać między troską o siebie a życiem duchowym. Jedno może pomagać drugiemu.
Czy wiara pozwala zrozumieć, dlaczego ktoś odszedł tak wcześnie? Nie zawsze. Być może niektórych pytań nie da się rozstrzygnąć w sposób, który przyniesie oczekiwaną ulgę. Chrześcijaństwo nie obiecuje, że człowiek uniknie cierpienia ani że w każdej tragedii od razu dostrzeże sens. Przypomina jednak, że śmierć nie musi oznaczać ostatecznego rozstania. Można nadal tęsknić, płakać i zastanawiać się, dlaczego właśnie tak potoczyło się życie. Można też przychodzić do kościoła z tym wszystkim, co trudne i niewypowiedziane. Pani Teresa znalazła w Eucharystii i różańcu oparcie, które pomaga jej iść dalej. Nie oznacza to, że zapomniała. Niektórych osób po prostu nie da się przestać kochać tylko dlatego, że odeszły.
