Reklama

Niedziela Częstochowska

Będą wspierać radami

Poprzez rady i sugestie mają wspierać księży proboszczów. W parafiach naszej archidiecezji, na polecenie abp. Wacława Depo, właśnie zostały wybrane nowe Parafialne Rady Duszpasterskie. Ich przedstawiciele spotkali się 29 października w archikatedrze Świętej Rodziny w Częstochowie na Mszy św. z racji jubileuszu 100-lecia parafii archikatedralnej

2017-11-15 11:25

Niedziela częstochowska 47/2017, str. 4

[ TEMATY ]

rada duszpasterska

Bożena Sztajner/Niedziela

Abp Wacław Depo wręcza przedstawicielom Parafialnych Rad Duszpasterskich albumy z okazji 100-lecia parafii katedralnej w Częstochowie

W Kościele, w jego misji apostolskiej i ewangelizacyjnej, bardzo ważną rolę odgrywają ludzie świeccy. Szczególnym miejscem ich zaangażowania jest parafia i działające w niej ruchy i stowarzyszenia katolickie. Parafia to wspólnota wspólnot, w której zaangażowanie wiernych świeckich jest konieczne. Oczywiście pasterzem parafii jest proboszcz. Zostaje on posłany przez biskupa do parafii, by tam głosić słowo Boże, udzielać sakramentów, katechizować, troszczyć się o ubogich i chorych. To proboszcz ponosi pełną odpowiedzialność za wspólnotę, która została mu powierzona. Jednak troska duszpasterska jest rozległa i jeden proboszcz, nawet przy współpracy wikariusza, nie jest w stanie sam sprostać wszystkim zadaniom. Tutaj właśnie swoją ważną rolę mają do spełnienia Parafialne Rady Duszpasterskie.

Czym jest Parafialna Rada Duszpasterska?

Parafialna Rada Duszpasterska stanowi, zgodnie z kan. 536 KPK, ciało doradcze, które pod kierownictwem proboszcza parafii – w ramach ustawodawstwa diecezjalnego – pomaga wyłącznie w działalności duszpasterskiej danej wspólnoty parafialnej. PRD jest miejscem czynnego i odpowiedzialnego zaangażowania wiernych świeckich w zbawcze posłannictwo Kościoła, a jej członkowie mają za zadanie wyrażać swoje roztropne opinie i sugestie, ukierunkowane na dobro duchowe całej wspólnoty parafialnej. Jak przypomina w rozmowie z „Niedzielą” ks. Adam Polak, sekretarz Wydziału Duszpasterskiego Kurii Metropolitalnej w Częstochowie, funkcjonowanie PRD w naszej archidiecezji określa „Statut Parafialnej Rady Duszpasterskiej w Archidiecezji Częstochowskiej”. Natomiast „Zasady wyborów Parafialnych Rad Duszpasterskich w Archidiecezji Częstochowskiej” wskazują m.in. na tryb i zasady wyboru członków PRD.

– Członkowie Parafialnych Rad Duszpasterskich wspierają księdza proboszcza w jego trosce duszpasterskiej. Ich roztropne sugestie i porady służą dobru całej wspólnoty parafialnej – mówi ks. Polak.

Reklama

Kto jest w PRD?

„Statut Parafialnej Rady Duszpasterskiej w Archidiecezji Częstochowskiej” wskazuje, że w skład PRD wchodzą trzy grupy członków: z urzędu, mianowani przez proboszcza parafii oraz wybrani przez parafian (w sumie maksymalnie 25 osób). Liczba członków PRD pochodzących z wyboru dokonanego przez wspólnotę wiernych nie może być mniejsza od liczby członków mianowanych przez proboszcza. Kandydatami na członków do Parafialnej Rady Duszpasterskiej są pełnoletni (tzn. liczący przynajmniej 18 lat) katolicy, którzy przyjęli sakrament bierzmowania, czynnie uczestniczą w życiu wspólnoty wiernych i są znani z zasad życia zgodnego z etyką katolicką.

Z urzędu do PRD należą: ksiądz proboszcz (administrator parafii), pełniący równocześnie funkcję przewodniczącego PRD, księża wikariusze, którzy pracują w danej parafii, delegat instytutów życia konsekrowanego, przedstawiciele osób świeckich zatrudnionych w pracy duszpasterskiej w parafii (reprezentant katechetów, organista, kościelny itp.).

W rozmowie z „Niedzielą” ks. Adam Polak przypomina również, że zgodnie z punktem 3.3 Statutu Parafialnej Rady Duszpasterskiej w Archidiecezji Częstochowskiej, po przeprowadzeniu konsultacji, proboszcz winien włączyć z mianowania do składu rady: przedstawicieli ruchów, wspólnot modlitewnych, nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii i przedstawicieli stowarzyszeń katolickich działających w danej parafii oraz przedstawiciela młodzieży.

– Dzisiaj bardzo dużo mówi się w Kościele o nowej ewangelizacji. Wydaje się, że zaangażowanie wiernych świeckich, szczególnie przedstawicieli ruchów i stowarzyszeń katolickich, właśnie w działalność Parafialnej Rady Duszpasterskiej, jest jednym z wymiarów także nowej ewangelizacji – podkreśla ks. Polak i dodaje, że już Jan Paweł II w liście apostolskim „Novo Millennio Ineunte” wskazał również na znaczenie Parafialnych Rad Duszpasterskich w budowaniu komunii: „Teologia i duchowość komunii pobudzają bowiem pasterzy i wiernych do uważnego słuchania siebie nawzajem” – napisał Jan Paweł II.

Do PRD należą również członkowie z wyboru parafian. Zależnie od wielkości parafii i stopnia zaangażowania wiernych, liczba członków PRD wybranych przez parafian wynosi od 6 do 12.

Kadencja PRD trwa 5 lat. Warto przypomnieć, że podstawę do jej powołania dają dokumenty Kościoła, w których m.in. czytamy, że jeśli jest taka wola biskupa diecezjalnego, w każdej parafii może zaistnieć ciało doradcze, które będzie służyło radą proboszczowi parafii. Doradzanie powinno obejmować kwestie, np. duszpasterskie, katechetyczne czy też ekonomiczne.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa odpowiada Franciszkowi

2015-02-19 11:25

Niedziela warszawska 8/2015, str. 4

[ TEMATY ]

spotkanie

rada duszpasterska

rada

Artur Stelmasiak

Upłynął już czas składania przez parafie i dekanaty synodalnych ankiet nt. rodziny. Zebrany materiał jest teraz opracowywany w warszawskich wydziałach duszpasterstwa rodzin

Ankiety, na które odpowiadano w parafiach archidiecezji warszawskiej i diecezji warszawsko-praskiej, dotyczyły dokumentu Relatio Synodi. Powstał on na zakończenie zeszłorocznego Synodu Nadzwyczajnego o Rodzinie. Ankieta porusza m.in. kwestie wyzwań i roli Kościoła wobec rodzin zagrożonych rozwodem. Są tam też pytania odnoszące się do problematyki duszpasterstwa osób żyjących w związkach niesakramentalnych, a także kłopoty tych środowisk, które całkowicie odrzucają tradycyjny model rodziny.

– Dokument z pytaniami został rozesłany do parafii oraz różnych środowisk katolików świeckich. W ten sposób wierni z Warszawy mogli zgłaszać swoje uwagi, opinie i sugestie, które ostatecznie zostaną przekazane do Stolicy Apostolskiej – tłumaczy ks. dr Dominik Koperski, dyrektor wydziału duszpasterstwa rodzin archidiecezji warszawskiej.

Zebrane w parafiach i dekanatach odpowiedzi trafiły już na biurka wydziałów duszpasterstwa rodzin obydwu stołecznych diecezji. Teraz trwa opracowywanie ankiety zbiorczej na poziomie diecezjalnym. Kolejnym etapem będzie przekazanie opracowań do Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski, skąd ogólnopolska synteza zostanie przesłana do Watykanu.

Rady radziły

Na wypełnianie ankiet w parafiach nie było zbyt wiele czasu. Niemniej proboszczowie byli na taką sytuację przygotowani. Podobnie świeccy, którzy w wielu przypadkach od dawna zajmują się problematyką rodzin, udzielając się np. w przyparafialnych poradniach.

– Najdłużej debatowaliśmy nad możliwością dopuszczania osób w związkach niesakramentalnych do Komunii św. – mówi ks. dr Dariusz Gas, proboszcz parafii Wniebowzięcia Pańskiego na Ursynowie i dodaje. – Zdecydowana większość przedstawicieli parafian okazała się konserwatystami.

Oprócz parafii pytania trafiły do wielu instytucji i wspólnot. – Odbyła się dyskusja m. in. na forum Rady Duszpasterskiej Archidiecezji Warszawskiej, ankietę wysłaliśmy także do Klubu Inteligencji Katolickiej oraz do specjalistów z Instytutu Studiów nad Rodziną UKSW. Zasięgnęliśmy więc opinii bardzo zróżnicowanych środowisk – mówi ks. Koperski.

Z kolei w diecezji warszawsko-praskiej, jak mówi jej rzecznik Mateusz Dzieduszycki, działano „dwutorowo” wysyłając ankiety do parafii oraz zwołując radę kapłańską. Ponadto w opracowywaniu ogólnodiecezjalnym prascy specjaliści sięgnęli także do raportów Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC.

– Dysponujemy szczegółowymi badaniami socjologicznymi sprzed kilku lat, które dokładnie opisują rzeczywistość rodzin w naszej diecezji – przypomina abp Henryk Hoser, ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej.

W jednej z największych warszawskich parafii na Ursynowie ankietę wypełniał specjalnie powołany sztab osób ze wspólnot, rodzin i parafialnej poradni. – Owocem naszej pracy jest powołanie nowego gremium. Zdecydowaliśmy, że w parafii będzie działał specjalna Rada ds. Rodziny – mówi ks. Dariusz Gas.

Modlitwa za Synod

Kiedy ankiety były jeszcze w parafiach, niektóre świeckie media starały się zrobić wokół nich sensację. W lewicowej prasie pojawił się nawet artykuł mówiący o tym, że przykład ankiet dowodzi, iż Kościół jest niedemokratyczny. Zarzut całkowicie chybiony, bo jak przypomina ks. Przemysław Śliwiński, nie wolno z ankiet robić mechanizmu demokratycznego, który miałby wymusić na Kościele zmianę nauki o rodzinie. – Ten dokument służy jedynie rozeznaniu sytuacji, a więc jego opracowanie musiało się dokonać w małych grupach i środowiskach – przypomina Rzecznik archidiecezji warszawskiej.

Warszawskie diecezje nie zamierzą też publikować wyników opracowań. – Zgodnie z zaleceniami Stolicy Apostolskiej, ankiety mają charakter tajny. Będziemy informować o nich jedynie w sposób ogólny – tłumaczy ks. Koperski.

Choć po obu stronach Wisły nad synodalnymi ankietami procedowano w różny sposób, to jednak przedstawicieli obu diecezji łączy podobny apel. Ordynariusze zachęcają wiernych do modlitwy w intencji październikowego Synodu. – Jeśli zabraknie naszej modlitwy, Synod może nie wydać owoców jakich oczekujemy, a spodziewamy się wiele: nowego światła i perspektywy dla duszpasterstwa rodzin – podkreśla abp Hoser.

CZYTAJ DALEJ

Medjugorie. Miejsce objawienia... Kościoła

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 19

[ TEMATY ]

Medjugorie

Archiwum autora

Kościół św. Jakuba w Medjugorie

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

Medjugorie komuś przeszkadza. Może nawet nie tyle samo objawienie, ile... jego odbiór. W końcu wiele jest objawień maryjnych, nawet oficjalnie uznanych, a jednak nie mają one tak masowego przełożenia na ludzkie losy. O niektórych z nich właściwie nic nie wiemy. Kto słyszał o Betanii (1976), Cuapie (1980), San Nicolas (1983)... Tymczasem orędzie z Medjugorie znają miliony i dostrzegają w nim zaproszenie do zmiany życia na „według Ewangelii”. Więcej – i to znowu szczególny fenomen – ludzie wracają do domów, a nawrócenie trwa...

Zasłuchanie w to orędzie jest masowe i zmienia (na stałe!) życie milionów osób (aż tylu!). Zauważmy, że po tylu już latach trwania objawień tę ziemię zdążyło opuścić więcej niż jedno pokolenie ludzi nawróconych przez Medjugorie. Ci ludzie nie trafili do piekła, do którego może szli... Czy dla Boga i dla Kościoła jest coś ważniejszego niż to?

Wincenty Łaszewski

GŁOS KOŚCIOŁA: „Medjugorie są to przede wszystkim ludzie, którzy tu przyjeżdżają, którzy się tu modlą, tutaj się przemieniają, stąd wyjeżdżają do swoich krajów i tam niosą ducha Ewangelii” – tłumaczy abp Henryk Hoser. Zdaniem papieskiego wysłannika, w sanktuarium Królowej Pokoju najważniejsi są właśnie ludzie – nie orędzie objawień. A jeśli mówimy o orędziu... słyszymy o orędziu Ewangelii! Piękne to, prawda?

GŁOS ANTY-KOŚCIOŁA: Trudno się dziwić, że komuś Medjugorie przeszkadza. Więc słyszymy, że „to jest od diabła!”, że to „manipulacja”, że „masoneria”, że „dla zysku i sławy”, że „wizjonerzy żyją w luksusach”, że „podróżują po świecie”...

Jeśli to nie wystarcza, by zasiać niepokój, przedstawia się nam inne oskarżenie: Medjugorie ma za zadanie odciągnąć ludzi od Fatimy – jedynego orędzia, które może ocalić świat. Dlatego te przesłania są takie cudowne, niezwykłe, wiarygodne... Mają przykuć ludzi do siebie, tym samym nie dopuścić do triumfu Niepokalanego Serca.

Można jeszcze próbować skompromitować same objawienia. Nie wypowiadamy się o ich prawdziwości, bo to rola kościelnych urzędów, ale abp Hoser potwierdza, że nie ma tu błędów doktrynalnych. Coraz głośniej mówi się też o tym, że do Medjugorie może zostać zastosowany precedens z Kibeho (objawienia w Afryce, uznane w 2001 r.; warto wspomnieć, że w ich zatwierdzeniu dużą rolę odegrał właśnie abp Henryk Hoser, będący wówczas misjonarzem w Rwandzie). Pojawiają się głosy, że taka decyzja może zapaść jeszcze w tym roku... Kościół ogłosiłby wiarygodnymi pierwsze objawienia, ograniczyłby liczbę wizjonerów do dwóch-trzech, bo – podobnie jak w Kibeho – potem treści się powtarzają, a inni wizjonerzy nie wnoszą do objawienia nic nowego.

Gdyby tak się stało, byłoby to kolejne potwierdzenie, że Medjugorie jako „teren objawień” spełniło swą misję.

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

PROROCZE MIEJSCE: W tej parafii jest prawdziwy, żywy, napełniony mocą Kościół. Nieważne, czy Msze odprawia święty czy najgorszy kapłan – zawsze jest ona doświadczeniem obecności i miłości Boga, który uzdrawia, nawraca, rodzi nowe życie. Nieważne, kto spowiada: sakrament zawsze ujawnia swą moc. Ludzie mówią o odbytych tam „spowiedziach życia”...

Medjugorie – miejsce modlitwy, liturgii, sakramentów, miejsce nawrócenia. Tak widzi je papieski wysłannik. Tego typu znak – mówiący, że odnowa Kościoła jest na wyciągnięcie ręki! – jest niezwykle potrzebny w czasach obecnego kryzysu. Gdyby prorocka misja Medjugorie rzeczywiście oznaczała bycie zaczynem odnowy Kościoła, a w naszych parafiach zaczęło się ujawniać to, co tam – moc sakramentów, wówczas Medjugorie okazałoby się jednym z najważniejszych miejsc na duchowej mapie świata.

Nie będziemy chyba długo czekać na weryfikację tej tezy.

Wincenty Łaszewski, mariolog, pisarz, tłumacz

CZYTAJ DALEJ

Szczera pamięć i brak odpowiedzialności - rozmowa z dr. Piotrem M.A. Cywińskim

2020-01-26 19:17

[ TEMATY ]

Auschwitz

Młody człowiek nie dojrzeje obywatelsko jeśli nie dokona „rytuału przejścia” przez Auschwitz - uważa dr Piotr M.A Cywiński. Dyrektorem Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz podkreśla w rozmowie z KAI, że pamięć świata o tym, co wydarzyło się w tym miejscu jest szczera, piękna i głęboka ale kompletnie oderwana od dojrzałego poczucia odpowiedzialności. Świadczy o tym na przykład bierność wobec współczesnych masakr, takich jak ludobójstwo na Rohindżach w Mjanmie.

Tomasz Królak (KAI): Co nam mówi Auschwitz dziś, po 75 latach od wyzwolenia obozu i w świecie takim, w jakim żyjemy?

Piotr M.A. Cywiński: - W moim przekonaniu są tu dwa bardzo istotne elementy. Po pierwsze na uroczystości rocznicowe przybędzie około 200 osób. Dziś mają po dziewięćdziesiąt parę lat, i pamiętają obóz widziany oczyma nastolatków. Przyjadą z całego świata. Mamy świadomość, że takiej liczby świadków już nie zgromadzimy, stąd wielka symbolika tego wydarzenia. Program obchodów zrobiony jest absolutnie „wokół” nich.
Politycy, królowie, prezydenci nie będą przemawiać, oczywiście poza słowami powitania ze strony gospodarza kraju czyli prezydenta Polski. Wszystkie pozostałe przemówienia będą wygłaszać ocaleni i to oni, a nie politycy będą siedzieli w pierwszych rzędach. To jest ich czas. To jest moment, kiedy my, wszyscy razem, mamy słuchać tego, co mają nam do powiedzenia. To bardzo ważna sprawa, bo – powiedzmy sobie szczerze – za 10-15 lat nie będzie tej sposobności. Natura jest nieubłagana i tak dużej grupy osób, które przeżyły Auschwitz nie uda się już zgromadzić.
Drugi bardzo ważny aspekt to ten, że świat przyspiesza w kierunku zupełnie nieznanym. Zniknęły jakiekolwiek wielkie analizy. Nikt nie jest w stanie pokusić się o analityczna prognozę tego, co będzie za 5 czy 10 lat. Jeszcze w latach 80. czy 90. było czymś normalnym opracowywanie analiz z perspektywą 20-30 lat, bo w Chinach coś wzrasta, w Afryce spada, rynek ropy będzie kształtował się tak a tak itp.

- Świat był – lub wydawał się być – bardziej przewidywalny.

- Tak, a w tej chwili nic nie da się przewidzieć, począwszy od tego, jak będą wyglądały nasze telefony komórkowe, nie mówiąc o wysokości emerytur jakie będą nam wypłacane za lat 15.
Ludzie czują stres, a w tym stresie wyraźnie widać wzrost tendencji do zamykania się w sobie, apatii, bierności, izolacji od szerszej rzeczywistości. W Europie widać to bardzo wyraźnie na przykładzie Brexitu, podziałów w Hiszpanii, we Włoszech, w Belgii i w szeregu innych miejsc. Dotyczy to zresztą nie tylko Europy. Obserwujemy także wzrost ksenofobii, rasizmu czy antysemityzmu, co bardzo wyraźnie dało o sobie znać w niektórych krajach Europy a także w Stanach Zjednoczonych. Dochodzi do tego kompletna nieumiejętność dostrzegania problemów, które maja miejsce w dzisiejszym świecie. Dwa lata temu wymordowano 50 czy 60 tysięcy Rohindża [chodzi o czystkę etniczną dokonaną przez buddystów na muzułmanach z grupy etnicznej Rohindża, zamieszkujących południowe regiony Mjanmy, dawniejszej Birmy - przyp. KAI], pół miliona uciekło do Bangladeszu i... nic się nie stało. ONZ, które powołano do tego celu, nie było w stanie nazwać rzeczy po imieniu. W najostrzejszym dokumencie, z jesieni sprzed dwóch lat, wyprodukowanym przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, najcięższe zdanie półtorastronicowego dokumentu stanowi, że Zgromadzenie jest poważnie zaniepokojone ostatnimi doniesieniami w raportach, które napływają z Mjanmy, a w których da się odczytać poważne naruszenia praw człowieka wobec Rohindża.
Wymordowanie 60 tysięcy ludzi stanowi "poważne naruszenie" ich praw... Nie padło słowo ludobójstwo, chociaż działania wobec tej grupy spełniały wszystkie jego kryteria.
Jesteśmy więc coraz bardziej bierni, apatyczni. Potrafimy się latami kłócić o to, kto miał więcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, podliczając ich co do jednostki, natomiast kto dzisiaj się zajmuje podobną pracą ratowania jednostek ludzkich? Mam wrażenie, że coraz mniej ludzi w ogóle o tym myśli.

- Namysł nad wydarzeniami o niepojętej kumulacji zła – jak Auschwitz właśnie – nic więc istocie nie daje?

- Nie wątpię, że pamięć o Auschwitz jest przeżywana autentycznie, szczerze i z prawdziwymi emocjami, podbudowanymi zresztą nauczaniem w szkołach. W programach nauczania wszystkich chyba państw europejskich obecny jest temat Zagłady.

- A jednak nie jesteśmy w stanie zapobiec kolejnym ludobójstwom.

- Albo pomóc tym, którzy płyną przez Morze Śródziemne. Wydaje mi się, że nasza pamięć jest szczera, piękna i głęboka ale kompletnie, oderwana od dojrzałego poczucia odpowiedzialności. Jest po prostu pamięcią dziecinną, emocjonalną.

- Trudno jednak pojąć, dlaczego po wydarzeniach XX wieku, możliwe są kolejne, zorganizowane prześladowania i masakry. Mógłby Pan odpowiedzieć: bo nie żyjemy w raju...

- No, nie. Spójrzmy na ewolucję: kiedy wybuchły rzezie w Rwandzie w 1994 roku, była cała masa głosów potępiających także nas, Europejczyków. Pytano powszechnie: dlaczego ONZ-owskie Błękitne Chełmy nie są w stanie tam nic zrobić.
Wobec sytuacji Rohindża – prawie cisza. Podejrzewam, że gdyby zebrać artykuły z 50 najważniejszych światowych gazet, to antologia tych teksów nie przekroczyłaby 100 może 150 stron.

- Dlaczego? Odzwierciedla to jakiś postępujący zanik zmysłu etycznego polityków i dyktatorów opinii?

- Myślę, że to obrazuje postępująca apatię, zamknięcie się w sobie. A dzieje się to pod wpływem stresu związanego z wielkimi zmianami. Bo zmienia się wszystko i są to zmiany nie tylko kulturowe ale cywilizacyjne. Począwszy od kultury komunikacji, rodziny, stosunku człowieka do wspólnoty, technologii, klimatu. Zmienia się dosłownie wszystko a ludzie czują nawet podskórnie tę niepewność i zaczynają zamykać się w sobie.
Weźmy sytuację Rohindżów, o których wspomniałem czy obecne położenie Ujgurów – milion osób przebywających w obozach tzw. reedukacji w Chinach. I co, nie reagujemy, bo Chiny są potężne i bogate?

- Więc może to nie apatia tylko lęk przed naruszeniem układów biznesowych?

- Według mnie, problem leży gdzie indziej, to znaczy właśnie w tym odcinaniu się od „nie swoich” problemów. I to narasta.
Sytuacja z Rohindżami była dla nas, w Muzeum Pamięci Auschwitz-Birkenau, kubłem zimnej wody. Byliśmy wtedy dumni, że przekroczyliśmy liczbę 2 mln odwiedzających rocznie. I tych dwóch milionów nie słyszeliśmy. To jednak nie jest problem antropologiczny czy filozoficzny, to jest nasz problem zawodowy. Powstaje pytanie: po co poświęcamy na to całe życie? To jest pytanie wielu moich kolegów i koleżanek, w tym przewodników. Przeżywają je bardzo boleśnie, osobiście. Zadawaliśmy sobie pytanie: co jest nie tak? Od tego czasu zastanawiamy się nad różnymi rozwiązaniami. Dyskutujemy zarówno w naszym gronie jak i w podobnych instytucjach pamięci za granicą. Sądzę, że do elementu pamięci żalu, pamięci smutku, pamięci zastanowienia się należy dołączyć element moralnego niepokoju, bo pamięć o przeszłości nie są kluczami do jej zrozumienia....
Dla mnie pewnym problemem jest to, że się zwiedza, zasmuca i nawet się szczerze zapłacze, potem w szoku przez kilka dni nie jest się w stanie opowiadać o tym, co się widziało, po czym obserwując różne rzeczy w telewizji albo się nic nie robi albo, w najlepszym wypadku, stawia się lajka na Facebooku i ma się wrażenie, że zrobiło się swoje. Przepraszam, ale gdyby tak się zachowywali Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata to nikt by nie ocalał.

- Nie gnębi Pana fakt, że zbrodnie dotyczące Auschwitz i innych niemieckich obozów koncentracyjnych, zostały rozliczone w bardzo małym stopniu, że cała masa sprawców nie stanęła przed sądem?

- Oczywiście. W całym systemie obozów niemieckich pracowało około 70 tysięcy SS-manów, 70 tysięcy zbrodniarzy. Przez sądy przeszło 1650 osób, większość została skazana na kilka lat więzienia, nierzadko w zawieszeniu.
Norymberga itd. to były pokazówki dotyczące wierchuszki. Ale weźmy Kambodżę, w których były miliony ofiar: w tej chwili trwają pierwsze procesy czterech czy pięciu osób przed międzynarodowym trybunałem i już widać, że więcej osób przed sądem nie stanie. Wszyscy sprawcy ludobójstwa Ormian w Turcji dożyli spokojnego wieku. Nikt nie rozliczył sprawców Hołodomoru [Wielkiego Głodu; wywołanej sztucznie przez komunistyczne władze ZSRR klęski głodu na Ukrainie w latach 1932-33 - KAI], itd., itd.
Jedyny znany mi przypadek ludobójstwa, które zostało dosyć przykładnie osądzone, dotyczy wypadków w Rwandzie z 1994 r. Skazano kilkadziesiąt tysięcy osób. Dokonano tego siłą rzeczy w sposób uproszczony, bo dążono do tego aby to zrobić a nie zwlekać. Dokonywało się to jednak w procesach, w którym był i zarzut prokuratorski, i adwokacka obrona i osąd niezależnego sędziego, a więc podstawowe elementy sprawiedliwości. Europa mogłaby się przed środkową Afryką schować. Bo tam zrobiono to do bólu, do końca.
Co do próby zrozumienia czym kierowali się SS-mani, to wciąż miotamy się pomiędzy dwoma skrajnościami. Z jednej strony mamy misterium iniquitatis [tajemnica nieprawości – KAI], a z drugiej „banalność zła”. Jest ta cisza Franciszka w Auschwitz z jego wpisem w Księgi pamiątkowej, proszącym Boga o wybaczenie i jest przemówienie Benedykta XVI, w którym pytał kilkakrotnie: „Boże, gdzie Ty byłeś?” „Dlaczego milczałeś?” To są, w moim przekonaniu, zupełnie odmienne perspektywy, inne podejścia. Ta dyskusja będzie trwała bardzo długo.
Jeśli chodzi o Auschwitz, to dysponujemy bardzo nielicznymi dokumentami, które pozwalałyby stworzyć profil psychologiczny SS-mana. Owszem, mamy to w przypadku tych, którzy byli sądzeni trochę głębiej, jak Rudolf Hoess. Można też pokusić się o profil psychologiczny Josefa Mengele, bo zostało trochę więcej dokumentów, może też jeszcze kilku innych. Ale oni bardzo usilnie wszystko palili. Mamy bardzo niewiele listów SS-mańskich.

- No właśnie, jaki efekt przyniósł Pański apel wystosowany trzy lata temu do Niemców i Austriaków o przekazywanie dokumentów, zdjęć, listów od członków załogi Auschwitz?

- Dostaliśmy jeden list. A także informację od kolekcjonerów pamiątek z II wojny światowej o aukcjach czy depozytach z przedmiotami, które mogą nas interesować. I faktycznie, dzięki temu udało nam się przejąć różne rzeczy. Natomiast nie było masowego odzewu.

- Zaskoczyło to Pana?

- Spodziewałem się, że jednak odzew będzie większy, bo jednak nie wierzę, że poginęły całe albumy rodzinne. Mogą poginąć dokumenty, rozumiem, że ktoś pali książeczkę żołnierską. Ale że zginęły pocztówki wysłane do rodziny, która nie jest zagrożona albo, że zaginęły albumy? Członkowie niewielkiego komando więźniarskiego, które pracowało w obozowej ciemni i wywoływało zdjęcia wspominali, że większość to były prywatne fotografie SS-manów, a komando introligatorskie robiło z tych zdjęć całe albumy. Tych zdjęć załoga robiła sporo, muszą gdzieś być. Przez strukturę SS Auschwitz przewinęło się około 9,5 tys. ludzi. Niech co trzeci robi w ciągu tych pięciu lat kilka albumów, to daje ich w sumie tysiące. I miałyby one zniknąć? Kompletnie w to nie wierzę.

- Trudno więc o ten portret psychologiczny.

- Są materiały z sądów, ale sąd to jest teatr. Jest jednostka, która atakuje i ta, która się broni. Materiały sądowe to bardzo trudne dokumenty dla historyka.

- W protokołach z ich przesłuchań najczęstsze zdanie brzmi: Nie przyznaję się do winy.

- Tak oraz: to nie ja, to inni, ja nic nie wiedziałem. Mamy kilkadziesiąt teczek personalnych i dosłownie parę pamiętników członków obozowej załogi. To za mało, żeby stworzyć dobry, mocny profil psychologiczny i stwierdzić na przykład, czy przychodząc tam już byli zwyrodniali, czy też dokonała tego rzeczywistość obozu a może było i tak i tak? To fundamentalnie ważne pytania. Dużo bardziej rozpoznany mamy świat ofiar niż sprawców. To jest groźne, bo antropologicznie świat ofiar, niewinnych ludzi zamordowanych wcześniej czy później, nie niesie ze sobą zagadek; zagadki są po stronie oprawców.

- Dziś Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz to nie tylko przestrzeń do zwiedzania ale w gruncie rzeczy centrum badawcze.

- Tak, a ponadto mamy centrum edukacyjne w nowej siedzibie, wyposażone w wiele klas i salę amfiteatralną. Jest wydawnictwo, są zbiory i archiwa, prowadzimy działalność wystawienniczą. W tej chwili realizujemy wiele dużych inwestycji, na przykład nowe centrum odwiedzających czy hostel dla wolontariuszy. Jesteśmy dużą instytucją, która na przestrzeni ostatnich lat rozwija się bardzo dynamicznie. 10-12 lat temu mieliśmy pięciu dyplomowanych konserwatorów – dziś ponad 30; w ubiegłym roku było 2,3 mln odwiedzających.
Na przełomie wieków, XX i XXI było wiele głosów, że teraz Europa się pojednała, mamy nowy wiek i nowe generacje więc historia wojny odchodzi w zamierzchłą przeszłość. Nic z tego, kompletna nieprawda. Dzięki mediom oraz bezpośrednim rozmowom, udało się uświadomić decydentom, że młody człowiek nie dojrzeje obywatelsko jeśli nie dokona „rytuału przejścia” przez Auschwitz. Dzisiejsi 16-latkowie za 10 lat będą przecież w najbardziej twórczym okresie swojego życia.

- Czy oświęcimskie Centrum Dialogu i Modlitwy założone przez niemieckiego księdza Manfreda Deselaersa stanowi znaczący punkt odniesienia dla Muzeum?

- Jak najbardziej. Istnieje zresztą sporo instytucji działających wokół Auschwitz, które traktujemy jako instytucje pomocnicze. Jest Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży, Centrum Żydowskie, oddział Stowarzyszenia Romów w Polsce. To bardzo ważne instytucje.

- Wspomniał Pan o działalności wydawniczej. Nad czym obecnie pracujecie?

- Nad zupełnie nową chronologią obozu, nowym kalendarium. Opracowanie Danuty Czech wydane 30 lat temu jest zapewne w 15-20 proc. dyskusyjne a ponadto nie zawiera wielu faktów, o których wówczas po prostu nie wiedziano, a zostały odkryte i przebadane w międzyczasie.

- A o czym będzie pana kolejna książka, po tych o rampie w Birkenau czy snach więźniów?

- O wnętrzu człowieka, o tym czym żył, jakie miał emocje w środku. A więc o tym wszystkim, o czym nie stanowią daty czy liczby.
***
Piotr Cywiński (ur. 1972) od 2006 r. jest dyrektorem Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau. Był m.in. prezesem Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, prezesem na Europę światowej federacji intelektualistów katolickich Pax Romana.
Jest członkiem Rady Fundacji na rzecz Maximilian-Kolbe-Werk, założonej przez Konferencję Episkopatu Niemiec a także zarządu Stowarzyszenia Miejsce Pamięci Maison d’Izieu we Francji oraz moskiewskiego Stowarzyszenia Memoriał. Jest autorem wielu publikacji dotyczących obozu Auschwitz-Birkenau.
Odznaczony wieloma wysokimi orderami w kraju i za granicą, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i francuskim Orderem narodowym Legii Honorowej a ostatnio papieskim krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję