Reklama

Panie, wspieraj tych, których powołujesz

2018-11-07 08:52

Kl. Michał Stachyrak
Edycja przemyska 45/2018, str. IV

Marek Łabuński
Mszy św. przewodniczył abp Adam Szal

W sobotę 20 października 2018 r. na kilka dni przed liturgicznym wspomnieniem bł. Jana Balickiego odbyła się pielgrzymka Dzieła Pomocy Powołaniom. Jest to wspólnota wiernych z całej diecezji, której członkowie podjęli się modlitwy w intencji kapłanów, osób konsekrowanych, kleryków, a także wszystkich młodych, którzy stają przed niezwykle ważną, ale i trudną decyzją wyboru własnej życiowej drogi.

Modlitwa w intencji powołań

Pielgrzymka rozpoczęła się uroczystą Eucharystią pod przewodnictwem abp. Adama Szala, metropolity przemyskiego. Ksiądz Arcybiskup podziękował wiernym za przybycie, zaznaczając, jak ważna jest modlitwa w intencji powołanych do kapłaństwa i życia zakonnego. Przywołał przy tym słowa papieża Franciszka, który u początku posługi na Stolicy Piotrowej prosił o duchowe wsparcie wezwaniem: „Módlcie się za mnie”. Jednocześnie Metropolita skierował prośbę o duchowe wsparcie dla kapłanów przeżywających rozmaite życiowe trudności i kryzysy.

Homilię wygłosił ks. Łukasz Jastrzębski, sekretarz metropolity przemyskiego, ukazując teologię powołania, które za św. Janem Pawłem II możemy określić mianem „daru i tajemnicy”. W tych prostych słowach objawia się istota, sens i głębia powołania. Jezus w swoim miłosierdziu powołuje kogo chce, zastrzegając: „nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15,16). Powołanie to wielka tajemnica, która dotyka najbardziej intymnej sfery człowieka, jednak nie każdy potrafi odpowiedzieć pozytywnie na ów wewnętrzny głos. Dzieje się tak, ponieważ Jezus szanuje wolność każdego człowieka. Kaznodzieja zwrócił uwagę, że wielkość Chrystusowego kapłaństwa może przerażać. Przywołał słowa św. Piotra, który uznając swoją słabość, błaga Jezusa: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8). Jednak na każdego powołanego pada pełne miłości spojrzenie Jezusa, któremu trzeba zaufać, mając w sercu słowa św. Jana Pawła II wypowiedziane u progu pontyfikatu: „Nie lękajcie się!”. Na koniec homilii kaznodzieja wypowiedział słowa św. Jana Pawła II w intencji powołań, posługując się orędziem Papieża Polaka: „Do Ciebie, Panie, zwracamy się z ufnością! Synu Boży, posłany przez Ojca do ludzi wszystkich czasów i do każdego zakątka ziemi! Prosimy Cię przez pośrednictwo Maryi, Matki Twojej i Matki naszej: spraw, aby w Kościele nie brakowało powołań, zwłaszcza tych, do specjalnej służby na rzecz Twego Królestwa.

Reklama

Wspieraj tych, których powołujesz do naśladowania Ciebie w naszym czasie: spraw, aby kontemplując Twoje oblicze, odpowiedzieli z radością na zdumiewającą misję, którą im powierzyłeś dla dobra Twojego Ludu i wszystkich ludzi. Ty, który jesteś Bogiem i który żyjesz i królujesz z Ojcem i Duchem Świętym przez wszystkie wieki wieków. Amen”.

Spotkanie w auli WSD

Druga część spotkania miała miejsce w Auli Instytutu w Wyższym Seminarium Duchownym. Członków i sympatyków DPP przywitał rektor ks. Konrad Dyrda, który zaznaczył, że najważniejszą misją i celem troski o powołanych jest świętość kapłanów.

Następnie klerycy IV roku wystawili sztukę o życiu św. Maksymiliana Marii Kolbego. Alumni przypomnieli najważniejsze wydarzenia z życia świętego męczennika: od objawienia z dzieciństwa, w którym otrzymał od Matki Bożej dwie korony – czystości i męczeństwa; poprzez trudności z rozeznaniem powołania w nowicjacie, studia w Rzymie, stworzenie Milicji Niepokalanej, czasopisma „Rycerz Niepokalanej”, założenie Niepokalanowa, aż po heroiczne oddanie życia za współwięźnia w Auschwitz.

Św. Maksymilian był kapłanem, którego życie naznaczyła miłość do Maryi Niepokalanej. To zawierzenie nadało kierunek jego działalności i zaprowadziło do świętości przez śmierć męczeńską. Zgromadzeni na sztuce kapłani i świeccy mogli uświadomić sobie, jak ważna jest pobożność maryjna w życiu każdego człowieka.

Na koniec ks. Maciej Dżugan, moderator Dzieła Pomocy Powołaniom podziękował wszystkim za nieustanną modlitwę w intencji powołań, a zwłaszcza kleryków, zapewniając, że dar modlitwy działa także w drugą stronę. Wspólnota Seminarium pamięta o swoich duchowych dobroczyńcach w modlitwach, a w każdy czwartek w intencji DPP sprawowana jest Msza św. Każdy kleryk napisał własnoręczne, osobiste podziękowania dla każdego z członków Dzieła Pomocy Powołaniom, prosząc o dalsze wsparcie duchowe.

Dzieło Pomocy Powołaniom

Dzieło Pomocy Powołaniom to wielki skarb dla wspólnoty Seminarium. Modlitwa w intencji kapłanów i alumnów to podstawa, która pomaga kroczyć wymagającą, ale piękną drogą powołania. Modlitwa w trudnych momentach dodaje otuchy, przypomina, że człowiek nigdy nie jest sam, pomaga podnieść się i na nowo zwrócić oczy ku niebu. Dni, w których gromadzą się członkowie Dzieła Pomocy Powołaniom, uświadamiają każdemu podążającemu drogą wyznaczoną przez Chrystusa, jak wielkim duchowym wsparciem jest każdego dnia obdarowywany. Pozwala to na nowo zrozumieć sens i potrzebę wzrastania duchowego, aby życiem z ludźmi i dla ludzi przybliżać ich do Boga i z nimi zdobywać świętość. Na widok tak wielu ludzi dobrej woli, zatroskanych o dobro powołanych, raduje się serce, a w oku niejednego alumna pojawia się łza wzruszenia i wdzięczności.

Tagi:
powołanie

Reklama

Eksper KEP ds. powołań: brakuje mistrzów życia duchowego

2019-11-19 11:09

Rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Cierpimy na bardzo poważny brak mistrzów życia duchowego - stwierdza w rozmowie z KAI ks. prof. Marek Tatar, krajowy duszpasterze powołań. Jego zdaniem w formacji seminaryjnej bardzo mocno akcentowany jest element formacji psychologicznej, intelektualnej i społecznej w pewnym oderwaniu od nadprzyrodzoności. Ks. Tatar zwraca tez uwagę, że nie można kierować się jedynie chęcią wychowania dobrych „fachowców” dla parafii.

Fotolia.com

Tomasz Królak (KAI): W tym roku do seminariów zgłosiło się o 20 proc. kandydatów do kapłaństwa mniej niż w ubiegłym. To poważne tąpnięcie, chyba niespotykane w ostatnim dziesięcioleciu i wygląda dość alarmistycznie...

Ks. prof. Marek Talar: – Na pewno to brzmi niepokojąco. I zmusza do refleksji w bardzo szerokim kontekście. Problem powołań, czy raczej powołania, jest dość złożony. Pojawiają się publikacje w mediach publicznych niekoniecznie sprzyjających Kościołowi, które mówią o krachu powołań czy o omijaniu seminariów przez młodych szerokim łukiem. Ich autorami często są ludzie, którzy mają niewiele wspólnego z Kościołem.
Statystyki za ostatnie 10 lat pokazują niewielkie tylko wahnięcia. Rzeczywiście poważne obserwujemy w dwóch ostatnich latach. Obserwujemy spadek, z faktami trudno dyskutować. W stosunku do roku 1999, kiedy to w seminariach diecezjalnych i zakonnych mieliśmy 6800 kleryków, obecnie jest ich około 2850. Ale trzeba mieć świadomość, że kompletnie zmienił się kontekst. Porównajmy na przykład rok 1999 i 2019 – dziś mamy zupełnie inną sytuację eklezjalną, społeczną, rodzinną. Także jeśli chodzi o formację, przygotowanie, rozumowanie, konstrukcję młodego człowieka.
Ogromną sekularyzację widać nie tylko w powołaniach, weźmy pod uwagę podejście do katechezy, traktowanie praktyk religijnych, następuje ogromne zindywidualizowanie i niebezpieczną relatywizację w podejściu do norm moralnych: to człowiek chce decydować o tym, co dobre i złe.
Oprócz liczb trzeba też uwzględnić problem spadku populacji. Nie można tym tłumaczyć całego zjawiska, ale też nie można go ignorować.

- W latach 80. liczba powołań rosła nawet mimo spadku demograficznego...

- – Zgoda. Ale tego czynnika nie można pomijać. Trzeba też pamiętać o kolejnej zmianie, mianowicie podwyższeniu średniego wieku kandydatów do kapłaństwa. Dobrze to widzę ucząc w kilku seminariach. Mamy sporą liczbę mężczyzn, którzy przychodzą już po skończonych studiach, po jakimś okresie pracy. Zmniejsza się liczba, przepraszam za wyrażenie, entuzjastycznych młodzików. Świadczy o tym choćby otwarcie seminarium 35 plus, które niedawno zostało przeniesione z Krakowa do Łodzi. Widać więc zainteresowanie kapłaństwem ze strony zupełnie innej kategorii ludzi.
Sposób myślenia młodego człowieka tuż po maturze a kogoś, kto skończył już jedne studia, pracował i decyduje się na seminarium dopiero wtedy – jest zupełnie inny. Dotyka tego problemu wydany 2016 r. istotny dokument Stolicy Apostolskiej „Ratio fundamentalis formationis sacerdotalis”, który jest podstawą do tworzenia nowego Ratio Studiorum dla Polski. Takie opracowanie zostało ostatnio przyjęte przez Episkopat i czeka na watykańskie zatwierdzenie.
Nie można widzieć seminarium i powołań tylko w kategoriach „akademickości” oraz funkcjonalizmu a więc przygotowywania ludzi do spełniania jakiejś "funkcji".

- A takiemu niebezpieczeństwu seminaria dziś ulegają?

- – Musimy się nad tym zastanowić. Niedawny mocno dyskutowany był synod dla Amazonii: czy wobec braku księży, nie należałoby udzielać święceń żonatym mężczyznom. Tymczasem chodzi o zupełnie inną rzecz, o odpowiedź na bardzo ważne pytanie: czy to, co kapłan wykonuje wynika z tego, kim jest, czy też to, kim jest wynika z tego, co wykonuje. W tym bardzo rozchwianym świecie widać ponowoczesny sposób myślenia i mentalności, mocno naznaczony sekularyzmem, indywidualizmem, utylitaryzmem, subiektywizmem i innymi „– izmami”. Chodzi o problem tożsamości - kapłańskiej, zakonnej.

- Która przeżywa kryzys?

- – Która staje dzisiaj wobec konieczności odpowiedzi na nowo, jak ta tożsamość wygląda i jak ją określić. Już w latach 80. w „Raporcie o stanie wiary” kard. Ratzinger pisał m.in. o radykalnym spadku powołań do żeńskich zgromadzeń zakonnych w Quebecu. Podał trzy bardzo ważne przyczyny, które jak mi się wydaje, można odnieść także do sytuacji w Polsce. Po pierwsze kryzys tożsamości; po drugie (co jest związane z poprzednim) wychowywanie tylko do zadaniowości; po trzecie: próba zastąpienia formacji duchowej - psychologiczną.

- Psychologia zaczęła dominować?

- – Psychologia bez wątpienia jest nam absolutnie konieczna w wielu wypadkach do rozeznania.

- Bardziej niż 30 lat temu?

- – Zdecydowanie i zaraz powiem dlaczego. Natomiast formacja nie może być formacją jedynie psychologiczną – bo jest formacją przede wszystkim duchową opartą na życiu łaską. Na gruncie teologii mówimy o formacji do życia w zjednoczeniu z Bogiem. Tymczasem bardzo mocno akcentowany jest element formacji psychologicznej, intelektualnej czy też społecznej w pewnym oderwaniu od nadprzyrodzoności.

- Kosztem kwestii duchowych?

- – Może nie kosztem, ale w obecnym klimacie kulturowym i mentalności pragmatyzmu, daje ona wymierne wyniki. Formacja duchowa to proces długofalowy, wymagający ogromnej dojrzałości, zarówno formowanych jak i formujących.

- A nie zawsze temu procesowi poświęca się tyle czasu, ile trzeba by poświęcić?

- – O to chodzi. I to jest bardzo ważne. A z czego to wynika? Zauważmy, że w okresie przełomu wieków XX i XXI bazowaliśmy jeszcze na w miarę zdrowej rodzinie. Jeśli sięgniemy do dokumentu Soboru „Presbyterorum ordinis” czy dwóch adhortacji Jana Pawła II „Pastores dabo vobis” i „Vita consecrata” to rodzina stanowi tam fundament. Jej obecny kryzys jest przyczyną bardzo mocnej destabilizacji młodego człowieka. Zastanówmy się choćby nad tym, jak taki mężczyzna ma pełnić funkcję swoistego ojca duchowego, kiedy on nie zna swojego ojca?
Mówiliśmy, że rodzina jest pierwszym nowicjatem, seminarium czy środowiskiem przygotowania do małżeństwa. Otóż ta rola drastycznie się zmniejszyła. Autorytet rodziny, rodziców mocno podupadł. Jest to podyktowane wieloma czynnikami, na przykład migracją ludności skutkującą zachwianiem tożsamości czy zaangażowaniem w pracę kosztem prowadzenia domu, wychowywania dzieci. Widać duże scedowanie wychowania dzieci na szkołę, na środowiska pozarodzinne.

- Rodzaj rodzicielskiej abdykacji?

- – Tak. I tu mamy bardzo poważny problem. Wychowawcza rola rodziny została nadwątlona. Dodałbym, że to nie zrobiło się samo: demontażu rodziny dokonano świadomie, z premedytacją i ten proces trwa. Najpierw uderzono w sacrum małżeństwa a później w rodzinę.
Odchodząc od kwestii powołaniowych dotyczących kapłaństwa i życia konsekrowanego: jakie wyobrażenie mają dziś młodzi ludzie przygotowujący się do małżeństwa, które w równym stopniu jest powołaniem niezwykle istotnym? Nie można nauczyć kogoś teoretycznie stworzenia domu i rodziny, jeśli nie ma wychowania i właściwej formacji! To jest podobnie jak z fałszywym twierdzeniem, że ktoś sobie wybierze religię jak dorośnie. To nie jest teoria czy ideologia, którą się wybiera – chodzi o dorastanie w klimacie szanującej się i kochającej rodziny.
Tak mocnemu zachwianiu tożsamości towarzyszą lęki, zwłaszcza lęk przed decyzją. Zwróćmy uwagę na skalę zjawiska singlostwa. To może być utylitaryzm, pragnienie wygodnego życia, ale w grę może wchodzić także podłoże lękowe: boję się wyboru, co więcej, boję się konsekwencji wyboru. Podejmowanie pewnych ostatecznych decyzji jest dla młodych ludzi dziś bardzo trudne.
Nie można też pominąć sprawy wizerunku Kościoła kreowanego przez media. Często autorami są ludzie spoza Kościoła, skoncentrowani tylko na kreśleniu jednobarwnego obrazu. To prawda, że w Kościele są błędy i słabości, które wynikają ze słabości i grzeszności człowieka. Ale nie można się zgodzić na tę generalizację, a przecież dominuje taki ton.

- I przynosi efekty.

- – Wystarczy spojrzeć na internetowe komentarze pod jakimkolwiek materiałem dotyczącym Kościoła. Jakimkolwiek! Przez 13 lat wspinałem się jako członek Polskiego Związku Alpinizmu i spotykałem także niewierzących alpinistów. Ale przecież nie nabrałem przekonania, że wszyscy alpiniści są niewierzący! Młody człowiek nie chce być utożsamiany z pewną grupą społeczną postrzeganą powszechnie wyłącznie negatywnie.

- Choć, być może on sam wie, że jest jednak inaczej. Ale efekt jest ten sam: dystans wobec Kościoła.

- – Trzeba powiedzieć i to, że kryzys powołań nie jest w historii Kościoła niczym nowym. „Nihil novi sub sole”. Wydaje się że o wiele trafniejszym stwierdzeniem jest to, że nie tyle mamy do czynienia z kryzysem powołań a bardziej z kryzysem człowieka. Powołujące działanie Chrystusa nie zakończyło się. Sięgnijmy do czasów Dominika czy Franciszka. Trudne dzisiejsze doświadczenia Kościoła powodują w nim także pewną polaryzację i mogą mieć charakter oczyszczający. Wedle mentalności świata dziś nie „opłaca się” wstępować do seminarium, zatem motywacja ulega oczyszczeniu.

- Skoro wybór drogi kapłaństwa dziś naprawdę kosztuje, to może „przełoży” się to na jakość posługi? Może ci księża będą owocniej towarzyszyć ludziom?

- – To jest wyzwanie zarówno dla kandydatów, bo to oni są tutaj pierwszoplanowi ale również dla tych, których Pan Bóg stawia jako formatorów: przełożonych, rektorów, zwłaszcza zaś mistrzów, mistrzynie, ojców duchownych. Dlaczego? Cierpimy na bardzo poważny brak mistrzów życia duchowego. Wykładowców jest bardzo dużo...
Niedawno miałem okazje przebywać wśród mnichów maronickich, którzy zachowali status życia mniszego. Tam jest mistrz i ten, który „dorasta”. Zachowało się coś, co kształtowało się od początku Kościoła. Dziś bardzo ważną sprawą jest przygotowanie mistrzów życia duchowego, spowiedników, kierowników duchowych. Święta Teresa z Avila mówi wprost: przez 20 lat niedouczeni kierownicy duchowi wyrządzili mi wiele krzywdy; jeśli masz do wyboru mądrego i pobożnego – wybierz mądrego – tak twierdziła.
Dzisiaj mistrzowie życia duchowego muszą mieć bardzo szerokie przygotowanie. Mistrz musi prowadzić bardzo głębokie życie duchowe, znać dynamikę rozwoju życia duchowego, mieć wiedzę z zakresu teologii dogmatycznej, moralnej i fundamentalnej oraz podstaw psychologii. To nie może być operacja na otwartym sercu, w której możemy pozwolić sobie na zawinioną ignorancję.
Kiedy patrzę na powołania, to widzę też, że wyzwania radykalizują. Do seminariów przychodzą kandydaci z naprawdę pięknymi ideałami. To są nieoszlifowane diamenty. Ale jeśli do szlifowania zabierze się formator nieprzygotowany, to materiał zostanie zniszczony.

- A może w Kościele w Polsce po prostu nie ma ludzi, którzy mogliby zapalić młodych ludzi do wspaniałej służby Bogu i ludziom i pomóc im stać się takimi?

- – Myślę, że nie. A mówię to także jako kierownik podyplomowych studiów formacji i życia duchowego. Przychodzi bardzo dużo ludzi, także świeckich, którzy są liderami formacji w ruchach i stowarzyszeniach, to jest niezwykła nadzieja. Mamy także ojców duchownych i mistrzynie z zakonów żeńskich. Wszyscy oni chcą się przygotować, by jak najlepiej pełnić te role.
Owszem, ma pan rację, że żyliśmy trochę w apoteozie sukcesu. Jestem „pokoleniem” drugiej pielgrzymki Jana Pawła II – wtedy, w 1983 roku poprosiłem o przyjęcie do Wyższego Seminarium Duchownego w przepięknym Sandomierzu. To była pewna euforia. Dziś atmosfera jest zupełnie inna.
Kolejna rzecz, którą trzeba mocno podkreślić to sztuka pracy w rozeznawaniu powołania i pomocy tym ludziom. Nie można rozumieć pracy nad powołaniami jako „łowienie” powołań. Czasami gdzieś czytam: Kościół już przestał „łowić” powołania.

- Nie chodzi o łowy?

- – W żadnym zgromadzeniu, zakonie, seminarium nie ma nad drzwiami napisu „Witamy cię” a z drugiej „Mamy cię”. Osobiście twierdzę, że Pan Bóg przyprowadza powołania, które są owocem dzisiejszego myślenia i życia religijnego i są adekwatne do dzisiejszych potrzeb. To znaczy takie powołania i w takiej liczbie, które są najlepsze w dzisiejszej sytuacji Kościoła.
Nie mamy problemu powołań, chodzi raczej o problem powołanych. Inaczej mówiąc: to nie jest tak, że Pan Bóg nie powołuje, tylko są problemy z odczytaniem tego powołania, rozeznania i określeniem go, na przykład tego czy mam pójść do seminarium diecezjalnego czy zakonnego.
Wracam do „Raportu o stanie wiary”. Kard. Ratzinger mówił: potrzeba nam pewnej charyzmatycznej przejrzystości, czytelności. W tym bardzo skomercjalizowanym świecie młody człowiek, w którym pali się iskierka powołania musi widzieć jasny punkt: tak, to jest to, tak chcę żyć.
Kard. Basil Hume, benedyktyn, o którym pisałem pracę habilitacyjną, powiedział kiedyś do nowicjuszy: nie wiem, czy chcemy was w zakonie i to pytanie nas nie interesuje, natomiast istotne jest to czy wy, którzy jesteście wśród nas i patrzycie na nas – chcecie tak żyć. Dziś jest wielka potrzeba jasnych przykładów, świadectwa.

- Wracając do tąpnięcia w licznie kandydatów do kapłaństwa. Czy to coś mówi o stanie wiary w Polsce?

- – Przede wszystkim to boję się oceniać czyjąś wiarę. Nazwałbym to inaczej: to jest pewien obraz wyzwań, wobec których staje dzisiaj Kościół, zwłaszcza w dziedzinie rozeznania i formacji powołaniowej. Nie zaryzykowałbym twierdzenia, że jest to obraz stanu wiary czy religijności Polaków.

- A jakie są te wyzwania, wobec tego?

- – Konieczność refleksji nad tym, w jaki sposób mamy budować nową kulturę powołań, jak wyjść do młodego człowieka mówiąc mu o sensie powołania i poszukiwania tego, kim on chce być w życiu kapłańskim, zakonnym czy małżeńskim. Sprawy duszpasterstwa powołań nie można dziś ograniczyć do powierzenia tej odpowiedzialności jednej osobie w zgromadzeniu czy w diecezji. To jest także duszpasterstwo rodzin, młodzieży, służby liturgicznej ołtarza czy katecheza, która jest niesłychanym potencjałem również w tym względzie.

- Trudno zakładać, że powołań będzie więcej (choć zgadzamy się, że liczby nie są najważniejsze), skoro rodzina, ich fundament, bardzo się dziś chwieje.

- – Proszę nie traktować tego jako ucieczkę w teologię, ale powołanie jest darem, łaską. Oczywiście, występują warunki bardziej lub mniej sprzyjające powołaniom ale im bardziej mamy do czynienia z antykatolickim, sekularystycznym sposobem układania świata, tym mamy większe wyzwania oczyszczające Kościół. Nie jest prawdą, że młodzi ludzie nie szukają dróg religijnie radykalnego sposobu życia. Przeżywamy moment bardzo ważny dla Kościoła w Polsce i dla tych, których Pan Bóg uczynił odpowiedzialnymi za rozeznawanie, prowadzenie i formowanie powołań. Z całą pewnością nie można kierować się jedynie chęcią wychowania dobrych „fachowców” dla parafii.

- Następuje oczyszczenie, którego efektem będzie mniejsza liczba „fachowców” a wzrost prawdziwych świadków wiary?

- – Trudno przewidywać. Niewątpliwie naszym zadaniem jest bardzo głęboka praca: wielokierunkowa, wieloaspektowa i bardzo otwarta. Po prostu, czego mamy się bać, tak naprawdę? Pamiętam modlitwę bohatera „Skrzypka na dachu”: „Panie Boże, mojej córce jest tak źle, że już gorzej być nie może. A właściwie to dobrze, bo może być jej już tylko lepiej”.
Rozmawiał Tomasz Królak
***
Ks. prof. dr hab. Marek TATAR – prezbiter diecezji radomskiej (święcenia kapłańskie przyjął w 1989 r.), kierownik Katedry Mistyki Chrześcijańskiej w UKSW w Warszawie, kierownik Podyplomowych Studiów Kierownictwa Duchowego UKSW. Krajowy duszpasterz powołań przy Konferencji Episkopatu Polski, Konsultant Komisji ds. Duchowieństwa Konferencji Episkopatu Polski. Autor wielu artykułów i wystąpień z zakresu duchowości chrześcijańskiej, w Polsce i poza jej granicami. Przestrzenie badawcze: duchowość chrześcijańska, mistyka, duchowość ontyczna, duchowość ekumeniczna. Zainteresowania: wspinaczka i narciarstwo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie żyje s. Lucyna Reszczyńska, uczestniczka powstania warszawskiego

2019-11-19 13:29

tvp info

Nie żyje s. Lucyna Reszczyńska, uczestniczka powstania warszawskiego, sanitariuszka na Powiślu. Miała 103 lata.


s. Lucyna Reszczyńska

W 1938 r. wstąpiła do zakonu Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo (popularnie siostry szarytki).

W powstaniu warszawskim pomagała rannym i chorym w Warszawskim Szpitalu dla Dzieci przy ul. Kopernika 43.

Za bohaterską postawę i niezwykłą odwagę wykazaną w ratowaniu życia ludzkiego podczas II wojny światowej została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bangkok żyje swym rytmem, nie widać oznak papieskiej wizyty

2019-11-20 16:58

Beata Zajączkowska/vaticannews.va / Bangkog (KAI)

Na trasie przejazdu z lotniska do nuncjatury Franciszka witały dzieci z katolickich szkół, w większości buddyjskie. Jednak w samym Bangkoku praktycznie nie widać oznak papieskiej wizyty.

wikipedia.org

W mieście wprowadzono surowe kontrole bezpieczeństwa oraz ograniczenia w ruchu. Dla ochrony Papieża oddelegowano ponad 6,5 tys. policjantów. „Miasto żyje swoim rytmem, katolików jest niewielu więc wtapiają się w tłum” – mówi Radiu Watykańskiemu Albert Nowak, mieszkający od 32 lat w Tajlandii.

"Miasto jest dużo mniej oflagowane niż przy okazji wizyt innych delegacji państwowych. Watykańskie flagi widać jedynie przy katolickim szpitalu, który Franciszek jutro odwiedzi, leżącym obok kościele i nuncjaturze, która jest papieską rezydencją na czas pielgrzymki. Wypatrzyłem transparent z napisem: «Niech Miłość będzie mostem». To praktycznie wszystko jeśli chodzi o oznaki wizyty w mieście. Bardzo duże zainteresowanie jest jutrzejszą Mszą z Ojcem Świętym. Odbędzie się ona na stadionie narodowym, który może pomieścić 20 tys. osób. Więcej miejsca jest wokół stadionu i tam będą ustawione telebimy, na których papieską liturgię będzie śledzić 40 tys. osób. To jest naprawdę bardzo dużo ludzi, jak na Bangkok, który jest wyjątkowo ciasnym miastem. Dlatego też władze tajskie apelowały do katolików z sąsiednich krajów, żeby za dużo ich nie przyjechało bo nie będą w stanie logistycznie opanować tego przedsięwzięcia ” - powiedział papieskiej rozgłośni Albert Nowak.

W wielu parafiach Bangkoku organizowane są w czasie pielgrzymki spotkania dla tych, którzy nie dostali wejściówek na spotkania z Franciszkiem. Zaplanowano m.in. wspólne oglądanie transmisji z podróży i modlitwę, a towarzyszyć temu będzie wspólnotowy posiłek, co ma zacieśniać więzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem