W przeddzień wyjazdu Leona XIV do Ameryki Łacińskiej spotkałem prof. Carriquiry, wraz z grupą watykanistów, z w restauracji niedaleko Watykanu. Była to okazja do długiej i szczerej rozmowy o różnorodnych aspektach tej kolejnej podróży apostolskiej Papieża, ale też do wspomnienia pontyfikatu Argentyńczyka, Papieża Franciszka.
Archiwum prywatne
Włodzmierz Rędzioch (po prawej) podczas rozmowy z prof. G. Carriquiry
- Jakie są nastroje w Ameryce Łacińskiej przed podróżą papieską?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
- Narody Ameryki Łacińskiej zawsze witały następców Piotra z otwartymi ramionami, z wielką miłością i wzruszeniem. Ale tym razem podróż ta ma w sobie coś szczególnego i jest pierwszą podróżą tego pontyfikatu do Ameryki Łacińskiej. Jednocześnie nasze narody są bardzo wrażliwe na fakt, że Papież odbywa tę podróż w trakcie rekonwalescencji. Muszę wyznać, że jestem jednym z nielicznych, którzy do niedawna mieli poważne wątpliwości, czy ta podróż w ogóle się odbędzie. Ale widać, że lekarze stwierdzili, że Papież jest zdrowy i silny fizycznie. A jednocześnie świadczy to o jego silnej determinacji i pragnieniu odbycia tej wizyty.
Leon XIV spotyka się z naszymi ludźmi i naszymi kościołami, będzie przemawiał do Urugwajczyków, do mieszkańców Argentyny, do mieszkańców Peru, ale będzie przemawiał także do wszystkich narodów Ameryki Łacińskiej, do Kościoła Bożego w Ameryce Łacińskiej.
Reklama
Po niezwykłych i zaskakujących podróżach apostolskich do Hiszpanii i Francji mamy teraz nadzieję, że niezwykłe będą też podróże do Urugwaju, Argentyny i Peru.
- Jaki będzie punk kulminacyjny podróży?
- Żartując można powiedzieć, że będzie nim wizyta w Cuzco na wysokości 3400 m n.p.m. Ale niewątpliwie kulminacyjną częścią podróży będzie obecność Papieża w Peru, bo Papież jest tam postrzegany jako Ojciec Święty, ale także jako brat adoptowany przez naród peruwiański. Papieża spędził w Peru wiele lat jako misjonarz i duszpasterz wśród ludzi prostych, biednych, ale głęboko wierzących zamieszkujących północne Peru. Nawet dziś 90% mieszkańców Chiclayo, gdzie pracował o. Prevost, deklaruje się jako katolicy. Peru wciąż jest bastionem tradycyjnego chrześcijaństwa. Statystyki mówią, że ponad 70% Peruwiańczyków deklaruje się jako katolicy (15 lat temu odsetek ten wynosił 80%). Dlatego wizyta Leona XIV będzie świętem narodowym i ludowym dla całego narodu. Spodziewamy się, że na końcową Mszę św. na lotnisku niedaleko Limy przybędzie z pewnością co najmniej 1,5 miliona ludzi.
- Argentyna nie mogła gościć Franciszka, ale będzie witać Leona XIV…
Reklama
- Jestem pewny, że w Argentynie powitają Leona XIV liczne rzeszę ludzi. A to uniemożliwi jakąkolwiek próbę politycznego wykorzystania obecność Papieża. Warto przypomnieć o tradycji pielgrzymowania z Buenos Aires do bazyliki w Luján - to jedną z najwspanialszych i najgłębiej zakorzenionych tradycji religijnych Argentyny. We wrześniu 1 200 000 ludzi odbywa tę coroczną pielgrzymkę pokonując 60 kilometrów pieszo. Oczywiście i w Argentynie zmniejszyła się liczba katolików - pamiętam, że latach 40. XX wieku ponad 94% Argentyńczyków deklarowało się jako katolicy, w 2007 r. było zaledwie 73%, a dziś jest 60% katolików. I ten spadek dał się odnotować również za pontyfikatu pierwszego papieża Argentyńczyka.
- Papieża spotka się z prezydentem Javierem Mileiem. Czy nie ma ryzyka, że Prezydent będzie jednak chciał wykorzystać politycznie to spotkanie?
- Z pewnością Milei martwi się, że nie będzie mógł kontrolować Papieża. A Leon XIV będzie działał z wielką swobodą. Nie zapomni mówić dobitnie o głównych problemach dotyczących sprawiedliwości społecznej w kraju. A samo mówienie o sprawiedliwości społecznej dla Mileia to są sprawy dla komunistów.
- Ale przypomnijmy, że Franciszek też budził kontrowersje w swojej ojczyźnie…
- To prawda. Całe sektory i prominentni przedstawiciele klasy średniej w Buenos Aires wykazywali silny opór, sprzeciw lub bardzo ostrą krytykę jego pontyfikatu. Niestety, niekiedy gesty i słowa Papieża, czasami improwizowane, prowadziły do nieporozumień i negatywnych reakcji. Papież jednak nie przejmował się gestami, które mogły wywołać negatywne reakcje w argentyńskim społeczeństwie.
- A teraz przybywa następca Franciszka. Jak jest on postrzegany w Argentynie?
- W Argentynie są tacy, którzy wciąż mają nadzieję, że pontyfikat Leona XIV „pogrzebie” pontyfikat Franciszka. Są też tacy, którzy uważają pontyfikat papieża Leona XIV za prostą, nieco drugorzędną kontynuację radykalnego, proroczego pontyfikatu Franciszka. Wszyscy oni się mylą.
Reklama
Od czasów Soboru Watykańskiego II każdy papież był inny od pozostałych. Tak jakby Opatrzność „zaplanowała” papieża we właściwym czasie, na konkretne okoliczności historyczne i różne momenty misji Kościoła.
- Jakże różny był stosunek Jana Pawła II do Ojczyzny od stosunku Franciszka do Argentyny…
- To prawda. Dla Polaków Jan Paweł II stał się zaraz symbolem ich jedności, ich historycznej tradycji, ich katolickiej tożsamości. I wszyscy ludzie skupili się wokół niego. Z Franciszkiem tak nie było i Argentyńczycy muszą zrobić sobie rachunek sumienia.
- Pozostaje też kwestia nieodbytej podróży Franciszka do Ojczyzny…
- To jest wielka zagadka. Wielokrotnie pytaliśmy o to Papieża, ale nie miało to sensu – milczał, żartował a czasami bardzo się irytował. Papież Leon XIV przybywa do Argentyny, aby wypełnić tę „lukę”, która pozostała. Można powiedzieć, że papież Leon XIV, w pewnym sensie, wypełnił również inną bardzo ważną „lukę” – podróż do Hiszpanii. Franciszek nie chciał podróżować do Francji, ani do Anglii, ani do Niemiec, ani do Austrii. Powiedziałbym, że nieco zaniedbał Europę.
- Dlaczego tak się stało?
- Papież Franciszek chciał odwiedzać peryferie, ale być może zapomniał, że regionem świata, który jest dla Kościoła najbardziej egzystencjalną peryferią, jest Europa. Natomiast podróże Leona XIV do Hiszpanii i Francji były imponujące.
Reklama
W czasach ogromnych wstrząsów geopolitycznych, wojen, burzliwej sytuacji międzynarodowej, być może ten Papież jest postacią o największym autorytecie. Wielu Francuzów i Hiszpanów, a także wielu mieszkańców Ameryki Łacińskiej - nawet ci, którzy nie uczestniczą bezpośrednio w życiu Kościoła - witają Papieża z myślą, że ten człowiek nam ważne rzeczy do powiedzenia.
Niektórzy, również ja, uważają, że Papież przybywa, by odbudować od korzeni pogrążony w kryzysie Zachód. Zarówno na poziomie europejskim, jak i na poziomie Zachodu południa, tzn. Ameryki Łacińskiej, a w końcu Stanów Zjednoczonych.
- Porozmawiajmy teraz o Twoim kraju, który jest to najbardziej zsekularyzowany kraj w całej Ameryce Łacińskiej.
- To prawda. W moim kraju 55% ludzi jest ochrzczonych, ale tylko 35% deklaruje się jako katolicy. Więc jest to rzeczywiście najbardziej zsekularyzowany kraj w całej Ameryce Łacińskiej. Ta sekularyzacja jest rezultatem dekad niezwykle agresywnego antyklerykalizmu, od końca XIX wieku do pierwszych dekad XX wieku. Imigranci z Włoch i Hiszpanii, w tym wielu Włochów z głęboko zakorzenionymi tradycjami garibaldiańskimi.
- Czyli masońskimi…
Reklama
- Tak. Ci ludzie zostali włączeni do rządu, które przeprowadził najbardziej antykatolickie „reformy”. Wyobraź sobie, że zmienili kalendarz, jak ci z rewolucji francuskiej, usuwając z niego święta kościelne. Jeszcze dziś w oficjalnym kalendarzu Urugwaju 8 grudnia to „święto plaży”, 25 grudnia to „Dzień Rodziny”, a 6 stycznia to „Dzień Dziecka”. Zdecydowana większość Urugwajczyków nadal nazywa Tydzień Wielkanocny „tygodniem turystyki”. Na początku XX wieku z ulic Urugwaju usunięto wszystkie imiona świętych, a z budynków publicznych, nawet z cmentarzy, usunięto wszystkie krucyfiksy. W 1904 roku uchwalono pierwszą ustawę o rozwodach, najbardziej liberalną na świecie. Urugwaj, to jeden z pierwszych krajów, które wprowadziły prawo o małżeństwach osób tej samej płci, o aborcji a teraz i eutanazji.
- To wszystko jest rezultatem ponad stuletnich rządów masońskich…
- Tak, ale dziś nie ma już tego agresywnego, antyklerykalizmu, który istniał przez wiele dekad. W moim kraju Kościół bez wątpienia cieszy się wolnością i działa bez większych przeszkód, a rząd i Kościół utrzymują regularne kontakty. Respektowany jest pluralizm przekonań ideologicznych i religijnych. Chociaż działają środowiska służące sekularyzmowi, lobby sekularyzmu, które przenika wszystkie partie polityczne, siły zbrojne i uniwersytety.
- Nazwijmy je po imieniu – lobby masońskie. Ale wróćmy do papieskiej podróży. Jakie są nastroje w Urugwaju przed wizytą Leona XIV?
- Kilka dni temu rozmawiałem przez telefon z kardynałem Daniele Sturla, który powiedział mi: „Guzmán, jestem całkowicie zaskoczony entuzjazmem i oczekiwaniami, jakie budzi wizyta papieża. Nigdy nie widziałem czegoś takiego w tym kraju. Miejsca publiczne i domy pełne plakatów witających papieża”.
Rok temu, gdy miała miejsce beatyfikacja pierwszego błogosławionego Urugwaju bpa Jacinto Vera w Kościele nastąpiła ogromna mobilizacja i udało się zgromadzić na słynnym Stadionie Stulecia 20 000 osób. Teraz udostępniliśmy bilety na Stadion Stulecia i po dwóch dniach wydano 60 000 biletów. To rekord kraju.
Reklama
Chciałbym podkreślić, że sekularyzacja Urugwaju oddaliła szerokie kręgi społeczeństwa od tradycji chrześcijańskiej. W rezultacie niejako „przyćmiono” niepokój religijny, pytania o sens życia, a na poziomie społecznym panuje nihilizm praktyczny.
W Urugwaju panuje skostniały sekularyzm, który nie wnosi niczego do edukacji i formacji nowych pokoleń. Ludziom brakuje nadziei, wielkich ideałów. Wierzę, że ten Papież ponownie poruszy serca, by ludzie zaczęli się pytać o sens życia, o wiarę.
- Oby tak się stało. Tego życzę Twojemu krajowi.
