Reklama

Na Krawędzi

Nauczycielskie protesty

2019-01-23 11:50

Przemysław Fenrych
Edycja szczecińsko-kamieńska 4/2019, str. VIII

ontrastwerkstatt/fotolia.com

Nauczyciele – zawód szczególnej odpowiedzialności. To od jakości ich pracy (oczywiście w ścisłej współpracy z rodziną) zależy przyszłość naszego społeczeństwa. Wiedza i umiejętności, a bardziej jeszcze etyka i sztuka budowania dobrych relacji, których powinna uczyć szkoła to warunek pomyślnej przyszłości kraju. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, by ten zawód wybierali najlepsi z nas, by mieli komfortowe warunki do realizacji zadań, by zawód otoczony był prestiżem, a wynagrodzenie stosowne do ogromnej odpowiedzialności. Społeczeństwo, państwo, które nie wymaga od nauczycieli pracy na najwyższym poziomie etycznym i merytorycznym, które nie zapewnia nauczycielom wynagrodzenia pozwalającego godnie żyć – niszczy same siebie.

Nauczyciele w Polsce traktowani są w sposób karygodny. Są pracownikami budżetowymi, a to znaczy, że są wynagradzani przez nas, bo z naszych podatków. Wynagradzamy ich fatalnie, to nieetyczne i bezrozumne! Nauczyciele słusznie czują się pokrzywdzeni, mają słuszne podstawy do protestu. Warto przy tym pamiętać, że kwota podwyżek jest ważna, ale nie najważniejsza. Chodzi o jakość szkoły, jakość wychowania. Stan obecny (głodowe pensje), to stan głęboko nieetyczny.

Ale brak etyki państwowego dysponenta naszymi pieniędzmi nie usprawiedliwia nieetycznych form protestu nauczycieli. Pamiętam z czasów „pierwszej Solidarności” – wówczas pamiętano, że protest powinien uderzać w pracodawcę, w winnego zła, nie może natomiast krzywdzić niewinnych ludzi, zwłaszcza chorych i dzieci. „Belferska grypa” to fatalny pomysł, podważa zaufanie do samych nauczycieli (dla kasy wyłudzają fałszywe zwolnienia? ) i do lekarzy (gotowi są dawać L4 zdrowym? ). Podkreślam, protest jest konieczny, krzywda nauczycieli jest oczywista i odbija się na jakości kształcenia, czyli na przyszłości społeczeństwa. Ale czy nauczycielskim związkom zawodowym nie zabrakło kreatywności, czy nie można wymyślić czegoś, co nie szkodzi, ale nawet pomoże dzieciom, a zarazem będzie naprawdę czytelnym znakiem oczywistym dla społeczeństwa i polityków? Czy nie można wymyślić czegoś, co pokaże, że nauczycielom chodzi nie tylko o pieniądze (jak najbardziej zasłużone), ale chodzi o szkołę, o jakość nauczania, o wychowanków? W proteście chodzi o pokazanie determinacji, o podkreślenie wagi sprawy, uświadomienie tego jak najszerszej grupie ludzi. W proteście powinno być też coś z ofiary, z porzucenia własnej wygody (przypomnijmy robotników w latach 80. strajkujących na styropianie przez wiele dni) – obawiam się, że „belferska grypa” jest pod tym względem kompletnie nieczytelna.

Reklama

Czy można inaczej? Puściłem wodze fantazji, wyobraziłem sobie dobrze przygotowane merytorycznie i organizacyjnie, wspólnie z radami rodziców, wycieczki szkolne po mieście. Zorganizowane są w tym samym czasie, skoordynowane przez związki zawodowe tak, by były naprawdę widoczne, ale nie powodowały trudności komunikacyjnych i w sferze bezpieczeństwa. Tak, przygotowanie wycieczki to dodatkowa praca – ale cel szczytny! Wyobraźmy sobie tłum dobrze zaopiekowanych dzieciaków wylega w tym samym czasie na ulice wszystkich polskich miast. Zwiedzają, oglądają, są uczeni, dyskutują, realizują projekty, uczestniczą w grach miejskich. Nauczyciele odziani są w zgrabne kamizelki ze stosownymi napisami. Dobry treściowo transparent też będzie stosowny. Mass media mają pełne ręce roboty, bo obrazek piękny i bardzo czytelny. Nikt nie traci, a znak dla rządzących aż nazbyt dobitny… W tym czasie związki negocjują podkreślając powszechne poparcie dla nauczycielskich postulatów. Demonstrację wzmocni z pewności to, że związki dogadają się między sobą, że środowisko oświatowe pokaże jedność. Środowisko oświatowe, a zarazem bardzo liczny elektorat…

Nie wiem, może to nie jest najlepszy pomysł, może trzeba szukać dalej. Ale nie w rozwiązaniach, przy których bliski mi nauczyciel pyta dramatycznie: Mam być oszustem czy łamistrajkiem?!

Historyk, felietonista, ekspert iátrener Centrum Szkoleniowego Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej w Szczecinie

Tagi:
nauczyciel nauczyciele

Bp Dajczak do 5 tys. nauczycieli na Jasnej Górze: sama wiedza nie czyni człowieka człowiekiem

2019-07-02 17:21

it / Jasna Góra (KAI)

Szczególna modlitwa dziękczynna za miniony rok szkolny, a także prośba za polską oświatę, pedagogów i wychowawców, zwłaszcza o świadomość misji kształtowania człowieczeństwa i jedność środowiska zanoszona była na Jasnej Górze. 82. Pielgrzymce Nauczycieli towarzyszyło hasło: „W imię przyszłości kultury”. Wzięło w niej udział ponad 5 tys. osób. Do nauczycieli przemówił również nowy minister edukacji.

Magdalena Pijewska
Bp Edward Dajczak

Bp Edward Dajczak z diec. koszalińsko-kołobrzeskiej, były delegat Episkopatu Polski ds. nauczycieli podczas Mszy św. celebrowanej na szczycie Jasnej Góry apelował w homilii o człowieka. Przypominał, że „aby dojść do drugiego trzeba wyjść z siebie, trzeba być tym, który doświadczył jak pięknie jest być z Bogiem i jak pięknie jest być człowiekiem”. - W ten sposób idąc do człowieka mogę zrozumieć jego wołanie, jego bunt, jego płacz, cierpienie, szczęście, jego krzyk o miłość – mówił bp Dajczak. Podkreślał, że „wiedza jest piękna i może zrobić bardzo wiele, tylko nie umie człowieka uczynić człowiekiem”.

Kaznodzieja zauważył, że „prawdziwy przewodnik to taki, który doświadczywszy, ma odwagę zniknąć, który powie: wstań, chodź, który pokaże ręką, nakieruje, powie jak Ona, zróbcie to, co Jezus mówi”. Bp Dajczak życzył,

aby Kościół był właśnie tym miejscem, gdzie „człowiek współczesny, rozbity, rozproszony, będzie mógł się pozbierać, odzyskać siły, odnaleźć sens tego, co pozaziemskie”.

We Mszy św. udział wziął nowy minister edukacji Dariusz Piontkowski.

- Przybywamy do tego miejsca szczególnego dla Polaków po to, aby podziękować za to, co już się stało, prosić o wsparcie i siły przy wyzwaniach, które nas czekają. Bez takiego wsparcia trudno myśleć o tym, aby dobrze wypełniać swoje obowiązki – powiedział minister.

Podkreślił, że należy pamiętać, „że szkoła jest przede wszystkim dla dzieci i rodziców, nauczyciele pełnią tu w dużej mierze funkcję usługową”. - Szkoła pełni funkcję pomocniczą wobec rodziny i rodziców, bo to rodzice przede wszystkim wychowują swoje dzieci. Bez współpracy rodziców i szkoły, a więc także nauczycieli efektów dobrych nie będzie - uważa Dariusz Piontkowski. Zaznacza jednak, że „chcielibyśmy, aby ta posługa była w jak najlepszych warunkach i za godziwą płacę, i będziemy próbowali tak ustawić polskie prawo i polskie finanse, aby nauczyciele mogli pracować w jak najbardziej komfortowych warunkach”.

Jego zdaniem w kwietniu, kiedy wybuchły strajki, było bardzo dużo emocji, dlatego chciałby doprowadzić do tego, aby emocje były „zdecydowanie mniejsze, abyśmy rozmawiali o faktach, a nie tylko i wyłącznie o emocjach i temu służą m.in. spotkania ze związkami zawodowymi, które już się odbyły”. - Chciałbym, aby te rozmowy były kontynuowane. Umówiliśmy się już na spotkanie w drugiej połowie sierpnia, gdzie będziemy rozmawiali o szczegółach i mam nadzieję, że uda się doprowadzić do tego, aby zajęcia rozpoczęły się zgodnie z przewidywanym terminem bez poważniejszych napięć – twierdzi minister edukacji.

W tegorocznej pielgrzymce wzięło udział ok. 5 tys. osób. Przybyli nauczyciele różnego szczebla: przedszkoli, szkół podstawowych, średnich i uczelni wyższych. - Jestem na Jasnej Górze dlatego, że stąd czerpię moc do pracy, tu czerpię się siłę duchową – powiedziała Małgorzata Tokarz z Gorlic. Dodała, że „tu czuje wsparcie, duchową więź z ludźmi i ma się świadomość, że nie jest sama”. - Rok był trudny, szarpany różnymi politycznymi emocjami. Prosimy o błogosławieństwo Boże w pracy, ale też o pokój, o spokój, o to, by być wzorem dla uczniów – powiedziała nauczycielka.

W czasie Pielgrzymki Nauczycieli i Wychowawców spotkać można przedstawicieli „Warsztatów w Drodze”', którzy zachęcali pedagogów z całej Polski do wyruszenia w sierpniowej pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. – Ta pielgrzymka różni się od innej pieszej tym, że zapraszamy na trasę ciekawych wykładowców, którzy w drodze uczą nas wiele - powiedziała Agata Ostrowska

Dzisiejsze jasnogórskie spotkanie to także okazja do przypomnienia patronki pedagogów i wychowawców bł. Natalii Tułasiewicz. Nauczycielki, która w czasie II wojny światowej z własnej woli zgłosiła się do obozu pracy by tam uczyć i ewangelizować młode dziewczęta. Za co ostatecznie poniosła śmierć męczeńską. - Z naszą patronką wiąże się szczególna inicjatywa modlitewna – powiedziała Agata Ostrowska i wyjaśniła, że „chodzi o natalietkę, czyli modlitwę na wzór margaretek za kapłanów, siedem osób, które podejmują każdego dnia modlitwę litanią do błogosławionej w intencji nauczycieli i pielgrzymki nauczycieli”.

W tym roku uczestnicy „Warsztatów w Drodze” na pątniczy szlak wyruszą po raz 27. Tradycyjnie wędrować będą wraz z pielgrzymami diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Na Jasną Górę dotrą 12 sierpnia.

Tegoroczne spotkanie nauczycieli na Jasnej Górze przebiegało pod hasłem: „W imię przyszłości kultury”. - Słowa te nawiązują do szczególnie ważnego wystąpienia Jana Pawła II w siedzibie UNESCO w 1980 roku - tłumaczył ks. Wojciech Wojtyła, sekretarz Krajowego Biura ds. Duszpasterstwa Nauczycieli. Dodawał, że „Ojciec Święty wygłosił przemówienie na temat kultury, które uważane jest za syntetyczny wykład na temat chrześcijańskiego rozumienia kultury”.

Pielgrzymkę poprzedziło sympozjum ewangelizacyjne, w czasie którego za Janem Pawłem II przypominano, że kultura jest właściwym i istotnym sposobem istnienia człowieka, pierwszym jej zadaniem jest wychowanie a od kultury, której fundamentem jest dla nas chrześcijaństwo, zależy przyszłość.

- W czasach rozbicia wartości i wielkich wiraży kulturowych potrzebny jest wspólny wysiłek i odpowiedzialność polskich nauczycieli, których misją jest wychowywanie a więc kształtowanie człowieczeństwa młodych, poprzez uświadamianie im o ich nadprzyrodzonej godności i korzeni, z których wyrastają, i które są ich tożsamością - podkreślono w podsumowaniu spotkania.

Nauczycielskie pielgrzymki odbywają się od 1937r. Uczestniczył w nich także kard. Karol Wojtyła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

We Włoszech zmarła Paola Bonzi

2019-08-21 16:00

Włodzimierz Rędzioch

Jej nazwisko prawie nikomu nic nie mówi, nawet we Włoszech, gdzie się urodziła, działała i zmarła nagle w wieku 76 lat, 9 sierpnia w Brindisi, gdzie spędzała wakacje. A Paola Bonzi była jedną z najwspanialszych postaci ruchu obrońców życia.

YouTube

Od kiedy założyła jesienią 1984 r. pierwszy Ośrodek Pomocy Życiu (Centro di Aiuto alla Vita – CAV)) w mediolańskiej klinice Mangiagalli, wraz z wieloma wolontariuszami uratowała od aborcji 22 702 dzieci. Aborcja została zalegalizowana we Włoszech w 1978 r., kilka miesięcy przed wyborem na papieża kard. Karola Wojtyły, co doprowadziło do wielkiego rozłamu w społeczeństwie i licznych kontrowersji. W maju 1981 r. prawo, które przeszło do historii jako „Legge 194” zostało poddane pod głosowanie w referendum, które obrońcy życie przegrali. Jednak „Prawo 194” dawało pewne możliwości obrony życia. Przede wszystkim podkreślało, że dobrowolne przerwanie ciąży „nie jest środkiem kontroli urodzeń”. Państwo, regiony i władze lokalne, w ramach swoich funkcji i kompetencji powinny „promować i rozwijać usługi socjalne i zdrowotne, a także inne niezbędne inicjatywy mające na celu zapobiegania aborcji jako środka kontroli urodzeń”. Prawo to nakładało na doradców rodzinnych „zadanie aktywnego wspierania kobiety znajdującej się w trudnej sytuacji z powodu ciąży, aby ograniczyć przyczyny, które mogą skłonić kobietę do podjęcia decyzji o aborcji”.

Biura doradztwa rodzinnego miały możliwości korzystania ze współpracy z „dobrowolnymi stowarzyszeniami, które mogą również pomóc w trudnym macierzyństwie po porodzie”. I to otwierało drogę do współpracy z ruchami broniącymi życia i zorganizowanymi w Ośrodkach Pomocy Życiu. Tak jak inny, wybitny działacz ruchu „pro-life”, Carlo Casini, pracował na polu kultury i polityki, tak Bonzi poświęciła się codziennej pracy z kobietami. A były to osoby przeżywające dramatyczne chwile swojego życia – kobiety, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu lub przypadkowego raportu seksualnego, kobiety samotne, bez stałego partnera, kobiety w trudnej sytuacji ekonomicznej, ale przede wszystkim kobiety zagubione i przestraszone. I to takim kobietom Paola Bonzi pomagała przez 35 lat. W młodości straciła wzrok, co sprawiło, że potrzebowała w kontaktach z innymi bliskości i osobistego ciepła. Ale to samo potrafiła dać innym. Dlatego kobiety, które w większości były pod presją społeczną i kulturalną namawiającą je do aborcji, otwierały się przed nią, zwierzały, wyrażały wątpliwości prosząc o pomoc. Potrafiła być delikatna, dyskretna i wyrozumiała, nigdy nikogo nie krytykowała ani nie potępiała. Zawsze powtarzała, że dzieci rodzą się dzięki ich matkom, ponieważ to w sercu kobiety kryje się „tak” dla życia. Dlatego aby urodziło się dziecko, najpierw musi „urodzić się” matka, a Paola potrafiła wzbudzać w kobietach pragnienie macieżyństwa. Nie wystarczą prawa ograniczające czy zakazujące aborcję. Możnaby powiedzieć, że Bonzi była prawdziwą feministką – broniła kobiet pomagając im zrobić najpięknięjszą rzecz w życiu – wydać na świat dziecko. Często powtarzała, że „nigdy nie poznała kobiety, która żałowała tego, że urodziła dziecko” a jednocześnie „spotkała wiele kobiet, które przez całe życie cierpiały i płakały, ponieważ dokonały aborcji”.

Oczywiście aby pomagać trzeba było najpierw zdobyć środki na pomoc kobietom. Bonzi potrafiła przekonać przedsiębiorców i znaleźć benefaktorów, którzy gotowi byli dawać oferty Ośrodkom Pomocy Życiu, bo mieli pewność, że ich pieniądze służą ratowaniu życia. Aby zbierać fundusze Paola organizowała między innymi specjalne wieczory galowe – w tym roku też przygotowała taki wieczór, który miał być też okazją do świętowania 35° rocznicy założenia pierwszego Ośrodka CAV. Nie dożyła tej chwili ale pozostał po niej ten wielki spadek jakim jest 22702 dzieci (dzisiaj niektórzy mają już ponad 30 lat) i tyleż kobiet, które zostały matkami dzięki jej pomocy i wsparciu. Była świadkiem godności i świętości ludzkiego życia, ponieważ uważała, że obrona życia jest fundamentem każdego cywilizowanego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

95-letnia pątniczka z Włoch w rozmowie z "Niedzielą" o swoim pielgrzymowaniu

2019-08-22 21:24

NIEDZIELA TV

95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. - Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej - powiedziała pątniczka.

NIEDZIELA TV

Obejrzyj film: 95-letnia pątniczka z Włoch w rozmowie z "Niedzielą" o swoim pielgrzymowaniu
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem