Reklama

Z Kazachstanu do Wińska

Podróż spóźniona o 80 lat

2017-02-22 14:16

Lilianna Sicińska
Edycja wrocławska 9/2017, str. 6-7

Paweł Siciński
Wielopokoleniowa rodzina Bujalskich

Modlili się o ten powrót od trzech pokoleń, czekali 80 lat. Ich dziadkowie zesłani do Kazachstanu w 1936 r., jak wielu Polaków, w bydlęcych wagonach, nie mieli czasu na pakowanie. Nieraz na piecach zostawały garnki z zupą. 1 lutego 13-osobowa rodzina Bujalskich przyjechała z Kazachstanu z 6 walizkami. W Wińsku, w ich nowych mieszkaniach na kuchenkach czekał na nich gorący barszcz

Siedzimy w ładnym, wyremontowanym mieszkaniu państwa Bujalskich w Wińsku przy ul. Piłsudskiego. Środki na remont dawnego ośrodka zdrowia i adaptację mieszkań gmina otrzymała z budżetu państwa, na mocy ustawy o repatriacji z 2000 r. Dzięki nim w niszczejącym pustostanie dostojnej kamienicy wyszykowano dwa piękne mieszkania, a w sąsiedniej miejscowości, Rudawie, w starej szkole – aż 9, w tym dwie kawalerki. Mieszkania w Wińsku doczekały się swoich mieszkańców. Zamiast uchodźców, których gmina miała przyjąć, przyjechali swoi, którzy z dumą i łzami w oczach mówią: Jesteśmy Polakami, z krwi i kości, nasi dziadkowie wierzyli, że kiedyś wrócimy, a nasi starzy i schorowani rodzice błogosławili nam na drogę.

Wymodlone budynki

Wyludniająca się gmina Wińsko dostawała w poprzednich latach propozycje przyjęcia uchodźców. Ciągłe ankiety, w których pytano – ilu przyjmiecie? Do dwóch problemów gminnych: wyludnienia i pustostanów, na których remonty brakowało finansów, miał dołączyć trzeci: przyjęcie i adaptacja uchodźców z odmiennych kulturowo krajów. Wójt gminy Wińsko Jolanta Krysowata-Zielnica mówi jednak z przekonaniem, że o te budynki ktoś się modlił. Dlaczego? Bo każdy pomysł, jaki przychodził do głowy władzom gminnym, okazywał się niemożliwy do zrealizowania. Gmina nie ma połączenia z krajową drogą S5, ani mostu, który udźwignąłby transport przez Odrę. To uniemożliwia transport ewentualnym inwestycjom w gminie. Coraz mniejszy przyrost naturalny, emigracja młodych za pracą, niszczejące pustostany. Do tego pytania: ilu uchodźców przyjmiecie? W gąszczu problemów pojawiło się rozwiązanie: sprowadźmy naszych, którzy pozostali na wschodzie, za Uralem, zesłani po prześladowaniach i nigdy nie mieli szansy osiedlić się w Polsce. I proszę, okazuje się, że miały stać i czekać, bo były wymodlone! O te mieszkania, które nie pasowały nikomu do niczego innego, modlili się tam, w dalekim Kazachstanie nasi rodacy.

15 głosów i 12 rodzin

Ostatniego dnia marca radni gminni głosowali jednogłośnie: 15 głosów za, nikt przeciw. Przyjmiemy 10 rodzin. Jesienią, kiedy okazało się, że adoptowanych na mieszkania lokali uda się zrobić więcej – poprawka: przyjmiemy jeszcze dwie rodziny. – Nie stawialiśmy żadnych warunków, wręcz przeciwnie, byliśmy gotowi przyjąć niechciane przez inne polskie gminy rodziny wielodzietne – mówi pani wójt. Dlatego odpowiedź otrzymali prawie natychmiast. Natychmiast też uruchomiono procedurę przekazania środków, przetargów na wykonanie remontów, adaptacji. – Remonty ruszyły w październiku, ale zdążyliśmy wszystko przygotować. Po kołdrę, po widelec – cieszy się pani wójt. 1 lutego na lotnisko do Warszawy pojechali busem Halinka i Walery Kozłowscy, którzy przyjechali do Krzelowa z Kazachstanu 15 lat temu. Z transparentem „Bujalscy” czekali na nowych mieszkańców Wińska.

Reklama

Slawa Bogu

– Modliliśmy się o ten powrót, my i nasi dziadkowie. Slawa Bogu – powtarza co kilka zdań Jurij, którego już nazywamy Jurek. A wszystko zaczęło się od największego skarbu państwa Bujalskich, jak o nich mówią sami rodzice – ich bardzo zdolnych i pracowitych dzieci. W Kazachstanie spotkały nauczycielkę języka polskiego, która pokazała w Internecie, jak można zapisać się na listę chętnych do repatriacji. – Nie mieliśmy nic do stracenia, za to mogliśmy wybrać lepszą przyszłość dla naszych dzieci – mówi ojciec rodziny. Jego żonę, Ludmiłę, namawiały do tego samego dwie koleżanki, które od ponad 8 lat mieszkają w Polsce, jedna w Kole, druga w Łodzi. Bujalscy zapisali się na listę „Rodak” w 2008 r. i czekali. W międzyczasie nauczycielka pomogła córce Elżbiecie w przyjeździe do Polski na stypendium – od czterech lat Elżbieta studiuje fizjoterapię w Łodzi. Później na stypendium dostał się syn Dawid – uczy się w Liceum w Warszawie i tam pracuje. Teraz – mimo że oddaleni o kilkaset kilometrów – cieszą się, że są w Polsce razem.

Kłosy pszenicy i zdrowe ręce

Dziadek Jurija w czasie wielkiego głodu na Ukrainie zbierał kłosy pszenicy w zbożu. Miał 5 dzieci, które trzeba było nakarmić… Zebrał kłosy do powłoczki po małej poduszce i niósł do domu. Za Stalina był to wystarczający powód, żeby go zastrzelić. Do Kazachstanu wywieziono babcię z 5 dzieci, z których ojciec Jurija miał 8 lat. Był najstarszy i musiał już ciężko pracować, żeby pomóc mamie utrzymać rodzinę. A w Kazachstanie przeżywali tylko najsilniejsi. Wywiezieni w step z innymi Polakami i Niemcami wysadzani byli w poszczególnych miejscach, bez nazwy, oznaczonych jako „Punkt numer...”. Zaczęli kopać ziemianki, żeby przetrwać pierwszą zimę. – Gdy byliśmy dziećmi, babcia i dziadek opowiadali nam o zesłaniu, o pierwszych latach w Kazachstanie – opowiada pani Halinka. – Siedzieliśmy cichutko i słuchaliśmy. Jurij mówi, że dziś nie boi się niczego. Spakowaną rodzinę w 6 walizek utrzyma z pracy, bo ma zdrowe ręce i głowę. Jest mechanikiem, lakiernikiem, elektrykiem, blacharzem. W Kazachstanie miał warsztat, w którym naprawiał uszkodzone auta po wypadkach. Jest „złotą rączką” – potrafi naprawić i zrobić wszystko. Pani Ludmiła nie pracowała zawodowo, ale wychowała dziewięcioro dzieci. Czwórka już się usamodzielniła, piątka wciąż tworzy rodzinę. Jeden z synów z wadami wzroku wymagał rehabilitacji, podobnie jak starsi rodzice pani Ludmiły. Tu jednak, w Polsce, ma nadzieję, że podejmie pracę, a na razie pomaga zamężnej córce, która ma dwoje małych dzieci. Zięć, Mikołaj, pilnie uczy się języka polskiego i nie może się doczekać, kiedy zacznie pracować. Przed podjęciem pracy wszystkich powstrzymują formalności i potwierdzanie dokumentów. Dzieci zapisane do szkół po feriach rozpoczną naukę w szkole podstawowej i gimnazjum. Niedowidzący syn dostanie nauczycielkę wspomagającą, którą pani wójt wysłała na studia podyplomowe w tym zakresie. Dzieci państwa Bujalskich są grzeczne, pracowite, zdolne. – Od kiedy tu weszły dzieci, ten dom zyskał nowe życie. Wpuściliśmy do Wińska nowe życie – uśmiecha się pani wójt.

Polacy z krwi i kości

Siedzimy w kuchni, przy stole, pijąc herbatę po kazachsku – z małych czarek, z mlekiem. Widoczna przez okno szopa byłaby idealna na warsztat. Jurij patrzy z rozmarzeniem. Brakuje mu tu jego narzędzi. Wszystko by zrobił, naprawił. Zagryzamy słodkie rodzynki. Gościnność u nowych gospodarzy jest tak naturalna, tak polska, choć mówią, że nauczyli się jej od Kazachów. W Polsce ludzie są różni – ich przyjazd sfilmowała telewizja regionalna, a kiedy był wyświetlany – pojawiły się nieprzychylne komentarze: po co przyjechali, nie ma pracy dla Polaków, po co nam Ruscy. Z takimi komentarzami spotyka się co jakiś czas pani Halinka. – Mówią pogardliwie o mnie „Rosjanka”, „Ruska”. A ja jestem Polką i jestem dumna z tego, że moi rodzice, dziadkowie przeżyli Kazachstan. Dziś mogę głośno mówić o tym, o czym moi dziadkowie mówili szeptem. Mogę się modlić publicznie, w kościele, podczas gdy moja babcia zamykała drzwi i okna, jak klękaliśmy do modlitwy. To my i nasi przodkowie cierpieliśmy z daleka od ojczyzny. To nasi dziadkowie przeżyli wojnę, bo byli silni, wytrwali. Słabi nie przeżywali. Ich trupy wyściełały ziemię Kazachstanu.

Wójt Jolanta Krysowata-Zielnica mówi twardo: – To nasi rodacy. Zostawiliśmy ich na 80 lat na zesłaniu! Jeśli ktoś ma coś przeciwko – proszę, niech jedzie na step, zostanie tam przez trzy pokolenia, a później zgłasza pretensje.

Pociąg spóźniony o 80 lat

Wkrótce kolejni Polacy z Kazachstanu przyjadą do Rudawy. Kolejne nowe życie zostanie zaszczepione w ruderach, które niedawno straszyły pustkami. A rodzina Bujalskich będzie witać i wprowadzać kolejnych Polaków, których, jak mówi pani wójt, pociąg spóźnił się o 80 lat.

Tagi:
repatrianci

Reklama

Ks. Leszek Kryża TChr dla KAI: pomoc repatriantom, to obecnie ważne zadanie dla polskich parafii

2019-09-05 09:47

azr (KAI) / Krynica-Zdrój

Włączenie repatriantów w życie wspólnot parafialnych w Polsce, to dziś ważne zadanie dla polskich proboszczów i duszpasterzy – mówi w rozmowie z KAI dyrektor Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie, ks. Leszek Kryża TChr, który bierze udział w Forum Polonijnym, odbywającym się przy okazji XXIX Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

episkopat.pl

KAI:Repatriacja Polaków przebywających na Wschodzie, to jeden z istotnych tematów tegorocznego Forum Polonijnego. Jaka jest Księdza rola w odbywającej się w Krynicy-Zdroju dyskusji?

Ks. Leszek Kryża TChr: Jestem tu po to, by opowiedzieć, w imieniu wszystkich organizacji katolickich, o pomocy, jaką Kościół w Polsce świadczy dla naszych rodaków i dla Kościoła za wschodnią granicą. Oczywiście, sam proces repatriacji odbywa się za pośrednictwem struktur państwowych. Po dopełnieniu formalności i przyjeździe o Polski te osoby trafiają na początku do jednego z dwóch ośrodków adaptacyjnych: w Pułtusku, lub w Środzie Wielkopolskiej. Przebywają tam od 90 do 120 dni. To czas na naukę lub szlifowanie języka, załatwienie wszystkich spraw formalnych, znalezienia pracy i miejsca osiedlenia.
I w całym tym procesie, począwszy od decyzji o powrocie do Polski, aż po osiedlenie się i codzienne funkcjonowanie w polskich gminach, Kościół może i powinien wspierać Polaków. Tym bardziej, że w przeszłości, gdy władze Polski mniej angażowały się w działania repatriacyjne, to właśnie dzięki wsparciu Kościoła wielu Polakom udało się powrócić i odnaleźć w ojczyźnie.

- Na czym polega dziś rola Kościoła w tym procesie?

- Na początek to pośredniczenie w przekazywaniu informacji. To właśnie w strukturach kościelnych na Wschodzie wiele osób dowiaduje się po raz pierwszy, że taki proces jest. Często parafie udostępniają swoje pomieszczenia na spotkania konsultacyjne z mieszkańcami. Tak dzieje się np. w Kazachstanie, gdzie ponad. 3 tys. osób oczekuje obecnie na powrót do Polski. W ośrodkach adaptacyjnych w Polsce Kościół świadczy pomoc duszpasterską, co jest kontynuacją tej opieki duszpasterskiej z której Polacy przez lata korzystali na Wschodzie – w tym przypadku w Kazachstanie.
Najważniejsze jest jednak by ci repatrianci, którzy osiedlają się w Polsce znaleźli swoje miejsce w lokalnym Kościele, by poczuli się tam zauważeni i przyjęci. Włączenie repatriantów w życie wspólnot parafialnych w Polsce, to dziś ważne zadanie dla polskich proboszczów i duszpasterzy. Wielu z przyjeżdżających jest przyzwyczajonych do Kościoła bardziej rodzinnego, gdzie każdy jest znany i zauważony. W naszej polskiej anonimowości czują się zagubieni.

- Kim są osoby powracające dziś z Syberii i Kazachstanu, terenów objętych repatriacją? Czy to tylko osoby, które znalazły się tam wskutek wojny i represji?

- Przyjeżdżają rodziny wielopokoleniowe. Dyrektor ośrodka adaptacyjnego w Pułtusku mówił wczoraj, że na 100 przebywających tam osób, ok. 30 proc. to dzieci, a większość dorosłych jest w tzw. wieku produkcyjnym. Jedna trzecia z nich posiada wykształcenie wyższe, a pozostali – techniczne. Zatem po okresie adaptacyjnym i douczeniu się języka, są gotowi podjąć konkretną pracę. Motywy powrotu są w zasadzie dwa: powrót do korzeni i motywacja ekonomiczna. Polska jawi się jako kraj o dużej otwartości i szerokich perspektywach rozwoju.

- Czy powrót repatriantów do Polski sprawia, że lokalne wspólnoty Kościoła na Wschodzie się wyludniają?

- Tak, zdecydowanie! Bardzo często wyjeżdża ta aktywna część wspólnot parafialnych. To rodzi nowe wyzwania przed tymi, którzy zostają, być może także jeszcze większe nastawienie się na ludność lokalną.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Małżeństwo szkołą miłości i miłosierdzia

2019-10-21 08:25

Anna Majowicz

20 października w parafii pw. św. Wawrzyńca w Wilkszynie, 25 małżeństw, w tym 6 z 50-letnim stażem, odnowiło ślubne przyrzeczenia!

Anna Majowicz
Ślubne przyrzeczenia odnowiło 25 małżeństw

Eucharystii przewodniczył o bp. Jacek Kiciński, który w homilii pięknie mówił o istocie małżeństwa:

Dziękując Panu Bogu za małżeństwo, dziękujemy przede wszystkim za dar wiary. Bo przecież gdyby nie wiara wiele małżeństw nie wytrwałoby w wierności. Zresztą podczas przysięgi małżeńskiej, gdy stajemy na ślubnym kobiercu, ślubujemy sobie na pierwszym miejscu miłość, potem wierność, uczciwość małżeńską oraz że nie opuścimy małżonka aż do śmierci. Na końcu prosimy: ,,tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy święci”. Zobaczcie, całe niebo jest zaangażowane w to, żeby małżonkowie wytrwali ze sobą. Dlatego dziękujemy Panu Bogu za dar wiary.

Chciałbym dzisiaj zwrócić waszą uwagę na modlitwę. Ona pomaga nam w realizacji naszego powołania. Modlitwa kształtuje nasze życie, nasz sposób patrzenia i myślenia. Często jest tak, że problemy w małżeństwie pojawiają się wtedy, gdy człowiek odchodzi od Boga. Bo jeśli odchodzi od Boga, to i od drugiego człowieka. Tak było w raju. Pierwsi rodzice sięgając po zakazany owoc, odwrócili się od Boga. Gdy trzeba było przyznać się do winy Adam powiedział: ,,to nie ja Panie”, a Ewa: ,,wąż mnie zwiódł”. Gdy człowiek odejdzie od Pana Boga, przestaje szukać winy w sobie, a widzi ją w drugim człowieku. Dlatego pierwszą przestrzenią naszego życia jest budowanie więzi z Bogiem, który posyła nas do drugiego człowieka. Małżeństwo jest szkołą miłości i miłosierdzia. Święta Faustyna Kowalska w jednym ze swoich objawień usłyszała od Pana Jezusa takie słowa: ,,są trzy sposoby czynienia miłosierdzia: czyn, słowo i modlitwa”. I tak samo jest w życiu małżeńskim. Czynienie miłosierdzia, postawa miłości, najpierw objawia się w czynie.

Co znaczy w małżeństwie konkretny czyn? Ojciec Święty Franciszek powiedział, że dzisiaj szczytem miłosierdzia Bożego wobec drugiego człowieka jest obecność. Poświęcenie swojego czasu. Zobaczmy, że my bardzo często jesteśmy zabiegani i brakuje nam czasu na rozmowę. Miłosierdzie Boże w czynie, to jest obecność w codzienności. Wtedy, gdy człowiek jest obecny, zaczyna dostrzegać potrzeby drugiego człowieka, małżonka, rodziny. Zaczyna więcej widzieć i więcej słyszeć. Dzisiaj moi drodzy miłosierdzie w czynie polega nie tylko na wzajemnej pomocy, ale wydobywaniu dobra z drugiego człowieka. Małżeństwo jest szkołą przemiany swojego życia i codziennego wydobywania dobra z serca drugiego człowieka.

Zobacz zdjęcia: Jubileusz małżeństw w Wilkszynie

Na drugim miejscu jest miłosierdzie Boże w słowie. Wiemy doskonale, że słowo może zbudować, ale słowem można także zniszczyć. Prawda, która nie jest ogrzana sercem może zabić. Dlatego, jak weźmiemy księgę Pisma Świętego do ręki, przeczytamy tam piękne słowa. ,,Na słowo Boże wszystko się stało, a co się stało było dobre”. Małżeństwo jest szkołą kontynuacji słowa Bożego. Pan Bóg dał nam dar mowy, żeby błogosławić, a nie przeklinać. Żeby dobrze życzyć, a nie złorzeczyć. Dlatego w małżeństwie bardzo ważne jest to, by czuć się odpowiedzialnym za wypowiadanie słów. Jeśli słowo jest wypowiedziane z miłością, służy dobru. Jeśli jest wypowiedziane ze złością, to nigdy nie buduje, ale rujnuje. Nawet najtrudniejsza prawda musi być ogrzana sercem. To jest właśnie wartość słowa.

I jeszcze miłosierdzie Boże w modlitwie. W ruchu oazowym, w Domowym Kościele jest taki piękny zwyczaj modlitwy małżeńskiej. Jest wiele małżeństw, które wspólnie klękają do modlitwy. I dziś chciałbym was wszystkich do tego zachęcić. Na czym ma polegać modlitwa małżeńska? Proponuję taki schemat: najpierw dziękczynienie, potem przeproszenie i na końcu prośba. Jakby to miało wyglądać w praktyce? Otóż modlitwę zaczynamy podziękowaniem. Mąż powie ,,Panie Jezu pragnę Ci podziękować za dzisiejszy dzień, ale w sposób szczególny dziękuję za moją żonę, za to dobro, które dokonało się dzisiaj za jej przyczyną. Dziękuję Ci, za jej obecność, uśmiech i dobroć”. Potem żona podziękuje za męża. A po dziękczynieniu, przepraszajmy: ,,Panie Jezu pragnę przeprosić moją żonę/męża za to, że byłem niedobry/a..”. Na końcu jest prośba: ,,Proszę Panie Jezu daj siłę mojej żonie, aby nadal była tak wspaniałą kobietą, jak jest dzisiaj/ Panie Jezu daj moc mojemu mężowi, aby wciąż był tak wspaniałym człowiekiem, jakim jest teraz”. To jest modlitwa małżeńska. Zobaczcie, ona może trwać kilka minut, ale to oczyszczenie naszego małżeństwa i umocnienie wiary. To jest właśnie miłosierdzie Boże w modlitwie. Modlę się, widzę dobro, przepraszam za to, co było złe i proszę, aby Pan Bóg umocnił nas na drodze powołania. Istotą małżeństwa, jest okazywanie sobie miłosierdzia Bożego w czynie, słowie i modlitwie. Jeśli będziemy mieli ręce wzniesione do Pana Boga, to Pan Bóg nigdy nie pozwoli, żebyśmy przegrali nasze małżeństwo, naszą rodzinę. Dlatego potrzeba nam nieustannie wracać do źródła, do sakramentu. A żeby do niego wrócić, trzeba popłynąć pod prąd, przeciwstawiać się presji społecznej. Wrócić do źródła, to wrócić do pierwszej miłości. Dlatego życzę Wam, aby wasze małżeństwa były szkołami miłości i miłosierdzia. Żeby miłość i miłosierdzie objawiały się w czynie, słowie i modlitwie. Niech dobry Bóg Was błogosławi, a Maryja Matka nasza otacza blaskiem swej opieki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Z głębi duszy. Kalendarzyk łaski”

2019-10-22 11:55

O. Mariusz Tabulski Jasnogórski Instytut Maryjny

Stefan kard. Wyszyński, najpierw „Z głębi duszy” wypowiedział w czasie więzienia w Stoczku Warmińskim, 8 grudnia, swoje oddanie w niewole miłości Matce Bożej. Potem, to co stało się w głębi Jego duszy, było mocą dla świadectwa i wielu zwycięstw w czasie posługi dla Kościoła i Ojczyzny. Mówił o tym często w czasie swej pasterskiej posługi – szczególnie podkreślał to na „Jasnej Górze Zwycięstwa”.

Wiadomość o zakończeniu procesu beatyfikacyjnego sługi Bożego Prymasa Wyszyńskiego, odczytujemy jako znak zwycięstwa Maryi, Królowej Polski! Czyż nie tego chciał przyszły święty...? Wszytko postawił na Maryję, aby Jej chwała mogła w pełni zakrólować w głębi duszy wszystkich dzieci Bożych oddanego Jej Narodu.

Zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu „Prymas Jasnogórski w drodze na ołtarze”, aby znaleźć w zapiskach Kardynała Wyszyńskiego z czasów więzienia (w latach 1953-1956), „klucz” do duchowych zwycięstw.

We wstępie do książki „Z głębi duszy”, kard. Kazimierz Nycz pisze: „Chcąc poznać głębię duszy Prymasa Tysiąclecia i jego duchową drogę, trzeba koniecznie zapoznać się z tą książką. Każdy w niej znajdzie coś dla siebie”. „Kalendarzyk łaski…” dotyka spraw bardzo osobistych, zresztą tytuł powstał z inspiracji samego Kardynała Wyszyńskiego. Stanowi dziennik emocji, a jego autor, nawet w odosobnieniu, na wszystko patrzył przez pryzmat łaski. Wybrane fragmenty znane są już niektórym czytelnikom z wydanych wiele lat temu „Zapisków więziennych”. Obecna publikacja stanowi ich nowy wybór i opracowanie w starannie wydanej książce.

W „Kalendarzyku łaski” Prymas Wyszyński zapisał m.in.: „Największa nieznana człowieka: serce. Tak wspaniałe, że Bóg o nie zabiega. Tak potężne, że może oprzeć się miłości Wszechmocnego. Tak mdłe, że chwyta je w sieci niejedna słabość. Tak szalone, że może zburzyć wszystko szczęście i wszelki ład. Tak wierne, że nie zdoła go zrazić nawet przewrotna niewierność. Tak naiwne, że idzie na lep każdej słodyczy. Tak pojemne, że pomieści w sobie wszystkie sprzeczności. I to – niemal – w każdym człowieku, i to – niemal w jednym drgnieniu oka… Ale człowiek stokroć wspanialszy, bo zdoła nim rządzić. A Bóg? On jeden zna drogi do najbardziej tajemniczego serca. I dlatego na krzyżu człowiek otworzył Serce Boga, aby poznać Jego „zamysły” – cogitationes”.

„[Ojcze], wymagasz, bym się oddał za Kościół święty, bym ofiarował swoje życie i pragnienie pracy za dochowanie wierności Tobie przez mój Naród. Oczekujesz, że będę się modlił o wszystko «straszne» dla siebie , aby wszystko «straszne ominęło Twój Kościół w Polsce i wierny Naród katolicki”. Komańcza, 9 marca 1956 r.

„Dzień Ślubów Narodu (…). Ufam, że Królowa Niebios i Polski dozna dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze. Jestem już w pełni spokojny. Spadł kamień z serca. Oby stał się chlebem dla Narodu”. Komańcza, 26 sierpnia 1956 r.

Zapraszamy na spotkanie z cyklu: „Prymas Jasnogórski w drodze na ołtarze”, pt. „Wszytko to Twoje zwycięstwo!”. W spotkaniu udział wezmą: Iwona Czarcińska – redaktor dzieł Prymasa Wyszyńskiego oraz ks. Andrzej Gałka – historyk, rektor kościoła pw. św. Marcina w Warszawie. Spotkanie odbędzie się 27 października 2019 r. o godz. 18.30 w Jasnogórskim Instytucie Maryjnym (wejście od ul. o. Kordeckiego, obok wejścia na jasnogórskie Hale).

Spotkanie poprzedzone będzie Mszą św. w intencji beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego w Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze o godz. 17.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem