Reklama

Przez pokutę ku wolności

2018-09-19 10:33


Edycja zielonogórsko-gorzowska 38/2018, str. IV

Karolina Krasowska
Ks. Piotr Grabowski zachęca do udziału w I Diecezjalnej Pieszej Pielgrzymce Pokutnej

Z ks. kan. Piotrem Grabowskim, proboszczem parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Ośnie Lubuskim, rozmawia Kamil Krasowski

Kamil Krasowski: – 29 września z Ośna Lubuskiego wyruszy I Diecezjalna Piesza Pielgrzymka Pokutna do Górzycy. Pielgrzymki te odbywają się już od kilku, a nawet kilkunastu lat. Nawiązują do objawień Matki Bożej w Fatimie. Proszę powiedzieć, kiedy powstał pomysł na pielgrzymki pokutne i co było inspiracją, by do udziału w nich zaprosić całą diecezję.

Ks. Piotr Grabowski: – Myślę, że jest to wynik działania Ducha Świętego. Można zauważyć, że ostatnimi laty motyw pokutowania pojawia się coraz częściej i jest w różny sposób przeżywany. Mam tu na myśli chociażby Wielką Pokutę na Jasnej Górze czy wątki pokutne w różnych diecezjach, a ostatnio pielgrzymkę związaną z modlitwą pokutną do Gietrzwałdu. Na pokutę przeżywaną bardzo konkretnie wskazują również objawienia fatimskie. Chodzi o to, żeby odpowiedzi na wezwanie Maryi z Fatimy nie spłycić tylko do odmawiania Różańca, chociaż jest to oczywiście wola Matki Bożej, a właściwie wola Pana Boga podpowiadana nam przez Maryję.
Pielgrzymka Pokutna z Ośna do Górzycy od zawsze była naszym wydarzeniem parafialnym. Włączali się w nią chętni z parafii, a czasem i spoza niej. Niedawno ks. Robert Patro zaproponował, aby nadać jej charakter diecezjalny. Ucieszyłem się, bo wspólne przeżywanie, także pokutowania, będące szczególną relacją do Pana Boga, jest bardzo potrzebne człowiekowi żyjącemu w dzisiejszym, często zatomizowanym świecie, na co zwraca uwagę również papież Franciszek, przestrzegając przed zamknięciem się w egocentryzmie. A przecież Kościół jest wspólnotą, przeżycie więc pielgrzymki na poziomie diecezjalnym dociera do nas bardzo mocno jako sygnał, że Duch Święty działa tutaj, w tym miejscu, także w ludzkich sercach, w których życie religijne, sakramentalne wydaje owoce.

– Proszę powiedzieć, dlaczego pielgrzymka jest organizowana właśnie do Górzycy. Co to za szczególne miejsce?


– W niepamiętnych czasach, już na samym początku istnienia diecezji lubuskiej, obejmującej kiedyś tereny po obu stronach Odry i przynależącej do archidiecezji gnieźnieńskiej, prawdopodobnie w miejscowości Panięcin (dzisiaj Pamięcin), czyli jak można domniemywać: Miejsce Pani – Matki Bożej, było już prawdopodobnie jakieś sanktuarium. Potwierdzona o tym wzmianka jest związana z przeniesieniem wizerunku Matki Bożej z sanktuarium w Panięcinie do Górzycy, gdzie postanowiono wybudować siedzibę biskupstwa lubuskiego. To właśnie do tego miejsca, gdzie mięli rezydować biskupi, do sanktuarium przeniesiono figurki i obraz. I okazuje się, że to było szczęśliwe rozwiązanie, bo sanktuarium przetrwało nawet zniszczenie Górzycy i przeniesienie siedziby biskupiej do kolejnego miejsca.
Jeśli chodzi o samo sanktuarium, to było ono licznie nawiedzane przez pielgrzymów z okolicznych terenów, można wymienić tu cały obszar od Brandenburgii, przez Pomorze, Wielkopolskę, Śląsk. Są zapisy o wotach, które były składane jako dziękczynienie za doznane cuda, jak np. uzdrowienie. Znaleziono wiele kul, o których chodzili kalecy, taczek, na których ktoś był wieziony, a które tam zostawały, bo już nie były potrzebne, pamiątki po innych cudach, związane choćby z pragnieniem posiadania czy uzdrowienia dzieci. Takie funkcjonowanie sanktuarium trwało do czasu rozwoju na tych terenach reformacji. Wiąże się ono także ze smutną historią Jana z Kostrzyna, którego rodzina była bardzo pobożna. Gdy umierał jego ojciec, zażądał od swych synów przysięgi, że nigdy nie porzucą wiary katolickiej. Jeden z nich jeszcze tego samego roku, drugi rok później przeszli na protestantyzm, a Jan z Kostrzyna zrobił to w sposób tak mocny, że zaczął niszczyć wszelkie przejawy katolicyzmu, a zwłaszcza te związane z kultem maryjnym. Ostatecznie sanktuarium w Górzycy zostało zniszczone w 1551 r. wskutek napadu wójta torzymskiego. Zniszczenia dokonano bezpowrotnie. Kult już się tam nie odrodził aż do XIX wieku.
W 1936 r., kiedy w Berlinie odbyło się spotkanie dla duszpasterzy, zwłaszcza duszpasterzy młodzieży, jedną z propozycji, co robić wobec rozwijającego się nurtu faszystowskiego w Niemczech, było ożywienie kultu maryjnego i pielgrzymek. Wtedy odbyła się pielgrzymka młodzieży męskiej z Kostrzyna do Górzycy jako do miejsca, w którym kiedyś było sanktuarium.
W 1982 r. została poświęcona z trudem odbudowywana świątynia w Górzycy. Władze PRL-owskie udzieliły pozwolenia z myślą, że to jest kościół nawiązujący do sanktuarium, kiedyś tam istniejącego, noszącego ślady katolicyzmu, polskości, słowiańszczyzny. Wtedy też pojawił się tam XVII-wieczny obraz Matki Łaski Bożej. Od tamtego czasu kult jest wyraźnie przeżywany i możliwe, że już wtedy rozpoczynały się pielgrzymki czy wędrówki do tego miejsca. Kiedy trafiłem do Ośna, dowiedziałem się, że pielgrzymki pokutne odbywają się tu od lat. Są zadośćuczynieniem za zniszczenie tamtejszego pierwotnego sanktuarium. Do tego dochodzi myśl naszej współczesnej pokuty, którą teraz mamy przeżywać, a w związku z coraz lepszym przyswajaniem myśli fatimskiej, to wędrowanie w swojej treści się pogłębia, dlatego postanowiłem dzieło kontynuować.

– Jaką trasę będą mieli do pokonania pielgrzymi?

– Ponad 20 km. Trasa nie jest długa, ale nie wielkość umartwień jest ważna. Matka Boża zwraca uwagę, że nie chodzi o poszukiwanie jakichś szczególnych umartwień, chociaż niektórzy mają potrzebę, by dać z siebie więcej, bo proces nawracania się i pokutowania jest zawsze indywidualny. Pokutę największą i tę ostateczną wypełnił za nas Chrystus Pan. To ofiara zastępcza. Ale my mamy też ją do wypełnienia, a ta droga jest okazją do tego, by coś dokończyć albo dopiero rozpocząć.

– Kto jest zaproszony do udziału w pielgrzymce?

– Wszyscy. Każdy, kto jest otwartego serca. I ten, który czuje, że ma coś do odpokutowania, i ten, który za bardzo nie widzi, za co miałby osobiście pokutować. Oprócz tego jest kwestia pokuty za innych. Każdy jest więc wezwany do tego, by dać odpowiedź. Chodzi o przypominanie sobie, że jako diecezja stanowimy szczególną wspólnotę biskupa i w tym wymiarze diecezjalnym mamy pewien obowiązek przeżywania gestów, w których jako Kościół się łączymy.

– Co należy ze sobą zabrać i jak przygotować się do drogi?

– Przede wszystkim dobre chęci i gotowość do drogi, bo jest to pielgrzymka pokutna, więc nie ma jakichś specjalnych luksusów – mamy po prostu drogę do przejścia. Należy zadbać o odpowiednie buty i strój – najlepiej wersja na cebulkę, bo pogoda to zawsze niespodzianka. Należy oczywiście zabrać ze sobą różaniec. Nie gwarantujemy posiłku, więc jeżeli ktoś czegoś potrzebuje, to zabiera ze sobą.

– Gdzie i do kiedy można się jeszcze zapisywać na pielgrzymkę?

– Można przyjechać bez zapisów, ale dla lepszej organizacji mile widziane wcześniejsze zgłoszenia. Można to zrobić bezpośrednio u księży w Ośnie albo przez stronę internetową (www.swjakubapostol.pl), na której uruchomiony jest formularz zgłoszeniowy, bądź przez adres mailowy (parafia@swjakubapostol.pl), który również jest tam podany. Wypełniając formularz, prosimy, żeby zaznaczyć, czy chce ktoś wrócić autokarem z powrotem do Ośna.

– Jak zapowiada się program pielgrzymki?

– W sobotę 29 września o godz. 9 rozpoczynamy od nabożeństwa i konferencji wprowadzającej w kościele parafialnym św. Jakuba Apostoła w Ośnie Lubuskim, który znajduje się na Szlaku św. Jakuba Apostoła. Ok. godz. 10 wyjdziemy na trasę. Będziemy szli przez miejscowości takie jak: Sienno, Spudłów, wzgórze Targacz pod Górzycą, gdzie znajdowało się sanktuarium, a dziś są resztki odnajdowane przez archeologów, aż dojdziemy do samej Górzycy. Po drodze będzie możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Droga urozmaicona – trochę asfaltowa, trochę polna, między lasami. Planujemy dojść do Górzycy tak, żeby o godz. 17 odprawić Mszę św. na zakończenie. Po niej jest przewidziana wspólna agapa. O 18.30 wyruszy pierwszy autobus z osobami, które będą chciały wrócić do Ośna.

– Pielgrzymka wpisuje się w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Jakie zatem refleksje związane z tym jubileuszem jej towarzyszą?

– Na pierwszy rzut oka choćby z kolorem na plakatach informujących o pielgrzymce i z hasłem, które przeżywaliśmy na modlitwie w Gietrzwałdzie, wskazującym, że do wolności zewnętrznej idzie się przez wolność wewnętrzną. Nie sposób budować wolności wewnętrznej, jeżeli człowiek nie jest gotów podejmować pokutowania. Zdolność do niego jest oznaką, że odzyskałem wolność – tę w sobie, wewnątrz. Kto jest niewolnikiem, ten boi się podejmować jakiejkolwiek pokuty, bo to oznacza przyznanie się do tego, że jest coś nie w porządku ze mną. Dzisiejszy świat mówi, że jestem OK, że mam się realizować, że jestem czystą tablicą, którą cywilizacja niszczy. Wychodzenie więc ze stanu niewolnictwa jest trudne dla człowieka, bo to zmaganie się z sobą. Ale ten, kto odkrywa wymiar pokutowania, ten odkrywa korzenie wolności. Zdajemy sobie sprawę, że aby być ludźmi wolnymi, także jako naród, to tę wolność wewnętrzną musimy posiadać, tylko wtedy jesteśmy w stanie oprzeć się zniewoleniom, które przychodzą z zewnątrz.

Tagi:
rozmowa pokuta

Reklama

Pokuta. Pokuta. Pokuta

2019-07-24 11:33

Joanna Szałata, Wspólnota Rodzin „Domus Mariae”
Edycja szczecińsko-kamieńska 30/2019, str. 2-3

1 lipca w Gietrzwałdzie z inicjatywy Szczecińskiej Wspólnoty Rodzin „Domus Mariae” pod patronatem i przy błogosławieństwie abp. Andrzeja Dzięgi miało miejsce wyjątkowe wydarzenie – I Narodowy Dzień Pokuty za grzechy wobec Życia, Dzieci i Rodziny

Archiwum prywatne
Uczestnicy I Narodowego Dnia Pokuty za grzechy wobec Życia, Dzieci i Rodziny

POKUTA 2033 (takie jest ogólne hasło) jest 14-letnim przygotowaniem się Polaków do obchodów jubileuszu męki, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia naszego Pana Jezusa Chrystusa, które będzie miało miejsce w 2033 r. Zatem za 14 lat będziemy obchodzili okrągłą rocznicę 2000 lat naszego odkupienia.

Biorąc pod uwagę tak okrutne grzechy, jakich się my – Polacy – dopuściliśmy w przeszłości, nie można się do tego jubileuszu przygotować inaczej, jak przez pokutę i nawrócenie. Przebłaganie i wynagrodzenie Bogu i Matce Najświętszej za nasze narodowe grzechy, za pychę, wszelkie niegodziwości, profanację i obrażanie Boga musi się wiązać ze zgiętymi kolanami i ofiarą, bowiem pokuta zawiera:

– uświadomienie sobie i nazwanie grzechu, zobaczenie ogromu wyrządzonego zła i wszystkich jego konsekwencji; – wzbudzenie w sobie prawdziwego, szczerego żalu za grzechy, za wyrządzoną krzywdę, skruchę i błaganie o przebaczenie;

– mocne postanowienie poprawy i podjęcie bardzo konkretnych kroków w pracy nad sobą, realną przemianę i zerwanie z grzechem;

– szczerą spowiedź;

– zadośćuczynienie, wynagrodzenie Bogu i bliźniemu za krzywdy, czyli rzeczywistą naprawę życia i prawdziwe nawrócenie;

I Narodowy Dzień Pokuty za grzechy wobec Życia, Dzieci i Rodziny koncentrował się wokół rozważań z pierwszej stacji Drogi Krzyżowej: wyrok. Całemu wydarzeniu przewodniczył filozof i teolog, ks. prof. Tadeusz Guz z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który w czasie Drogi Krzyżowej, homilii oraz popołudniowej konferencji wygłosił bardzo głębokie i przejmujące rozważania.

Polacy – naród wybrany przez Boga, przez wieki wierny Chrystusowi i Ewangelii, zawsze oddany Kościołowi katolickiemu i przytulony do Maryi wychodził zwycięsko z każdej niewoli zewnętrznej i wewnętrznej. Często płacił bardzo wysoką cenę za swoje nieprawości i zdradę, ale na kolanach powracał do Ojca, wielokrotnie całując ślady własnej krwi.

Dzisiaj wydaje się przechodzić czas wyjątkowej próby. Stoi w obliczu tak diabolicznego ataku na życie, dzieci i rodzinę, jakiego świat chyba jeszcze nigdy nie doświadczał. Dlatego wyjątkowo potrzebna jest nam pilnie interwencja Boga Wszechmogącego, w Trójcy Świętej Jedynego, i pomoc Matki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Ewangelia i nasze doświadczenia dziejowe zapewniają nas, że sami z siebie nic uczynić nie możemy i jak mówił kard. August Hlond: „Jeśli przyjdzie zwycięstwo, to przyjdzie przez Maryję”. Dlatego to Gietrzwałd – miejsce jedynych, potwierdzonych przez Kościół objawień Maryi na polskiej ziemi i wydarzeń, które od 1877 r. przyniosły Polsce niepodległość, a milionom Polaków nawrócenie – stał się miejscem POKUTY 2033.

Ks. Łukasz Kadziński, opiekun i moderator Wspólnoty Rodzin „Domus Mariae”, rozpoczynając Drogę Krzyżową, podkreślił: – I my, jako grzesznicy, przychodzimy tutaj, aby czynić pokutę, i nic więcej. Nie akcje, nie jakieś eventy chrześcijańskie, wielkie wydarzenia. Przyszliśmy tu, aby czynić pokutę, aby zgiąć nasze kolana przed Panem, wiedząc, że tylko pokutą jesteśmy w stanie wybłagać Jego miłosierdzie i łaskę.

Ks. prof. Tadeusz Guz zauważył, że: „także dzisiaj wielu wrogów Boga objawionego w Panu Jezusie z Nazaretu – z wewnątrz i spoza Polski – chce uczynić z Polakami katolikami to samo, co tamten niemiecki zaborca. Ale najpierw sądzą oni, że trzeba nam zohydzić Pana Boga, Matkę Najświętszą, krzyż Pański, Kościół wraz z sakramentami świętymi, duchowieństwem konsekrowanym i sakramentalnymi małżeństwami – jako kolebkami polskich rodzin, parafii, gmin – oraz całym narodem i państwem”.

Rozpoczęte 1 lipca uroczystości przygotowujące Polaków do obchodów jubileuszu odkupienia, zanurzając każdego w przelanej na krzyżu Najświętszej Krwi naszego Pana i Boga, dają głęboką ufność i nadzieję na realne, rzeczywiste i prawdziwe nawrócenie naszego narodu. Tak nam dopomóż Bóg i Maryja zawsze Dziewica.

Na to wyjątkowo ważne wydarzenie Wspólnota Rodzin „Domus Mariae” zorganizowała pielgrzymkę autokarową, w której wzięła udział 50-osobowa grupa osób nie tylko ze Szczecina, ale i ze Świnoujścia, Dębna, Gryfina, Przybiernowa, Bielska-Białej, Wrocławia, a nawet z Bawarii.

Kilkudziesięciuosobowa grupa, która pozostała w tym dniu w Szczecinie, w łączności z pątnikami z Gietrzwałdu, przeżywała Mszę św. w NFRR, Nabożeństwo Pokutne oraz Drogę Krzyżową w kościele pw. św. Brata Alberta na Głębokim.

Konferencji można wysłuchać na www.pch24.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Portoryko: tragiczna śmierć polskiego misjonarza

2019-08-19 14:19

vaticannews / San Juan (KAI)

W Portoryko tragicznie zginął polski misjonarz ks. Stanisław Szczepanik ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Wiele wskazuje na to, że poniósł śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Okoliczności bada jednak policja, ponieważ nieprzytomnego kapłana znaleziono leżącego na chodniku z rozbitą głową. Obok stał rower, którym misjonarz jechał na poranną Eucharystię. Nie było żadnych świadków zdarzenia. Do wypadku doszło 16 sierpnia w Ponce, gdzie ostatnio pracował. Dwa dni później zmarł w miejscowym szpitalu. Zgodnie z ostatnią wolą ks. Szczepanika, zawartą w testamencie napisanym zakonnym zwyczajem przed wyjazdem na misje, jego narządy przekazano do przeszczepu.

pixel2013/pixabay.com

„Był człowiekiem niezwykle przyjacielskim, otwartym na ludzi, którym służył, ale i braci, z którymi dane mu było pracować” – mówi Radiu Watykańskiemu ks. Jarosław Lawrenz, którego zmarły kapłan wprowadzał w realia pracy misyjnej w Zairze. Następnie w 2000 r. razem zakładali placówkę misyjną na Haiti.

"Ks. Stanisław przede wszystkim był otwartym człowiekiem, poszukującym zawsze najlepszego rozwiązania dla dobra drugiego. Był bardzo pracowity i bardzo od siebie wymagał. Zawsze chciał się dobrze przygotować do pełnionej funkcji. Pamiętam, jak kończył pracę w terenie i poproszono go, żeby poprowadził kierownictwo duchowe w seminarium w Kinszasie. Zwrócił się wówczas do przełożonych, by wysłali go na studia. I w Paryżu u jezuitów skończył duchowość. Z kolei gdy szedł do buszu uczył się lokalnego języka, by móc z się porozumiewać z ludźmi, którzy zostali mu powierzeni. Pamiętam, że gdy w 2000 roku razem wyjechaliśmy na Haiti, zajął się klerykami będącymi na początku formacji. Pierwszą rzeczą, od której zaczął tych ludzi przygotowywać do kapłaństwa i otwierać na sens i bogactwo powołania było Słowo Boże i liturgia. Dla niego Eucharystia była bardzo ważna i myślę, że ktokolwiek go z tego czasu pamięta, to będzie wskazywał na znaczenie kaplicy w jego życiu. Dla niego miejsce spotkania z Panem było bardzo ważne. Zawsze odwoływał się do łaski Pan. Mówił, że jeżeli Bóg nas tutaj wysłał i jeżeli Bóg chciał byśmy tu byli, to On nam pomoże” - wspomina w rozmowie z papieską rozgłośnią ks. Lawrenz.

Ks. Szczepanik miał 63 lata. W 1981 r. wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, a w 1985 r. przyjął święcenia kapłańskie. Rok potem wyjechał na misje najpierw do dawnego Zairu (obecnie Demokratyczna Republika Konga), a następnie na Haiti, Dominikanę i do Portoryko. Współbracia wspominają go jako oddanego ludziom kapłana, niestrudzonego spowiednika i kierownika duchowego. Był też wielkim promotorem kultu Bożego Miłosierdzia. Wolą misjonarza było zostać skremowanym i spocząć w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zwycięstwo zakopiańskich jeźdźców w V Międzynarodowym Konkursie Tradycyjnego Powożenia

2019-08-20 10:58

Zakopiańskie Centrum kultury

To, że podhalańscy woźnicy należą do międzynarodowej czołówki, wiedzą już praktycznie wszyscy entuzjaści jazdy konnej. Świetnym dowodem na to są wyniki V Międzynarodowego Konkursu Tradycyjnego Powożenia w śląskim Koszęcinie. Nie dość, że nasze rodzime zaprzęgi prezentowały się wspaniale w regionalnej otoczce, to jeszcze osiągnęły niekwestionowany sukces, zajmując czołowe miejsca w klasyfikacji konkursowej.

Fundacja Gallen

W dniach 10 i 11 sierpnia odbyły się zawody V Międzynarodowego Konkursu Tradycyjnego Powożenia o Trofeum „Śląska”. W tym samym czasie miała miejsce również rekonstrukcja historycznego pokazu i wystawa zabytkowych zaprzęgów konnych. Podhalańscy jeźdźcy brali udział w rywalizacji, plasując się na pierwszej pozycji w kategorii zaprzęgu jednokonnego i na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej. Wspierani przez Miasto Zakopane oraz Zakopiańskie Centrum Kultury, Maciej Gąsienica-Sieczka i Anna Gąsienica-Sieczka odebrali trofea i dyplom od Ministra kultury i dziedzictwa narodowego, Piotra Glińskiego, który osobiście pojawił się na zawodach. Ubrani w tradycyjne stroje góralskie, prezentowali się wyjątkowo na tle innych zaprzęgów. Warto nadmienić, że para ta rokrocznie, już od pięciu edycji, zajmuje miejsca na konkursowym podium.

To nie była jedyna grupa konna z Podhala. Wojciech Migiel i Szymon Bafia wcale nie odbiegali umiejętnościami od pozostałych reprezentantów, zajmując drugie miejsce w kategorii zaprzęgu jednokonnego. Z pewnością można nazwać to sukcesem całego regionu na V Międzynarodowym Konkursie Tradycyjnego Powożenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem