Reklama

Świat

Bóg jest zawsze z nami

Beata Grzyb jest przewodniczką w sanktuarium w San Giovanni Rotondo – w miejscowości, w której przez ponad 50 lat żył św. Ojciec Pio. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” mówi o cudzie w swoim życiu. Z Beatą Grzyb rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

Niedziela Ogólnopolska 3/2018, str. 22-23

[ TEMATY ]

O. Pio

Pio

Krzysztof Tadej

Polka z Włoch – Beata Grzyb, szczęśliwa mama dwójki dzieci

KRZYSZTOF TADEJ: – Od ponad 20 lat mieszka Pani w San Giovanni Rotondo. Na początku nie była Pani zachwycona tym miejscem.

BEATA GRZYB: – Mój mąż, Giuseppe, pochodzi właśnie stąd i dlatego tutaj zamieszkaliśmy. Nie znałam wcześniej tej miejscowości. Nie wiedziałam, kim był Ojciec Pio. Rzeczywiście, na początku nie byłam zachwycona. Obserwowałam ludzi – ich obyczaje, zachowania i kulturę, ale bez szczególnego entuzjazmu.

– Półtora roku po ślubie lekarze stwierdzili, że nie będą Państwo mogli mieć dzieci. Załamała się Pani?

– Pytałam, dlaczego mnie to spotkało. Porównywałam się z innymi małżeństwami, które doczekały się potomstwa. Byłam smutna, rozżalona. Wtedy sięgnęłam po książkę „Cuda Ojca Pio”. Przeczytałam ją jednym tchem i nastąpił przełom w moim życiu. Zrozumiałam, w jakim szczególnym miejscu mieszkam. Po przeczytaniu książki udałam się do sanktuarium. Modliłam się długo w krypcie przy grobie Ojca Pio, błagając o dar potomstwa.

– W tym okresie szukała Pani razem z mężem pomocy u najlepszych włoskich specjalistów.

– Po wizycie u jednego z nich, na północy Włoch, przeżyłam szok. Długo oglądał dokumentację medyczną. Spojrzawszy na adres, zorientował się, że przybywamy z San Giovanni Rotondo, i ironicznie stwierdził: „W waszym przypadku nawet cud Ojca Pio nie pomoże! Nie będziecie mogli mieć dzieci”. Byłam załamana. Ta rozmowa była kolejną stacją drogi krzyżowej w naszym życiu. Usłyszałam definitywne stwierdzenie lekarza specjalisty, że nigdy nie będę miała dzieci. Zabrałam ze sobą na tę wizytę obrazek Jezusa Miłosiernego i ze łzami w oczach się w niego wpatrywałam. Oddałam swoją przyszłość Panu Bogu. Postanowiłam, że nie zrezygnuję z modlitw do Ojca Pio, nadal prosiłam go o pomoc.

– Jak długo trwały te modlitwy?

– Prawie osiem lat. Dzisiaj interpretuję to jako długą drogę cierpienia i spotkania z Panem Jezusem. Pytałam: Dlaczego tak się dzieje? Nie znajdowałam odpowiedzi. Zaufałam bezgranicznie Jezusowi.

– 16 czerwca 2002 r. w Watykanie Jan Paweł II ogłosił Ojca Pio świętym. Na ustawionych na placu sanktuarium telebimach czciciele Ojca Pio w różnych krajach świata mogli oglądać wzruszenie mieszkańców San Giovanni Rotondo. A Pani nie była szczęśliwa...

– To było wyjątkowe, historyczne wydarzenie. Do miasteczka przyjechało wiele tysięcy ludzi. A ja wśród uradowanego tłumu wiernych byłam najsmutniejsza. Z bólem w sercu myślałam: „Ojcze Pio, modlę się już ponad siedem lat, a nadal jestem w tak przygnębiającym położeniu”.

– Kiedy nastąpił cud?

– Cztery dni później, w czwartek 20 czerwca. Pamiętna data. W tym dniu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Na początku nie uwierzyłam. Po powtórzeniu badań diagnoza została potwierdzona. W tych chwilach miałam wrażenie, że niedzielne uroczystości kanonizacyjne nadal trwają. Przed oczami miałam widok tysięcy ludzi, którzy bili brawo i machali chorągiewkami z wizerunkiem Ojca Pio. Oczekiwałam na urodzenie dziecka. Czułam, że Ojciec Pio wstawił się za nami.

– Urodziła Pani Franciszka, a później córkę Klarę.

– Tak, Pan Bóg był hojny i doczekałam się jeszcze córki. Dzisiaj Franciszek ma już 15 lat, a Klara 12,5 roku.

– Opowiedziała im Pani historię związaną z ich narodzinami?

– Mówiłam o tym nie tylko w rodzinie, ale i publicznie, w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, gdzie wygłosiłam świadectwo podczas XIV Ogólnopolskiego Czuwania z Ojcem Pio. Pojechałam tam z dziećmi. Przybyło kilka tysięcy czcicieli Ojca Pio. Mój syn powiedział w którymś momencie: „Mamo, chyba nie będziesz mówiła przed takim zgromadzeniem o nas”. Odpowiedziałam: „Tak, będę mówić o nas dla dobra innych, chcę, abyście stali koło mnie”. Po zakończeniu czuwania, już w hotelu, usłyszałam od córki: „Mamo, dziękuję!”.

– W San Giovanni Rotondo opowiada Pani pielgrzymom o miejscach związanych z Ojcem Pio, o jego życiu duchowym i przesłaniach. A czy była Pani świadkiem szczególnych łask, które otrzymali inni ludzie za wstawiennictwem tego świętego?

– Są one niezliczone. Gdy oprowadzałam grupy pielgrzymkowe, wiele razy słyszałam świadectwa konkretnych osób o otrzymanych łaskach. Opowiem o dwóch z nich. Kilka lat temu spotkałam małżeństwo z Polski. Dotarli tutaj podczas trwającej wówczas od kilku dni nieprzerwanej ulewy. Ze względów bezpieczeństwa zamknięto kryptę z relikwiami świętego. Małżeństwo pojawiło się w naszym Biurze Pielgrzyma. Byli rozżaleni. Powiedzieli, że chcieli się pomodlić przy grobie Ojca Pio i prosić go o wstawiennictwo, bo już od 10 lat czekają na dar zostania rodzicami. Nie mogli dłużej czekać w sanktuarium, a mnie brakowało dla nich słów pocieszenia. Na pożegnanie ofiarowałam im kilka obrazków z materiałem dotkniętym do relikwii Ojca Pio. Widziałam jednak, że odjechali z żalem. Po jakimś czasie do mnie zadzwonili. Pani rozpłakała się, gdy relacjonowała, że oczekuje dziecka. Dziękowała za małe obrazki, które po powrocie do Polski stały się symbolem wielkiej nadziei. Modlili się przy nich, ufając, że Ojciec Pio wysłucha ich prośby. Dla mnie to przykład, jak wiele zależy od otwartego serca i wiary. Jeśli ktoś mocno wierzy, to przecież nawet zamknięte drzwi, jak w tym przypadku, nie przeszkadzają w uzyskaniu potrzebnych łask. Można nie dojść do grobu, nawet tu nie przyjechać, a i tak być bardzo blisko Ojca Pio.

– A druga sytuacja?

– To wzruszające spotkanie z dwoma Polakami, którzy na co dzień mieszkają w Niemczech. Przyszli do San Giovanni Rotondo pieszo, by podziękować Ojcu Pio. Szli przez prawie dwa miesiące. Jeden z nich, po operacji nowotworu, chciał podziękować za to, że przeżył.

– Polacy często przybywają do sanktuarium?

– Po mieszkańcach Włoch stanowimy największą grupę pielgrzymów pod względem narodowości. Sanktuarium odwiedza sezonowo ponad 20 tys. Polaków. Są dobrze zorganizowani, zachowują się cicho, z powagą i stanowią wzór dla innych. Bardzo dużo wiedzą, znają fakty z życia Ojca Pio. Przyjeżdżają nie po to, żeby coś odkryć, ale jadą do swojego świętego, którego dobrze znają. Jedna z pań powiedziała do mnie: „Pani Beato, my przyjechaliśmy tu do swojego Ojca, którego wybraliśmy na orędownika w niebie”.

– Czy pielgrzymi zadają pytania, które Panią zaskakują?

– Często słyszę ważne pytania, które łączą się z historią mojego życia. Spośród oprowadzanych pielgrzymów jedna pani zapytała: „Ojciec Pio nosił przez 50 lat stygmaty, czyli rany na swoim ciele. Można powiedzieć, że był przybity do krzyża. Gdyby żył, to co dzisiaj chciałby nam przekazać?”. Odpowiedziałam, że zapewne powiedziałby to samo, co mówił w czasie swojego życia – że powinniśmy dziękować za krzyże, które nieraz na nas spadają. Nie są one dla wszystkich, ale dla wybranych. Dzisiaj świat nie chce słyszeć o cierpieniu. Odwraca się od krzyża... A krzyż może przecież przynosić dobre owoce – zbliżenie do Pana Boga, nawrócenie. Myślę, że Ojciec Pio powiedziałby, żebyśmy nie bali się nieść naszych krzyży w życiu i dostrzegali w nich wolę Pana Boga, nawet jeśli nie rozumiemy, dlaczego spotyka nas jakieś cierpienie. Mamy się nie bać, bo Bóg jest zawsze z nami. To wynika z moich doświadczeń.

2018-01-17 10:04

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W niebie zrobię większy hałas

– Najistotniejszy przekaz filmu, ale przede wszystkim najważniejsza nauka Ojca Pio brzmi: być szczęśliwym, dlatego że się cierpi – mówi „Niedzieli” José Maria Zavala. Hiszpański pisarz, dziennikarz, reżyser filmu „Tajemnica Ojca Pio” gościł, na zaproszenie „Rafaela”, w Polsce i uczestniczył w pokazach filmu o świętym z Pietrelciny. Z José Marią Zavalą rozmawia Maria Fortuna-Sudor

MARIA FORTUNA-SUDOR: – José, przyjechałeś do Polski, aby dać świadectwo...

JOSÉ MARIA ZAVALA: – Jestem szczęśliwy, że mogę z żoną i córkami być w ojczyźnie Karola Wojtyły. Kocham gorąco św. Jana Pawła II. Wczoraj byliśmy w Wadowicach. Tam mogłem uklęknąć i pocałować miejsce, gdzie został ochrzczony nasz Ojciec Święty Jan Paweł II. To są dla mnie niezwykle cenne chwile. Wierzę w Opatrzność Bożą. Wierzę, że mnie tutaj przyprowadzili Karol Wojtyła i Ojciec Pio, że zostałem zaproszony, aby dać świadectwo, jakie zmiany dokonały się w moim życiu dzięki Ojcu Pio.

– A dlaczego hiszpański dziennikarz, pisarz tworzy film o Ojcu Pio?

– Przez 15 lat byłem poza Kościołem, aż nastąpił moment, kiedy Ojciec Pio zmienił moje życie. Poszedłem się wyspowiadać, przeprosiłem Jezusa Chrystusa i po tylu latach obrażania Pana Boga stałem się duchowym synem Ojca Pio ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dzisiaj, w czasach postępującej sekularyzacji, Ojciec Pio jest naszym wielkim orędownikiem w niebie. Jeszcze za życia zapowiadał: „W niebie będę robił większy hałas niż na ziemi”. Uważam, że to święty na dzisiaj.

– Jakie cechy powinien mieć święty, którego przykład pociągnie współczesnego człowieka?

– Za pośrednictwem internetu otrzymuję tysiące prywatnych wiadomości od osób, które są bezrobotne, które poważnie chorują, od matek, które cierpią z powodu uzależnienia swych dzieci, od ludzi tak bardzo oddalonych od Boga... Oni opowiadają o swym cierpieniu, bo zauważyli, że mówię o Bogu, o Matce Bożej, o Ojcu Pio i przekonuję, że od cierpienia nikt nie ucieknie. Taka jest prawda – nikt się nie uwolni od cierpienia. Kiedy byłem oddalony od Boga, cierpiałem. Teraz, gdy jestem blisko Boga, też cierpię, chociaż jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Jak to cierpienie przyjmować, znosić, jak cierpieć z Jezusem Chrystusem – uczy nas Ojciec Pio. To przykład człowieka, który zaufał Bogu.

– Kto jest adresatem Twojego filmu?

– To nie jest mój film. To film Ojca Pio. Prawdziwym lektorem tego dokumentalnego obrazu jest Ojciec Pio. Ja byłem tylko narzędziem. A film przedstawiający prawdziwą historię Ojca Pio powstał z myślą o ludziach, którzy nie znają świętego z Pietrelciny. Nie można o nim mówić w kategorii „superczłowiek”. Ojciec Pio za życia cierpiał, był niesprawiedliwie atakowany przez niektóre osoby będące częścią Kościoła. Co w związku z tym robił? Przekonywał wszystkich, aby ufali Bogu. Ojciec Pio nigdy się nie bronił. Modlił się i ofiarował swoje cierpienie w intencji nawrócenia prześladowców. Powtarzał: „Módlcie się, wierzcie, czekajcie!”. Wiesz, poznałem osoby, które weszły do kina przez przypadek. One były zupełnie oddalone od Boga i nie znały historii Ojca Pio, a po obejrzeniu tego filmu poszły się wyspowiadać. Na temat Ojca Pio napisałem 3 książki, dzięki którym grupa osób się nawróciła. I oni, i ja jesteśmy narzędziami Ojca Pio. Ale nie znałem prawdziwego Ojca Pio, póki nie nakręciłem tego filmu. To właśnie na sali montażowej zrozumiałem, dlaczego Ojciec Pio jest prawdziwym świętym...

– Dlaczego?

– To jest najistotniejszy przekaz filmu, ale przede wszystkim najważniejsza nauka Ojca Pio: być szczęśliwym, dlatego że się cierpi.

– To trudna droga, zwłaszcza dla współczesnego człowieka...

– Trudno jest zrozumieć krzyż, który Pan Bóg chce dać każdemu z nas. Nie ten krzyż, który my byśmy chcieli sobie wybrać. A Ojciec Pio powiedział Jezusowi Chrystusowi: Tak, zaufał Mu i cierpiał. Nauczał, że do nieba idzie się drogą modlitwy i codziennego mówienia Bogu: tak.

– Jak film został odebrany w innych krajach?

– To było niesamowite, gdy na premierze filmu w San Giovanni Rotondo zebrało się w sali ponad 500 osób, a wśród nich duchowe dzieci Ojca Pio – jego synowie i córki. Te osoby, które znały Ojca Pio, po obejrzeniu filmu płakały i mówiły, że to jest obraz pokazujący prawdę o świętym z Pietrelciny. W Meksyku dokument obejrzało ponad 100 tys. widzów. Obecnie mogą go oglądać widzowie w 30 krajach świata.

– Dlaczego warto obejrzeć prawdziwą historię Ojca Pio?

– To film, w którym widzimy, że na przekór wszystkiemu dobro zwycięża zło. A Ojciec Pio, mimo że tak bardzo cierpiał i tak wiele zła doświadczał od innych, nie tylko nie tracił ducha, ale też potrafił żartować, był człowiekiem pełnym wiary i miłości. Wierzę, że ten film wpłynie na życie wielu ludzi.

CZYTAJ DALEJ

Był krok od samobójstwa. Uratowało go świadectwo znajomej

2020-02-18 11:48

[ TEMATY ]

duchowość

wiara

świadectwo

Anatom

- Można całe życie chodzić do kościoła, uczyć się religii, wkuwać katechizmowe regułki opisujące Kościół i Pana Boga a jednocześnie nigdy tego wyuczonego i wyczytanego Boga nie spotkać – zwierza się raper Anatom. Kuba w przeszłości koncertował m.in. z Pezetem, a niedawno zasłynął w piątej edycji „Młodych Wilków”.

Damian Krawczykowski: „Miałem się wieszać jak nic się nie zmieni - to postanowione. Ostatni tydzień na Ziemi i biorę się na drugą stronę” - jak rapujesz w kawałku „Powód”. Jak to jest, gdy wszystko w życiu się wali, a to co miało dać szczęście zawodzi?

Anatom: Beznadziejnie – dosłownie. To moment, w którym zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje życie nie ma sensu a Ty sam wyczerpałeś już wszelkie znane Ci sposoby aby ten sens życia odnaleźć.

Twoje dzieciństwo nie należało do łatwych, jak sam opowiadasz w przytaczanym utworze – czy Twoim zdaniem nasze bóle dzieciństwa mogą dawać o sobie znać w dorosłości?

Jestem przekonany, że tak jest. Nie rozpoznane problemy psychiczne u małego dziecka, często wiążące się z traumatycznymi doświadczeniami ze szkoły lub z domu, wraz z upływem lat nie znikają a nasilają się i dają o sobie znać w dorosłym życiu jako przeróżne dysfunkcje. Zauważ, że większość badanych seryjnych morderców to osoby z patologicznych rodzin w których dorastali, a ich delikatna psychika raz po raz była katowana, co zebrało swoje żniwo w przyszłości. Sądzę, że nie ma żadnej innej drogi na pozbycie się zranień z przeszłości jak terapia i relacja z Bogiem.

„Pamiętasz, tamtego dnia miałem nie żyć.. a tu się życie zaczęło od nowa” - co tak naprawdę otworzyło Twoje serce na Boga?

Świadectwo. Spotkanie na mojej drodze znanej mi już wcześniej osoby, której diametralna zmiana stylu życia była dowodem na autentyczność tego, o czym już dawno słyszałem. Można całe życie chodzić do kościoła, uczyć się religii, wkuwać katechizmowe regułki opisujące Kościół i Pana Boga a jednocześnie nigdy tego wyuczonego i wyczytanego Boga nie spotkać.

Dopiero takie spotkanie, może poprzez doświadczenie wybaczenia, gdy już nie miałeś nadziei, może doświadczenie miłości, gdy byłeś przekonany, że na nią nie zasługujesz… Obok takich spotkań nie da się przejść obojętnie w dzisiejszych czasach, w których bardziej skandaliczna od nienawiści jest miłość…

Czy zatem „zwyczajne” świadectwa nas młodych ludzi, są dziś ważne?

Każde prawdziwe świadectwo jest niezwykłe i unikatowe – jest w końcu odbiciem Żywego Boga, który działa. Każdy żyje w swojej małej społeczności, w takim mikroświecie i tam, pośród swoich, jego świadectwo jest być może jedyną szansą na spotkanie Boga twarzą w twarz.

A jak Twoim zdaniem być dobrym uczniem Jezusa w XXI wieku?

Nie uważam siebie za dobrego ucznia Jezusa, ja tylko nieudolnie próbuję się takim stać ale każdego dnia widzę jak wiele mi brakuje. Myślę, że dobry uczeń Jezusa to taki, który robi więcej niż mówi. Taki, który siłę otrzymaną w kościele rozdaje poza kościołem. Łatwo jest uczyć o Bogu tym, którzy Go znają. Trudniej pokazać Boga tym, którzy Go nigdy nie widzieli.

Jakiś czas temu miałeś swój własny ślub. Masz Żonę, rodzinę.. czy jeszcze kilka lat temu przeszłoby Ci przez myśl, że możesz tyle wygrać?

To było dla mnie jedno z tych nierealnych marzeń. Bóg obdarował mnie ogromną laską, staram się jej nie zmarnować.

Umówmy się, z Twoimi zdolnościami, rapując o tym co jest teraz modne, drugach, imprezkach, seksie - mógłbyś być gwiazdą w jednej z najlepszych wytwórni rapowych. Czy nie żal Ci trochę tego..?

Dziękuję (śmiech), to mega miłe. Chcę być szczery więc powiem jak jest. Trochę żal, jasne. Moim marzeniem po ludzku zawsze było stać się popularnym raperem, profesjonalnym muzykiem żyjącym z tego, czemu się poświecił. W moim przypadku to się nigdy nie wydarzyło mimo wieeeeelu lat na scenie. Nie wiem dlaczego, lata temu fejm i szacunek zdobywało się przez umiejętności, dzisiaj często skillsy ustępują kontrowersji i ciekawie wymyślonemu wizerunkowi w drodze po wyśniony hype. Nie ma co ukrywać, każdy muzyk pragnie uznania mniej lub bardziej. W przeciwnym wypadku, zamiast publikować swoje utwory, tkwiłyby po nagraniu w otchłani komputera. Nie żałuję absolutnie, że zmieniłem content i dzięki temu również fanbase, to efekt życiowych wyborów, które okazały się najlepszymi w moim życiu dotychczas. Ale po ludzku szkoda, mogłoby być trochę lepiej. Ale jeżeli miałbym wybierać to oczywiście wolałbym poświecić karierę dla Boga niż Boga dla kariery.

Wierzysz, że promując dobre wartości w rapie można osiągnąć sukces?

Największy mój sukces to wiara w te wartości. Ale jestem przekonany, że da się nawet w XXI wieku robić rzeczy wielkie i spektakularne z imieniem Jezus na ustach. Pytanie tylko czy właśnie do tego powołuje mnie Bóg?

Na koniec: co powiedziałbyś młodemu człowiekowi, który może boryka się z podobnymi problemami jak Ty w przeszłości: brnie w zło, uzależnienia, a zranienia dzieciństwa nie pozwalają normalnie żyć..?

Przytuliłbym i szczerze pogadał. Spróbował wskazać mu to, czego naprawdę szuka i liczyłbym na to, że w tym wszystkim, co sobie wymyśliłem w ramach planu przemiany jego życia, jest choćby jedna Boża myśl, którą odnalazłem, choćby jedno Boże słowo, które On pragnie mu powiedzieć moimi ustami. Resztę zostawiłbym Panu, On najlepiej zna miejsce i czas.

Amen! Dzięki serdeczne za wywiad!

__________________________________

Anatom rozpoczął właśnie przedsprzedaż swojej najnowszej płyty, mixtape'u pt. "ANATOMJA". Sprawdź i zamów: Zobacz

Więcej o Anatomie: Zobacz

__________________________________

Wywiad ukazał się w czasopiśmie "Wzrastanie". Zobacz więcej: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Indie: biskupi potwierdzili zaangażowanie w walkę z przestępstwami seksualnymi w Kościele

2020-02-19 21:20

[ TEMATY ]

nadużycia seksualne

Indie

KEP

Zerowa tolerancja dla przestępstw seksualnych w Kościele – to jeden z owoców 34. zgromadzenia ogólnego Konferencji Biskupów Katolickich Indii (CBCI), które w dniach 13-19 lutego obradowało w Bangalurze. Hierarchowie zapowiedzieli, że będą podejmować konieczne działania dyscyplinarne wobec sprawców takich czynów, niezależnie od ich pozycji w Kościele. Omawiano też wiele innych ważnych tematów, m.in. sprawy dialogu międzykulturowego i międzyreligijnego oraz ochronę życia. Na kolejną dwuletnią kadencję potwierdzono przewodniczącego episkopatu kard. Oswalda Graciasa i dwóch jego zastępców.

Uczestnicy obrad podkreślili konieczność zajmowania się – ze współczuciem i troską – ofiarami wykorzystywania seksualnego oraz budowania w nich zaufania w obliczu wyzwań nowego życia. Postanowiono powołać „odpowiedni mechanizm z niezbędną infrastrukturą i procedurą w celu naprawiania skutków takich przestępstw”. Działania te mają prowadzić do udzielenia natychmiastowej pomocy tym, którzy doświadczyli tego rodzaju czynów i którzy nierzadko padają też ofiarami dyskryminacji i upokorzeń w społeczeństwie. Biskupi uzgodnili ponadto, że nie będą chronić winnych przed dochodzeniami w tych sprawach, prowadzonych przez władze świeckie.

Nawiązując do hasła obrad w stolicy stanu Karnataka: „Dialog drogą do prawdy i miłości”. episkopat opowiedział się za wspieraniem kultury dialogu, prowadzącej do zgody społecznej oraz do budowania mostów między różnymi religiami. Służy to dobru wspólnemu i trosce o życie ludzkie od poczęcia po naturalną śmierć. Podkreślono konieczność wyciągania ręki do każdego bliźniego i akceptowania go jako brata, bez uprzedzeń.

Mówił o tym w swym wystąpieniu na zgromadzeniu kard. Gracias, zwracając uwagę zwłaszcza na konieczność i ważność popierania kultury spotkania. Życzył, aby „mogła ona inspirować nas do dalszego budowania mostów, przede wszystkim dzięki zrozumieniu drugiej osoby a następnie do wspólnego kroczenia z nią, niezależnie od płci, kasty, wiary czy koloru skóry”.

Przewodniczący CBCI zapewnił, że na początku nowego dziesięciolecia Kościół w Indiach nadal będzie prowadził dialog „w mozaice kultur, języków i różnorodności etnicznej, tworzących nasz kraj” ze wszystkimi grupami i warstwami społeczeństwa. Dotyczy to instytucji świeckich, rządowych i pozarządowych, wspólnot religijnych i innych, w celu „stworzenia środowiska pokojowego i harmonijnego, w którym wszyscy mogą żyć jako prawdziwi obywatele Indii, ze wszystkimi swymi bogactwami” – oświadczył arcybiskup Bombaju. Potwierdził, że Kościół pozostanie wierny wysokim ideałom krzewienia oświaty, służby zdrowia, kierując się ewangelicznymi wartościami pokoju, radości i zgody oraz pracując zawsze dla dobra całej ludzkości.

W czasie obrad mówiono też o potrzebie dalszego pomagania i wspierania biednych, podkreślając, że każdy chrześcijanin ma obowiązek naśladowania Jezusa, który niósł potrzebującym miłosierdzie i współczucie, miłość i troskę.

Wskazano, że trzeba kontynuować rozmowy z rządem, zwłaszcza w kontekście wprowadzonych niedawno kontrowersyjnych przepisów o obywatelstwie (Citizenship Amendment Act), dyskryminujących mniejszość muzułmańską. Należy doprowadzić do znalezienia takich rozwiązań, które pozwolą zatriumfować na nowo sprawiedliwości i równości.

Biskupi sprzeciwili się też obowiązującemu od niedawna nowemu ustawodawstwu nt. aborcji, zezwalającemu m.in. na przerwanie ciąży do 24. tygodnia, podkreślając godność osoby ludzkiej. Przypomnieli, że Kościół zawsze chroni świętość życia od poczęcia po naturalną śmierć.

Zajęto się ponadto innym palącym zagadnieniem – tzw. „love jihad”, czyli praktyką porywania dziewcząt w celu nawracania ich na radykalny islam. „Wszyscy mają prawo do wyboru swych partnerów życiowych i swojej wiary” – oświadczył wiceprzewodniczący episkopatu bp Joshua Mar Ignathios. Dodał, że niedopuszczalne jest zmuszanie kogokolwiek do zmiany religii.

W 34. zgromadzeniu plenarnym CBCI wzięło udział 194 kardynałów, arcybiskupów i biskupów ze 174 diecezji Indii, w których żyje ok. 90 mln miejscowych katolików. Na rozpoczęcie obrad nuncjusz apostolski w tym kraju (i w Nepalu) abp Giambattista Diquattro odczytał specjalne orędzie z życzeniami od Franciszka. W czasie posiedzenia świętowano także 75. rocznicę utworzenia tej konferencji – obecnie jednej z najliczniejszych w Kościele powszechnym.

Potwierdzono na nową, dwuletnią kadencję dotychczasowego przewodniczącego kard. Oswalda Graciasa oraz dwóch jego zastępców, abp. Mar George Njaralakatta i bp. Joshuę Mar Ignathiosa. Nowym sekretarzem generalnym został abp Felix A. Machado.

CBCI skupia hierarchów trzech obrządków: łacińskiego oraz dwóch wschodnich: syromalabarskiego i syromalankarskiego. Ponadto w kraju tym istnieje oddzielna Konferencja Katolickich Biskupów, której członkami są wyłącznie łacinnicy (przewodniczy jej także kard. Gracias) oraz dwa odrębne Synody obu powyższych katolickich Kościołów Wschodnich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję