Reklama

Miłość nieprzyjaciół

2018-12-18 11:05

Ks. Zbigniew Chromy
Edycja świdnicka 51/2018, str. VIII

Ks. Piotr Nowosielski
W miejscu narodzin Syna Bożego znajduje się srebrna czternastoramienna gwiazda

Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” – takie jest wyraźne zalecenie Jezusa. Tymczasem dobrze wiemy, że na okazaną nam wrogość reagujemy uczuciami dość dalekimi od miłości. Im bardziej ktoś nas dotknie i zrani, tym większą mamy ochotę, aby się zrewanżować. Odwet, w myśl zasady: „oko za oko, ząb za ząb”, może się wydać sprawiedliwy. I dlatego bez większego namysłu odpłacamy „pięknym za nadobne”. Często oddanie komuś z nawiązką sprawia nam pewną satysfakcję. Nasz Nauczyciel, ukazując niewłaściwość naszego reagowania na zło, stawia nam przed oczy dobroć Ojca niebieskiego i zachęca nas do stawania się doskonałymi, jak doskonały jest Ojciec nasz niebieski. Znakiem nieograniczonej życzliwości Boga względem wszystkich ludzi jest słońce, które świeci wszystkim bez różnicy. Jednak słońce naszej miłości zachodzi chmurami dość szybko w zderzeniu z czyimś atakiem na nas. Jezus przestrzega nas, byśmy nie szli bezmyślnie za pierwszym odruchem zranionego serca, ukazując negatywne skutki nieprzejednania z naszej strony. Ostatecznie Chrystus umarł za nas jako za grzeszników, gdyśmy byli nieprzyjaciółmi Boga. Pan nalega, byśmy nie przyzwalali w naszym sercu na niechęć wobec osoby krzywdziciela. W świat pierwszych emocji powinny czym prędzej wkroczyć nasz rozum i światło wiary. W przeciwnym razie niechęć będzie rosła i po jakimś czasie, objawi się jako ślepa nienawiść, żądająca odwetu i zemsty. Jesteśmy wezwani do wolności najwyższego rzędu: mamy zło dobrem zwyciężać! Pan Bóg kazał wybaczać, ale jak tu wybaczyć, co więcej, jak kochać?

Po pierwsze, trzeba nam gorąco prosić Boga, by On sam wlewał w nasze serca swoją Boską Miłość. Można powiedzieć, że wszystkie prośby z „Ojcze nasz” (z uwagą wypowiadane) otwierają nas na ład Bożej Miłości. Jeśli proszenie o Boską Miłość należy uznać za coś fundamentalnego, to jedną z najważniejszych rzeczy jest regularne przypominanie sobie o miłości Boga względem nas, wpatrywanie się w Jezusa Ukrzyżowanego. Po trzecie: Miłości trzeba się uczyć i jeszcze raz uczyć; ten proces nie ma końca! Nienawiść nie potrzebuje instrukcji; wystarczy ją tylko sprowokować. Czymś niezastąpionym w uczeniu się miłości jest naginanie prymitywnych odruchów starego człowieka do prawa Boskiej Miłości. Trzeba wciąż na nowo odwoływać się do wielu świateł rozumu i wiary, by „naturę poddać łasce” (H. de Lubac). By nie poddać się żywiołom skażonej natury, kard. Wyszyński mówił: „Ciągle was pouczam, że ten zwycięża – choćby był powalony i zdeptany – kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depce. Ten ostatni przegrał! A zwyciężył już dziś – choćby leżał na ziemi podeptany – kto miłuje i przebacza, kto jak Chrystus oddaje serce swoje, a nawet życie za nieprzyjaciół swoich”.

Do czynienia rzeczy trudnych potrzebujemy motywacji. Przebaczanie i miłowanie nieprzyjaciół jest rzeczą trudną i nie dzieje się ot tak sobie. Gdy mówię komuś: przebaczam ci, to chcę mu powiedzieć, że patrzę na niego nie poprzez doznane zło, ale przez pryzmat dobra, które Bóg złożył w każdym człowieku. Uświadamiam sobie, że ten „ktoś” (krzywdziciel, wróg) jest w oczach Bożych kimś niezmiernie drogim, cennym i godnym szacunku. Każdy człowiek, będąc stworzonym na Boży obraz i podobieństwo, jest arcydziełem Boskiej Miłości i Mądrości i nigdy nie przestaje nim być w swej osobowej głębi! To prawda, że czyjeś wrogie akty potrafią bardzo ciążyć, ale ich waga w porównaniu z „wagą” osobowej godności krzywdziciela jest czymś nieskończenie mniejszym. Bardziej niż złość krzywdziciela waży nieskończona Miłość Boga „zainwestowana” w każdą ludzką osobę, w tę konkretną osobę! Czasem wystarczy pomyśleć, czy mnie nie przytrafiały się podobne naganne zachowania? Może nie wszystkie, ale niektóre na pewno tak.

Reklama

Każdy człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Z jednej strony nosimy w sobie wielkie pragnienia, które kierują ku dobru, ale przecież także każdy człowiek obciążony jest skażeniem pochodzącym z grzechu pierworodnego. Na każdego oddziałuje tyle złych przykładów. Każdy spotyka się z tyloma prowokacjami, zachęcającymi do czynienia zła. Czy zatem należy tak bardzo dziwić się temu, że ktoś okazał się zaborczym egoistą, że odniósł się do mnie nietaktownie? Że odegrał się na mnie za swoje niepowodzenia?

Chrześcijańskie przebaczenie nie jest równoznaczne z zapomnieniem o złu ani też – co byłoby jeszcze gorsze – z zaprzeczeniem zła. Bóg nie przebacza zła, ale przebacza człowiekowi i uczy nas odróżniać sam zły czyn, od człowieka, który ten czyn popełnił, a któremu Bóg daje szansę przemiany. Podczas gdy człowiek skłonny jest utożsamiać grzesznika z grzechem, zamykając przed nim wszelką drogę wyjścia, Ojciec niebieski zesłał na świat swego Syna, aby otworzyć wszystkim drogę zbawienia. Po raz kolejny w życiu będziemy obchodzić pamiątkę Jego przyjścia na świat. On przychodzi, aby nas wyzwolić od naszych win. Będziemy gotowi odpuścić winy innym tylko wówczas, gdy uświadomimy sobie, jak wielka wina została odpuszczona nam samym.

Tagi:
przykazania Boże

Reklama

Zatrzymaj aborcję

2017-10-31 11:27

Z Magdaleną Korzekwą-Kaliszuk – wiceprzewodniczącą komitetu inicjatywy ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję” – rozmawia Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 45/2017, str. 16-17

CitizenGO Polska wraz z Fundacją Życie i Rodzina zapoczątkowały inicjatywę, która jest nadzieją na zakończenie okrutnej praktyki zabijania dzieci poczętych ze względu na podejrzenie choroby lub niepełnosprawności. To 95 proc. aborcji w polskich szpitalach.

Michał Ziółkowski
Prawo do życia jest najważniejszym i najbardziej uniwersalnym prawem przynależnym każdemu człowiekowi – mówi Magdalena Korzekwa-Kaliszuk

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Proszę powiedzieć, czym jest CitizenGO i jaka jest misja tej organizacji?

MAGDALENA KORZEKWA-KALISZUK: – CitizenGO to grupa aktywnych osób, które na całym świecie przez internetowe petycje bronią życia, rodziny, wolności sumienia i prześladowanych chrześcijan. Cztery lata temu grupa przyjaciół uznała, że trzeba stworzyć szansę na to, aby wymienione wartości były bardziej obecne w Internecie. Do inicjatywy dołączyło już 8 mln osób na świecie, z czego prawie milion z Polski. W tym roku osoby, które do tej pory podpisywały petycje w Internecie, zbierają na papierze podpisy pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą „Zatrzymaj aborcję”.

– Na czym polega inicjatywa „Zatrzymaj aborcję” podjęta przez CitizenGO Polska?

– CitizenGO Polska wraz z Fundacją Życie i Rodzina zapoczątkowało inicjatywę, która jest nadzieją na zakończenie okrutnej praktyki w polskich szpitalach, czyli zabijania dzieci poczętych ze względu na podejrzenie choroby lub niepełnosprawności. To 95 proc. aborcji w polskich szpitalach. W 2016 r. aż 1042 aborcje na 1098 przeprowadzonych w Polsce, według danych Ministerstwa Zdrowia, dotyczyło właśnie podejrzenia choroby lub niepełnosprawności.

– Dążycie do tego, by każda aborcja była w Polsce karalna?

– Podejmujemy pierwszy krok ku pełnej ochronie życia dzieci poczętych. Ustawa nie obejmuje wszystkich możliwości zabijania dzieci, ale – jeśli zostanie przyjęta – powinna przyczynić się do wzmocnienia ochrony życia w ogóle i przygotować grunt na dalszą walkę z aborcją. Dziś lekarz, który w porozumieniu z kobietą zabija dziecko z podejrzeniem np. zespołu Downa, nie może zostać ukarany. Gdyby taka sankcja obowiązywała, wielu lekarzy powstrzymałoby się przed zabiciem dziecka, przynajmniej w obawie o samych siebie. Ochronilibyśmy wiele dzieci, ich matki, ojców i całe rodziny.

– To nie jest pierwsza inicjatywa obywatelska w sprawie aborcji podjęta w Polsce. Czym różni się od innych i czy ma szansę na sukces, skoro cztery poprzednie poniosły porażkę?

– CitizenGO Polska po raz pierwszy jest współorganizatorem inicjatywy obywatelskiej, ale podobne inicjatywy były już kilkakrotnie podejmowane w ostatnich latach. Fakt, że takie inicjatywy odbywały się za czasów rządu PO-PSL, był cenny ze względu na to, że osoby zaangażowane w obronę życia nadawały narrację nawołującą do ochrony życia, a nie ulegały krzykom lewicy, która chciałaby pozwolić na zabijanie jeszcze większej grupy dzieci. Mówienie o potrzebie ochrony życia dzieci i zbieranie podpisów przypominały Polakom, że w polskich szpitalach dochodzi do cichych zabójstw, i to na mocy obowiązującego prawa. To był cenny czas z punktu widzenia budowania świadomości Polaków na ten temat. Teraz sytuacja jest inna. Wiemy, że większość parlamentarna z pewnością nie popiera okrutnej dyskryminacji dzieci ze względu na podejrzenie stanu zdrowia przez aborcję. To dobrze rokuje na zmianę prawa w tym względzie.
Warto podkreślić, że jest to pierwsza inicjatywa od lat, która ma tak zdecydowane poparcie Konferencji Episkopatu Polski. Zostało ono wyrażone w komunikacie z 376. zebrania plenarnego biskupów, które odbyło się w czerwcu tego roku. Wierzymy, że tak jednoznaczny głos Kościoła pomoże zmobilizować wszystkich, którym leży na sercu życie dzieci nienarodzonych i uda się zebrać bardzo dużo podpisów. Jeśli tak będzie, to mamy nadzieję, że polski parlament nie zlekceważy głosu obywateli i stanie po stronie życia dzieci, a tym samym po stronie ich rodzin.

– Co się stanie, gdy politycy odrzucą projekt i nie zgodzą się na ochronę życia chorych dzieci?

– To byłaby porażka nie tylko tych polityków, ale i Polski. Mam jednak wielką nadzieję, że tak się nie stanie i że dojdzie do dobrej zmiany w prawie. Na pewno musimy podjąć wysiłek, aby zebrać jak najwięcej podpisów i tym samym pokazać, że nie zgadzamy się na tę okrutną dyskryminację najmłodszych Polaków. Teraz jest czas na to, aby pokazać chrześcijańskie korzenie naszego narodu i odpowiedzieć na wezwanie naszego rodaka – św. Jana Pawła II, który regularnie upominał się o życie tych najmłodszych.

– Ok. 60 proc. Polaków zgadza się jednak, by prawo pozwalało na przerwanie ciąży, kiedy wiadomo, że dziecko urodzi się upośledzone. Czy w tej sytuacji zmiana prawa ma sens?

– Po pierwsze, odpowiedzi Polaków różnią się w zależności od zadanego pytania. Podane dane pochodzą najprawdopodobniej z badań, w których pyta się o możliwość przerwania ciąży ze względu na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu. Ten uwłaczający godności dziecka język obecnej ustawy przykrywa fakt, że zabija się w Polsce dzieci w 4., 5., a nawet w 6. miesiącu ciąży, często ze względu na podejrzenie zespołu Downa. Gdyby pytano o możliwość zabijania dzieci z zespołem Downa w 6. miesiącu ciąży, wówczas z pewnością proporcje byłyby inne.
Po drugie, jeśli wiemy, że dzieje się coś okrutnego, to nie możemy czekać, aż 100 proc. Polaków będzie chciało coś z tym zrobić, bo to nigdy nie nastąpi. Potrzebujemy działać już teraz i zrobić wszystko, aby uratować polskie dzieci.

– Decyzja o urodzeniu dziecka upośledzonego to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy można wymagać od ludzi postaw heroicznych?

– Rzeczywiście to bardzo trudna sytuacja dla każdej rodziny. Znam rodziców wychowujących dzieci z różnymi trudnościami. To bohaterowie, których podziwiam, ale nie dlatego, że nie zabili swoich dzieci, tylko dlatego, że je kochają i niejednokrotnie poświęcają im całe swoje życie. Pozwolić drugiemu człowiekowi żyć to wyraz bycia człowiekiem, a nie heroizmu. Gdy zabija się dziś w Iraku prześladowanych za wiarę chrześcijan, to nikt nie prosi ich oprawców o „heroizm”, aby pozwolili im żyć, tylko wprost cywilizowany świat nie zgadza się na takie traktowanie ludzi. Prawo do życia jest najważniejszym i najbardziej uniwersalnym prawem przynależnym każdemu człowiekowi. Co więcej, jeśli dziecko doznaje ciężkiego urazu już po urodzeniu, to nikt nie zastanawia się nad zabiciem takiego dziecka, tylko naturalne jest, że próbuje się mu pomóc. Nie ma powodu, aby inaczej traktować dzieci przed urodzeniem.

– Czy równocześnie nie powinno się pracować nad zwiększeniem pomocy dla rodzin opiekujących się chorymi dziećmi?

– To, że potrzebna jest pomoc, to sprawa bezdyskusyjna. Faktem jest jednak, że sama pomoc materialna i instytucjonalna, choć oczywiście niezbędna, nie załatwia problemu. Przykłady niektórych krajów zachodnich pokazują, że mimo wielokrotnie hojniejszego wsparcia finansowego dla rodzin wychowujących dzieci niepełnosprawne liczba aborcji nie zmniejsza się z tego powodu. Przykładowo w Niemczech, mimo wysokiego poziomu opieki medycznej i wsparcia finansowego dla chorych, zabija się ponad 90 proc. dzieci poczętych z podejrzeniem zespołu Downa.

– Czy nie uważa Pani, że akceptacja społeczna osób upośledzonych też pozostawia w Polsce wiele do życzenia? Jak to zmienić?

– Zgadzam się. Dlatego tak ważna jest pomoc, by żadna matka i żaden ojciec nie czuli się w takich okolicznościach osamotnieni, by mogli liczyć na wsparcie, i to nie tylko materialne czy instytucjonalne, ale nawet na zwyczajną akceptację społeczną. Tacy rodzice to nieraz bohaterowie poświęcający całe swoje życie dla opieki nad dzieckiem, w związku z czym należy im się szacunek i uznanie dla ich ogromnego wysiłku. A tym przecież – ogromnym wysiłkiem i poświęceniem – jest całe ich życie. Ochrona życia nienarodzonych to zatem także praca nad kształtowaniem postaw społeczeństwa wobec rodzin i dzieci z niepełnosprawnościami. Tylko we wspólnocie, która rozumie i wspiera takie postawy, ochrona każdego życia może być naprawdę skuteczna.

– Jak długo jeszcze będzie trwać kampania i ile podpisów trzeba zebrać, by nie stracić nadziei na sukces?

– Podpisy zbieramy do połowy listopada, aby wraz z końcem tego miesiąca trafiły do Sejmu. Ustawa wymaga zebrania 100 tys. podpisów, aby parlament był zobligowany do zajęcia się sprawą. Na pewno do komitetu wpłynęła już dwukrotność tej liczby, ale prosimy, aby tych podpisów było jeszcze więcej. Liczba ma znaczenie. Wystarczy wejść na stronę: www.zatrzymajaborcje.pl i pobrać stamtąd kartę, następnie wydrukować ją i podpisać. Zachęcamy do zbierania podpisów wśród rodziny, znajomych oraz do organizowania takich zbiórek w parafiach po niedzielnych Mszach św. w porozumieniu ze swoim księdzem proboszczem. Podpis zajmuje dosłownie 30 sekund, a może uratować życie człowieka. Nie zmarnujmy tego. Proszę też równie mocno o modlitwę w intencji tej inicjatywy i ochrony życia w Polsce. Mamy szansę zmienić to okrutne prawo.

– Mam nadzieję, że tym razem się uda. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Porzezińska, dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona

2019-04-30 09:16

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 18/2019, str. 6

Dobrze znają go ci, którzy poszukują odpowiedzi na kwestie praktyki wiary w życiu codziennym. Ks. Piotr Pawlukiewicz daje teraz swoim życiem odpowiedź na najtrudniejsze pytanie – o sens krzyża i cierpienia

Artur Stelmasiak
Ks. Piotr Pawlukiewicz wycofuje się z dotychczasowych form duszpasterzowania

Znany kaznodzieja i rekolekcjonista w rozmowie z Pawłem Kęską ze Stacji 7 swój krzyż nazwał wprost – pan Parkinson. – Zawitał w moim domu po cichu. Kiedy się o nim dowiedziałem, to już się trochę rozgościł. Na razie ta choroba da się jeszcze jakoś zepchnąć na bok, da się pracować – mówił kapłan, który o swojej chorobie dowiedział się w 2007 r. Nie poddaje się jej jednak.

Ks. Pawlukiewicz uważa, że krzyż od Jezusa jest pomocą w osiągnięciu nieba. – Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona i przyjąłem tę wycenę. Robię co mogę, co będzie, zobaczymy. Co tu się martwić jutrzejszym dniem, jeżeli dzisiejszy może się skończyć przed północą – powiedział rekolekcjonista. – Chrystus daje ci krzyż doważony do ciebie, lekarstwo na zamówienie.

Były duszpasterz parlamentarzystów przyznał, że obecnie robi dużo badań medycznych i wycofuje się ze sposobów duszpasterzowania, które prowadził, poszukując innych. – Chciałbym zmienić akcenty homiletyczne. Mówić o rzeczach, których kiedyś się bałem, o tym, kiedy człowiek jest bezradny, bezsilny, kiedy słyszy, że choroba jest nieuleczalna. Dopóki mnie ludzie rozumieją, dopóki rozumieją moje słowa, to w imię Chrystusa będę głosił Ewangelię – podkreśla.

Ks. Pawlukiewicz stara się teraz nie odprawiać Mszy św. publicznie, ponieważ choroba ma różne kaprysy. Eucharystię odprawia sam u siebie.

Choroba Parkinsona należy do najpoważniejszych schorzeń ośrodkowego układu nerwowego. Jej objawy to przede wszystkim ograniczenie ruchu oraz drżenie. Leczenie choroby Parkinsona jest możliwe, jednak nie da się wyleczyć jej całkowicie. Po pewnym czasie doprowadza do inwalidztwa. Zmagał się z nią św. Jan Paweł II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: seminarium domem modlitwy, nauki i jedności

2019-12-09 17:04

Paweł Pasierbek SJ/vaticannews.va / Watykan (KAI)

„Seminarium wychowuje kandydatów do patrzenia na swe życie poprzez pryzmat Chrystusa oraz do życia we wspólnocie kapłańskiej. Z niej wypływa zaangażowanie duszpasterskie oraz świadectwo jedności, niezbędne do skutecznego posługiwania w Kościele”. Słowa te papież skierował do członków Papieskiego Seminarium Duchownego Regionu Flaminio obejmującego Bolonię i region Romanii we Włoszech. W przemówieniu wskazał na seminarium jako dom modlitwy, nauki oraz życia wspólnotowego.

Grzegorz Gałązka

Franciszek zaznaczył, że seminarium jest najlepszym miejscem, aby dobrze przygotować się do posługi kapłańskiej. Stąd nade wszystko musi być domem modlitwy, gdzie w sposób żywy i mocny przeżywa się doświadczenie spotkania i słuchania.

„Jesteście wezwani do bycia ewangelizatorami w waszym regionie, naznaczonym także dechrystianizacją – powiedział Ojciec Święty. – Ci, którzy są najbardziej wystawieni na zimny wiatr niepewności i obojętności religijnej, powinni znaleźć w osobie kapłana niezachwianą wiarę, która jest jak pochodnia w nocy i jak skała, na której można się oprzeć. Taką wiarę buduje się przede wszystkim na osobistej relacji, serca do serca, z Jezusem Chrystusem”.

Papież podkreślił, że nauka jest bardzo ważną częścią wychowania do żywej i świadomej wiary. Stąd mądrość i wiedza naukowa są mocnymi fundamentami formacji przyszłych prezbiterów. Zwrócił także uwagę na potrzebę wspólnotowości.

„Wychodzi ona od fundamentu człowieczeństwa jakim jest otwarcie na innych, umiejętność słuchania i dialogowania i jest wezwana do przyjęcia formy jedności kapłańskiej wokół biskupa i pod jego kierunkiem – zaznaczył Ojciec Święty. – Duszpasterskie miłosierdzie kapłana nie może być wiarygodnie, jeśli nie jest poprzedzone braterstwem, najpierw między seminarzystami, a potem między kapłanami”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem