Reklama

Wiadomości

Polska wojna secesyjna

O głębokich źródłach i skutkach narodowej traumy z dr Barbarą Fedyszak-Radziejowską rozmawia Wiesława Lewandowska

2017-06-28 09:33

Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 38-39

[ TEMATY ]

polityka

Grzegorz Boguszewski

Dr Barbara Fedyszak-Radziejowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Polacy chyba muszą, albo powinni, pilnie zadać sobie bardzo ważne pytanie: dlaczego w III RP nie udało się zbudować solidnej wspólnoty narodowej, dlaczego w narodzie, a przede wszystkim w jego elitach, zaczął narastać nadnaturalny spór-podział niemieszczący się w kryteriach sporu demokratycznego, bo przerodził się w zaślepioną, uniemożliwiającą rzeczową debatę społeczną kłótnię na wszystkich możliwych poziomach: od parlamentu po domy rodzinne. Skąd nam się to wzięło, Pani Doktor?

DR BARBARA FEDYSZAK-RADZIEJOWSKA: – To problem boleśnie prawdziwy, bardzo trudny i coraz trudniejszy, bo – moim zdaniem – nieprzemyślany i nieprzedyskutowany w debacie publicznej w stopniu wystarczającym. Niepokojące są trwałość tego podziału, jego konsekwencje i język, jakim obie strony mówią o sobie. Skąd to się wzięło i dlaczego...

– ...chętnie sobie tłumaczymy, że to całkiem normalne odreagowywanie zakneblowania w czasach komunizmu...

– Nie powinniśmy się tak pocieszać. W systemach demokratycznych, także tych, które powstawały po autorytarnych rządach, takie podziały społeczne, w których jedni aresztowali, a drudzy byli aresztowani, dość szybko były przezwyciężane. Mam wrażenie, że Francja po swojej wielkiej rewolucji czy Hiszpania po rządach gen. Franco dość sprawnie sobie z tym problemem poradziły.

– Dlaczego my sobie nie radzimy?

– Zastanówmy się raczej: Jak sobie poradzić? Posłużę się tu przykładem amerykańskiej wojny secesyjnej – tej niezwykle ciekawej społeczności, która przecież nie miała za sobą kilkuset lat wspólnej historii oraz w pełni ukształtowanej tożsamości narodowej – w której dwie strony politycznego sporu o niewolnictwo i kształt Stanów Zjednoczonych zabijały się wzajemnie. W końcu jedna strona wygrywa i w nieodległym czasie kształtuje się wspólnota Amerykanów, niebywale silna do dziś. Pomimo wciąż obecnych różnic między Republikanami a Demokratami, pomimo tego, że mieszkańcy Nowego Jorku potrafią lekceważąco mówić o mieszkańcach Teksasu i odwrotnie, tożsamość narodowa bardziej ich łączy, niż dzieli. Amerykanie potrafią się spotkać ponad politycznymi podziałami w imię dobra wspólnego amerykańskiej wspólnoty.

– Dzisiejsi Polacy tego nie pojmują...

– Dostrzegam 2 bardzo ważne różnice między społecznością amerykańską doby wojny secesyjnej, która przecież mogła nieodwołalnie podzielić tę dopiero budującą się amerykańską wspólnotę, a dzisiejszym stanem ducha społeczeństwa polskiego. Pierwszą – i proszę nie myśleć, że żartuję – jest to, że w Ameryce, ok. 40 lat po tej wojnie, pewna mądra kobieta napisała „Przeminęło z wiatrem” i ta książka stała się początkiem bardzo konsekwentnego działania elit społeczeństwa amerykańskiego na rzecz budowania wspólnoty. Potem było wiele podobnych książek i filmów. A my ponad 20 lat temu w polskiej telewizji z zachwytem oglądaliśmy amerykański serial „Północ-Południe”, który pokazywał wojnę secesyjną i ostre podziały społeczne, ale w taki sposób, żeby ukazać patriotyzm i racje ludzi uczciwych po obu stronach, a nie żeby jednych niszczyć, a drugich gloryfikować.

– Bezrefleksyjnie oglądamy amerykańskie filmy, a czas, by powstało zabliźniające nasze polskie rany „Przeminęło z wiatrem”...

– „Przeminęło z wiatrem” to przykład świadomego wychodzenia z traumy społecznej po bolesnym podziale. Wydaje się, że nic prostszego, byśmy podobnie zażegnali nasze podziały. Jest jednak druga różnica między skłóconą Polską a Ameryką sprzed 200 lat: Amerykanie na wschodzie i na zachodzie zawsze mieli ocean, a my – zawsze sąsiadów, nieobojętnych wobec tego, co się u nas dzieje. Zawsze, kiedy byliśmy słabsi, bo podzieleni – albo po to dzieleni, żebyśmy byli słabsi – powstawało realne niebezpieczeństwo np. utraty niepodległości czy wielkiej słabości naszego państwa. Mam wrażenie, że ciągle tkwimy w swoistej traumie społecznej po ciągu wydarzeń, z którymi tylko pozornie sobie poradziliśmy, bo nazywamy je już po imieniu. One jednak ciągle nas dzielą.

– Ale wciąż niewiele myślimy o sposobie i znaczeniu zażegnania sporów, bezwolnie godzimy się na tę naszą traumę?

– Powinniśmy ponownie przemyśleć źródła traumy, które decydują o trwałości tego podziału społecznego. Z traumy II wojny światowej udało nam się wyjść być może dlatego, że na temat tamtej wojny i okupacji oraz naszych traumatycznych relacji z Niemcami powstało wiele książek, powieści, wierszy oraz filmów, że tę historię sami sobie szczegółowo i do końca opowiedzieliśmy. Nasza druga opowieść – niestety, zbyt długo nieopowiadana i w całości do dziś nieopowiedziana – zaczyna się od Katynia, od walki żołnierzy Wyklętych z okupacją sowiecką po wojnie, by w końcu dojść do wydarzeń Grudnia’70 i stanu wojennego.

– Dlaczego tę drugą historię polskiej traumy tak trudno było – i jest – opowiedzieć?

– Dlatego, że samo jej opowiadanie stało się możliwe dopiero po 45 latach od zakończenia wojny, a przez ten czas podział utrwalił się nie tylko w poglądach Polaków, lecz także w strukturze społecznej. Polska jest wyjątkowym krajem w Europie, w którym tak długo trwała kontynuacja dramatycznego powojennego podziału na tych Polaków, którzy byli za niesuwerenną, niedemokratyczną władzą – i w istocie godzili się na okupację sowiecką – oraz tych, którzy próbowali zmienić bieg wydarzeń. Ten podział przełamała w 1980 r. wielomilionowa Solidarność, ale niecałe 2 lata później odnowił go stan wojenny, usprawiedliwiany przez WRON zagrożeniem zbrojną interwencją zdenerwowanego stanem polskich spraw wschodniego sąsiada. I pomimo że w 2012 r. sąd okręgowy uznał, iż „faktycznym motywem działania związku przestępczego mającego na celu nielegalne wprowadzenie stanu wojennego było zachowanie obowiązującego systemu ustrojowego”, 4 lata później aż 41 proc. Polaków uważało jego wprowadzenie za słuszną decyzję! (CBOS 168/2016).

– Dlaczego po formalnym wyzwoleniu się spod sowieckiej kurateli spory wewnętrzne w Polsce wcale się nie skończyły – przeciwnie: ich temperatura z roku na rok zdawała się narastać?

– Nasz dramat polega na tym, że obie strony tego sporu – nie zrównuję ich, oczywiście, i zdecydowanie opowiadam się po stronie tych, którzy dążyli do demokracji i suwerenności Polski – nie potrafią wyjść poza swoje utrwalone, często przejęte od pokolenia rodziców i dziadków, schematy oceny PRL i relacji z ZSRR. Nic więc dziwnego, że nie wszyscy potrafią się odnaleźć we wspólnocie, która jest i powinna być dla obu stron najważniejszą wartością. Pytanie zasadnicze brzmi: Czy chcemy być wspólnotą obywateli suwerennego państwa, czy też jest to dla nas sprawa drugorzędna wobec istniejącego podziału?

– Wygląda na to, że nie bardzo chcemy, może nie umiemy...

– I chcemy, i umiemy, tylko nie traktujemy tego wystarczająco poważnie. Potrafimy, bo w latach 90. ubiegłego wieku, gdy chodziło o fundamentalny wybór polskiej drogi – wstąpienie do NATO czy kontynuacja bliskich związków ze wschodnim sąsiadem – to mimo że m.in. na skutek tego sporu poległ rząd Jana Olszewskiego, wkrótce właśnie jego postkomunistyczni oponenci wprowadzali Polskę do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wszyscy ostatecznie zgodzili się na prozachodnią orientację Polski.

– Ten ważny wyjątek jednak jakby tylko potwierdzał regułę, że współdziałanie na rzecz dobra wspólnego nie bardzo nam się udaje. Czy to nie dziwne po doświadczeniu Solidarności?

– Tak, to prawda, Solidarność okazała się dla nas lekcją, z której do dziś nie potrafimy skorzystać. A sukces obalenia komunizmu – i oczywiste wzmocnienie naszego polskiego ducha przez pamiętne słowa w 1979 r., a potem przez całe nauczanie Jana Pawła II – nie został dobrze opowiedziany ani nam samym, ani światu. I co najdziwniejsze – do dzisiaj nie zdajemy sobie sprawy, że wykonanie tak niebotycznie trudnego zadania, jak obalenie komunizmu w Polsce i osłabienie Związku Sowieckiego, zawdzięczamy wspólnocie Solidarności. Wtedy przekroczyliśmy wiele – nawet tych uzasadnionych – obaw, że także w tej wspólnocie są ludzie niegodni zaufania, tajni współpracownicy, agentura wpływu, że będą jakieś manipulacje. Wówczas nadrzędne i oczywiste było samo istnienie ogromnej wspólnoty, oczywiste było poczucie zgodnego, wspólnego działania. Niestety, po niecałych 2 latach przyszło kolejne, niebywale traumatyczne doświadczenie stanu wojennego.

– Na tyle traumatyczne, że później Polacy nie garnęli się już do wspólnoty?

– Jak to w stanie traumy – przestali sobie ufać. Moim zdaniem, niedopowiedziana historia sukcesu Solidarności to przejaw skuteczności tej strony, która chciała utrzymać ster władzy nad Polakami „z użyciem” fasady, a nie praktyki demokracji. Wspólnota – o czym też zapomnieliśmy – pojawiła się także 4 czerwca 1989 r., symbolicznie wywracając Okrągły Stół i wybierając w pierwszej turze prawie wyłącznie tych, którzy realnemu, demokratycznemu wyborowi podlegali. Elity, na czele z Lechem Wałęsą, namawiały do głosowania na tzw. listę krajową. Ale wyborcy już w pierwszej turze, przy frekwencji 62 proc., w zdecydowanej większości opowiedzieli się za realną demokracją. Obóz PRL-owskiej władzy poniósł porażkę. Kandydaci wspierani przez solidarnościowe Komitety Obywatelskie zdobyli wszystkie mandaty poselskie przeznaczone (pula 35 proc. miejsc w Sejmie) dla bezpartyjnych, a także objęli 99 proc. miejsc w Senacie. Gdy w drugiej turze trzeba było dokooptować resztę posłów z obozu partyjno-rządowego, do wyborów poszło już tylko ok. 25 proc. Polaków! W 1989 r. byliśmy na tyle zgraną i świadomą swego celu wspólnotą, by w 100 proc. wykorzystać tę bardzo ograniczoną przez władze PRL możliwość. A zatem – bez wyraźnego wsparcia solidarnościowych elit, bez wyraźnych wskazówek naród „zachował się wtedy, jak trzeba”!

– Tymczasem niemal od zarania III RP słyszymy tylko jednostronną opowieść o tym, że naród jest ciemny, że coraz mniej zależy mu na dobru wspólnym, na własnym kraju etc.

– Proszę wybaczyć, ale zawsze, gdy słyszę słowa o „ciemnym narodzie”, to wiem, że chodzi o obniżenie naszego poczucia wartości. Obywatelami niepewnymi swoich racji, ludźmi w stanie traumy jest łatwiej manipulować. Może dlatego tak trudno tę traumę przełamać. Zbyt mało o sobie wiemy. W pierwszych latach III RP, mówię to z ogromną przykrością, niemal kompletnie zaniedbaliśmy przekaz tego wszystkiego, co kształtuje naszą wspólnotę i tożsamość. Jeśli w 2007 r. w sondażu TNS OBOP na pytanie, kto jest odpowiedzialny za zbrodnię katyńską, aż 38 proc. badanych odpowiedziało, że Niemcy, albo że do dzisiaj nie wiadomo, albo że trudno powiedzieć, a rok później, już po filmie Andrzeja Wajdy „Katyń”, podobnie odpowiedziało tylko nieznacznie mniej, bo 34 proc. respondentów – to trudno uznać to za normalność.

– Co to znaczy?

– Znaczy to, że wciąż nie opowiadamy sobie naszej historii tak, by odbudowywać wspólnotę wartości. Wspólna tożsamość wymaga pamięci o roli przemocy i zbrodni w powstaniu i podtrzymywaniu PRL. Mam wrażenie, że dopiero zaczynamy tę trudną drogę, nie zawsze zdając sobie sprawę, że spotkanie w świecie wspólnych wartości to jedyny sposób na wyjście ze stanu społecznej traumy. Może wciąż zbyt wielu zamiast budować wspólnotę wykorzystuje traumę, by ten historyczny podział przedłużać...

– A nieopowiedziane traumy wciąż się odnawiają...?

– Tak. Sondaż CBOS z 2017 r. zatytułowany: „Polskie podziemie antykomunistyczne w pamięci zbiorowej” pokazuje żywotność jednego z elementów tej traumy. Pytania dotyczą oceny Żołnierzy Niezłomnych i Wyklętych. Raczej pozytywny obraz „tych grup zbrojnych” ma 38 proc. Polaków, raczej negatywny – 30 proc., a mieszany, pozytywny i negatywny – 22 proc. O tym, że walczyli z komunizmem, wspomina 20 proc., że byli patriotami – 5 proc., że bronili ludzi – 4 proc. Dla 18 proc. są tymi, którzy rabowali i napadali, co 4. badany ma ich mieszany obraz, a co 10. – nie wie, jaką rolę odegrali w naszej historii. Jednak w pytaniu o to, czy respondent zgadza się z opinią, że ich działalność była wyrazem patriotyzmu, aż 73 proc. wybiera odpowiedź: zdecydowanie i raczej tak.

– Nadzieję budzi to, że właśnie na Żołnierzach Niezłomnych chcą się dziś wzorować całkiem spore grupy polskiej młodzieży!

– To przejaw zmiany, nowe pokolenia chcą wreszcie wyjść z propagandowych schematów PRL i leczyć traumę, budując wspólnotę na fundamentalnych wartościach: niepodległości, wolności, demokracji i suwerenności. Przywracanie pamięci o Żołnierzach Niezłomnych może być początkiem zaniechanej opowieści o tym, jak bardzo Polacy nie chcieli sowieckiego komunizmu. Może wreszcie uznamy, że pewnych rzeczy nie wolno zakłamywać, że po wojnie z Niemcami nie toczyła się walka Polaków z Polakami, lecz desperacka i bohaterska próba obrony Polski przed kolejną ingerencją zewnętrzną. Nie udała się, ale była.

Druga część rozmowy – w następnym numerze „Niedzieli”.

* * *

Dr Barbara Fedyszak-Radziejowska
Socjolog i etnograf, była przewodnicząca Kolegium IPN, od 2015 r. doradca Prezydenta RP

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sejm: Magdalena Biejat odwołana z przewodniczenia komisji polityki społ. i rodziny

2020-01-16 13:10

[ TEMATY ]

polityka

Robert Sobkowicz / Nasz Dziennik

Biejat Magdalena

Posłanka Lewicy Magdalena Biejat została w czwartek odwołana z funkcji przewodniczącej sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny. Na nową przewodniczącą wybrano Urszulę Rusecką (PiS). Głosowanie poprzedziła burzliwa debata i polemiki między parlamentarzystami PiS i Lewicy.

Magdalena Biejat została wybrana na przewodniczącą sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny 14 listopada, na pierwszym posiedzeniu. Zagłosowało za nią 25 posłów, w tym członkowie Prawa i Sprawiedliwości.

Po wyborze Biejat przekonywała, że dla wszystkich członków komisji "w centrum jest człowiek, od prawa do lewa". - Możemy w różny sposób definiować najważniejsze potrzeby i sposób ich rozwiązywania, ale jestem przekonana, że będziemy potrafili ze sobą konstruktywnie współpracować, a rozwiązania, które będą wychodziły z tej komisji będą jak najlepsze dla Polek i Polaków - dodała.

Wkrótce po głosowaniu posłanka PiS Anna Siarkowska poinformowała, że tylko trzy członkinie tego ugrupowania były przeciwne wyborowi Biejat, inni albo zagłosowali "za", albo byli na posiedzeniu nieobecni. Nie przeszkodziło to PiS w złożeniu w grudniu wniosku o odwołanie lewicowej przewodniczącej.

Według Jana Kanthaka (PiS), Biejat nie może sprawować funkcji przewodniczącej komisji polityki społecznej i rodziny, bo jest osobą, która "niszczy polskie rodziny, chce zabijać poczęte dzieci, która zagraża naszej przyszłości". Odwołania Magdaleny Biejat domagała się również Konfederacja.

Sprawozdawczyni wniosku o odwołanie, posłanka Teresa Wargocka (PiS) argumentowała, że Magdalena Biejat jest jedynym przewodniczącym spośród 29 przewodniczących sejmowych komisji bez doświadczenia parlamentarnego, jest bowiem posłanką pierwszą kadencję. Biejat wytknięto też "absolutny brak aktywności" w czterech tygodniach, które nastąpiły po jej wyborze.

Zdaniem posłów PiS, przewodniczenie tej komisji powinno natomiast przypaść bardziej doświadczonej osobie. Nie bez znaczenia miał być przy tym także fakt, że jest to jedna z najbardziej obciążonych pracami komisji w Sejmie.

Jednak powodem odwołania stały się jednak także poglądy Magdaleny Biejat, które w uzasadnieniu uznano za kontrowersyjne. - Poglądy polityczne, jakie pani poseł reprezentuje w licznych wywiadach, m.in. w sprawie modelu rodziny, nie są podzielane przez większość naszego społeczeństwa. Wypowiedzi te rezonują w opinii społecznej i wywołują niezadowolenie wielu obywateli, że głosi je przewodnicząca komisji, w której zapadają decyzje o polityce państwa wobec rodzin - mówiła Wargocka.

Poseł Wargocka złożyła następnie trzy wnioski; o odwołanie Biejat z funkcji przewodniczącej komisji, o powołanie na przewodniczącą poseł Urszuli Ruseckiej (PiS) oraz o powołanie Roberta Warwasa (PiS) na zwolnione przez Rusecką stanowisko wiceprzewodniczącego.

W obronie Magdaleny Biejat stanęli posłowie Lewicy i Koalicji Obywatelskiej.

Marzena Okła-Drewnowicz (KO) poinformowała, że wytykanie braku doświadczenia parlamentarnego jest hipokryzją, gdyż przewodniczącą komisji rodziny w poprzedniej kadencji była Bożena Borys-Szopa, także po raz pierwszy zasiadająca w parlamencie. - Wtedy to państwu nie przeszkadzało? - pytała posłów PiS.

Inni parlamentarzyści argumentowali, że partia rządząca nie ma monopolu na sprawy społeczne w parlamencie. Sprzeciwiali się też temu, aby sprawy światopoglądowe czy polityczne decydowały o tym, kto ma być przewodniczącym komisji.

Sławomir Piechota (KO), przewodniczący komisji rodziny przez dwie kadencje, ubolewał, że łamany jest parlamentarny obyczaj przyznawania parytetu przewodniczenia komisjom według liczebności klubów parlamentarnych. - To bardzo niebezpieczny precedens. Sami kiedyś możecie paść ofiarą łamania tego obyczaju - mówił.

Głos zabrał też Grzegorz Braun z Konfederacji, ale zamiast uzasadniać swoją przychylność wobec wniosku PiS, skupił się głównie na krytyce postępowania tej partii. - Jedzcie tę żabę, koleżanki i koledzy, skoro umówiliście się na taki parytet - mówił, odnosząc się do podziału stanowisk w komisji.

Debata nie zmieniła jednak decyzji PiS, które mając większość w komisji, przy wsparciu Konfederacji, odwołało Magdalenę Biejat z funkcji przewodniczącej. Głosowało za tym 19 członków komisji, 12 było przeciw, nikt się nie wstrzymał.

Za wyborem Urszuli Ruseckiej opowiedziało się 18 posłów, wstrzymał się Grzegorz Braun. Na wiceprzewodniczącego wybrano też Roberta Warwasa. Po odwołaniu Biejat kluby opozycyjne KO i Lewicy opuściły posiedzenie, nie biorąc tym samym udziału w głosowaniu.

Do sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny trafił w poprzedniej kadencji obywatelski projekt "Zatrzymaj aborcję", jednak prace nad nim nigdy się nie odbyły. Powołana w celu jego rozpatrzenia specjalna podkomisja nie zebrała się ani razu.

Projekt "Zatrzymaj aborcję" jest inicjatywą ustawodawczą zgłoszoną przez komitet inicjatywy ustawodawczej o tej samej nazwie. Został złożony w Sejmie 30 listopada 2017 przez działaczy pro-life z Fundacji Życie i Rodzina. Jego celem jest wykreślenie z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tzw. przesłanki eugenicznej, pozwalającej na aborcję dzieci, u których stwierdzono podejrzenie nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Pod projektem podpisało się 850 tys. Polaków.

CZYTAJ DALEJ

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Niedziela łowicka 6/2003

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Druga tura ferii zimowych

2020-01-17 13:20

[ TEMATY ]

ferie

zima

ferie zimowe

yanlev/fotolia.com

Od 20 stycznia ponad 302 tysiące uczniów (302.529) z województw: podlaskiego i warmińsko-mazurskiego rozpocznie dwutygodniowe ferie zimowe. Z 631 podlaskich szkół 134 360 dzieci i młodzieży będzie przez dwa kolejne tygodnie korzystać z ferii. Z Warmii i Mazur wolne od zajęć szkolnych będzie miało 168 169 uczniów z 845 szkół. Druga tura ferii zakończy się 2 lutego.

Na stronie wypoczynek.men.gov.pl znajduje się baza wypoczynku prowadzona przez MEN, w której znajdują się zgłoszone przez organizatorów wyjazdy zatwierdzone przez kuratorium oświaty. W bazie znajduje się obecnie 5 812 zgłoszeń, kolejne 1 380 czeka na zatwierdzenie.

Do tej pory organizatorzy zgłosili 5 565 krajowych wypoczynków oraz 247 zagranicznych. Według stanu na 16 stycznia br. z wypoczynku wyjazdowego organizowanego w kraju skorzysta 212 184 uczniów, a 94 219 będzie przebywać na półkoloniach w miejscu zamieszkania. Ponad 8 tys. dzieci i młodzieży (8 462) wyjedzie za granicę. Dane te codziennie zmieniają się, a liczba zgłoszeń jest z dnia na dzień większa.

Na tegoroczne ferie zimowe dzieci najchętniej wyjeżdżają na wypoczynek zagraniczny do Włoch (mamy w bazie 54 zgłoszenia), na Słowację – 45 zgłoszeń, do Austrii – 40, Czech – 38, Hiszpanii – 28, do Francji – 8 zgłoszeń.

W poniedziałek 20 stycznia rozpoczyna się z kolei drugi tydzień ferii dla uczniów z województw: lubelskiego, łódzkiego, podkarpackiego, pomorskiego i śląskiego. Ponad 1,6 mln uczniów (1 600 733) z 7,5 tys. szkół dla dzieci i młodzieży (7 543) jeszcze przez tydzień będzie korzystać z wypoczynku.

Do 23 lutego odbędą się jeszcze dwie tury ferii.

Od 27 stycznia do 9 lutego 2020 r. na zimowy wypoczynek wybiorą się uczniowie z województw: kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego, a także wielkopolskiego. Od 10 do 23 lutego 2020 r. na ferie wyjadą uczniowie z województw: dolnośląskiego, mazowieckiego, opolskiego, zachodniopomorskiego. W sumie, w tym roku szkolnym w całym kraju, wolne od zajęć szkolnych będzie miało prawie 4,6 mln uczniów (4 596 284) z 21 215 szkół dla dzieci i młodzieży.

Najważniejsze informacje dla rodziców

Ministerstwo Edukacji Narodowej jak przed każdymi feriami przypomina o specjalnym poradniku dotyczącym bezpiecznego wypoczynku, który jest dostępny na stronie MEN.

Jak co roku MEN poleca również strony internetowe poświęcone bezpiecznemu wypoczynkowi. Są to m.in.:

• SerwisBezpiecznyAutobus.gov.pl – wpisując numer rejestracyjny pojazdu, rodzice otrzymują bezpłatną informację, czy autokar, który zawiezie dziecko na wakacje, ma aktualne badania techniczne i polisę ubezpieczeniową.

• System powiadamiania ratunkowego. Serwis Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji System powiadamiania ratunkowego. To numer alarmowy, bezpłatny i dostępny na terenie całej Unii Europejskiej zarówno dla telefonów stacjonarnych, jak i komórkowych. Numer alarmowy 112 można wybrać w telefonie nieposiadającym karty SIM.

• Informacje dla podróżujących. Strona internetowa Ministerstwa Spraw Zagranicznych Informacje dla podrózujących. W serwisie znajdują się informacje dla podróżujących przygotowane przez polskie placówki dyplomatyczne we współpracy z MSZ. W profilach krajów można znaleźć informacje i ostrzeżenia dla podróżujących.

• Rejestracja wyjazdu za granicę przez bezpłatny serwis Odyseusz. Dzięki rejestracji służby konsularne będą wiedziały o pobycie osoby na terenie danego państwa i w razie konieczności będą mogły podjąć szybki kontakt czy zaoferować odpowiednią pomoc. Warto również, aby organizatorzy wypoczynku, kierownicy wycieczek, wychowawcy i opiekunowie dzieci i młodzieży mieli ze sobą adresy polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych wraz z telefonami kontaktowymi (dyżurnymi).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję