Reklama

Zofia Kossak z Orderem Orła Białego

2018-11-21 10:42

Ks. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 47/2018, str. 16-17

Artur Stelmasiak/Niedziela
Od prawej: Anna Fenby Taylor i Ewa McSperrin, wnuczki Zofii Kossak, oraz prawnuk Michael McSperrin wraz z żoną Pauliną Ewą McSperrin

Wybitna polska pisarka, nagrodzona najwyższym odznaczeniem państwowym, była redaktorką Tygodnika Katolickiego „Niedziela”. Prezentujemy związki Zofii Kossak z „Niedzielą”

Przywracamy pamięć o Zofii Kossak. To już kolejny etap. Na początku lat dwutysięcznych „Niedziela” starała się tę pamięć przywrócić. Na łamach naszego tygodnika ukazały się artykuły autorstwa: Pauliny Czyż, Marii Wrzeszcz, Marii Żmigrodzkiej. W 2004 r. pisaliśmy m.in.: „Nieznana jest szerszemu ogółowi prelekcja Zofii Kossak «Chrześcijańskie posłannictwo Polski», wygłoszona przez pisarkę w 1938 r. w Katowicach na IV Studium Katolickim”. Następnie przypominaliśmy w 2008 r. „Dekalog Polaka”. Warto również wspomnieć, że w 2006 r. odwiedził naszą redakcję z przyjaciółmi Argentyńczyk żydowskiego pochodzenia Artur Dreifinger. Chciał zasięgnąć informacji o ks. Antonim Marchewce – kapłanie diecezji częstochowskiej, który po wojnie został redaktorem naczelnym „Niedzieli”. Uratował on bowiem owemu człowiekowi, jako małemu chłopcu, życie. Z opowieści p. Dreifingera wynikało również, że opiekowała się nim także Zofia Kossak.

Pielgrzymka do Ziemi Świętej – 1933 r.

Kiedy mówimy o związkach Zofii Kossak z „Niedzielą”, trzeba najpierw sięgnąć do roku 1933. Wówczas w narodowej pielgrzymce do Ziemi Świętej wzięli udział m.in. bp Teodor Kubina, ks. Antoni Marchewka i Zofia Kossak. Podczas tamtej podróży pisarka zbierała materiały do książki pt. „Krzyżowcy”. To właśnie od tej pielgrzymki rozpoczęła się znajomość ks. Antoniego Marchewki z tą wybitną katolicką pisarką. Do tej znajomości powrócił ks. Marchewka w swoich wspomnieniach pt. „Nadejdzie kiedyś dzień wolności”.

W Częstochowie – 1945 r.

Po upadku Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 r. Zofia Kossak razem z córką Anną przybyła do Częstochowy. Tutaj pisała książkę „Z otchłani”. W lutym 1945 r. pisarka zwróciła się do bp. Kubiny z propozycją wznowienia wydawania Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, który nie ukazywał się w czasie okupacji, by tą drogą rozpocząć pracę nad odbudową moralną społeczeństwa. Zaoferowała swoją pomoc w tym dziele. Biskup przyjął tę inicjatywę i wkrótce powołał ks. Antoniego Marchewkę, doświadczonego w pracy dziennikarskiej, na stanowisko redaktora naczelnego „Niedzieli”. Ks. Marchewka wspominał, że przy redakcji „Niedzieli” Zofia Kossak zaczęła nawet organizować mały zespół do redagowania dodatku dla młodzieży pt. „Ład Młodych”. Pisarka należała do niewielkiego zespołu redakcyjnego „Niedzieli”, w którym obok ks. Marchewki ważną rolę odgrywała Zofia Dragatowa, zajmująca się także całą administracją i kolportażem. W lipcu 1945 r. pisarka udała się jednak na Zachód.

Reklama

„Lagier”

Zofia Kossak przez cały 1945 r. co tydzień drukowała w „Niedzieli” wspomnienia więźniarki pt. „Lagier”. Te wspomnienia w postaci książki pt. „Z Otchłani” ukazały się w 1946 r. w Częstochowie w Księgarni Władysława Nagłowskiego. O książce „Z Otchłani” na łamach „Niedzieli” w nr. 47/1946 r. napisała Zofia Dragatowa (Z. D.): „«Z Otchłani» – wspomnienia z łagru wydane w księgarni Wł. Nagłowskiego. Nakładem drukarni św. Wojciecha. Czytelnicy mieli sposobność poznać fragmenty w «Niedzieli» pt. «Lagier»”. Teksty wspomnień Zofii Kossak ukazywały się anonimowo aż do 2 września 1945 r., kiedy to po raz pierwszy przy tytule pojawiły się inicjały: Z. K. „Lagier” to zapis losów kobiet, które w 1943 r. z warszawskiego więzienia na Pawiaku wywieziono do niemieckiego obozu w Auschwitz. W transporcie była też Zofia Kossak. W kwietniu 1944 r. z wyrokiem śmierci znalazła się ona ponownie na Pawiaku. Została zwolniona tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Publikacja tych wspomnień rozpoczęła się w nr. 3 „Niedzieli”, z datą 25 kwietnia 1945 r. Ostatni odcinek wspomnień „Lagier” ukazał się w nr. 1 „Niedzieli” z datą 6-12 stycznia 1946 r.

„Szaleńcy Boży”

W drugim numerze 1946 r. redakcja „Niedzieli” zamieściła informację: „W numerze 1 «Niedzieli» z r. b. ukończyliśmy druk fragmentów «Lagru», pióra znanej pisarki polskiej p. Zofii Kossak, która w obozie oświęcimskim jako więźniarka przebyła osiem miesięcy. Dziś rozpoczynamy drukować w odcinku «Niedzieli» jeden z pierwszych i najpiękniejszych jej utworów pt. «Szaleńcy Boży». Jeżeli kiedy, to właśnie w dzisiejszych czasach potrzeba nam takich «szaleńców bożych», by zmaterializowany świat skierowali na nowe Boże tory”. Ostatni odcinek „Szaleńców Bożych” ukazał się w 41 numerze „Niedzieli” z datą 13-19 października 1946 r.

„Gość oczekiwany”

To nie są jedyne tak duże publikacje Zofii Kossak na łamach „Niedzieli”, o czym świadczy m.in. jej list do Zofii Dragat-Strońskiej, napisany w Londynie pod datą 25 grudnia 1946 r. Napisała w nim: „Nie przysyłam obiecanych artykułów do mojego kochanego dziecka «Niedzieli», ale za to, da Bóg, niedługo przyślę Wam powieść do odcinka. Nie będzie to jeszcze «Józef» – tego ukończę najwcześniej za trzy lata, ale coś krótszego i popularnego. O rocznicy będę pamiętać. Przyślij mi parę egz. «Niedzieli» – dobrze?”. Natomiast w kolejnym liście, tym razem do Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej, znakomitej polskiej rzeźbiarki, Zofia Kossak wspominała maszynopis sztuki i napisała: „Filipowiczowa zabrała maszynopis sztuki, o której pisałam. Niezależnie od tego, czy się ją uda wystawić i gdzie, lub nie, chciałabym dać ją «Niedzieli» do przedrukowania. Czytelnicy na ogół chętnie widzą dialog, a «Niedziela» ostatnio wydaje mi się zbyt poważna. Warto ją ożywić. Ach, gdybym miała czas pisać do niej znowu. Zrobiłabym to z najżywszą radością”. Bardzo ważny jest również fakt, że w swoich listach Zofia Kossak wspomina także „Niezapomnianego Szefa” (ks. Antoni Marchewka) i „Obie Ekscelencje” (bp Teodor Kubina, bp Stanisław Czajka).

I tak w nr. 27 „Niedzieli” z datą 6-12 lipca 1947 r. ukazał się pierwszy odcinek dzieła Zofii Kossak pt. „Gość oczekiwany. Obraz sceniczny w 5-ciu odsłonach”. Ostatni odcinek tej sztuki ukazał się w numerze 41 „Niedzieli” z datą 12-18 października 1947 r. Wówczas także redakcja tygodnika odnotowała: „«Gość oczekiwany» był po raz pierwszy drukowany w «Niedzieli». Złożyła go nam w darze Zofia Kossak, dając tym dowód wielkiego swego sentymentu dla pisma, do którego wznowienia w okresie powojennym tak wiele się przyczyniła”.

Publicystka „Niedzieli”

Już w pierwszym numerze „Niedzieli”, z datą 8 kwietnia 1945 r., Zofia Kossak opublikowała tekst pt. „Ofiara za Polskę. Opowiadanie z Powstania Warszawskiego o s. Czesławie z zakonu Sakramentek”. Tekst ten został opatrzony inicjałem „Z”. Na łamach „Niedzieli” pisarka opublikowała także inne teksty: „Bóg anonimowy? (postać Hioba)” – nr 8/27 maja 1945 r., „Święta Anna” – nr 16/22 lipca 1945 r., „Pan panów i Król królów rządzić będzie na świecie (wigilijne przemówienie prezydenta Trumana)” – nr 1/6-12 stycznia 1946 r. i prawdopodobnie tekst pt. „Rozmowy z Zofią.

Od bólu zębów do świętych obcowania” – nr 6/5 lutego 1950 r.

Zaangażowanie w przywrócenie tygodnika po 1957 r.

Zofia Kossak zaangażowała się również w przywrócenie na rynek polski „swojego kochanego dziecka” – „Niedzieli” po powrocie z emigracji w 1957 r. 30 października 1957 r. została skierowana interwencja do marszałka sejmu PRL w związku z brakiem odpowiedzi Władysława Gomułki na pismo posła Antoniego Gładysza. Pismo do marszałka w imieniu zespołu redakcyjnego podpisali: Zofia Kossak-Szatkowska, Antoni Gładysz i ks. Antoni Marchewka. Memoriał do marszałka poparła również grupa posłów, m.in.: Stefan Kisielewski, Jerzy Zawieyski, Miron Kołakowski, Antoni Gładysz.

W 1964 r. Zofia Kossak była jedną z sygnatariuszek „Listu 34”, skierowanego do władz PRL w obronie swobody wypowiedzi.

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: bądźmy wierni powołaniu uczniów-misjonarzy

2019-12-11 10:13

st (KAI) / Watykan

„Prośmy dziś Pana, za wstawiennictwem Apostoła, aby ożywił naszą wiarę i pomógł nam być wiernymi aż do końca naszemu powołaniu jako uczniowie-misjonarze” – powiedział Ojciec Święty podczas audiencji ogólnej w Watykanie. Papież kontynuował cykl katechez na temat Księgi Dziejów Apostolskich i mówił o prześladowaniach św. Pawła w Jerozolimie. Przypomniał o prześladowaniach chrześcijan na Ukrainie w czasach komunistycznych i podkreślił znaczenie męczeństwa. Jego słów w auli Pawła VI wysłuchało dzisiaj około 8.5 tys. wiernych.

Grzegorz Gałązka

Na wstępie Franciszek przypomniał, że Paweł jest nie tylko gorliwym ewangelizatorem, ale także cierpiącym świadkiem Zmartwychwstałego (por. Dz 9, 15-16). Mówiąc o nienawiści z jaką Apostoł spotkał się w Jerozolimie papież zauważył, że św. Łukasz wskazuje w Dziejach Apostolskich na podobieństwo między Pawłem a Jezusem, powiązanie z męką swego Pana, a jego udręczenia stają się żywą Ewangelią. Broniąc się przed króle Agryppą II był przede wszystkim świadkiem wiary i nawet mówiąc o sobie głosił swego Mistrza. To żarliwe świadectwo poruszyło serce monarchy.

Następnie papież powiedział: "Przychodzę z bazyliki św. Piotra, gdzie miała miejsce pierwsza audiencja w dniu dzisiejszym z pielgrzymami ukraińskimi, z jednej z tamtejszych diecezji. Jak bardzo ludzie ci byli prześladowani, ile wycierpieli dla Ewangelii! Nie ustępowali w wierze. Są wzorem. Dzisiaj w świecie, w Europie prześladowanych jest bardzo wielu chrześcijan i oddają swe życie za wiarę. Albo są prześladowani w białych rękawiczkach, to znaczy pozostawiani na uboczu, usuwani na margines. Ale męczeństwo jest powietrzem, w jakim żyją chrześcijanie, wspólnoty chrześcijańskie. Zawsze pośród nas będą męczennicy, a to jest oznaką, że idziemy drogą Jezusa. Jest dla nas błogosławieństwem Pana, że w ludzie Bożym jest ktoś, kto daje to świadectwo męczeństwa".

Ojciec Święty podkreślił, że będąc więźniem Paweł wyrażał swoją wierność Ewangelii i świadkiem Zmartwychwstałego. Miał też świadomość kolejnych udręk, które go czekały. A jednak pomimo upokorzenia postrzegał te kajdany oczyma wiary, i pojmował jako wyraz miłości do Chrystusa, rodzącej nowych chrześcijan. „Łańcuchy mogą krępować głoszącego, ale nie mają władzy nad słowem Bożym, które jest najpełniej wolne (por. 2 Tm 2,9) i biegnie, by przemieniać historię” – zauważył papież.

Na zakończenie Franciszek wskazał, że „Paweł uczy nas wytrwałości w próbie i umiejętności odczytywania wszystkiego oczyma wiary. Prośmy dziś Pana, za wstawiennictwem Apostoła, aby ożywił naszą wiarę i pomógł nam być wiernymi aż do końca naszemu powołaniu jako uczniowie-misjonarze” – powiedział Ojciec Święty na zakończenie swojej katechezy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem