Reklama

Współczesna niepodległość

2018-08-01 10:29

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 31/2018, str. 41

Serdeczna polemika ze Stanisławem Michalkiewiczem

Na pewnym, bardzo tłumnym, spotkaniu pan Stanisław Michalkiewicz prezentował swoją najnowszą książkę, a los zrządził, że i ja byłem uczestnikiem tej promocji. Do pana Stanisława mam dużo respektu i uszanowania za oryginalność myślenia, dobre syntezy i jasny sposób wywodzenia swoich racji. Jedno zasępiło mnie jednak właśnie na tym spotkaniu.

Red. Michalkiewicz stwierdził, że dziś, gdy – jego zdaniem – Polskę rozdzierają pomiędzy siebie „stronnictwa” ruskie, pruskie i amerykańsko – żydowskie, nie ma szans na polską niepodległość! Myśl ta wryła mi się głęboko w pamięć i skłoniła do przemyśleń, którymi teraz podzielę się z Państwem.

Z red. Michalkiewiczem łączy nas – mam nadzieję – pewna nić sympatii, jednak różni nieco sfera analiz i recept. I dobrze, bo gdyby tak udało się dyskutować w całej polskiej przestrzeni publicystycznej, to byłoby i ciekawie, i twórczo, i budująco. Niestety, większość „publicystów” pracowicie orzących swoje zagony w różnych pismach i mediach elektronicznych to w istocie albo zajadli wrogowie dzisiejszych rządów, albo też propagandziści dobrej zmiany. Są też nieuki pospolite – jak kilku zadufanych w sobie niedouków ze stajni pana Kurskiego, o nich jednak nie warto nawet wspominać.

Reklama

Tak więc do rzeczy. Nie zgadzam się z pesymistyczną diagnozą dotyczącą dzisiejszych szans na polską niepodległość. Podzielam obawy, podzielam diagnozę mówiącą o słabości polskich elit niepodległościowych, jednak widzę drogę... no, może na razie ścieżkę wiodącą ku naszym prawdziwie niepodległościowym szansom i aspiracjom.

Nie podzielam diagnozy red. Michalkiewicza z kilku powodów. Po pierwsze – jeśli nie ma szans, to pozostaje tylko siąść i płakać. Nie potrafię. Po drugie – nie jest tak źle z działaczami niepodległościowymi. Oni rosną, podobnie jak rośnie – pomimo wielu patologii, które opisywałem już w tej rubryce – Polska Lokalna, lepsza, gospodarniejsza i coraz bardziej zadbana.

O ile w działających dziś partiach politycznych istotnie niewielu jest ludzi prawdziwie pracujących dla urzeczywistnienia polskich ambicji niepodległościowych, to jednak w środowiskach lokalnych, wśród ludzi prawdziwej kultury i myśli, narasta zmiana.

Nie jestem tępym wielbicielem Fryderyka Engelsa i jego wprawek o materializmie dialektycznym i jego aplikacjach w przyrodzie (a pewnie tak zabrzmiało ostatnie zdanie), jednak fakt, że Marks z Engelsem posługiwali się nożem i widelcem, nie skłania mnie do jedzenia rękami.

Jeżdżę po Polsce i widzę, jak w wielu miejscach spotykają się ze sobą ludzie poważnie myślący i potrafiący wyjść w tym myśleniu poza logikę partyjnej bijatyki. Ciągle powiększająca się liczba prawdziwych działaczy społecznych, gospodarczych, świetnie radzących sobie w świecie naukowców i ludzi kultury – to właśnie upoważnia mnie do optymistycznego stwierdzenia, że polskiego żywiołu nie da się już zagnać do kąta i okaleczyć – tak jak to uczyniono chociażby umowami „okrągłego stołu”.

Mimo wszystko – prawdopodobnie wbrew zamiarom panów Michnika, Geremka, Kuronia i Kiszczaka – powstała przestrzeń, w której zaczęli się pojawiać polscy patrioci. W ciągu najbliższych lat oczekuję nawet poważnego wkroczenia w publiczną przestrzeń skutecznych i sprawnych działaczy, którzy nie będą zalatywać peerelowskim zapaszkiem moralnej zgnilizny. Tak więc, panie Stanisławie, nie docenia pan zdolności odrastania polskiego żywiołu, jego przemyślności i rosnącej jakości.

I tu pojawia się kolejny moment, w którym różnię się diagnozą z panem Michalkiewiczem. Zauważam, że obok agenturalnych żywiołów, które redaktor bardzo udanie portretuje i definiuje, jednak działa w Polsce (często jeszcze instynktownie i chaotycznie), pulsuje, cała gama towarzystw, kręgów, klubów i rodzin, które prawdziwie wierzą w polską niepodległość i – co więcej – starają się ją współczesnym, dostosowanym do realiów, językiem zdefiniować i domyśleć.

I następna uwaga. Niepodległość, o jakiej mówi red. Michalkiewicz, jest koncepcją sprzed powstania wielkich organizmów międzynarodowych. Ta niepodległość zakłada absolutne władztwo władz krajowych nad zarządzanym przez siebie obszarem. Tymczasem ja współczesną niepodległość pojmuję jako istnienie patriotycznego środka ciężkości polskiej polityki, który zwinnie i licząc się najpoważniej z interesem własnego narodu i kraju, uprawia grę z podmiotami silniejszymi i rzucającymi swój długi cień.

Tu właśnie tkwi istotna różnica pomiędzy naszymi interpretacjami rzeczywistości. Ja uważam, że właśnie teraz jest szansa na stworzenie mobilnej polskiej siły, która znakomicie rozumiejąc uwarunkowania światowej gry, wykroi z niej dla Polski całkiem istotne i – co ważniejsze – niepodlegające nikomu pole. Pan Stanisław opiera się na zimnej – jednak bardzo uproszczonej – analizie, z której wynika, że nie istnieje żadna szansa na realizację polskich interesów niepodległościowych teraz. Taka interpretacja rzeczywistości nie byłaby mylna tylko przy przyjęciu jednego aksjomatu: że niepodległość ciągle rozumiemy na sposób wywodzący się z pierwszych dziesięcioleci XX wieku.

Tymczasem niepodległość w XXI wieku nosi już inny charakter i jest odpowiedzią na pytanie: Czy środek ciężkości, magnes sił politycznych, znajduje się wewnątrz kraju, czy też kraj jest pozbawiony tej cechy, a jego elity to w istocie kompradorzy i akwizytorzy obcych interesów? Ja uważam, że z każdym rokiem powiększa się rzesza ludzi świadomie i nowocześnie patriotycznych, a zatem istnieje szansa na zbudowanie takiego punktu odniesienia wszystkich działań, interesów i publicznych deklaracji właśnie nad Wisłą.

Krótko mówiąc, jeżeli jakieś państwo posiada własnego nieformalnego, mocnego zwyczajem, a nie prawem, regulatora – własne „głębokie państwo”, to takie państwo możemy nazwać dziś niepodległym. W przeciwnym wypadku nawet o Wielkiej Brytanii nie moglibyśmy powiedzieć, że jest dziś państwem niepodległym.

Polacy muszą przyspieszyć budowanie własnej koncepcji polityki zagranicznej, odchodząc od wasalnej wiary w to, że ktokolwiek – poza nami – będzie interweniował w naszej sprawie i nas obroni. Wiara w „wielkiego sojusznika” jest w istocie zaklinaniem rzeczywistości i budowaniem szkodliwej iluzji. Nie możemy jednak wikłać się jedynie w pesymizmach teorii spiskowych mówiących, że wszystko jest już przesądzone, a każdy ruch zostanie zniweczony przez sprytną i dotowaną z zewnątrz agenturę. Polacy nie są ani gorsi, ani mniej inteligentni niż przedstawiciele sił, które nas dotąd majoryzowały. Potencjalnie nie mamy także gorszej kultury i organizacji. Fakt, że do tej pory nie udało nam się tego w pełni objawić, wynika z historycznego pecha i bardziej z obiektywnych uwarunkowań niż własnych grzechów. Choć pewnie tych grzechów znalazłby się cały rejestr. Nie one jednak przesądzały o polskim genius loci.

I wreszcie rzecz niezwykle istotna, a przez red. Michalkiewicza niedoceniana: Polska i Polacy tworzą jednak pewną specyficzną i unikalną przestrzeń duchową. Już widzę uśmiechy wyszydzaczy wskazujących na plebejskie zachowania mas. To jednak nie masy, a wybitne środowiska i jednostki przesądzają często o kierunku rozwoju całej zbiorowości. Duchowości nie da się precyzyjnie zmierzyć, zaplanować, wykorzystać w przygotowywanych strategiach publicznych. Jej istnienie jest jednak faktem i to często przesądza o jakości działań i wyniku międzynarodowej rywalizacji. Polskość to jednak pewna wartościowa przestrzeń etyczna i duchowa, na tyle oryginalna, że przetrwała wieki nieistnienia polskiego państwa.

Czy naprawdę tak łatwo można przejść nad tym do porządku i odesłać naszą niepodległość do lamusa, jako bezwartościowy artefakt?

Tagi:
Niepodległość niepodległość

Reklama

V Przystanek Niepodległość

2019-09-25 10:32

Marek Zygmunt
Edycja świdnicka 39/2019, str. 2-3

Już po raz piąty zorganizowano cykl spotkań, prelekcji, dyskusji pod hasłem „Przystanek Niepodległość”. Tym razem znani przedstawiciele duchowieństwa, parlamentu, środowiska naukowego spotkali się w Polanicy-Zdroju

Marek Zygmunt
Msza św. sprawowana w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pod przewodnictwem bp. Ignacego Deca

Honorowy patronat nad tym przedsięwzięciem sprawował premier RP Mateusz Morawiecki, a duchowy ordynariusz diecezji świdnickiej bp Ignacy Dec. Tegorocznemu „Przystankowi Niepodległość” patronował także szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, poseł ziemi wałbrzyskiej Michał Dworczyk.

Zainaugurowała go uroczysta Msza św. sprawowana w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pod przewodnictwem Ordynariusza. Wśród koncelebransów byli m.in.: ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz z Wydziału Teologicznego w Poznaniu, ks. kan. Krzysztof Rusiecki z Sandomierza i zarazem Krajowy Duszpasterz Rzemiosła Polskiego oraz kapłani z dekanatu Polanica-Zdrój, a obok parafian i kuracjuszy obecni byli także posłowie: Wojciech Murdzek, Mariusz Orion-Jędrysek, Jacek Świat, Ireneusz Zyska, wicemarszałek województwa dolnośląskiego Marcin Gwoźdź. Rangę uroczystości podkreśliła także obecność kompanii honorowej i pocztu sztandarowego 22. Karpackiego Batalionu Piechoty Górskiej z Kłodzka, a oprawę muzyczną zapewniła Orkiestra Reprezentacyjna Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Zabierając głos na początku Mszy św., proboszcz ks. prał. Antoni Kopacz podkreślił, że po Matce Najświętszej, matce naturalnej, naszą matką jest Ojczyzna, nasz kraj, gdzie odkupywaliśmy niepodległość krwawymi walkami, ofiarą krwi i życia. – Dzisiaj niezbędna jest nieustanna modlitwa za Ojczyznę. Niech Pan Bóg sprawi, aby przyniosła ona jak najwięcej owoców, a zwłaszcza owoców pokoju, którego w naszym kraju tak bardzo potrzeba – akcentował ks. prał. A. Kopacz.

W homilii Ksiądz Biskup, nawiązując do czytanej Ewangelii, przypomniał, że Jezus mówi: „Uczeń nie przewyższa nauczyciela”. Jesteśmy uczniami Chrystusa. Winniśmy pamiętać, że nie możemy być ważniejsi i mądrzejsi od Niego. Jeśli komuś wydaje się, że jako uczeń jest mądrzejszy od swego nauczyciela, to staje się ślepcem. Uznać Chrystusa za największego nauczyciela, to droga do prawdziwego wzrostu duchowego, do kroczenia drogą prawdy.

Pytając w dalszej części homilii, jaka jest nasza ocena samego siebie kaznodzieja stwierdził: „Czasem to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz”. Inną miarą mierzymy nas, a inną drugich. Miłość własna zamazuje prawdę. Na niebie na nasze grzechy patrzymy przez różowe okulary miłości własnej, na drugich zaś przez powiększające szkło. Najmniejsze błędy innych stają się dla nas wielkie, zaś własne są przez nas ledwie dostrzegalne. Mamy więc inną miarę do oceniania siebie, a inną do drugich. Trzeba pamiętać o tej wrodzonej tendencji, by znajdować się na drodze prawdy – akcentował kaznodzieja.

Przypominając słowa Jezusa „Wyrzuć najpierw belkę ze swojego oka, a wtedy przejrzysz, aby usunąć drzazgę z oka Twego brata”, Pasterz Kościoła świdnickiego podkreślił, że reformę życia, reformę świata należy zaczynać od siebie. Wskazał w tym kontekście, że walka ze złem w sobie daje podstawę do walki ze złem u innych osób. Tylko wtedy mamy prawo domagać się zmiany u innych, jeśli sami podejmiemy zmianę na lepsze u siebie.

Po Eucharystii jej uczestnicy przeszli w uroczystym pochodzie do Teatru Zdrojowego. Pierwszy panel dyskusyjny zatytułowano: „Wtedy wszystko się zaczęło. 40. rocznica pierwszej pielgrzymki św. Jana Pawła II do Ojczyzny – historyczne przemiany w Polsce i w Europie. Tak narodziła się «Solidarność»”. Jego uczestnicy: ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz, profesorowie: Grzegorz Kucharczyk, Tomasz Panfil i red. Dorota Kania podkreślali w swoich wystąpieniach, że naszemu największemu rodakowi zawdzięczamy przemiany, jakie nastąpiły w Polsce i w Europie, a szczególnie rozpad komunizmu, zburzenie Muru Berlińskiego, powstanie „Solidarności”. Wskazywali przy tym, że dzisiaj, niestety, nie w pełni stosujemy się do nauczania Ojca Świętego Jana Pawła II.

Zabierając głos na zakończenie tego panelu, bp Ignacy Dec wskazał na trzy cuda związane z osobą Jana Pawła II. Pierwszy miał miejsce 16 października 1978 r., kiedy to wybrano go na Następcę św. Piotra, drugi to ocalenie jego życia w zamachu 13 maja 1981 r., a trzeci to rozpad, rozmontowanie komunizmu.

– Paneliści wskazywali na poszerzenie się dzisiaj gremium wojowników, którzy chcą zatrzeć pamięć o naszym Papieżu. Można tutaj przytoczyć słowa Ojca Świętego Benedykta XVI, który powiedział, że „największy wróg Kościoła nie jest na zewnątrz, tylko wewnątrz”. Bo są też niestety katolicy, którzy chcą odejść od Tradycji Kościoła. Z niektórymi nie da się racjonalnie dyskutować. To są ludzie niezdolni do takich dyskusji. I dlatego trzeba obrać drogę modlitwy, potrzebna jest Krucjata Różańcowa, „Polska pod Krzyżem”– akcentował bp Ignacy Dec.

Na zakończenie spotkania organizatorzy wręczyli Pasterzowi diecezji świdnickiej statuetkę przyjaciela „Przystanku Niepodległość”. Przekazując ją, podkreślali, że Ksiądz Biskup od początku patronuje temu przedsięwzięciu, nazwali go „biskupem patriotą”.

Po tym panelu zagadnienie pt. „Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy. Tu krwią nasączony jest każdy centymetr ziemi” podjął w swoim wykładzie wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej prof. dr hab. Krzysztof Szwagrzyk. W kolejnych panelach dyskutowano m.in. o „Ideologii obłędnej jako bolszewizmie, czyli o współczesnym terroryzmie”, o „30 lat «wolnej» Polski. Bilans zysków i strat”, o „Kulturze Wyklętej”, a na zakończenie tegorocznego „Przystanku Niepodległość” podjęto temat „Smoleńsk pamiętamy. Jak blisko, jak daleko jest prawda?”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uboga wdowa i sędzia

2019-10-16 12:28

O. Krzysztof Osuch SJ
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 25

stock.adobe.com

W dzisiejszej Ewangelii Jezus kreśli dwie postacie. Jedną z nich jest uboga wdowa. W czasach Jezusa wdowa była skrajnym przykładem osoby uciśnionej. Często nie posiadała środków do zaspokojenia elementarnych potrzeb życiowych. Taka właśnie wdowa jest ofiarą podwójnego bezprawia: aroganckiej siły przeciwnika, który jest bogaty i może opłacić i przekupić sądy, oraz niewzruszonej obojętności sędziego.

Sędzia to druga postać przypowieści. Jest obojętny i cyniczny wobec cierpienia kobiety. Jest praktycznym ateistą, nie liczy się z Bogiem ani przykazaniami. W konsekwencji nie liczy się z ludźmi. Jest zamknięty w skorupie własnego egoizmu, nie interesują go sprawiedliwość ani cierpienie człowieka niesłusznie skrzywdzonego.

Jezusowi w tej przypowieści zapewne nie chodzi o napiętnowanie korupcji i niesprawiedliwości sędziów. Nie chodzi Mu też zapewne jedynie o wzbudzenie empatii i solidarności z ubogimi. Pragnie On nam raczej uświadomić ogromną moc cierpliwej modlitwy i zaufania Bogu.

Kobieta, chociaż wydaje się na przegranej pozycji, nie poddaje się. Odkrywa słaby punkt sędziego – egoizm, snobizm. I wykorzystuje go, nieustannie nachodząc sędziego, naprzykrzając się mu. Arogancki sędzia wysłuchuje jej, aby go więcej nie zadręczała.

Postawa kobiety wskazuje na podwójną „broń”, którą możemy stosować wobec Pana Boga. Pierwszą jest ludzka słabość. Kobieta nie ma nic do stracenia, może więc z całą determinacją walczyć. Jej słabość ostatecznie zwycięża z siłą niesprawiedliwego sędziego. Pan Bóg ceni słabość, ubóstwo, pokorę. One sprawiają, że nie pozostaje obojętny wobec ludzkich próśb.

Drugą bronią tej kobiety są upór i cierpliwość. Kto potrafi czekać i nalegać jak ona, zostanie wysłuchany, choćby z tego względu, by się już nie naprzykrzał i nie zawracał głowy. Przypowieść Jezusa ukazuje tajemniczą siłę modlitwy. Nawet jeśli wyczerpiemy wszystkie możliwości, pozostaje cierpliwość modlitwy. Tajemnica zmian jest ukryta w nieskończonej cierpliwości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Wodarczyk do Odnowy w Duchu Świętym: Wzrastajcie w wierze!

2019-10-19 17:21

ks.sk / Pszczyna (KAI)

40 rocznica istnienia wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym była okazją do wspólnego świętowania w Piasku k. Pszczyny. Eucharystii podczas dnia jedności przewodniczył bp Adam Wodarczyk. W homilii przypominał o wartości cnoty wiary w życiu każdego ochrzczonego. – Wiara jest podstawą, fundamentem. Wszystkie inne cnoty wypływają z cnoty wiary – zauważył duchowny – Wzrastajcie w wierze! Jeżeli wzrastamy w cnocie wiary, to wzrastamy we wszystkich innych cnotach – dodał.

Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie

– Gdy myślę o 40-leciu Odnowy, to widzę ten największy dar: wiarę, która pozwala iść za Jezusem, nawet jeśli potrzeba iść pod prąd temu światu… – stwierdził bp Wodarczyk. – Niech Duch Święty daje nam siłę, aby to dzieło, w którym się formujecie było żywe. Aby osoby, które zapraszacie do wspólnot doświadczały łaski wiary – powiedział.

Pomocniczy biskup archidiecezji katowickiej zauważył również, że znakiem trwałości działania Ducha Świętego w sercach zgromadzonych w kościele w Piasku członków Odnowy w Duchu Świętym jest wierność. – Wielu z was tutaj dzisiaj obecnych rozpoczynało w początkach tego ruchu – powiedział.

Bp Wodarczyk podkreślił również, że szczególnym doświadczeniem działania Ducha Świętego, które odkrywamy przez formację we wspólnocie jest odkrycie daru wiary w Boga w Trójcy Świętej Jedynego, a przez to Boga, który ukazuje się w swoim Synu w tajemnicy Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. – Wiara prowadzi też do tego, że z pełnym pokojem serca słuchamy słów, które Bóg przekazuje przez Pismo Święte – dodał.

Odnosząc się do odczytanej Ewangelii wg św. Łukasza, zauważył, że nie słyszymy w niej o rzeczach łatwych. – Będą was ciągnąć do synagog, urzędów i władz… to doświadczenie próby – komentował bp Wodarczyk. – Ale jest też słowo pocieszenia: nie martwcie się, co macie mówić. Duch Święty was pouczy – dodał. – Cała historia Kościoła jest świadectwem tej prawdy. Będziemy doświadczali krzyża, jako Jego uczniowie, ale będziemy mieć też siłę, by sprostać tej próbie – powiedział.

Na temat samego ruchu Odnowy w Duchu Świętym wypowiedział się natomiast ks. Tadeusz Skrzypczyk, który jest moderatorem wspólnoty w archidiecezji katowickiej. – Na terenie naszej archidiecezji jest ponad 30 wspólnot – stwierdził. – To około pół tysiąca osób, które się regularnie spotykają i modlą w różnych intencjach – zauważył.

Początki działalności odnowy charyzmatycznej na terenie diecezji katowickiej sięgają 1978 r. Od 1979 r. rozpoczęły się regularne spotkania modlitewne osób chcących pogłębiać swoją wiarę w ruchu charyzmatycznym. W 1984 ówczesny biskup katowicki Herbert Bednorz mianował ks. Tadeusza Skrzypczyka odpowiedzialnym za coraz liczniej powstające grupy modlitewne. Posługę tę ks. Skrzypczyk pełni do dzisiaj.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem