Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Los rodzin Żołnierzy Wyklętych

2018-03-21 09:42

Niedziela zamojsko-lubaczowska 12/2018, str. IV

[ TEMATY ]

żołnierze niezłomni

Archiwum autora

Rodzina Pyterów: Ignacy, Sabina, Henio

Od 2011 r., w dniu 1 marca, obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, czyli bojowników antykomunistycznego i niepodległościowego podziemia, którzy mając świadomość, że okupacja niemiecka zastąpiona została rosyjską, stanęli w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do życia w wolnej i suwerennej Ojczyźnie.

Walka z reżimem komunistycznym

Żołnierze Wyklęci, albo raczej Niezłomni, toczyli walkę ze służbami bezpieczeństwa ZSRR, oddziałami NKWD i SMIERSZ-a (skrót od rosyjskich słów „śmierć szpiegom” – była to zbrodnicza komórka kontrwywiadu wojskowego do zwalczanie antysowieckich narodowych struktur wojskowych i politycznych na ziemiach „wyzwalanych” przez Armię Czerwoną) oraz zależnymi od nich służbami bezpieczeństwa w Polsce: Milicją Obywatelską, Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego i Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W ich szeregach byli żołnierze Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, organizacji „Niepodległość”, „Wolność i Niezawisłość” i wielu innych. Liczbę członków wszystkich organizacji i grup konspiracyjnych szacuje się na 120-180 tys. osób.Ścigani i prześladowani prowadzili nierówną walkę z przerażającą machiną komunistycznego terroru. Bardzo wielu z nich zostało aresztowanych i podanych bestialskiemu śledztwu, a potem w sfingowanych procesach skazanych na karę śmierci lub długoletniego więzienia. Wielu zostało wywiezionych w głąb Związku Radzieckiego, i nie wszyscy stamtąd powrócili. Szacuje się, że ponad 20 tys. żołnierzy podziemia zginęło w walkach, zostało zamordowanych skrytobójczo lub w więzieniach NKWD i Urzędu Bezpieczeństwa oraz na mocy wyroków komunistycznych sądów.

Represjonowanie rodzin

Żołnierze Niezłomni musieli się zmierzyć nie tylko z siłami agresora sowieckiego, ale również z wymierzoną w nich bezpardonową propagandą komunistyczną, która określała ich „bandami reakcyjnego podziemia”, „wrogami ludu”, a nawet „faszystami”. Dotyczyło to nie tylko ich osobiście, ale również ich rodzin. Dobrze, że dużo się mówi na temat bohaterstwa tych, którzy toczyli walkę z bronią w ręku z komunistycznym wrogiem. Nie należy jednak zapominać o żonach i dzieciach, którzy drżeli o los swoich mężów i ojców. Także o ojcach i matkach, którym nieznany był los ich dzieci. Nie wiedzieli, czy jeszcze żyją, czy też nie. Jeśli dowiedzieli się, że zginęli, to nie wiedzieli i nigdy mieli się nie dowiedzieć, gdzie są pochowani. Gdy żołnierze powrócili z więzień po odsiedzeniu kary, czy też na skutek amnestii, to byli szkalowani i prześladowani, i to nie tylko oni, ale także ich najbliżsi przez represyjny aparat komunistyczny. Stygmatyzowani byli mianem ojców, matek lub dzieci „bandytów”. Byli inwigilowani przez aparat bezpieczeństwa i utrudniano im karierę zawodową. Dzieciom Żołnierzy Wyklętych niekiedy uniemożliwiano kontynuowanie nauki w szkołach średnich, nie mówiąc już o dostaniu się na studia. Często rodziny Żołnierzy Wyklętych, którzy polegli lub zostali zamordowani, żyły w biedzie i ciągłym stresie, co źle wpływało na ich stan psychiczny. Przykładem tego może być rodzina Pyterów.

Reklama

Ceniony partyzant

Ignacy Pyter brał udział w kampanii wrześniowej w 1939 r. w stopniu plutonowego. Po powrocie z wojny podjął pracę jako ślusarz w Zakładzie Tartacznym należącym do Ordynacji Zamoyskiej w Długim Kącie k. Józefowa Biłgorajskiego. Od razu zaczął zbierać potajemnie broń porzuconą przez żołnierzy polskich, ponieważ uważał, że na pewno się przyda do walki z najeźdźcą oraz werbował kolegów do konspiracji. W listopadzie 1941 r. koło Majdanu Nepryskiego stu zwerbowanych przez niego ludzi złożyło przysięgę żołnierską. Przez całą okupację niemiecką był żołnierzem Armii Krajowej o pseudonimie „Murzyn”. Służył w oddziale znanego dowódcy partyzanckiego Konrada Bartoszewskiego ps. Wir.

Uczestniczył w wielu bitwach z Niemcami, w tym również w największej bitwie partyzanckiej pod Osuchami pod koniec czerwca 1944 r. Uczestniczka tej bitwy, sanitariuszka Janina Rogulska-Bartoszewska, żona „Wira”, tak go wspomina z tamtych dni: „Spokojny, usłużny i zawsze ostatni ze swoimi potrzebami stale zjawiał się tam, gdzie był najpotrzebniejszy. Przytrzymywał rannych, pomagał ich opatrywać. Znikał niepotrzebny, by zjawić się znowu wtedy, kiedy zdawało mi się, że nikt nie zechce mi pomóc. (…) Na zawsze zostanie w naszej pamięci takim, jakim był wówczas. Najwytrwalszym i najofiarniejszym kolegą, oddanym całkowicie sprawie wolności, jaką sobie wymarzył. – Trudno będzie zatrzeć gorycz po jego śmierci z pamięci nas wszystkich”. (Cytat z książki wydanej w 1946 r. W jej przypisie podano tylko, że „zginał tragicznie w kwietniu 1945 r.”! ).

Tak jak jego dowódca i wielu innych partyzantów, nie złożył broni, gdy w lipcu 1944 r. na Zamojszczyznę wkroczyła Armia Czerwona. Pozostał w lesie, by walczyć z nowym najeźdźcą. Był poszukiwany przez UB. Kilkakrotnie funkcjonariusze dokonywali rewizji w jego domu.

1 kwietnia 1945 r. partyzanci na czele z „Wirem” zostali zaproszeni na Święta Wielkanocne przez mieszkańców Górnik k. Józefowa Biłgorajskiego na tradycyjne święcone jajko. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego zrobili na nich zasadzkę. Gdy partyzanci o niej się dowiedzieli, zaczęli uciekać dwiema furmankami w kierunku lasu. Ubecy otworzyli do nich ogień z karabinów maszynowych, raniąc jednego konia. Partyzanci zostawili furmankę i zaczęli uciekać pieszo w kierunku lasu. Ignacy Pyter pozostał na miejscu i z karabinu maszynowego ostrzeliwał napastników, dając tym samym możliwość ucieczki do lasu swojemu dowódcy i innym kolegom. Został zastrzelony przez ubeków. Jego ciało zostało zakopane w wielkiej tajemnicy nocą przez trzech jego towarzyszy broni na cmentarzu parafialnym w Józefowie Biłgorajskim. Po kilku latach jego szczątki zostały przeniesione do kwatery partyzanckiej i Wojska Polskiego na tym cmentarzu. Jego żona nigdy nie dowiedziała się, gdzie jest pochowany. Dzięki staraniom podjętym przez siostrę zakonną Jadwigę Skwaryło, Franciszkankę Misjonarkę Maryi, udało się ustalić na początku lat 90. XX wieku datę i miejsce jego śmierci i pochówku.

Tragedia rodzinna

Jego żona Sabina była nieustannie nękana przez Urząd Bezpieczeństwa do tego stopnia, że musiała opuścić swój dom w Długim Kącie i udać się wraz z synem Henrykiem (ur. 1932 r.) do rodziny swojej siostry Marii Skwaryło mieszkającej w Deszkowicach k. Szczebrzeszyna, by w jej domu zamieszkać. Wspomniana s. Jadwiga Skwaryło, córka Marii, opisuje trudne warunki materialne i psychiczne, w jakich żyła jej ciocia. Obydwie rodziny, nękane i upokarzane przez aparat komunistyczny, żyły w biedzie. Henryk ukończył tylko szkołę podstawową, bo nie było pieniędzy, aby go wysłać do szkoły średniej. Jej ciocia Sabina żyła w ciągłym strachu, że jako żona „bandyty” w każdej chwili może zostać aresztowana. Ustawicznie użalała się nad swoim losem, nad synem oraz nieżyjącym mężem. W tym bólu zmarła w 1974 r. Ta pełna bojaźni atmosfera panująca w domu rodzinnym miała negatywny wpływ na Henryka, który popadł w chorobę psychiczną, został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym w Radecznicy, gdzie przebywał aż do śmierci w 2017 r. Taką cenę płaciły rodziny Żołnierzy Wyklętych. Im też należąsię szacunek, cześć i chwała.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Modlitwa za dusze żołnierzy „Bartka”

2019-09-28 18:37

[ TEMATY ]

żołnierze niezłomni

Łukasz Krzysztofka

W 73. rocznicę okrutnej zbrodni na Żołnierzach Niezłomnych na leśnej polanie w Barucie na Opolszczyźnie, nazywanej „Śląskim Katyniem”, oddano hołd zamordowanym tu przez komunistów bohaterom polskiego podziemia niepodległościowego.

Uroczystości rozpoczęła polowa Msza św., której przewodniczył ks. ppłk Krzysztof Smoleń z parafii garnizonowej św. Barbary w Gliwicach. Przy dużym krzyżu na Polnie Śmierci, na granicy województw opolskiego i śląskiego, zebrali się kombatanci, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, służby mundurowe, pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej, młodzież, Górale z Podbeskidzia oraz wielu mieszkańców powiatów strzeleckiego i gliwickiego. List do zebranych skierował Premier Mateusz Morawiecki.

W kazaniu ks. Jerzy Andrzej Klichta z archidiecezji wrocławskiej porównał sytuację, w jakiej znalazł się współczesny świat, do popularnego w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku filmy „Mondo Cane” („Pieski świat”), ukazującego okropieństwo ówczesnego świata. - Nic dziwnego, że z kinowych sal wychodziliśmy smutni. A gdyby tak dzisiaj nakręcić współczesną wersję filmu i zapytać Żołnierzy Wyklętych, czy o taki świat walczyliście? Czy za taką Polskę oddawaliście życie? – pytał ks. Klichta. Zaproponował kilka odcinków współczesnego „Mondo Cane”. Pierwszy zatytułował „Norymberga”. - Widz dowiaduje się, że najgłębszą przyczyną wybuchu II wojny światowej było nieliczenie się z Bogiem. Boga nie ma, więc wszystko jest dozwolone. Najwyższym i jedynym prawem – prawo silniejszego. Narody? Po co – do likwidacji! Poczynając od Polaków, Żydów i Cyganów. Jedno państwo, jeden fuhrer, jedna ideologia. Widz dowie się, że Norymberga, czyli sąd nad funkcjonariuszami nazizmu, miał miejsce, nad funkcjonariuszami komunistycznymi – nie miał miejsca. Czy to nie „Mondo Cane”? Jedni – II wojna – 50 milionów. Rozprzestrzeniony po świecie komunizm – 100 milionów istnień. Odszkodowania wojenne? Widz dowie się, że Polska je już rzekomo otrzymała. Polscy prawnicy – nie otrzymała – obrazował kaznodzieja.

Zobacz zdjęcia: Modlitwa za dusze żołnierzy „Bartka”

Kolejne odcinki wirtualnego filmu ks. Klichta poświęcił zbrodni aborcji, w wyniku której co roku znika z powierzchni ziemi od 60 do 80 milionów ludzi, czyli jedno duże państwo; pladze rozwodów, antykoncepcji i szerzącej się dzisiaj szczególnie mocno i bezwzględnie ideologii gender. - Powiedzieć, że ideologia gender obywa się bez Boga w tłumaczeniu świata i człowieka, to absolutnie za mało. To nic! Ona wręcz wściekle walczy z Bogiem i jego Kościołem, z chrześcijańską Europą. Tak jak komunizm? Tak. Różnica, że ten sam cel zamierza się osiągnąć bezkrwawo, przez moralne zepsucie młodego pokolenia – podkreślił ks. Klichta i dodał: - A co by na to powiedzieli nasi Wyklęci i Niezłomni, gdyby przyszło im żyć dzisiaj? Nie wiem na kogo głosować… Podpowiem – na Dziesięć Przykazań Bożych – szanuj rodzinę, nie kradnij, nie zabijaj, nie kłam…

Po Mszy św. odbył się Apel Pamięci z salwą honorową. Następnie złożono kwiaty pod krzyżem, upamiętniającym zamordowanych tu we wrześniu 1946 r. Żołnierzy Niezłomnych - kilkudziesięciu partyzantów z oddziału Henryka Flamego ps „Bartek”. (Więcej o tragicznej historii żołnierzy Henryka Flamego pisaliśmy w „Niedzieli” w ubiegłym roku: https://www.niedziela.pl/artykul/135650/nd/Slaski-Katyn). Niestety do dzisiaj, mimo usilnych starań IPN-u, nie znamy miejsca, w którym spoczywają ciała tych, którzy w Barucie oddali swoje życie za prawdziwie wolną i niepodległą Polskę.

CZYTAJ DALEJ

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Niedziela łowicka 6/2003

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Oświęcim: 75. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau (zapowiedź)

2020-01-17 20:17

[ TEMATY ]

rocznica

Oświęcim

obóz koncentracyjny

Wikipedia/Bibi595

Brama wjazdowa do obozu Auschwitz-Birkenau

Modlitwy międzyreligijne i ekumeniczne na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau będą jednym z kulminacyjnych momentów obchodów 75. rocznicy jego wyzwolenia. W tegorocznych uroczystościach, 27 stycznia, udział weźmie ponad 200 byłych więźniów obozu Auschwitz oraz ocalałych z Holokaustu. Aby złożyć hołd ofiarom, przyjadą do Oświęcimia przedstawiciele kilkudziesięciu krajów – reprezentanci kilku europejskich monarchii, prezydenci i premierzy – a także duchowni różnych wyznań oraz przedstawiciele lokalnej społeczności.

Specjalnym wysłannikiem Ojca Świętego będzie kard. Zenon Grocholewski – emerytowany prefekt Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej.

Piotr M. A. Cywiński, dyrektor Muzeum Państwowego Muzeum w Oświęcimiu, podkreślił, że słów wypowiedzianych przez ocalałych z Holokaustu słuchać będzie cały świat. „Ta rocznica, ta pamięć, ten symbol, jakim jest wyzwolenie Auschwitz, ukazują jeden z najważniejszych fundamentów europejskiej i światowej powojenności. Dlatego nie dziwi mnie, że tak wielu decydentów doskonale rozumie, że trudno być w tym akurat dniu gdziekolwiek indziej” – przyznał i podkreślił, że w 75. rocznicę uczestnicy uroczystości chcą „stanąć we wspólnych szeregach z żyjącymi ocalałymi z Auschwitz”.

Wśród uczestników będzie delegacja byłych więźniów Auschwitz oraz ocalałych z Holokaustu ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Izraela, Australii i kilku krajów europejskich. Jak poinformowało Muzeum, swoją obecność potwierdza coraz więcej polskich więźniów obozu. Potwierdzono dotychczas obecność 21 delegacji oficjalnych, w tym par królewskich z Hiszpanii i Holandii, Wielkiego Księcia Luksemburga, księżnej Wiktorii ze Szwecji i innych.

Uczestnicy uroczystości 27 stycznia zasiądą w namiocie, który wzniesiony zostanie nad historyczną bramą byłego obozu Auschwitz II-Birkenau. Za pośrednictwem mediów wydarzenie to będzie można oglądać na żywo na całym świecie.

Głos zabiorą m.in. byli więźniowie. Zabrzmi żydowski szofar, modlić się będą razem Żydzi i chrześcijanie kilku wyznań. Na koniec wyznaczone delegacje przejdą pod pomnik ofiar obozu i zapalą tu znicze.

W przededniu głównych uroczystości, 26 stycznia, w Centrum Dialogu i Modlitwy sprawowana będzie Msza św. pod przewodnictwem biskupa pomocniczego diecezji bielsko-żywieckiej Piotra Gregera. W modlitwie udział wezmą m.in. byli więźniowie Auschwitz-Birkenau.

Honorowy patronat nad obchodami 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz objął prezydent RP Andrzej Duda.

Niemiecki obóz zagłady wyzwolili żołnierze 100. Lwowskiej Dywizji Piechoty 60. Armii I Frontu Ukraińskiego. W barakach obozowych było wtedy ponad 7,5 tys. chorych i skrajnie wyczerpanych więźniów, w tym także dzieci. W walkach o oswobodzenie Auschwitz, Birkenau, podobozu Monowitz oraz Oświęcimia zginęło około 200 żołnierzy radzieckich.

W czasie funkcjonowania niemieckiego obozu w Auschwitz zamordowano około 1,1 mln osób, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, radzieckich jeńców wojennych oraz ludzi innych narodowości.

Ze względu na znaczenie miejsca i wagę symbolu, jakim dla całego świata jest były obóz Auschwitz-Birkenau, Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w listopadzie 2005 r. ustanowiło dzień 27 stycznia – rocznicę wyzwolenia obozu – Międzynarodowym Dniem Pamięci o Holokauście.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję